ozdoba

WOJNA BIZANTYJSKO-NORMAŃSKA
1081-1085

ozdoba

Od 1074 roku bizantyjski cesarz Michał VII Dukas prowadził pertraktacje z Robertem Guiscardem na temat sojuszu bizantyjsko-normańskiego, skierowanego przeciwko Turkom seldżuckim. Aby pakt nabrał większego znaczenia, wojowniczy Norman wysłał do Konstantynopola swoją córkę, która w bizantyjskiej stolicy przyjęła imię Helena i miała zostać żoną Konstantyna, cesarskiego syna.

Bizantyjsko-normańskie plany zniszczył zamach stanu, który miał miejsce w marcu 1078 roku w Konstantynopolu. Nowy cesarz Nicefor III Botaniates zaniechał sojuszu z Robertem Guiscardem, a jego córkę odesłał do klasztoru. W tym momencie ta zniewaga stała się priorytetem działań władcy Apulii i Kalabrii.

4 kwietnia 1081 roku nastąpiła zmiana na bizantyjskim tronie. Miejsce swojego nieudolnego poprzednika zajął Aleksy I Komnen. Ten cesarz również nie wznowił rozmów z Normanami, a Robertowi Guiscardowi było obojętne, z kim będzie walczył w imię honoru rodziny.

Wiosną 1081 roku Boemund, najstarszy syn Roberta Guiscarda, przejął wyspę Sazan oraz miasto Aulonę, dziś znaną pod nazwą Vlora. Tam zorganizował przystań dla stu pięćdziesięciu statków swego ojca.

"...Robert Guiscard powierza południową Italię Rogerowi Borste. najstarszemu synowi z drugiego małżeństwa, i żegluje ku Aułonie. Ten blisko sześćdziesięciosiedmioletni mężczyzna zaczyna kolejną przygodę życia. Z Aulony wyprawia się ku Wyspom Jońskim i zagarnia Korfu. W okolicy przylądka Glossa przeżywa straszliwą burzę. W końcu skupia swoje statki pod obleganym przez Boemunda Dyrrachionem. Tu zaczyna się via Egnatia - starożytna droga, która od ośmiu wieków przecina Bałkany, i przez Ochrydę oraz Tesalonikę wiedzie prosto do Konstantynopola. Jest połowa czerwca. Wszystko zaczyna się walić. Zaalarmow any doża Domenko Selvo gromadzi swoje galery i dromony*. Atakuje mocno nadwerężoną flotę normańską. Jej załoga nie ma wielkiego doświadczenia. Normanowie bombardowani ogniami greckimi, które Wenecjanie miotają z szalup mocno przywiązanych do rei, są oszołomieni, ale nadal waleczni. Eskadra uchodzi z pola walki. Robert Guiscard wpada w sidła własnej kampanii..."


Fragment książki: P. Aube "ROGER II" s. 50

Ta mała wpadka nie zniechęciła Roberta Guiscarda. Mała klęska oznacza małe straty, więc amia normańska 17 czerwca 1081 roku zaczęła oblężenie Dyrrachionu.
Latem 1081 roku przypłynęła wenecka flota w sile pięćdziesięciu dziewięciu okrętów i zatrzymała się w Pallia przy niewielkim przylądku, położonym na północ od Dyrrachionu. Niedługo potem podpłynął do nich Boemund, próbując zmusić ich do aklamacji człowieka udającego Michała VII. Intryga nie powiodła się.

"...Następnego dnia, gdy przybył ponownie Boemund, Wenecjanie odrzucili jego żądania. Boemund nierozważnie zaatakował pływającą twierdzę Wenecjan swoimi największymi okrętami. Efektem tego nieudanego ataku, była strata kilku okrętów normańskich w tym flagowego, które Wenecjanie posłali na dno. Boemund wraz z resztą swojej floty uciekł w pobliże obozu normańskiego, gdzie próbował wciągnąć pozostałe mu okręty na brzeg. Wenecjanie rzucili się za nim w pościg i zaatakowali prowizoryczny port Normanów. Wsparł ich wypadem z Dyrrachium Jerzy Paleolog. Bitwa w pobliżu brzegu według relacji Wilhelma Apulijskiego trwać miała trzy dni. Przed ostateczną klęską flotę Roberta uratowała postawa jego sojuszników z Dubrownika i Dalmacji, których łucznicy skoncentrowali ostrzał na podchodzących grupami do brzegu jednostkach Wenecjan tak, że tym ostatnim udało się im zdobyć tylko kilka okrętów Normanów. Porażka w starciu na morzu z sojusznikami Aleksego I, zasiała defetyzm w szeregach floty Guiscarda, gdyż jej marynarze obawiali się wyjść ze znajdującego się pod osłoną obozu portu..."


Fragment książki: M. Böhm "FLOTA I POLITYKA MORSKA ALEKSEGO I KOMNENA" s. 119

Dyrrachium 1081

"...Cesarz Aleksy I dotarł pod Dyrrachium w październiku 1081. Jego przybycie na czele dużej armii lądowej zapowiadało rychłe zakończenie konfliktu na korzyść Bizantyńczyków, dysponujących teraz przewagą na lądzie i morzu. Sukces Wenecjan na morzu odciął Normanów od ich italskiego zaplecza a ich unieruchomiona flota nie mogła dowieść posiłków i zaopatrzenia. Znajdując się w pobliżu miasta Aleksy I wezwał do siebie dowodzącego obroną miasta Paleologa, który przybył do niego drogą morską w otoczeniu okrętów wojennych (z całą pewnością weneckich). Narada, jaka odbyła się w sztabowym namiocie Aleksego, mimo wniosków Paleologa i innych starszych dowódców, którzy odradzali cesarzowi rozpoczęcie bitwy i radzili granie na zwłokę, zakończyła się sukcesem zwolenników rozpoczęcia walnej bitwy z Guiscardem.
Guiscard wiedział że od jednej bitwy zależą losy całej wojny. Dlatego, aby zmusić żołnierzy do desperackiego oporu rozkazał spalić swoje okręty, tak by nie miełi dokąd uciekać. Bitwa, którą wydał Aleksy I Robertowi pod naciskiem młodych członków swojego sztabu, skończyła się dotkliwą klęską Bizantyńczyków. W trakcie trwania walk wcześniejszy rozkaz Guiscarda o spaleniu swojej floty, przyniósł podwójny efekt, ponieważ cześć jego wojsk walczyło z wielką determinacją, podczas gdy pewna grupa żołnierzy (zapewne mieszkańców Italii) rzuciła się do ucieczki w morze, prosząc o ratunek na pilnujących wybrzeża okrętach floty weneckiej (benetikou stolou), którego jednak im nie udzielono. Możemy być pewni, iż Robert nie spalił wszystkich swoich okrętów. Wilhelm Apulijski relacjonuje, że w czasie owej ucieczki Longobardów i mieszkańców Kalabrii, prawie wszyscy dowodzeni przez Guiscarda marynarze mieli im towarzyszyć. Ludźmi morza, których okręty mogły pozostać niezniszczone, mimo że źródła o tym nie mówią, mogli być piraci z Dubrownika i Dalmacji. Im, jak wiemy, Norman zawdzięczał uratowanie resztek swojej floty podczas ataku Wenecjan. Nie można wykluczyć, że w razie przegranej bitwy to na ich okrętach Guiscard i znajdujący się w jego otoczeniu notable mieli zamiar uciec. Spalenie pozostałych okrętów miało zmotywować do walki przede wszystkim niezbyt pewne pod względem morale oddziały z Italii. Mieszkańców Dalmacji służących Guiscardowi, pragnęli złapać sami Wenecjanie, gdyż zgodnie z zawartymi wcześniej pomiędzy nimi a Wenecjom umowami za współprace z Normanami groziła im śmierć, dlatego do zaciętego oporu specjalnie ich zachęcać nie trzeba było, choć część może uległa panice na początku bitwy.
Dzięki informacjom przedstawionym powyżej wiemy, że w czasie bitwy pod Dyrrachium Wenecjanie zabezpieczali działania cesarza od strony morza. Zastanowić się możemy również nad tym, czy w czasie wspomnianej wcześniej narady wojennej, nie powierzono im również roli uderzenia z morza na tyły Normanów, po przełamaniu przez Aleksego I pozycji tych ostatnich. O takim właśnie planie świadczyć może to, że weneckie okręty znajdowały się bardzo blisko brzegu, skoro uciekający żołnierze normańscy stojąc w wodzie po szyję, byli w stanie się do nich zbliżyć. Tak płytkie zanurzenie okrętów (oceniając średni wzrost ówczesnych mężczyzn na 1,6-1,8 metra), sugerować może, że do takich działań Wenecjanie mogli użyć wspomnianych wcześniej mikro akati, bowiem te niewielkie łodzie się idealnie nadawały do takich celów..."


Fragment książki: M. Böhm "FLOTA I POLITYKA MORSKA ALEKSEGO I KOMNENA" s. 120-122

Z zaplecza nadchodzi jednak kolejny atak. Bazyleus Aleksy I Komnen nie wahał się długo. Z armią tak samo niejednorodną jak oddziały bizantyńskie, które niegdyś próbowały szczęścia na Sycylii, rzuca się na oblegających. Robert Guiscard podrywa do walki swoich wojowników. Osiemnastego października 1081 roku cztery oddziały normańskie odpierają atak armii cesarskiej. Roi się w niej od najemników tureckich, ruskich, serbskich i wareskich, od normańskich dysydentów i saksońskich huskarlów. Całe to wojsko zostaje rozbite w pył. Uciekający z pola walki cesarz długo wędruje po albańskich górach, nim dotrze do Bizancjum. Tym razem książę nie okazał łaski. Wszystkich pokonanych zmasakrowano..."


Fragment książki: P. Aube "ROGER II" s. 50-51

ozdoba
21 lutego 1082 roku, wskutek zdrady pewnego weneckiego kupca, Dyrrachion poddał się Robertowi Guiscardowi.
Wiosną 1082 roku Normanowie zdobyli Ochrydę, Skopje, Kastorię.
W 1083 roku Robert Guiscard musiał opuścić bizantyjskie posiadłości. Powodem jego wyjazdu był Henryk IV, który zaatakował Państwo Kościelne i zdetronizował papieża Grzegorza VII. Zwierzchność nad armią pozostawił swemu synowi Boemundowi.
Przez pół roku nowy dowódca próbował zdobyć Larisę, której obroną dowodził Leon Kefalas. Miasto pozostało jednak niezdobyte. Ten okres wykorzystał Aleksy I, który, zebrawszy armię, podszedł pod mury Larisy i pokonał normańskie wojska.
Pokonany Boemund schronił się w Kastorii. Tutaj spotkał go bunt nieopłaconego wojska. Z tego powodu udał się do ojca po pieniądze na żołd.
Jesienią 1083 roku w pobliżu Kastorii znalazł się Aleksy I.
Kastoria 1083

"...Gdy zabrakło na Bałkanach Boemunda, cesarz przeszedł do kontruderzenia jesienią roku 1083. Jako cel pierwszego ataku wybrał Kastorię. Oblężenie Kastorii zakończyło się sukcesem strony bizantyńskiej, gdyż cesarz wykorzystał przeciwko Normanom łodzie, zwodowane na otaczającym miasto jeziorze, które posłużyły do utworzenia na tyłach twierdzy drugiego frontu co ostatecznie złamało morale załogi.
Kastoria leżała na górzystym przylądku wrzynającym się w jezioro o takiej samej nazwie. Mając za plecami jezioro de Brienne mógł nawet przy stosunkowo małych siłach długo utrzymać twierdze, gdyż wystarczało, by skupiał swoją uwagę tylko na jednym odcinku, mianowicie na tym miejscu w którym przylądek graniczył z lądem stałym. W miejscu tym mury były najgrubsze, więc gdy Aleksy I zaczął jesienią 1083 roku oblegać Kastorię towarzyszył mu szereg machin oblężniczych, wśród których dominowały belepole.
Mimo ciągłych bombardowań, które doprowadziły do powstania wyłomu w murach, Normanowie bronili się z wielką determinacją. Zapewne mieli świadomość, że zbliżająca się zima jest równie wielkim zagrożeniem dla nich ) jak i dla oblegających, ale w ich sytuacji mogła posłużyć za atut Osłabione zimnem i niedożywieniem wojska cesarskie, mogły zwinąć oblężenie lub też dopuścić do powstania jakichś łuk, przez które mogłaby do twierdzy dotrzeć pomoc i zaopatrzenie. Wraz z nadejściem wiosny mógł wrócić z posiłkami Boemund. Aleksy świadomy tego, że przedłużające się oblężenie działać będzie na jego niekorzyść, postanowił zastosować pewien wybieg, który przyniósł mu zwycięstwo. Postanowił uderzyć na Kastorię z dwóch stron jednocześnie, z lądu i z jeziora. Ponieważ nie dysponował na miejscu żadnymi łodziami ani okrętami rzecznymi, sprowadził je na wozach i na małym molo zwodował na jeziorze. Polecił Jerzemu Paleologowi aby na czele doborowego oddziału dokonał lądowania na tyłach twierdzy, co nastąpić miało zapewne w nocy, zaś wraz z nastaniem dnia wspólne uderzenie z dwóch kierunków miało otworzyć bramy Kastorii cesarzowi.
Aleksy nieprzypadkowo wybrał właśnie to miejsce, dostrzegł bowiem iż Normanowie nie kontrolowali stoków wzgórza na końcu półwyspu, dlatego tam skierował Paleologa. Dokonując rozpoznania terenu cesarz zapewne obserwował patrole Normanów, co pozwoliło mu stwierdzić, że na szczyt znajdującego się za Kastorią wzgórza biegły dwie drogi, z których jedna była łatwiejsza do pokonania i co najważniejsze nie uczęszczana przez jego adwersarzy. Przyjąć można że lądowanie u podnóża wzgórza musiało odbyć się bez zakłóceń, zaś Normanowie nie zauważyli żadnych podejrzanych ruchów za swymi plecami. Cesarz liczył się z możliwością napotkania przez oddział Paleologa jakiegoś normańskiego patrolu, dlatego na szczyt wzgórza rozkazał wprowadzić jedynie czujkę, której przeciwnik łatwo dostrzec nie mógł. Zadaniem czujki była obserwacja Normanów, a także oczekiwanie na znak z obozu cesarskiego, na który cały oddział miał wyjść z ukrycia i znaleźć się na szczycie. Krótsza droga na szczyt wybrana wcześniej przez cesarza, ułatwiła szybkie dotarcie na miejsce akcji żołnierzy, co miało istotne znaczenie, gdyby doszło do wykrycia oddziału Paleologa i Normanowie ruszyliby do kontrataku. Będąc już na szczycie wzgórza oddział dostrzegł moment uderzenia wojsk cesarskich, po którym ze swe] strony zaatakował Normanów tworząc na ich tyłach drugi front.
De Brienne, gdy nastąpił jednoczesny atak sił głównych armii cesarskiej i oddziału dywersyjnego Paleologa, nie stracił ducha walki i chciał kontynuować bitwę, ale ulec musiał swoim podwładnym, którzy nie wytrzymali psychicznie i poddali miasto cesarzowi. Manewr zastosowany przez cesarza powiódł się zatem idealnie, gdyż miasto zostało zdobyte bez większych strat. Większa cześć normańskiej załogi miasta przeszła na służbę Aleksego..."


Fragment książki: M. Böhm "FLOTA I POLITYKA MORSKA ALEKSEGO I KOMNENA" s. 125-128

ozdoba

"...Aleksy I wykorzystując chwilowy spadek aktywności Normanów i ich sojuszników wysłał wiosną roku 1084 nową flotę dowodzoną przez Michała Mauriksa, któremu powierzono zadanie połączenia sił ze znajdującymi się w pobliżu Dyrrachium Wenecjanami, oraz odbicia Kerkyry wraz z pozostałymi wyspami zdobytymi wcześniej przez Guiscarda. Moment był dla Bizantyńczyków sprzyjający, ponieważ na owych wyspach wybuchło powstanie skierowane przeciwko władzy Normanów. Poczynania floty dowodzonej przez Mauriksa przyniosły powodzenie stronie bizantyńskiej i znajdujące się w tym rejonie siły morskie Normanów dowodzone przez samego Roberta zostały przez nią rozbite.
Bizantyński sukces miał miejsce w czasie działań na Kerkyrze, które dzięki relacji Anny Komneny jesteśmy w stanie prześledzić bardzo dokładnie. Robert Guiscard wraz ze swoją flotą zajmował port Kassope znajdujący się w północnej części wyspy. Tymczasem Wenecjanie mieli spotkać się z Mauriksem w przystani Pasaron znajdującej się we wschodniej części Kerkyry. Wenecjan oczekujących kilka dni na przybycie Bizantyńczyków dobiegła wiadomość o ruchach Roberta. Nie czekając na sojuszników uderzyli na stojącą w Kassiope flotę Normanów, zadając jej dotkliwe straty. W międzyczasie Guiscad otrzymał posiłki i zgromadził pozostałe siły morskie, aby rozprawić się z Wenecjanami. Nie wiedział, że na wyspę dotarły już okręty Bizantyńczyków. Jego przeciwnikom udało się wykorzystać element zaskoczenia i trzy dni później pokonać go..."


Fragment książki: M. Böhm "FLOTA I POLITYKA MORSKA ALEKSEGO I KOMNENA" s. 131

"...Robert Guiscard wkrótce zorganizował nową flotę, w sile 120 statków, która miała służyć do przerzucenia ponownie jego sił na Bałkany i zlikwidowania sił morskich zarażających mu koalicjantów. Swoje nowe siły morskie, wsparł także pewną liczbą skonfiskowanych statków kupieckich. Nowa flota Guiscarda wyruszyła we wrześniu roku 1084 z Otranto (Brindisi), kierując się na Aulonę, którą wcześniej odbili z rąk Bizancjum synowie Roberta. Po wylądowaniu w Ilirii, Guiscard udał się z Aulony do Butrinto, gdzie znajdowali się jego synowie Roger i Gwidon. Po dwóch miesiącach odpoczynku, Norman wyruszył na czele swojej floty w kierunku Kerkyry pełniącej teraz rolę kwatery głównej sił morskich strony bizantyńskiej..."


Fragment książki: M. Böhm "FLOTA I POLITYKA MORSKA ALEKSEGO I KOMNENA" s. 132

Kerkyra 1084

"...Po dwóch miesiącach odpoczynku, Norman wyruszył na czele swojej floty w kierunku Kerkyry pełniącej teraz rolę kwatery głównej sił morskich strony bizantyńskiej. Z całą pewnością zaskoczył swoich przeciwników. Na widok jego floty Wenecjanie utworzyli pływający port (pelagolimen), wiążąc liną wszystkie swoje statki i wraz z Bizantyńczykami oczekiwali na jego atak. Wiemy jak wyglądał układ sił przed bitwą. Robert podzielił swoje okręty pomiędzy siebie i swoich trzech synów, Rogera, Gwidona i Boemunda. Każdy miał pod dowództwem pięć trirem . Oprócz tych jednostek Normanowie mieli na swoim wyposażeniu wiele pomniejszych okrętów. Przeciwko nim Wenecjanie wystawili dziewięć trirem, które wspierała nieznana liczba bizantyńskich chelandii (chelindros).
Bitwę rozpoczęli Normanowie, gwałtownym atakiem. Mając wsparcie bizantyńskich chelandii, Wenecjanie ostrzeliwali okręty Roberta ze swojego pływającego portu strzałami i pociskami niszczącymi pokłady i kadłuby. Najbardziej wenecki ostrzał odczuła eskadra dowodzona przez Rogera, który sam został ranny. Wenecjanom dość szybko skończyły się pociski, dlatego ich okręty stały się bardzo lekkie i niestabilne. Widząc nieskuteczność swoich ataków na Wenecjan, Robert rozkazał oddzielić Rogerowi przy pomocy podległych mu sił bizantyńskie chelandie od całości sił sojuszników. Brawurowy atak flotylli Rogera zmusił Bizantyńczyków do ucieczki. Pozbawieni wsparcia Bizantyńczyków Wenecjanie teraz stali się łatwym łupem dla Normanów, siedem okrętów zatopiono, zaś dwa pozostałe nie były w stanie uciec poza zasięg Normanów, tak ciężko były uszkodzone. Normanowie zdobyli także w pościgu siedem uciekających okrętów Bizantyńczyków. Robert był zadowolony ze zwycięstwa, a w jego ręce dostało się ponad dwa i pół tysiąca jeńców. Chcąc przeciągnąć Wenecjan na swoją stronę Robert pozostawił ich przy życiu, zaś większość Greków okaleczył lub też zabił w okrutny sposób. Jest również możliwe, że Norman planował wysłać poselstwo do Wenecji, w sprawie jeńców i ewentualnego sojuszu przeciwko Aleksemu I. Wenecjanie pozostali jednak wierni cesarzowi i odrzucili wszystkie propozycje Normana..."


Fragment książki: M. Böhm "FLOTA I POLITYKA MORSKA ALEKSEGO I KOMNENA" s. 132-133

ozdoba

"...Jeszcze jesienią roku 1084 obawiając się o bezpieczeństwo pozostałej części floty Robert Guiscard wprowadził ją na rzekę Glykis, gdzie wyciągnięto okręty na brzeg i umieszczono je w specjalnie zbudowanych hangarach. Norman wraz z okrętami umieścił tam także wszystkich marynarzy. Sam zaś na leże zimowe udał się do obozu opodal brzegów Wondicy. Tuż przed niespodziewanym atakiem Wenecjan Robert wysłał swojego syna Rogera z podległą mu flotyllą, aby ten zdobył wyspę Kefalonię. Skierowanie Rogera w kierunku południowym wiązało się być może z powrotem do pierwotnego planu Guiscarda z początku wojny, jakim był atak na Peloponez..."


Fragment książki: M. Böhm "FLOTA I POLITYKA MORSKA ALEKSEGO I KOMNENA" s. 134

"...W czasie zimy w obozie Normanów w Wondicy wybuchła zaraza, która zdziesiątkowała siły Normanów. Jedną z jej przyczyn musiało być niedożywienia w wojsku Normanów, gdyż Wenecjanie odcięli ich od większości dostaw z Apulii. Guiscard odesłał chorego Boemunda do Italii na leczenie, sam zaś udał się z nastaniem lata na Kefalenię, do walczącego tam Rogera..."


Fragment książki: M. Böhm "FLOTA I POLITYKA MORSKA ALEKSEGO I KOMNENA" s. 134

W powodu suchego lata 1085 roku Robert Guiscard napotkał na swej drodze do Kafaleny przeszkodę. Rzeka Glykis była zbyt płytka i nie nadawała się do żeglugi. Władca Normanów kazał wybudować tamę, by spiętrzyć wodę. Podniesiony poziom rzeki pozwolił jego okrętom wypłynąć z pułapki.
Kiedy dotarł do Kefalonii okazało się, że jest zarażony przywleczoną spod Wondicy chorobą. 17 lipca 1085 roku Robert Guiscard zmarł. Śmierć wielkiego wodza spowodowała zakończenie wojny przede wszystkim z tego powodu, że jego synowie uwikłali się w konflikt o władzę po ojcu.

Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości