ozdoba

WOJNA POLSKO-KRZYŻACKA
1431–1435

ozdoba
894-896 Wojna bułgarsko-bizantyjska
917-924 Wojna bułgarsko-bizantyjska
953-955 Bunt Ludolfa w Niemczech
955 Najazd Węgrów na Bawarię
1001-1004 Wojna bułgarsko-bizantyjska
1009–1012 Najazd armii Thorkella na Anglię
1015-1018 Wojna bułgarsko-bizantyjska
1078 - 1080 Wojna cesarza Henryka IV z Saksonią
1081-1085 Wojna bizantyjsko-normańska
1096-1099 I wyprawa krzyżowa
1109 Wojna polsko-niemiecka
1145-1149 II wyprawa krzyżowa
1189-1192 III wyprawa krzyżowa
1202-1204 IV wyprawa krzyżowa
1217-1221 V wyprawa krzyżowa
1221-1223 Dżebe i Subedej w zachodniej Azji
1235-1242 Najazd Batu i Sübedeja na Europę
1248–1254 VI wyprawa krzyżowa
1253 Kampania Opawska
1259-1260 Najazd Burundaja na Polskę
1270 VII wyprawa krzyżowa
1283-1309 Wojna krzyżacko-litewska
1302-1305 Wojna francusko-flamandzka
1308-1309 Zabór Pomorza Gdańskiego przez Krzyżaków
1311-1325 Wojna krzyżacko-litewska
1327-1332 Wojna polsko-krzyżacka o Pomorze Gdańskie i ziemię chełmińską
1337–1453 Wojna stuletnia
1381–1384 Pierwsza wojna Jagiełły z Witoldem
1382-1385 Wojna Grzymalitów z Nałęczami
1390-1392 Druga wojna Jagiełły z Witoldem
1391 Pierwsza wojna Władysława Jagiełły z Władysławem Opolczykiem
1393-1394 Druga wojna Władysława Jagiełły z Władysławem Opolczykiem
1396 Trzecia wojna Władysława Jagiełły z Władysławem Opolczykiem
1406–1408 Wojna o Psków
1409–1411 Wojna Polski i Litwy z Zakonem Krzyżackim
1414 Wojna głodowa
1422 Wojna golubska
1431–1435 Wojna polsko-krzyżacka

19 czerwca 1431 roku w litewskim Skirstymoniu (Christmemel) wielki mistrz Paul Bellitzer von Russdorff, inflancki mistrz krajowy Zizon von Rutenberg i Świdrygiełło zawarli sojusz skierowany przeciwko Polsce.

"...Rusdorf, zdając sobie sprawę z konsekwencji i wagi swego politycznego działania, już 19 czerwca 1431 r. skierował ze Skirstymonia pismo do stanów pruskich wyjaśniające przyczyny zawarcia nieoczekiwanego układu. Powołał się na radę króla rzymskiego, a także na fakt, iż Polacy gromadzą już siły zbrojne na granicy Prus Zakonnych, co nakazuje zarządzenie pogotowia wojennega Także czescy husyci porozumiewali się z Polakami co do wspólnej napaści na ziemie Zakonu, podobnie jak Rusini z Nowogrodu Wielkiego na obszar Inflant, pismo to miało więc uspokoić stany pruskie i zachęcić je do przyszłej walki zbrojnej - przeciw Polsce. Operowało ono przy tym zgoła fałszywymi faktami, gdyż w Polsce nie myślano o wojnie z wielkim mistrzem, ponieważ cały wysiłek zbrojny skierowany miał zostać przeciwko Świdrygielle dla zachowania unii polsko-litewskiej. [...]

W Polsce wiadomość o przymierzu Zakonu ze Świdrygiełłą została przyjęta najpierw z niedowierzaniem. Nieco bowiem wcześniej w toku poufnych rozmów uzgodniono, iż Rusdorf odegra rolę pośrednika w sporze Korony Polskiej ze Świdrygiełłą, przy czym nienaruszalność traktatu mełneńskiego została przez posłów Zakonu podkreślona. Drobniejsze niesnaski graniczne miał uregulować zwołany na 15 sierpnia 1431 r. zjazd do Torunia..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 163

"...Zgodnie ze swoim apelem do stanów pruskich z 19 czerwca 1431 r. wielki mistrz Rusdorf podjął w Prusach przygotowania wojenne, podobnie jak także mistrz krajowy inflancki Zizo von Rutenberg. Na ostateczne podjęcie decyzji wpłynęły apele Świdrygiełły, domagającego się od końca czerwca - w związku z wkroczeniem wojsk polskich na Wołyń - akcji wojsk Zakonu w Polsce, w myśl warunków przymierza. W drugiej połowie lipca Rusdorf rozpoczął werbunek zaciężnych za pośrednictwem urzędników i szlachty w Nowej Marchii; popis zwerbowanych miał odbyć się w Kostrzyniu lub Człuchowie. Zalecił także wójtowi Nowej Marchii Henrykowi Rabensteinowi utrzymywanie pokojowych stosunków z sąsiadami, szczególnie z księciem słupskim Bogusławem IX. Ten ostatni początkowo zabronił swoim poddanym zaciąganie się w służbę Zakonu, jednak po zjeździe z wójtem nowomarchijskim z 22 sierpnia 1431 r. wyraził zgodę na zaciąg dla Zakonu, co biskup kamieński Zygfryd Buck natychmiast zaakceptował. Z dominium biskupiego około 100 zaciężnych przybyło 23 sierpnia do Człuchowa. Do końca sierpnia w Chojnicach stawiło się ogółem 160 konnych zaciężnych niemieckich (m.in. rotmistrz Henryk von Maltitz). Zostali oni rozmieszczeni głównie w ośrodkach południowego Pomorza: w Chojnicach, Tucholi i Świeciu.

Ostateczna decyzja o podjęciu wyprawy przeciwko Polsce zapadła w czasie narady wielkiego mistrza z komturami pruskimi, która odbyła się 1 sierpnia w Elblągu. Postanowiono urządzić ekspedycję złożoną z pospolitego ruszenia stanów, także z biskupstw pruskich (np. z warmińskiego). Do służby wcielono również chłopów, których zobowiązano do zwyczajowego wyposażenia jednego strzelca z dziesięciu łanów. Uczestnicy wyprawy mieli przygotować zapasy i żywność na sześć tygodni. Główny punkt zborny wyznaczono w pomorskim Nowem nad Wisłą, dokąd do 24 sierpnia ściągnąć miał trzon sił, przede wszystkim z Prus Dolnych i Powiśla oraz z północnego Pomorza Gdańskiego, aby pod kierownictwem wielkiego marszałka Josta von Strupperga udać się na Kujawy. Natomiast wójt Nowej Marchii dokonać miał miejscowymi siłami wypadu na teren północnej Wielkopolski. Komturowi toruńskiemu Janowi Pommersheimowi zlecono większą wyprawę siłami ziemi chełmińskiej w głąb ziemi dobrzyńskiej oraz na zamek w Dybowie (Nieszawie) i na miasto Nowa Nieszawa - konkurentkę Starego Miasta Torunia. Wyprawa miała więc pójść na nadgraniczne, ale przy tym ważne gospodarczo regiony Polski z Kujawami na czele..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 164-165

"...Mimo trudności z zebraniem całości kontyngentów, szczególnie z terenu biskupstwa warmińskiego, gdzie panowała zaraza na konie i przejawiała chęć do podjęcia odległej wyprawy, trzon sił Zakonu istotnie gromadził się do 24 sierpnia nad Wisłą koło Nowego. Siły dolnopruskie miały się przeprawić na lewy brzeg Wisły pod Gniewem przez specjalnie zbudowany most, jednak wysoki poziom wody zmusił do użycia także tratew i promów. Pod dowództwem wielkiego marszałka zgromadziły się kontyngenty z komturstwa królewieckiego, pokarmińskiego (brandenburskiego), ragneckiego, bałgijskiego i zapewne biskupiej Warmii. Część sił z południowej strefy Prus Dolnych (region Kętrzyna, Szestna i Pisza) pozostała na miejscu dla ewentualnej obrony przed atakiem Mazowszan. Natomiast do grupy wielkiego marszałka dołączyły się również oddziały z komturstwa gdańskiego i najpewniej gniewskiego, świeckiego oraz wójtostwa tczewskiego, a częściowo także kontyngenty z komturstwa tucholskiego i człuchowskiego. Z Gdańska wyekspediowane zostały w górę Wisły uzbrojone łodzie i galary dla straży i udzielania pomocy przy zdobywaniu zamku dybowskiego. Zamierzano też dosłać marynarzy, szczególnie do obsady zamków w południowej strefie Pomorza na wypadek ataku z Bydgoszczy.

Natomiast na terenie ziemi chełmińskiej komtur toruński przed 25 sierpnia uzgodnił z kilku tamtejszymi urzędnikami krzyżackimi i rycerstwem udział w wyprawie, gdyż absencja ich mogłaby oburzyć stany innych części Prus. Niewątpliwie na miejsce koncentracji wybrano zwyczajowo któryś z ośrodków nad Drwęcą (Golub lub najpewniej Brodnicę).

Atak na Polskę miał być początkowo dokonany siłami wyłącznie pruskiej gałęzi Zakonu. Posiłki inflanckie pod dowództwem marszałka Wernera von Nesselrode były wprawdzie w drodze do Prus, ale 26 sierpnia znajdowały się dopiero w Pokarminie, zamierzając 30-ego dotrzeć do Malborka..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 165

"...Na północnych ziemiach Korony, mimo pokojowych zapewnień krzyżackich i stosowania wykrętnej taktyki wobec polskich przedstawicieli (głównie biskupa włocławskiego Jana Szafrańca), zaczęto jednak przejawiać wyraźny niepokój w związku z oczywistymi przygotowaniami militarnymi Zakonu, który przy tym - wykorzystując nieobecność większości urzędników ziemskich w Koronie - odwołał zapowiedziany zjazd w Toruniu. W dniu 12 sierpnia w Nakle nad Notecią nieliczni zapewne przedstawiciele szlachty wielkopolskiej zadecydowali o zarządzeniu pogotowia wojennego na obszarze także Pałuk i całej Wielkopolski; miało ono objąć nie tylko szlachtę i miasta, ale również ludność chłopską. Wskazuje to, że na obszarze Wielkopolski zarządzono tzw. wyprawę domową albo obronę ziemi (defensio terrae), obejmującą ogół ludności danego obszaru. Uchwała ta okazała się jednak połowiczna. Zbiegła się na domiar złego z pełnią żniw i nie mogła być od razu zrealizowana.

Natomiast wielki mistrz, po dokonanej już koncentracji trzonu sił wielkiego marszałka (24 sierpnia), wyekspediował z Malborka oficjalny akt wypowiedzenia wojny Polsce z datą 17 sierpnia 1431 r. W sposób wręcz przewrotny zrzucał w nim winę na Jagiełłę, który postępowaniem swoim od 1411 r. jakoby zmuszał Zakon do akcji zbrojnej. Nie dotrzymywał też jakoby warunków traktatu mełneńskiego i miał on też wzywać Świdrygiełłę, aby zawarł przymierze skierowane przeciwko wielkiemu mistrzowi i podjął nań wspólny atak. Jagiełło myśli bowiem tylko codziennie o zagładzie Zakonu. Także niektórzy dowódcy zaciężnych, jak Henryk von Maltitz, wysłali z Malborka 17 sierpnia listy wyp0. Wiednie do władcy polskiego, podobnie zarzucające mu chęć zniszczenia Zakonu, który jest wszak „tarczą pokojową całego świętego chrześcijaństwa".

Akt wielkiego mistrza został złożony dopiero 26 sierpnia na zamku dybowskim, a dwa dni później większość sił krzyżackich wtargnęła w niezabezpieczone granice północnej Polski..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 165-166

"...Uderzenie trzech grup krzyżackich, tj. wielkiego marszałka, komtura toruńskiego i wójta Nowej Marchii, nastąpiło niemal równocześnie, bo w dniach 28-29 sierpnia. Celem uderzenia było dokonanie dywersji na północne ziemie Korony, aby poprzez ich brutalne niszczenie zmusić Jagiełłę do zaprzestania walki ze Świdrygiełłą na Wołyniu. Nie wykluczało to możliwości trwalszego opanowania niektórych obiektów, szczególnie na terenie Kujaw, z uwagi na ich znaczenie strategiczno-polityczne (głównie Dybów czy Bydgoszcz). Natomiast nie zamierzano wdawać się w konflikt z Mazowszem, zresztą obawiającym się naruszyć swobodę kontaktów handlowych z Prusami. Komturowi ostródzkiemu udało się już 27 sierpnia zawrzeć rozejm z dzielnicą rawską księcia Siemowita V. Pozostałe dzielnice nie zdobyły się wprawdzie na ten krok, ale nie podjęły też żadnej operacji wojennej w kierunku Prus.

Najsłabsze uderzenie krzyżackie wyszło z kierunku Nowej Marchii. W dniach 28-29 sierpnia (w każdym razie przed 1 września) nastąpił wypad niewielkiej na pewno grupy nowomarchijskiej do północno-zachodniej Wielkopolski. Pod dowództwem wójta Rabensteina dokonała ona kilkudniowego niszczącego zagonu pod miasto Międzychód, które z okolicznymi wsiami spalono i obrabowano. Wójt w początkach września wycofał się do Nowej Marchii, zamierzając ponowić wyprawę (po 13 września), przy czym miała ona oszczędzić posiadłości Wedlów z Tuczna (ziemia wałecka), gdyż chcieli oni okupić się u wójta. Do wyprawy tej już jednak nie doszło.

Natomiast silniejsza grupa komtura toruńskiego, składająca się z rycerstwa ziemi chełmińskiej (mogąca liczyć kilkuset konnych), wtargnęła 29 sierpnia na teren ziemi dobrzyńskiej, docierając bez oporów do jej środkowej części, paląc i rabując wsie. Także miasta Rypin i Lipno opanowano i spalono, a mury obronne pierwszego z nich rozrzucono. Wyprawa miała charakter wybitnie i dywersyjny i łupieżczy. Trwała krótko (najpewniej tydzień) i nie zmierzała do rozciągnięcia okupacji nad ziemią dobrzyńską. Jedynym trwalszym rezultatem akcji wychodzącej z ziemi chełmińskiej było opanowanie zamku w Dybowie. Dokonał tego, najpewniej już 29 sierpnia (w każdym razie przed 2 września) komtur zamkowy toruński przy pomocy mieszczan toruńskich, zainteresowanych zniszczeniem konkurencyjnego ośrodka - Nowej Nieszawy. Istotnie została ona spalona, a zamek poddał się bez oporu. Starosta dybowski (nieszawski) - Mikołaj Tumigrała hrabia Wczele, zarazem starosta inowrocławski, nie był obecny na zamku i nie zatroszczył się o jego zabezpieczenie na wypadek ataku, podobnie jak i innych obiektów kujawskich. Zamek splądrowany zresztą przez torunian, został obsadzony przez załogę krzyżacką, w tym również marynarzy dosłanych Wisłą przez wielkiego mistrza, gdyż zamierzał on utrzymać się w tym ważnym punkcie wypadowym na Kujawy. Fakt ten ułatwić też miał na tym obszarze operacje największej grupy krzyżackiej (tj. wielkiego marszałka), uwalniając ją od zagrożenia z flanki. Dalsza działalność dywersyjna grupy chełmińskiej zakończyła się wskutek oporu torunian, nie zainteresowanych już w kontynuowaniu akcji zbrojnej na Kujawach.

Na obszar Kujaw, ze względu na ich wagę gospodarczą i strategiczną, skierowane zostało największe uderzenie przez grupę wielkiego marszałka von Strupperga. Była to grupa najsilniejsza, licząca na pewno kilka tysięcy konnych i kilkaset wozów. Jak już wspomniano, obejmowała ona główne siły dolnopruskie, Powiśla i zwłaszcza północnego Pomorza Gdańskiego obok niewielkiej liczby zaciężnych. Na niej też spoczęło najważniejsze zadanie operacyjne, tj. wtargnięcie najdalej w głąb ziem koronnych. Ich dewastacja była głównym celem, choć nie wykluczano możliwości opanowania niektórych ważnych strategicznie obiektów nadgranicznych. Wojska wielkiego marszałka przekroczyły 28 sierpnia granice Polski i zarazem Kujaw na południe od Świecia nad Wisłą, podchodząc następnego dnia pod czołowy ośrodek nad Brdą, tj. Bydgoszcz. Ponieważ miasto i zamek tamtejszy były jednak dobrze uzbrojone, dowództwo krzyżackie nie podjęło próby ich oblegania. Ze względu na wysoki poziom wody w Brdzie musiało zarządzić zbudowanie prowizorycznych mostów, po których dopiero 31 sierpnia wojska przeszły rzekę, wdzierając się do serca Kujaw w kierunku Inowrocławia. Wojska te szerzyły zniszczenie poprzez masowe palenie wsi, rabunki i mordy ich mieszkańców, nie oszczędzając przy tym kobiet ani dzieci; także kościoły i ich wyposażenie padły ofiarą grabieży. W dniu 2 września wojska wielkiego marszałka dotarły pod Inowrocław - czołowy ośrodek zachodnio-kujawski. Miasto stawiło opór, jednak już 4 września zostało zdobyte i spalone wraz z przywilejami miejskimi. Burmistrz Mikołaj z grupą mieszczan dostali się do niewoli. Zamek inowrocławski, na którym dowództwo sprawował Tomasz Tumigrała, syn nieobecnego i tutaj starosty Mikołaja, skapitulował bez oporu już rankiem następnego dnia. W ręce krzyżackie wpadła, obok całej załogi, także grupa okolicznej szlachty, która szukała schronienia przed wrogiem. Nie ulega wątpliwości, że niedołęstwo czy lekkomyślność starosty (zdaniem Długosza - nawet zdrada) ułatwiło zdobycie drugiego już - obok Dybowa - ważnego obiektu na obszarze Kujaw inowrocławskich. Oddziały wielkiego marszałka 5 września - a więc w okresie, gdy już zawarty został rozejm pod Łuckiem (1-2 września), obejmujący także Zakon - skierowały się na południe Kujaw, zamierzając zaatakować następnego dnia ich najważniejsze ośrodki - Radziejów, a z kolei Brześć Kujawski. Zapewne opanowanie i zniszczenie pierwszego ośrodka nie sprawiło trudności. Natomiast zdobycie Brześcia nie powiodło się i siły krzyżackie odstąpiły ze stratami. Zagon krzyżacki dotarł jednak jeszcze dalej na wschód aż do Wisły, opanowując Włocławek, który spalono; nie oszczędzono nawet katedry - stolicy diecezji, której podlegała też większość Pomorza Gdańskiego. Wielki marszałek zawrócił następnie na północ. Dnia 10 września znajdował się w miasteczku Służewo, zamierzając udać się pod Bydgoszcz i Nakło i spróbować ich zdobycia. Do Służewa dotarli już jednak wysłannicy Jagiełły i Świdrygiełły z wieścią o zawarciu rozejmu pod Łuckiem z 1-2 września i z prośbą o wycofanie wojsk krzyżackich. Z obawy przed konsekwencjami niedotrzymania rozejmu i ewentualnym atakiem sił polskich dowództwo krzyżackie zrezygnowało z dalszej akcji i wycofało się na północ, docierając 15 września przez Koronowo za Brdę do wsi Sucha, która leżała już na krzyżackim Pomorzu Gdańskim. Obawy Strupperga co do możliwości kontrakcji strony polskiej nie były bezpodstawne. Pod wrażeniem niszczącego pochodu jego armii wśród ludności chłopskiej Kujaw zaczęły się przejawiać dążenia, aby - wobec braku wojsk szlacheckich - chwycić za broń i przeciwstawić się wrogowi. Według danych Długosza na Kujawach zaczęły zbierać się oddziały chłopskie, szykując się do walki. Wystąpieniu ich zapobiegł jednak starosta inowrocławski Mikołaj Tumigrała, obawiający się zapewne społecznych konsekwencji wystąpienia uzbrojonych mas chłopskich. Nie ulega wątpliwości, że w pierwszym rzędzie groźba materialnego zniszczenia w połączeniu z czynnikiem narodowościowym - wrogości wobec obecnego agresora, była główną przyczyną próby zbrojnej akcji chłopów kujawskich.

Wycofanie się w połowie września wojsk zakonnych z Kujaw uratowało je od dalszego zniszczenia. Dzieło to było jedynym efektem tej ponad dwutygodniowej wyprawy głównej grupy krzyżackiej. Spowodowała ona zniszczenie co najmniej kilku większych miast kujawskich z Inowrocławiem i Włocławkiem na czele, obok nieznanej bliżej, a znacznej liczby wsi kujawskich, a także śmierć wielu ich mieszkańców. Było to od czasu wypraw krzyżackich za panowania Łokietka z lat 1329-1332 największe zniszczenie materialne Kujaw przez Zakon, dokonane na domiar złego w okresie zbierania zbóż, które także w znacznej części uległy spaleniu. Wywrzeć to miało swój wpływ na ustosunkowanie się ludności kujawskiej do Zakonu w przyszłości..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 166-168

"...Już w toku początkowych operacji trzech grup krzyżackich w pierwszych dniach września wyłoniła się możliwość podjęcia akcji zbrojnej przez nową, czwartą grupę, którą określić można by mianem inflancko-pomorskiej. Możliwość tę stworzyło opóźnione dojście posiłków inflanckich z marszałkiem Wernerem von Nesselrodem, które po 30 sierpnia zostały przez wielkiego mistrza skierowane do Tucholi i Człuchowa. Komtur tucholski Jost von Hohenkirchen otrzymał przed 5 września polecenie, aby wspólnymi siłami uderzyć na Polskę, tj. obszar Krajny (ówczesny powiat nakielski). Dowódcy inflanccy z powodu zmęczenia koni długim marszem opóźnili jednak termin wyprawy, planowanej pierwotnie przez komtura na około 7 września. Doszła ona do skutku dopiero 10-11 września (w każdym razie przed uzyskaniem od wielkiego marszałka Strupperga wieści o rozejmie pod Łuckiem) i skierowała się z Tucholi na obszar środkowej Krajny.

W wyprawie, mającej zdecydowanie charakter łupieski, brały udział obok sił inflanckich oddziały zgromadzone przez komtura tucholskiego z terenu południowego Pomorza. Konkretnie wiadomo o udziale części rycerstwa z terenu komturstwa tucholskiego oraz mieszczan tucholskich; uczestniczyli także przedstawiciele z sąsiedniego komturstwa człuchowskiego z jego komturem zamkowym i mieszczanami z Człuchowa oraz Chojnic. Komtur tucholski von Hohenkirchen dysponował także grupą zaciężnych, których pozostawił do swojej dyspozycji przy ich rozdzielaniu na zamki pomorskie w początkach września. Liczebność kontyngentu zebranego przez komtura nie jest znana, ale na pewno nie była zbyt wielka i zapewne dochodziła do 300-400 zbrojnych. Natomiast siły inflanckie łącznie obejmować miały około 600 konnych i 500 słabo wyekwipowanych chłopów kurlandzkich (Kurów), z tym że część sił stacjonowała w Człuchowie. Dowodził nimi marszałek inflancki Werner von Nesselrode, któremu towarzyszyli komturowie Gołdyngi, Rygi, Marienburga oraz Mitawy i wójt Grobina (Kurlandia). Oddziały inflanckie maszerowały pod własnymi chorągwiami, wśród których znajdowała się chorągiew mistrza inflanckiego obok co najmniej trzech innych komturstw. Całość sił, które wyruszały na wyprawę, według Długosza wynosić miała 700 konnych (tj. Inflantczyków z Tucholi i ludzi zebranych przez tamtejszego komtura), co wydaje się prawdopodobne, obok kilkuset piechoty, głównie słabo uzbrojonych chłopów kurlandzkich.

Wyprawa wyruszyła z Tucholi pod dowództwem marszałka Nesselrodego z komturem Hohenkirchenem (jako przewodnikiem znającym sąsiedni teren) 10-11 września poprzez graniczną rzekę Kamionkę w głąb środkowej Krajny. W niszczycielskim pochodzie dotarła pod miasteczko Łobżenicę (ponad 50 kilometrów na południowy zachód od Tucholi), którą także spalono..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 168-169

Bitwa pod Dąbkami 13 września 1431

"...Oddziały inflancko-pomorskie skierowały się następnie na wschód, dochodząc 13 września do bagien na prawym brzegu Noteci w pobliżu Nakła i zapuszczając się w pościg za zdobyczą, zwłaszcza bydłem. Tutaj nieoczekiwanie zetknęły się z uzbrojonymi oddziałami rycerstwa i chłopów wielkopolskich.

Wydaje się uzasadnione stwierdzenie, że zebranie się tych sił wielkopolskich było w dużej mierze wynikiem wspomnianej uchwały zjazdu w Nakle z 12 sierpnia, zarządzającej faktycznie wyprawą domową. Na koncentrację tych sił w początkach września wpłynęły bez wątpienia wieści o niszczącym pochodzie wojsk krzyżackich, zwłaszcza na sąsiednich Kujawach czy w rejonie Międzychodu, i obawa, że niszczące działania wojenne przenieść się szybko mogą na teren Krajny czy nawet Pałuk, Szlachta tych regionów niewątpliwie tylko w niewielkiej liczbie stawiła się w Nakle, choć niektórzy przedstawiciele szlachty kujawsko-dobrzyńskiej i zapewne wielkopolskiej, zaalarmowani wieścią o najeździe krzyżackim, zdążyli spiesznie zawrócić już spod Łucka. Na czele faktycznej wyprawy domowej, która objęła przeważnie ludność chłopską chyba głównie północnej Wielkopolski, tj. samej Krajny (być może i Pałuk), nie stanął jednak żaden z nieobecnych nadal wyższych urzędników ziemskich, lecz trzej przedstawiciele w zasadzie nieurzędniczej szlachty wielkopolskiej: Jan Jarogniewski, herbu Orla (pochodzący z ówczesnego powiatu kościańskiego), Dobrogost Koleński z Kolna (powiat koniński), kasztelan arcybiskupi w Kamieniu i Bartosz III Wezenborg, herbu Nałęcz, właściciel Gostynia (późniejszy, z 1438 r. kasztelan nakielski). Byli to więc przedstawiciele wyłącznie północne] lub środkowej Wielkopolski, związani częściowo z terenem Krajny. Liczebność zebranych pospiesznie oddziałów nie jest znana; być może była ona słabsza od oddziałów krzyżackich. W każdym razie trzon ich stanowiły oddziały słabo uzbrojonej piechoty chłopów wielkopolskich, szczególnie z terenu Krajny, obok nielicznej grupy konnej szlachty. Chłopów przepełniać jednak musiała nienawiść do najeźdźców krzyżackich oraz gorące pragnienie położenia kresu dalszej działalności agresora.

Oddziały polskie podeszły 13 września, niewątpliwie od strony wschodniej, tj. Nakła, przecinając dalszy marsz przeciwnika, zaskoczonego nieoczekiwanym pojawieniem się wojsk polskich. Do spotkania doszło - według zgodnych opinii kronikarskich źródeł krzyżackich - w pobliżu bagien nad Notecią niedaleko Nakła (tj. na zachód); w korespondencji krzyżackiej stale mowa jest o bitwie, tj. klęsce pod Nakłem. Jedynie Długosz dokładniej określa miejsce zetknięcia się obu wojsk: nad rzeczką Wyrzą pod wsią Dąbki (w dzisiejszym województwie pilskim). Niestety tradycja miejscowa nie przechowała do dzisiaj żadnych danych o dokładnym miejscu spotkania się obu wojsk i ich walce.

Rzeczka Wyrza stanowiła lewobrzeżny dopływ rzeki Łobżonki uchodzącej do Noteci w odległości 20 kilometrów na zachód od Nakła. Rzeczka ta, która nazwę swoją wzięła od wsi Wyrza (na północ od Nakła), gdzie przepływała, nosiła już w końcu XVIII wieku miano Rudnej; obecnie nosi nazwę Orla. Między ujście jej i lewy, bagnisty brzeg Łobżonki oraz podmokłą dolinę Noteci wrzynała się krawędź wysoczyzny, na której leżała wieś Dąbki. Położone więc one były na półwyspie wysoczyznowym, wznoszącym się do 95-100 metrów n.pjn., a górującym około 40 metrów nad bagnistą doliną Łobżonki i Noteci czy rynną Rudnej (Orli). Wybór miejsca (odległego ok. 28 kilometrów na zachód od Nakła) był dogodny dla strony polskiej, gdyż zmuszało ono przeciwnika do przyjęcia walki w niekorzystnych warunkach, dzięki istnieniu naturalnej zapory, jaką od zachodu i południa stanowiła dolina Łobżonki i Noteci, a od północy - Rudnej (Orli) z pasmem lasu.

Oddziały polskie po zetknięciu się z nieprzyjacielem przygotowały się do walki, intonując pieśń „Bogurodzica", po czym uderzyły na przeciwnika. Nie ulega wątpliwości, że nie zetknęły się z wszystkimi oddziałami inflancko-po- morskimi, które były częściowo rozproszone w poszukiwaniu zdobyczy, ale w każdym razie z głównymi oddziałami i ich dowódcami. Fakt ten ułatwił niewątpliwie atak jazdy szlacheckiej i chłopskiej piechoty na siły przeciwnika, atak, o którego przebiegu wiemy, niestety niewiele. Z lakonicznego opisu Długosza wynika tylko, że zawzięcie walczące oddziały polskie złamały pierwszą linię oporu jazdy inflancko-pomorskiej, która rzuciła się do ucieczki, pociągając za sobą dalsze zastępy piechoty oraz porzucając warowne obozowisko z wozami (tj. Wagenburg) z bogatym łupem. Rozgrzane walką zastępy chłopów nie szczędziły przeciwnika, nie biorąc go do niewoli, lecz przeważnie kładąc trupem. W ręce polskie wpadło pięć chorągwi inflanckich, wśród nich i mistrza krajowego. Poległ jeden z przywódców - komtur tucholski Hohenkirchen, którego zwłoki odarte ze zbroi i szat leżały na polu walki. Padł także komtur mitawski. Natomiast głównodowodzący marszałek inflancki Nesselrode wraz z komturem gołdyńskim i wójtem grobińskim oraz komturem zamkowym człuchowskim dostali się do niewoli, których wraz z innymi poważniejszymi jeńcami (łącznie około 50) przewieziono do Poznania.

Według relacji o bitwie, przekazanej przez wielkiego mistrza generalnemu prokuratorowi Zakonu do Rzymu i przedłożonej w lutym 1432 r. papieżowi, udział w niej brało 800 zbrojnych Zakonu, z których 100 dostało się do niewoli wraz z dwoma dowódcami, przy czym jednego z nich zabito (komtura tucholskiego), a jego najbliższych podwładnych spalono (niewątpliwie uczynili to chłopi wielkopolscy), drugiego zaś (marszałka inflanckiego) trzymano nadal jako jeńca.

Dowódca sił polskich Dobrogost Koleński zabrał do niewoli grupę pomorskich uczestników (z Tucholi, Człuchowa i Chojnic) i osadził ich w więzieniu w swojej wsi Prusy, koło wielkopolskiego Pleszewa, żądając za nich wysokiego okupu. Liczba poległych lub utopionych w mokradłach nie jest bliżej znana, w każdym razie była chyba dość znaczna. Sporo było rannych, którzy wraz z innymi zbiegami uszli z pola bitwy, szukając ratunku w różnych kierunkach i przedzierając się do Tucholi czy Debrzna; 16 września dotarło tam aż 150 rannych uciekinierów. Chłopi wielkopolscy urządzali formalne polowania na ukrywających się zbiegów krzyżackich.

Bitwa pod Dąbkami zakończyła się więc decydującym sukcesem - rozbiciem ostatniej, dywersyjnej grupy krzyżackiej niszczącej ziemie północnej Polski, sukcesem odniesionym w znacznej mierze siłami prostych chłopów wielkopolskich, zwłaszcza zaś krajeńskich. Był to dowód ich możliwości bojowych i uaktywnienia się także w dziedzinie wojskowej, jako częściowego odpowiednika zrywu czeskich mas ludowych. Dla chłopów wielkopolskich bodźcem do walki stało się głównie zagrożenie ich własnej ziemi i mienia ze strony krzyżackiego najeźdźcy, rozbudzające przy tym świadomość narodową.

Sukces bitwy uczciła stolica Polski - Kraków biciem w dzwony i iluminacją. W katedrze na Wawelu zawieszono obok chorągwi krzyżackich spod Grunwaldu i Koronowa pięć zdobytych chorągwi inflanckich, które opisał potem Jan Długosz, a odmalował Stanisław Durink w Banderia Prutenorum. Do Krakowa przewieziono też z Poznania jeńców inflanckich i pruskich..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 169-171

ozdoba

"...Klęska krzyżacka pod Dąbkami zadecydowała też ostatecznie o zaniechaniu dalszych niszczycielskich działań przez władze Zakonu, zamierzające zresztą respektować dwuletni rozejm zawarty przez Świdrygiełłę. Przede wszystkim były one zaskoczone porażką i liczyły się poważnie z wkroczeniem zwycięskich sił wielkopolskich na południowe Pomorze, a nawet z koniecznością opuszczenia okupowanego zamku dybowskiego. Do rozwinięcia dalszej inicjatywy militarnej przez stronę polską nie doszło już jednak w 1431 r., gdyż rozwinęła ona przede wszystkim działalność dyplomatyczno-propagandową, która także miała boleśnie ugodzić we władze Zakonu. Dopiero potem miało nastąpić zbrojne pomszczenie ich wiarołomstwa.


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 171

"...Po ustaniu działań wojennych na Litwie oraz pograniczu Polski z Zakonem od połowy września 1431 r. Jagiełło z doradcami zastosował taktykę, która miała zmierzać do rozdzielenia wielkiego księcia Świdrygiełły od Prus Krzyżackich. Kontakty dyplomatyczne były więc utrzymywane tylko ze Świdrygiełłą, a na listy Rusdorfa kancelaria koronna nie udzielała odpowiedzi, posługując się jedynie pośrednictwem litewskim.

W listopadzie 1431 r. granica polsko-pruska nadal była zamknięta przy trwającym w Koronie oburzeniu na wiarołomne postępowanie Zakonu, które w pełni zasługuje na odwet. Nie ulega też wątpliwości, iż zdecydowano się na niepokojenie strony krzyżackiej przez pozorowane zbrojenia nad granicą Nowej Marchii czy Mazowsza, które powodowały alarmy urzędników Zakonu do Malborka..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 175

"...Jagiełło zażądał też od Zakonu zwrotu zamku w Dybowie, który najwidoczniej traktowano jako zagarnięty już po uzgodnieniu założeń rozejmu pod Łuckiem. Wielki mistrz uzbrajał więc nadgraniczne ośrodki, nie zwalniał też najętych już wiosną 1431 r. zaciężnych, mimo znacznych wydatków finansowych. Nawiązał nawet kontakt z Mołdawią, w której po zgonie wojewody Aleksandra I Dobrego w styczniu 1432 r. władzę objęli jego synowie, podtrzymujący sojusz ze Świdrygiełłą i dosyłający także do Malborka swojego posła w kwietniu 1432 r. Rusdorf nakazywał też wysyłać wywiadowców, zwłaszcza do Nakła i Bydgoszczy, jednak granica polska była obstawiona, a szpiegów Zakonu często chwytano. W lutym 1432 r. wielki mistrz nakazał nawet pogotowie wojenne w Nowej Marchii oraz w ziemi chełmińskiej; spotkało się ono z wyraźną niechęcią jej rycerstwa. Jednak do uderzenia polskiego nie dochodziło i rozejm był nienaruszony, mimo nieuniknionych incydentów granicznych, zwłaszcza wypadów do pobliskich wsi. Uderzała jednak surowość w traktowaniu jeńców krzyżackich z bitwy pod Dąbkami, także inflanckich, których mimo usilnych starań tak wielkiego mistrza, jak Świdrygiełły nie wypuszczono nawet za poręczeniem tych ostatnich władców (w przeciwieństwie do jeńców litewskich spod Łucka)..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 175

"...Rusdorf zdecydował się, także pod wpływem relacji komtura von Landsee, który powrócił z Litwy wczesną wiosną 1433 r. do Prus, do pełnego już poparcia Świdrygiełły. W początkach kwietnia wystosował do niego pismo zapewniające o gotowości dalszej, wspólnej walki zbrojnej z Polską, na którą zamierzał dokonać napaści w końcu maja (a więc jeszcze przed upływem terminu rozejmu). Wzywał, aby w tym samym czasie Świdrygiełło wraz z mistrzem inflanckim zaatakował ziemie litewskie pozostające pod władzą wielkiego księcia Zygmunta, a jednocześnie spowodował najazd Mołdawian, księcia podolskiego Fedki i Tatarów na ziemie Korony Polskiej. Rusdorf wysłał też ponownie komtura gniewskiego Ludwika von Landsee do Świdrygiełły, u którego boku miał on prawo występować jako reprezentant interesów Zakonu, także w ewentualnych rokowaniach pokojowych. W samych Prusach wielki mistrz gromadził w tym czasie kwoty podatkowe, uchwalone przez stany, które miały wpłynąć do końca maja. Wzywał też miasta z Gdańskiem na czele, a nawet chłopów z dóbr Zakonu do przygotowania okutych wozów wojennych na przyszłą wyprawę wojenną przeciwko Polsce.

Świdrygiełło w początkach maja potwierdził gotowość do podjęcia walki na warunkach mu przedłożonych. Zamierzał 31 maja spotkać się z mistrzem inflanckim i jego siłami w Połocku, aby stamtąd wspólnie zaatakować ziemie północno-zachodniej Litwy. Wprawdzie mistrz inflancki von Rutenberg zamierzał opóźnić nieco termin wymarszu swoich wojsk, ale nie negował konieczności wspólnej akcji ze Świdrygiełłą w lecie 1433 r.

Tak więc u schyłku wiosny 1433 r. Polsce grozić miał, aranżowany przez wielkiego mistrza, skoncentrowany atak od północy i południowego wschodu, przy jednoczesnym uderzeniu Świdrygiełły i gałęzi inflanckiej Zakonu na ziemie litewskie. Miał on przechylić szalę zwycięstwa na stronę krzyżacką, a jednocześnie doprowadzić do rozbicia unii polsko-litewskiej, osłabiając silnie Polskę i dając pruskiej gałęzi Zakonu szansę na odzyskanie utraconej pozycji politycznej (niewątpliwie także przez nabytki terytorialne kosztem Litwy)..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 179-180


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 152


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 152


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 152

Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości