ozdoba

WOJNA GOLUBSKA
1422

ozdoba
6 stycznia 1420 roku we Wrocławiu Zygmunt Luksemburski ogłosił niekorzystny dla Polski i Litwy werdykt w konflikcie z Zakonem Krzyżackim. Taka jawna niesprawiedliwość musiała wkrótce zaowocować nową wojną.

"...Na razie obie strony - Polska i Zakon - zaczęły wypełniać niektóre warunki wyroku. Polacy wydali Zakonowi Jasieniec, a Krzyżacy zburzyli młyn Lubicz i wypłacili pierwszą ratę odszkodowania za Złotoryję. Drugą ratę chcieli wypłacić częściowo w srebrze, a nie w złocie, jak zastrzegał wyrok, Polacy jednak nie wyrazili na to zgody, gdyż takie polecenie otrzymali od króla. Wydano je, pisze Długosz, ponieważ „król i Witold życzyli sobie bardzo, żeby strona krzyżacka popełniła jakieś uchybienie, aby król mógł - zachowując własną godność, ku pohańbieniu Krzyżaków, zdecydowanie przeciwstawić się wyrokowi i na Krzyżaków zrzucić odpowiedzialność za uchybienie wyrokowi i winę za jego przekroczenie". Posłowie, którzy udali się po odbiór pieniędzy, postąpili zgodnie z instrukcją i „przynieśli królowi miłą i wesołą wiadomość, że Krzyżacy nie wypłacili pieniędzy. Powstała stąd mała (jak to zwykle bywa) i nieznaczna sposobność do wojny, o której zamyślał król polski Władysław.

Sposób rozegrania przez króla sprawy odszkodowania wskazuje, że Jagiełło starym swym zwyczajem dążył do tego, aby Zakon złamał postanowienia wyroku. Było to bardzo zręczne posunięcie i sprawa nie była tak błaha, jak na pozór wyglądało, gdyż jeszcze w marcu 1420 r. Zygmunt Luksemburski radził wielkiemu mistrzowi, aby w całości przestrzegał postanowień wyroku, gdyż lepiej, aby zarzut jego złamania padł na Polaków.

W Polsce prawdopodobnie do końca maja 1420 r. czekano na skorygowanie przez Zygmunta Luksemburskiego wyroku wrocławskiego. Ale tym razem stanowisko króla rzymskiego było twarde. Nie zamierzał wyroku zmienić i liczył, że papież, przychylny Zakonowi, zatwierdzi go, a Polska znajdzie się w izolacji politycznej bez żadnej możliwości manewru..."


Fragment książki: J. Krzyżaniakowa, J. Ochmański "WŁADYSŁAW II JAGIEŁŁO" s. 259-260

"...W miarę komplikowania się stosunków Polski-Litwy z Zygmuntem Luksemburskim od początku 1420 r. stawało się dla Jagiełły i Witolda jasne, iż konflikt zbrojny z Zakonem jest nieunikniony. Dlatego nie pozbawione są słuszności informacje o przygotowaniach wojennych w Polsce i na Litwie już od końca 1421 r, chociaż tłumaczone były potrzebą zebrania sił w sprawie husyckich Czech.

Nowy wielki mistrz Paweł von Rusdorf już od wiosny 1422 r. liczył się poważnie z wojną z Polską-Litwą, do czego zresztą usilnie nakłaniał go Zygmunt Luksemburski, Jeszcze przed rozchwianiem się czerwcowych rozmów w Solcu Kujawskim i niepowodzeniem misji nuncjusza Antoniego Zeno na początku maja 1422 r. Rusdorf zarządził przygotowania wojenne w Prusach, a także w Inflantach, zalecając nawet związanie się ich mistrza krajowego, Zygfryda Landera von Spanheim, z Moskwą przeciw gromadzącemu już siły Witoldowi. Próbował nawet nawiązać rozmowy z władcą państw Północy Erykiem Pomorskim o pomoc, jednak bez rezultatu. Także próby pozyskania pomocy książąt szczecińskich Ottona II i Kazimierza VI nie dawały początkowo rezultatów. Wielki mistrz liczył jednak w pierwszym rzędzie na pomoc wojskową Zygmunta Luksemburskiego i książąt Rzeszy. Wysłany przez Rusdorfa w początkach maja zręczny poseł - komtur pokarmiński Ludwik von Landsee na Sejm Rzeszy do Ratyzbony (przeniesiony rychło do Norymbergi), miał doprowadzić nawet do przymierza z królem rzymskim i dosłania sił zbrojnych do Prus, które jakoby powstrzymają Jagiełłę od interwencji w Czechach w obronie husytów. Rusdorf, pozbawiony środków finansowych, nie chciał jednak zaciągać zaciężnych, a poseł jego miał tylko wezwać rycerzy niemieckich, aby dla dobra chrześcijaństwa udali się na własny koszt do Prus, gdzie otrzymają żywność i paszę dla koni. Był to więc apel do wyprawy krzyżowej do Prus z Niemiec, który zresztą okazał się nierealny i anachroniczny: rycerstwo niemieckie żądało co najmniej pokrycia kosztów podróży do Prus i utrzymania tam na koszt Zakonu. "Wielki mistrz z oporami zgodził się na ten wydatek, jednak problem zbrojnej pomocy dla Prus na sejmie w Norymberdze wlókł się aż do końca sierpnia 1422 r,. Dlatego Rusdorf liczyć musiał głównie na siły pospolitego ruszenia z Prus oraz na posiłki z Inflant i z domów Zakonu z Rzeszy. Już po rozchwianiu rozmów w Solcu Kujawskim (2-5 lipca) z Polską-Litwą, gdy rozejm nie został przedłużony, wielki mistrz zaapelował do Inflant, mistrza niemieckiego i komturów krajowych w Rzeszy o spieszną pomoc na bliską już walkę zbrojną Zakonu, jakoby dla sprawy chrześcijaństwa (tj. czeskich husytów). Rusdorf podczas narady wojennej z dostojnikami Zakonu 21 czerwca przedstawił stanom pruskim w Malborku groźną dla Prus sytuację i otrzymał zapewnienie pomocy w czasie wojny. Nie ulega wątpliwości, iż argumentacja konieczności walki z Polską dla dobra wiary katolickiej w Czechach mogła jeszcze wywierać wpływ na postawę stanów pruskich, do której to walki wzywało także papiestwo. Było to więc najważniejsze oparcie dla wielkiego mistrza, który nadal wzywał mistrza inflanckiego i stany Rzeszy o spieszną pomoc w związku ze zbliżającą się datą końca rozejmu (13 lipca). [...]

Na naradzie z dostojnikami Zakonu w Malborku (28 czerwca) Rusdorf nie podjął jeszcze decyzji co do rozmieszczenia wojsk i wyboru taktyki: ofensywnej czy defensywnej. Komtur toruński Marcin von Kemnate doradzał odczekać na wieści o poruszeniach armii polsko-litewskiej, a przede wszystkim ulokować w ziemi chełmińskiej jako najbardziej zagrożonej silne oddziały Zakonu. Oznaczałoby to powtórzenie taktyki defensywnej obrony przyjętej w roku 1414. Wielki mistrz wydał najpierw poleceme do ogółu zobowiązanych do służby wojskowej w Prusach, aby 6 lipca (tj. na tydzień przed upłynięciem rozejmu) byli gotowi do wymarszu na okres czterech tygodni wraz z żywnością; Rusdorf obawiał się bowiem wcześniejszego uderzenia sił polsko-litewskich, co miało okazać się błędem.

Jeszcze przed 6 lipca Rusdorf zdecydował się na taktykę ofensywną i wezwał siły zbrojne z północno-wschodnich komturstwpod dowództwem wielkiego marszałka Ulryka Zengera z Królewca do szybkiego stawienia się pod Nidzicą. Tam też skierowane zostały oddziały z Powiśla i Prus Dolnych (komturstwa malborskie, dzierzgońskie, bałgijskie, pokarmińskie, królewieckie i regionu Rynu na wschodnich Mazurach). Jedynie siły komturstwa ragneckiego i kłajpedzkiego pozostały na miejscu, aby bronić północnej strefy Prus przed wypadami z Litwy czy Żmudzi Do głównej grupy wojsk zostały ściągnięte także siły z północnej strefy Pomorza Gdańskiego (komturstwa gdańskie i gniewskie oraz wójtostwo tczewskie). [...]

Rusdorf nie wykorzystał jednak tych rad, zalecających wyraźnie ofensywne działania wobec Polski, zostawiając siły południowego Pomorza i ziemi chełmińskiej na miejscu. Był przekonany, iż armia polsko-litewska pójdzie jedną z dwóch „starych dróg" do okręgu Ostródy (jak w 1414 r.) lub do ziemi chełmińskiej (jak w 1410 r. i jak zamierzała w 1419 r.). Natomiast przed 10 lipca zdecydował się na osobisty udział w akcji bojowej i 16 lipca był już w Iławie, a więc w drodze do Ostródy czy Nidzicy. Jednak już w Iławie, na radzie wojennej (19 lipca), niewątpliwie pod wpływem relacji wywiadowców nastąpiła zmiana decyzji dotyczącej koncentracji sił: zamiast Nidzicy zdecydowano się na Lidzbark (Welski) w ziemi lubawskiej, dokąd Rusdorf wzywał spiesznie także siły miasta Gdańska na okres czterech tygodni. Z Iławy też (19 lipca) wzywał rycerstwo północnej Estonii (Harii i Wironii), aby pospieszyło mu z pomocą, oświadczając, że on sam wyszedł naprzeciwko wrogom z całą siłą na granicę, aby nie doznać takiej straty, jaką Zakon poniósł „w ostatniej głównej bitwie" (tj. w roku 1410). Wielki mistrz apelował też dwukrotnie do mistrza inflanckiego o pomoc w postaci dywersji na Litwie, a przede wszystkim dosłania marszałka krajowego z najlepszymi siłami do Prus.

Istotnie koncentracja znacznej części armii Zakonu nastąpiła około 20 lipca w rejonie Lidzbarka (Welskiego), dokąd udała się też część oddziałów miasta Gdańska. Obozując w dniach 23-25 lipca we wsi Rybno na północny wschód od Lidzbarka, liczyły się z szybkim wymarszem w głąb ziem polskich. Jednak obawa przed opóźniającą się, ale zbliżającą się od południa wielką armią polsko-litewską spowodowała, iż wielki mistrz na kolejnej radzie wojennej, zapewne odbytej we wsi Wierzbica (na zachód od Ostródy), zdecydował o nie podejmowaniu ofensywy. Zalecał unikać jakichkolwiek zaczepek, aby nie narazić się później na zarzuty, iż Zakon zaczął jako pierwszy wojnę i złamał traktat toruński. Rusdorf nie udał się już więc w okolice Lidzbarka, wrócił do Malborka.

Skoncentrowane pod Lidzbarkiem oddziały zbrojnych Zakonu około 25 lipca podzieliły się - siły z komturstwa ostródzkiego wróciły do swojego regionu, aby go zabezpieczyć z zamkami w Działdowie i Nidzicy. Nadal bowiem zakładano, aż do końca lipca, iż uderzenie polsko-litewskie może skieruje się na Nidzicę albo na Działdowo, co świadczyło o słabości lub braku akcji wywiadowczej Zakonu na Mazowszu. Oddziały Zakonu z północnej strefy Pomorza Gdańskiego i Powiśla pod dowództwem komtura elbląskiego Henryka Holta, jako czasowego głównodowodzącego, po 25 lipca przesunęły się z rejonu Lidzbarka na północ wraz z oddziałami miasta Gdańska. Ich dowódcy nawet odesłali wozy z woźnicami i pieszymi, jako już niepotrzebne do wyprawy ofensywnej. 28 lipca oddziały te znajdowały się w Kuligach, w odległości około 6 kilometrów na wschód od Nowego Miasta nad Drwęcą i zamku w Bratianie, broniącego przeprawy na Drwęcy. Do obozu krzyżackiego w Kuligach dotarł nocą z 27 na 28 lipca akt wypowiedzenia wojny przez Polskę wielkiemu mistrzowi Rusdorfowi (wystawiony 14 lipca 1422 r. w Wolborzu) akt ten został mu dosłany, gdy był już w drodze do Przezmarka i Sztumu.

Wojska Zakonu, zebrane z północnej strefy Pomorza Gdańskiego, Powiśla i północno-wschodnich Prus pozostały pod dowództwem wielkiego marszałka Zenge ra w rejonie Kulig i rzeki Wel Liczebność ich nie jest znana. Mogła ona wynosić tylko kilka tysięcy konnych i nieco piechoty. Zadaniem tej armii nie było stoczenie znana. Mogła ona wynosić tylko kilka tysięcy konnych i nieco piechoty. Zadaniem tej armii nie było stoczenie

Oddziały Zakonu rozmieszczone były także w rejonie Nidzicy, Ostródy i Działdowa, głównie na tamtejszych zamkach. W ziemi chełmińskiej rozwijał akcję przygotowawczą do obrony komtur toruński von Kemnate, nadal rezydujący w Kowalewie z niewielką grupą zbrojnych. W końcu lipca apelował do wielkiego mistrza i wielkiego marszałka o wzmocnienie zamku i miasta Gołubia, a także Chełmna i innych ośrodków. Niepokoiła go też sytuacja w Radzyniu i Brodnicy, gdzie komtur był skłócony z miastem, dlatego dosłał tam grupkę zbrojnych z wójtem lipienieckim, co jeszcze bardziej uszczupliło wielkość jego grupy zbrojnych w Kowalewie. Niepokój komtura toruńskiego budziło też dążenie części rycerstwa chełmińskiego i oddziałów toruńskich do powrotu do domów, gdyż upływał już okres czterotygodniowej służby i kończyły się zabrane zapasy żywności.

Istotnie zwołanie przez Rusdorfa zbrojnych z komturstw Pomorza i Prus już w początkach lipca okazało się przedwczesne. Skomplikowało to problem zaopatrzenia w żywność poszczególnych kontyngentów i osłabiało wolę walki z armią polsko-litewską. Uderzająca też była zmiana koncepcji militarnych wielkiego mistrza, która ulegała ciągłym wahaniom i doprowadziła wreszcie do rezygnacji z ofensywnego działania (wojny prewencyjnej) na obszarze Mazowsza czy ziemi dobrzyńskiej. Rezultatem tego było skoncentrowanie tylko części sił krzyżackich na północ od Lidzbarka przy ujściu rzeki Wel do Drwęcy, aby uniemożliwić czy utrudnić przejście armii polsko-litewskiej do ziemi chełmińskiej także w oparciu o załogę Lubawy. Część oddziałów Zakonu została ulokowana w rejonie Ostródy, Nidzicy i Działdowa, aby w razie potrzeby utrudnić tam wkroczenie części armii Jagiełły i Witolda. Pospolite ruszenie z południowych komturstw Pomorza Gdańskiego pozostało dla ich obrony i dla ewentualnych wypadów na tyły armii polsko-litewskiej. Nadal najsłabiej zostały zaopatrzone w oddziały zbrojne zamki i miasta ziemi chełmińskiej, co miało szybko zaznaczyć się na przebiegu wojny i częściowo wywrzeć wpływ na jej końcowy rezultat..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 137-141

"...W czasie trwania procesu, zgodnie z ustaleniami zjazdu w Inowrocławiu w lipcu 1422 r. wojska polsko-litewskie zebrały się pod Czerwińskiem..."


Fragment książki: J. Krzyżaniakowa, J. Ochmański "WŁADYSŁAW II JAGIEŁŁO" s. 264

"...Termin zbiórki wojsk Polski i Litwy został wyznaczony na 25 lipca (12 dni po upływie terminu rozejmu z Zakonem). Zgodnie ze zwyczajem pospolite ruszenie z Małopolski, Rusi i Podola zebrać się miało w Wolborzu, a z Wielkopolski i Mazowsza - nad środkową Wisłą w Czerwińsku. Strona polska podejmowała pewne kroki dla zyskania sprzymierzeńca w walce z Zakonem, jednak znaleźć go miała tylko w osobie biskupa kamieńskiego Magnusa z rodziny książąt sasko-lauenburskich, bowiem chwiejni książęta szczecińscy podejmowali próby rokowań o przymierze z wielkim mistrzem. Podjęto natomiast próby zaciągów konnych rot na Śląsku i w Czechach, choć nie mogła to być większa liczba zbrojnych.

Plany strategiczne Polski nie były jeszcze wówczas skonkretyzowane. Do komtura krzyżackiego z nadgranicznego Człuchowa dotarły w drugiej połowie czerwca wieści, iż Jagiełło planuje wypad do Nowej Marchii lub na Pomorze Gdańskie, aby przyłączyć je do Korony Polskiej. Były to jednak tylko pogłoski. Pewniejszych wieści o Witoldzie dostarczył wójtowi działdowskiemu rycerz z ziemi dobrzyńskiej Adam Świnka, który w drugiej połowie czerwca przebywał na Litwie. Potwierdził on, iż Witold zebrał już siły zbrojne (gromadzące się już wcześniej na ewentualną wyprawę do Czech) i zamierza ciągnąć „starą drogą" na Pułtusk nad Narwią. Miejscowość ta była potwierdzana i w relacjach krzyżackich, nawet jako miejsce spotkania się Witolda i Jagiełły, którzy mieli wspólnie pociągnąć na Nidzicę. Zdaje się nie ulegać wątpliwości, iż strona polska miała swoich informatorów w Prusach i szybciej dowiedziała się o naradzie wojennej w Malborku (28 czerwca) niż komtur toruński Marcin von Kemnate. Wydaje się też pewne, iż celowo rozpuszczała ona wieści o różnych kierunkach przyszłego pochodu swoich wojsk, na przykład przez ziemię dobrzyńską do ziemi chełmińskiej, z przeprawą na Wiśle w Dobrzyniu przy pomocy „starego mostu" (tj. z 1410 r.). Rozpuszczano też wieści o planowanym ataku Kujawian na pomorski zamek w Jasińcu. Przede wszystkim zaś podawano mylne informacje o terminach przybycia Witolda i brata Jagiełły - Świdrygiełły, księcia czernichowskiego, siewierskiego i trubczewskiego i ich spotkaniu już 10 lipca. Wydaje się, iż pogłoski te wpłynęły na decyzję wielkiego mistrza Rusdorfa, przyspieszonego o około 2-3 tygodnie, zwołania wojsk pospolitego ruszenia z Prus Dolnych, Powiśla i Pomorza Gdańskiego. [...]

Następnego dnia [15 lipca 1422] listy wypowiednie do wielkiego mistrza wysłali z Bydgoszczy kasztelan lądzki i starosta bydgoski Janusz Brzozogłowy oraz niewątpliwie jego towarzysz zbrojny Stefan z Pelszewa. Oznaczało to, iż Jagiełło pod wpływem wieści o wcześniejszej koncentracji wojsk Zakonu na pograniczu, zarządził wzmocnienie polskich ośrodków na Kujawach. Nastąpiło ono także w ziemi dobrzyńskiej, gdzie zwiększone siły miały czuwać nad ewentualnymi wypadami skoncentrowanych sił krzyżackich, podobnie i na wielkopolskiej Krajnie (Sępólno) i od strony Nowej Marchii. Mosty pontonowe tak na Wiśle, jak i na Narwi miały być już około 20 lipca zmontowane.

Jagiełło wyruszył z Wolborza po 14 lipca, wraz z oddziałami pospolitego ruszenia Małopolan, przebywając tę samą niemal drogę co w roku 1410. Dnia 23 lipca dotarł do Czerwińska, dokąd też przybyły oddziały Wielkopolan i na pewno Mazowszan. Następnego dnia połączone wojska przeprawiły się starym mostem pontonowym na prawy brzeg Wisły, gdzie 25 lipca przebywały już także wojska litewsko-ruskie z Witoldem Armia jego iść miała już od początków lipca z Podlasia (Bielsk, Drohiczyn), a Narew przekroczyć w Pułtusku, posuwając się potem prawym brzegiem Narwi (jak w 1410 i 1414 r.). W armii tej ponownie znajdowały się liczniejsze oddziały Tatarów. Przybył też kontyngent wojsk wojewody mołdawskiego Aleksandra I, mający liczyć 400 zbrojnych. Zdaniem obserwatorów krzyżackich liczebność wojsk polskich była niższa niż w 1410 r. w przeciwieństwie do oddziałów litewsko-ruskich, chociaż cechowało je słabsze uzbrojenie.

Głównie konne wojska Jagiełły dysponowały artylerią ogniową, chociaż ze względu na transport działa pozostać miały w tyle. Wiązało się to z koncepcją strategiczną dowództwa polsko-litewskiego, które pod wpływem wieści o koncentracji większych sił krzyżackich w rejonie Lidzbarka-Lubawy żywiło przekonanie, iż tym razem dojdzie znowu do bitwy w otwartym polu, do której wystarczały oddziały jazdy i bez zwłoki zostały tam skierowane. Jagiełło ściągnął też oddziały pospolitego ruszenia szlachty ziemi dobrzyńskiej dla wzmocnienia swojej armii..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 142-143

"...Data wyruszenia całej armii polsko-litewskiej z Czerwińska na północ nie jest znana, musiało to jednak nastąpić etapami od 25 lipca albo nieco wcześniej. W dniu 26 lipca - według oficjalnej relacji Zakonu - oddziały polskie wtargnęły w granice Prus, tj. niewątpliwie najpierw lekkozbrojne podjazdy, które mogły zapuścić się także do regionu Działdowa. Jeszcze bowiem 27 lipca rotmistrzowie zaciężnych polskich (zapewne Ślązacy lub Czesi) wystosowali listy wypowiednie do wielkiego mistrza z mazowieckiego Jeżewa (tj. około 40 kilometrów na południe od Lidzbarka); tego też dnia list taki wysłał z Borowa na Mazowszu (zapewne koło Sierpca nad Skrwą) książę Świdrygiełło, brat Jagiełły. 29 lipca armia polsko-litewska z Jagiełłą miała wkroczyć do ziemi lubawskiej, rozbijając obóz nad jeziorem koło Lidzbarka. 31 lipca nastąpił wymarsz na północ w kierunku Lubawy, gdzie znajdował się osłonięty lasami obóz wojsk krzyżackich pod dowództwem wielkiego marszałka liryka Zengera, co z niejaką trudnością wyśledzili wywiadowcy królewscy.

W dniu 1 sierpnia armia polsko-litewska wyszła spod Lidzbarka na północ i poruszając się wzdłuż prawego brzegu rzeki Wel w ziemi lubawskiej zbliżyła się do odległej o ponad 25 kilometrów Lubawy. Jagiełło zamierzał w jej pobliżu stoczyć bitwę z wojskami wielkiego marszałka Zengera, do czego parły też oddziały jazdy polskiej. Spotkał je jednak zawód, gdyż wielki marszałek zorientowawszy się o znacznej sile armii polsko-litewskiej zrezygnował z planu stawiania oporu i opuścił obóz, wycofując się na zachód do linii Drwęcy i zatrzymując się na zamku w Bratianie.

Na drodze dalszego marszu wojsk Jagiełły i Witolda pozostało więc tylko umocnione miasto i zamek w Lubawie, gdzie jeszcze 1 sierpnia dotarły podjazdy polsko-litewskie, które jednak zostały odparte przez wypad silnej załogi krzyżackiej dowodzonej nadal przez wójta tczewskiego i prokuratora z Lochstädt, Henryka von Plauena. Wielka armia polsko-litewska nocowała w lesie położonym o dwie mile na południe od Lubawy. 2 sierpnia podeszła wraz z Jagiełłą i Witoldem pod jej mury, zamierzając ją oblec i wziąć szturmem..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 144

Lubawa 1-6 sierpnia 1422

"...Sytuacja nie była jednak łatwa: miasto Lubawa znajdowało się na nieregularnym wzniesieniu w widłach rzeczek Sandeli i Jesionki. Otoczona była murami kamienno - ceglanymi z pierwszej połowy XIV w., wzmocnionymi wieżami i basztami. Mury miejskie otaczały dwie przedzielone wałem ziemnym fosy zasilane wodami obu wspomnianych rzeczek. Poziom wód w fosach był regulowany specjalnymi zastawami. W północno-wschodniej części miasto było sprzężone z ceglanym zamkiem biskupów chełmińskich z wysoką wieżą z początków XIV w. I on był otoczony pierścieniem murów obronnych i fosą- Obronność zamku wzmacniały bagniste tereny od północy i północnego wschodu, praktycznie więc dojście do niego i miasta było możliwe tylko od południa i południowego zachodu.

Zdobycie tak warownego ośrodka bez artylerii oblężniczej przez wojska polsko-litewskie nie było możliwe. Jak wspomniano, armia Jagiełły nie prowadziła jeszcze dział, pod Lubawą miano tylko jedno. Po otoczeniu miasta 2 sierpnia wojska polsko-litewskie ostrzeliwały je tylko z kusz strzałami zapalającymi, jednak bez widomego rezultatu. Uszkodzono też zastawę regulującą dopływ wody do zewnętrznej fosy miejskiej, co spowodowało jej osuszenie, ale fosę wewnętrzną załoga zdołała obronić. Nie doszło jednak do szturmu; na polecenie Jagiełły dopiero z Brześcia Kujawskiego transportowano działa ogniowe, aby skruszyć choćby część murów miejskich.

Pobyt wojsk polsko-litewskich pod Lubawą potrwał najdłużej cztery dni i - nie przynosząc bezpośredniego sukcesu - spowodował odwrót wielkiego marszałka Zengera za Drwęcę..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 144-145

ozdoba

"...Jeszcze 2 sierpnia pod Bratianem [wielki marszałek Zenger] przeprawił się on przez Drwęcę na jej prawy brzeg, niszcząc mosty pontonowe, aby utrudnić przeprawę wojsk polsko-litewskich. Niewątpliwie zamierzał on blokować tę przeprawę przez rzekę przy pomocy oddziałów z Prus Dolnych i Pomorza Gdańskiego, aby nie dopuścić do wtargnięcia armii Jagiełły i Witolda do serca ziemi chełmińskiej. Jednocześnie komtur ostródzki, wzmocniony posiłkami z Prus Dolnych, dosłanymi do Ostródy, miał utrudniać ewentualny marsz sił polsko-litewskich w jej okolicy.

Koncepcja wielkiego marszałka Zengera została jednak szybko zniweczona. Gdy bowiem jego oddziały znalazły się na prawym brzegu Drwęcy naprzeciwko Bratiana, nastąpiła generalna rozsypka i rozbiegnięcie się rycerstwa do domów. Przyczynę tego upatruje się w upływie czterotygodniowego terminu służby rycerstwa i braku żywności (której zapasy letnią porą ulegały częściowo zepsuciu) oraz paszy. Nie ulega też jednak wątpliwości, iż oddziały te na wieść o dojściu wielkiej armii polsko-litewskiej i wyraźną defensywę dowództwa krzyżackiego ogarnięte paniką rozpierzchły się. Koncepcja defensywnej obrony naczelnego dowództwa krzyżackiego została więc pogrzebana, a inicjatywę militarną zdecydowanie przejmowała strona polsko-litewska.

Po 2 sierpnia 1422 r. droga do ziemi chełmińskiej czy Powiśla stała bowiem otworem, bez obawy, iż armia ta napotka jakikolwiek silniejszy opór w polu. Pozostawały tylko tam niedostatecznie umocnione zamki i miasta. Zakon dysponował jedynie oddziałami na południowym Pomorzu Gdańskim i w Nowej Marchii, które mogły podejmować próby dywersji na ziemie Korony..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 145

"...Przejęcie inicjatywy operacyjnej przez dowództwo polsko-litewskie zaznaczyło się w szybkim tempie, gdy tylko zorientowano się, iż główne oddziały krzyżackie przeszły przez Drwęcę i rozpierzchły się. Wprawdzie wielki marszałek Zenger, który dotarł 6 sierpnia do Szymbarka w Pomezanii, w towarzystwie wielkiego komtura i komturów dzierzgońskiego i gdańskiego z niedobitkami armii, usiłował wysyłać stamtąd oddziały, które by czuwały nad przejściami na Drwęcy. Ale były to tylko połowiczne posunięcia.

Jagiełło i Witold, pozbawieni ciężkiej artylerii, wysyłając tylko zagony na północ od Lubawy, sięgające aż w okolice Łukty (na północ od Ostródy), najdalej 6 sierpnia zwinęli oblężenie Lubawy i następnego dnia podeszli do linii Drwęcy poniżej Bratiana, jeszcze obsadzonego przez załogę krzyżacką. Mimo prób obrony prawego brzegu Drwęcy przez nieliczne oddziały konnych z wojsk wielkiego marszałka, rzekę szybko sforsowano, nawet bez użycia mostu pontonowego, gdyż poziom wody z powodu suszy był niski. W pobliżu prawego brzegu Drwęcy rozbito obóz wojsk Jagiełły i Witolda, którzy stamtąd jeszcze 7 sierpnia zwrócili się pismem do wielkiego mistrza, zapewniając go o pokojowych intencjach obu zwierzchników armii polsko-litewskiej; Rusdorf powinien był okazać obecnie gotowość do pokoju, podjąć stosowne kroki.

Była to próba nakłonienia wielkiego mistrza do rezygnacji ze stawiania dalszego oporu, która została poparta natychmiastowymi, niszczącymi zagonami wojsk polsko-litewskich. Już bowiem 7 sierpnia i w następnych dniach oddziały ich dotarły do serca ziemi chełmińskiej, paląc wsie w rejonie Radzynia. Zagony polsko-litewskie dotarły też na południe od Bratiana, niszcząc okolice Brodnicy. Co więcej wdarły się przed 9 sierpnia do regionu Powiśla, niszcząc wsie w okolicach Sztumu; zapewne w tym też czasie oddziały Mołdawian wdarły się w okolice Malborka, biorąc przy użyciu zasadzki do niewoli oddziałek krzyżacki z łupem. Wywołało to obawy urzędników Zakonu przed sforsowaniem przez oddziały polsko-litewskie linii Nogatu i wdarcia się na Żuławy Wielkie, które chciano bronić siłami gdańszczan.

Były to obawy przedwczesne, jednak szeroki zasięg zagonów polsko-litewskich świadczy, iż Jagiełło zdecydował się na zastosowanie akcji represyjnej wobec wsi ziemi chełmińskiej, Pomezanii i Powiśla, aby wywrzeć nacisk na postawę wielkiego mistrza w Malborku. Część armii polsko-litewskiej około 10 sierpnia skierowała się z obozu pod Bratianem na północny wschód i przeprawiwszy się przez Osę wdarła się do biskupiej Pomezanii, gdzie dotarła do odległych o około 5O kilometrów Prabut - miasteczka i zamku biskupiego. Wójt biskupi Jakub Vischer, mimo wcześniejszego zabezpieczenia zamku w żywność i zbrojnych, skapitulował bez oporu, zapewne już 11 sierpnia. Jagiełło zatrzymał się na krótko w Prabutach, a oddziały jego niszczyły okoliczne wsie.

Już 13 sierpnia Jagiełło z Witoldem znajdowali się na południu Pomezanii, w Biskupcu Pomorskim. Stamtąd też Witold skierował odpowiedź na list wielkiego mistrza, który zgłaszał gotowość do rokowań pokojowych, ale pod warunkiem uprzedniego opuszczenia Prus przez wojska Jagiełły i Witolda. Odpowiedź Witolda była odmowna, przy podkreśleniu groźby dalszego pustoszenia kraju, jeśli Rusdorf nie zmieni swojej postawy.

Jednak w tym czasie Jagiełło, zapewne pod wrażeniem szybkiej kapitulacji Prabut, zdecydował się na zmianę taktyki: aby wpłynąć silniej na postawę wielkiego mistrza, zdecydował się przejść od metody pustoszenia ziemi chełmińskiej i Pomezanii, do zdobycia części zamków i miast chełmińskich. Do akcji oblężniczej potrzebne jednak były zarówno wozy taborowe z żywnością, jak i działa cięższego kalibru. Dlatego jeszcze z Prabut 11 sierpnia Jagiełło polecił staroście dobrzyńskiemu, aby podesłał mu spod Rypina 300 wozów z żywnością, a działa skierował Wisłą do ziemi chełmińskiej, zamierza bowiem oblegać Grudziądz i Chełmno, później zaś Toruń. Jednocześnie król nakazał budowę mostów na Drwęcy, niewątpliwie dla przewozu owych wozów taborowych. Oznaczało to, iż dowództwo polsko-litewskie już wówczas rezygnowało z marszu na północ, pod Malbork, nie widząc szans na jego zdobycie a decydując się na akcję oblężniczą niektórych zamków i miast w ziemi chełmińskiej, choć wybór ich nie był jeszcze w pełni zadecydowany. Armia polsko-litewska skierowała się bowiem z Biskupca Pomorskiego nie w kierunku zachodnim, ku Wiśle, lecz w stronę południową, do środkowej części ziemi chełmińskiej. Dnia 15 sierpnia obozowała nad jeziorem Wądzyń (Wansen), położonym około 10 kilometrów na północ od Brodnicy. Kierunek dalszego pochodu był już znany nawet komturowi brodnickiemu: miał nim być Golub strzegący przejścia na Drwęcy do ziemi dobrzyńskiej. Wybór tego ośrodka mógł być spowodowany właśnie jego nadgranicznym położeniem i dążeniem do zyskania swobodnego przejścia i dowozu z ziem Korony, niezbędnych choćby dla zaprowiantowania wojsk pospolitego ruszenia, poruszającego się w mocno zniszczonej ziemi chełmińskiej.


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 145-147

"...Rozproszenie się głównej grupy armii Zakonu w ziemi lubawskiej i chełmińskiej w pierwszych dniach sierpnia 1422 r. nie zahamowało akcji ofensywnej mniejszych grup wojsk krzyżackich na graniczących z Pomorzem Gdańskim i Nową Marchią obszarach Wielkopolski i Kujaw. Grupy te skoncentrowane zostały przede wszystkim w rejonie Człuchowa pod dowództwem jego komtu ra, a także w rejonie Świecia nad Wisłą, przy zamku w Jasińcu, dokąd też dotarła 2 sierpnia część oddziałów z Gdańska i komtur gdański Jan von Bichau. Następnego dnia dokonał on popisu (przeglądu) wojsk przed wyruszeniem na Kujawy. Celem tych wypraw o charakterze dywersyjnym miało być odciągnięcie armii Jagiełły i Witolda operujących wówczas w ziemi lubawskiej. Pierwszy wypad dokonały po 30 lipca (tj. po otrzymaniu wieści o dosłaniu przez Jagiełłę aktu wypowiedzenia wojny wielkiemu mistrzowi) oddziały pod komendą komtura człuchowskiego. Wpadły na obszar Krajny, docierając najpierw do miasteczka Sępólna i wypierając stamtąd polskie oddziały złożone z trzystu konnych, do Nakła nad Notecią. Pozbawione wojskowych załóg miasteczka Sępólno, a także Kamień Krajeński - własność arcybiskupa gnieźnieńskiego - zostały spalone, to ostatnie wraz z zamkiem. Spalono także okoliczne wsie, z których ludność wraz z bydłem i mieniem zdołała wcześniej schronić się na lewy brzeg Noteci. Oddziały krzyżackie, nie mając zapasów żywności (zboża nie zostały jeszcze zebrane), powróciły przed 3 sierpnia do rejonu Człuchowa, szykując się do nowego uderzenia.

Już 6 sierpnia połączone siły z komturstw człuchowskiego, tucholskiego, świeckiego oraz oddziałów dosłanych z komturstw gdańskiego i gniewskiego przystąpiły do nowego uderzenia. Ta znacznie silniejsza grupa najechała na Krajne aż po linię Noteci i północne Kujawy, pod Bydgoszcz, grabiąc i rabując. Ofiarą ich wypadu padło miasteczko Koronowo nad Brdą z klasztorem cystersów i jedno z miasteczek w pobliżu Nakła, pod którego mury także się zapędzono; w Krajnie spalono ponad sto wsi. Po tygodniu (przed 13 sierpnia) oddziały krzyżackie wróciły bez strat w okolice Świecia. Jest widoczne, iż polska obrona Kujaw i Krajny koncentrowała się tylko w większych miastach, z Bydgoszczą i Nakłem na czele, i nie była w stanie przeciwdziałać niszczącym działaniom wojsk nieprzyjacielskich. Samo miasto Świecie wzmocniono posiłkami chłopów z okręgu gdańskiego, a komtur świecki gotów był ponowić wypad na Kujawy, zanim dowództwo polskie - po gorzkiej nauczce - nie wzmocni tam swoich sił.

Około 10 sierpnia oddziały z Nowej Marchii dokonały rabunkowego wypadu do północno-zachodniej Wielkopolski. Dowodził nimi wójt nowomarchijski Walter Kirskorff, a do pomocy książęta szczecińscy dosłali grupę rycerzy i dworzan, co budziło wyraźny niepokój strony polskiej. Zasięg wyprawy nie jest znany, przyniosła ona atakującym zdobycz także w postaci grupy jeńców, w tym 19 szlachciców na czele z Niemierzą - bratem starosty generalnego wielkopolskiego Sędziwoja Ostroroga, co świadczy wyraźnie o próbach stawiania oporu przez oddziały szlachty wielkopolskiej. Wójt Nowej Marchii, mimo zaleceń wielkiego mistrza, nie chciał jednak dokonać wypadu w okolice Poznania, gdyż jakoby okolica jego była zbyt rzadko zasiedlona. W rzeczywistości wójt nie czuł się na siłach, aby dokonywać tak głębokiego zagonu, gdyż w połowie sierpnia wiedział już, iż oddziały Wielkopolan, mimo poniesionej porażki, znowu się gromadzą. Na dalszą pomoc z Księstwa Pomorskiego chwilowo nie mógł liczyć, gdyż planowane spotkanie z ich władcami w Czamem (Hamersztynie) dla ustalenia formy pomocy przeciągało się.

Natomiast w północno-wschodniej strefie Prus doszło w tym czasie do wypadu na Litwę, konkretnie przeciw Wielonie na prawym brzegu Niemna. Komtur ragnecki 11 sierpnia zdołał spalić tam przedzamcze i okoliczne trzy wsie, po czym zawrócił ze względu na znaczną odległość od bazy wypadowej. Dalszą akcję przeciw Litwie miał realizować mistrz inflancki Zygfryd Lander von Spanheim. Jednak opóźniał on zarówno wysłanie oddziałów posiłkowych do Prus, jak i zagonów na Litwę, co zrealizowano dopiero w końcu sierpnia.

Jednak wypady oddziałów Zakonu do połowy sierpnia, silniejsze i częstsze na ziemie północnej Wielkopolski i Kujaw, nie były w stanie wpłynąć na zmianę taktyki Jagiełły i Witolda w ziemi chełmińskiej, a która w rezultacie ograniczyć miała ich częstotliwość. Zmuszały jedynie do wzmocnienia sił w celu obrony wsi i miast wielkopolsko-kujawskich, które stawały się ofiarą rozbojów i pożarów.


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 147-149

"...Natomiast wkroczenie wojsk polsko-litewskich do wschodniej strefy ziemi chełmińskiej w początkach sierpnia spowodowało nerwową akcję, zwłaszcza komtura toruńskiego Marcina von Kemnate, zabezpieczenia ośrodków w środkowej i zachodniej strefie. Zmierzał on przede wszystkim do zabezpieczenia zamków w Radzyniu, Golubiu i Kowalewie, następnie zaś Torunia i Chełmna. Komtur, przebywając jeszcze w Kowalewie, wzywał 7 sierpnia wielkiego marszałka Zengera, aby swoimi ludźmi obsadził w porę te ośrodki, przy czym największe obawy budził brak liczniejszej załogi w Chełmnie. Tam też wielki mistrz skierował posiłki z południowej strefy Pomorza Gdańskiego, które do połowy sierpnia pod dowództwem komtura tucholskiego obsadziły to miasto, także z udziałem oddziałów miasta Gdańska i marynarzy. Również do Kowalewa dosłał wówczas wójt lipieniecki zbrojnych z Prus Dolnych oraz kilka dział. Zamek w Golubiu przed 7 sierpnia wzmocniono grupą zaciężnych i okolicznymi chłopami, pod wpływem naglących wezwań komtura toruńskiego; komtur uważał, iż zamek jest w stanie utrzymać na wypadek ataku, natomiast niepokoił się o wyposażenie w broń i słabszą liczbę zbrojnych w mieście. Tak więc ośrodki w środkowej części ziemi chełmińskiej zostały do połowy sierpnia tylko częściowo wzmocnione, co miało już szybko odbić się na ich losie..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 149

"...Jak już wspomniano, w połowie sierpnia dowództwo armii polsko-litewskiej zdecydowało się na rozpoczęcie akcji oblegania ośrodków zamkowych i miejskich w środkowej strefie ziemi chełmińskiej, z Golubiem na czele. Oddziały polsko-litewskie dotarły z nad jeziora Wądzyń pod Golub zapewne 16 sierpnia i rozłożyły się obozem pod zamkiem, pod który ściągnięto także działa większego kalibru. Przed rozpoczęciem oblężenia Witold i Jagiełło podjęli próby przerwania walki drogą układów z wielkim mistrzem, czy pozyskania stanów ziemi chełmińskiej. [...]

Nastroje ludności, zwłaszcza w Toruniu, były już w połowie sierpnia tego rodzaju, iż komtur von Kemnate przestrzegał wielkiego mistrza przed niepewną postawą mieszczan i podkreślał konieczność utrzymywania silnej załogi na zamku. Nie ulega wątpliwości, iż na pogarszanie się nastrojów ludności wpływały wieści o marszu i zniszczeniach wyrządzanych przez armię polsko-litewską także w środkowej strefie ziemi chełmińskiej. Zapewne w tym właśnie czasie zagony polskie dotarły do miasteczka Chełmży, które zrabowały i spaliły katedrę biskupią, biorąc do niewoli sporo ludności22. Na reakcję na pisma te należało odczekać, jednak dowództwo polskie, mając zapewniony dowóz żywności i dział poprzez Drwęcę zdecydowało się podjąć oblężenie i szturm miasta i zamku Golubia, aby kształtować nastroje w ziemi chełmińskiej..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 149-150

Golub 16 sierpnia 1422

"...Miasteczko Golub leżało w łuku Drwęcy i było otoczone czternastowiecznymi murami ceglanymi z basztami i narożnymi wieżami, oraz suchą fosą, dotykając od wschodu linii rzeki. Wody jej otaczały z trzech pozostałych stron całe miasteczko. Dostęp do niego najłatwiejszy był od strony północnej i tam też niewątpliwie skierowany został 20 sierpnia atak wojsk polsko-litewskich, uwieńczony rychło powodzeniem. Dłuższy opór stawiała tylko załoga jednej z większych baszt miejskich (w pobliżu Drwęcy), do której schroniła się także część mieszczan. Była to bez wątpienia zachowana do dziś baszta w narożu linii północnej murów w pobliżu Bramy Brodnickiej. Załoga zmuszona do kapitulacji dostała się do niewoli. Przed 23 sierpnia całe miasto było w ręku wojsk polsko-litewskich, które dokonały jego grabieży.

Trudniejsze zadanie stanowiło oblężenie i zdobycie warownego zamku komturskiego, zbudowanego na zachód od miasta na wyniosłym wzgórzu (blisko 100 mn.p.m.) w początkach XIV w. Na całość założenia obronnego składał się ceglany zamek konwentualny (tzw. wysoki) i rozległe przedzamcze, przylegające do zamku od wschodu, także otoczone obronnym murem, wzmocnionym basztami. Przedzamcze ze względu na spadzistość terenu otoczone było fosą od strony zachodniej i wschodniej, fosa ta oddzielała teren przedzamcza od zamku wysokiego. Stanowił on ceglany czworobok, w typie zamku konwentualnego z wysoką, ośmioboczną wieżą w północno-zachodnim narożniku. Na międzymurzu, w południowo-zachodnim narożniku znajdowała się (zapewne od końca XIV w.) stojąca osobno okrągła wieża, do której dojście wiodło tylko z obronnego ganku zamkowego przez opuszczany z wieży pomost. Niższa wieża, bez połączenia z zamkiem, znajdowała się obok narożnika północno-zachodniego, służąc do bocznej obrony z broni palnej24. Korpus zamkowy miał tylko fosę od strony przedzamcza, gdyż wzgórze opadające spadziście ku Drwęcy stanowiło doskonałą, naturalną ochronę. Dojście do zamku było możliwe tylko od strony przedzamcza.

Wojska polsko-litewskie rozpoczęły 20 sierpnia ostrzał zespołu zamkowego z czternastu dział. Załoga zamkowa, na czele z komturem golubskim, wzmocniona oddziałem zaciężnych, stawiała opór, w końcu zaś podpaliła przedzamcze, Wojska królewskie zapewne podjęły wówczas ostrzał zamku wysokiego z bliższej odległości, wyrządzając straty w jego obwarowaniach. W dniu 25 sierpnia nastąpił pierwszy szturm do zamku, który niedługo potem (może już 26 sierpnia) skapitulował i został spalony, przy czym w walce zginęli komtur golubski oraz kilkunastu braci krzyżackich; wielu zaciężnych wzięto do niewoli.


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 150-151

ozdoba

"...Kapitulacja zamku stała się znacznym sukcesem armii polsko-litewskiej; Zakon stracił ważny punkt oparcia nad dolną Drwęcą. Ułatwiała ona dojście do ziemi dobrzyńskiej, a zarazem wpływała na pogarszanie się nastrojów we władzach Zakonu i stanach ziemi chełmińskiej. Sukces ten znalazł wyraz w nazwaniu całej wyprawy mianem „golubskiej" (Długosz). Co więcej - Jagiełło polecił w tym czasie budować nad obu brzegami Drwęcy tratwy. Według opinii urzędników krzyżackich - zamierzał spłynąć z wojskiem do ujścia Drwęcy do Wisły i dalej tą rzeką na Pomorze Gdańskie, tj. głównie do jego strefy północnej, dotąd nietkniętej działaniami wojennymi. Najpierw jednak Jagiełło i Witold zamierzali szybko kontynuować akcje zdobywania bliższych ośrodków - miasteczka i zamku Kowalewa, położonego około 12 kilometrów na północny zachód od Golubia. Zamiar ten znany był już przed 23 sierpnia wielkiemu marszałkowi Zengerowi, który zdołał z Radzynia dosłać 100 zbrojnych z działami dla wzmocnienia załogi pozostającej pod dowództwem wójta lipienieckiego..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 151

Kowalewo 29 sierpnia 1422

"...Podejście wojsk polsko-litewskich pod Kowalewo nastąpiło przed 28 sierpnia. Zastały one spalone miasteczko przez wojska krzyżackie i przystąpiły do oblegania zamku komturskiego. Zbudowany w cegle na przełomie XIII i XIV w. na rozległym wzniesieniu, przylegał od północnego zachodu do miasteczka i jego obwarowań; aż dwa przedzamcza oddzielała fosa od zamku głównego Całość zespołu obronnego otoczona była wraz z miasteczkiem fosą. Kowalewo było więc dość trudnym do zdobycia obiektem, bronionym ponadto przez silniejszą załogę krzyżacką. Dlatego pierwsza próba szturmu wojsk polsko-litewskich, dokonana 29 sierpnia, zakończyła się niepowodzeniem. Podobnie nieudane były następne, mimo opanowania jednego z przedzamczy. W czasie walk do niewoli dostali się niektórzy rycerze wielkopolscy, wśród nich Dobrogost z Kolna, herbu Nałęcz..."

Jagiełło zdecydował się jednak nocą z 5 na 6 września odstąpić od dalszego oblężenia i odejść spod Kowalewa. Przyczyną tego była obawa przed silną odsieczą, jaka miała dojść dla Zakonu z Rzeszy, o której wieści dotarły do obozu królewskiego z Czech..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 151

ozdoba

"...Dlatego król zdecydował się początkowo na odwrót całej armii i polecił odesłać działa i ciężkie wozy do Korony. Otrzymał jednak wówczas poufne zapewnienie z Torunia i Chełmna, iż Zakon gotów jest już do zawarcia pokoju z Polską. Skłoniło to Jagiełłę do pozostania w ziemi chełmińskiej. Jednak wyprawa jego przybrać musiała charakter represyjny, polegający już tylko na niszczeniu wsi chełmińskich, bez próby oblężeń, aby przyspieszyć decyzję wielkiego mistrza zawarcia pokoju..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 152

"...Strona krzyżacka w okresie pochodu armii polsko-litewskiej oraz oblegania Golubia i Kowalewa usiłowała podejmować kroki mające na celu ponowne zebranie większych sił, aby podjąć kontruderzenie i zapobiec niszczeniu kraju, także ze względu na nastroje i postawę własnej ludności. Rzecznikiem tej inicjatywy był nadal wielki marszałek Ulryk Zenger, operujący w północnych Prusach, który wręcz zarzucał wielkiemu mistrzowi, pozostającemu nadal w Malborku, wydawanie poddanym sprzecznych rozkazów, budzących zamieszanie. Zenger doprowadził też do wydania przez Rusdorfa polecenia, aby 17 sierpnia w górnopruskim Pasłęku zgromadziły się ponownie oddziały z Prus Dolnych i Powiśla. Ponieważ jednak tylko część sił przybyła w tym terminie, Zenger przeniósł się na zachód, do rejonu Dzierzgonia, nawiązując kontakt z tamtejszymi siłami komturstwa elbląskiego, nadal wzywając wielkiego mistrza o skierowanie do Pomezanii oddziałów rycerstwa i mieszczan, aby ludzie ci nie błąkali się. W Prusach północnych panowała bowiem panika, z powodu polskich i litewskich zagonów. Ludność uchodziła także z rejonu Powiśla wraz z bydłem i mieniem, dostając się do niewoli oddziałów z armii Jagiełły.

Wielki marszałek przeniósł się więc z częścią sił do południowej Pomezanii, do miasteczka Gardei (22 sierpnia), następnie próbował zabezpieczać zamki w północnej strefie ziemi chełmińskiej, jak Radzyń i Rogoźno nad Osą. Powiodło mu się zwłaszcza wzmocnienie załogi na zamku w Radzyniu, dokąd przybył kontyngent zbrojnych z biskupstwa warmińskiego. Jednak do akcji ofensywnej nie był zdolny wobec znikomej liczebności oddziałów przybyłych tylko z Prus Dolnych, brakowało mu także paszy dla koni. Pobudzał jedynie Rusdorfa do gromadzenia sił zbrojnych z całych Prus, a w ostateczności do uderzenia z Pomorza Gdańskiego na Kujawy, aby przeszkodzić marszowi wojsk Jagiełły także do Prus Dolnych. Również komtur toruński von Kemnate wzywał wielkiego mistrza do działania.

Jednak Rusdorf nie zdobył się na energiczniejszą akcję, chociaż przed 3 września dotarły wreszcie do Prus dwie grupy wojsk z Inflant, w tym jedna pod dowództwem marszałka krajowego Walrama von Hunsbacha. W Prusach znajdowało się już wówczas 1500 zaciężnych konnych, jednak byli oni rozproszeni na zamkach Pomorza i ziemi chełmińskiej. Wielki mistrz nadal nie zamierzał jednak korzystać z oferty rokowań wysuniętej przez Witolda spod Golubia. Nie przyjął też propozycji rozejmu na okres jednego roku (do 13 lipca 1423 r,), którą przedłożyło mu w drugiej połowie sierpnia opóźnione poselstwo Zygmunta Luksemburskiego, sprawowane przez biskupa korbawskiego Piotra Zeecha (z Chorwacji). Propozycje jego odrzucili pod Golubiem także Jagiełło i Witold, akcentując konieczność uzyskania od Zakonu sprawiedliwego pokoju. Wielki mistrz liczył przy tym nadal na dojście odsieczy z Rzeszy oraz na wypady z Węgier i Śląska na ziemie Korony Polskiej. Zygmunt i komtur Ludwik von Landsee przestrzegali Rusdorfa przed staczaniem bitwy w otwartym polu z Jagiełłą, zanim nie przybędą posiłki z Rzeszy.

Głównym przejawem aktywności militarnej Zakonu w tym okresie okazał się kolejny, krótki wypad oddziałów z południowej strefy Pomorza Gdańskiego, z rejonu Świecia i Jasińca, wspartych oddziałami z komturstwa gdańskiego i prokuratorii bytowskiej. U schyłku sierpnia część tych sił dokonała wypadu pod Koronowo, a część dotarła pod Bydgoszcz, która miała być głównym celem wyprawy. Jednak została szybko odwołana przez komtura toruńskiego, aby po upadku Golubia i wobec zagrożenia Kowalewa wzmocnić inne ośrodki w ziemi chełmińskiej.

Natomiast plany kolejnego wypadu z Nowej Marchii, przy wsparciu siłami z komturstwa człuchowskiego, do północnej Wielkopolski w rejonie Ujścia nad Notecią, nie zostały zrealizowane, gdyż strona polska wzmocniła obronę północno-zachodniej Wielkopolski. Także obrona Kujaw uległa wzmocnieniu, gdyż w końcu sierpnia starosta bydgoski Janusz Brzozogłowy miał uzyskać dodatkowo dwa tysiące konnych.

W końcu sierpnia wielki marszałek Zenger z częścią zbrojnych przebywał w Grudziądzu, podejmując rozmowy z rycerstwem ziemi chełmińskiej i Prus Dolnych co do dalszych losów tej niszczącej wojny. Radzono mu, aby zwołać spotkanie przedstawicieli całego kraju, co wydawało mu się uzasadnione. Próbował jeszcze wzmocnić załogi zamków w zachodniej strefie ziemi chełmińskiej około tysiącem świeżo przybyłych konnych zaciężnych, jednak wzmocniono nimi jedynie obronę Chełmna. W pierwszych dniach września przebywał nadal w rejonie Grudziądza i Łasina, czekając na planowane zebranie się wojsk dolnopruskich w Prabutach.

Poruszenia wielkiego marszałka śledzili wywiadowcy polscy i w czasie oblegania Kowalewa Jagiełło wyprawił (4 września) część chorągwi na północ, które poszukiwały wojsk Zengera w rejonie Radzynia, aby stoczyć z nimi bitwę. Nieliczne oddziały wielkiego marszałka uchyliły się od niej i schroniły za mury zamku radzyńskiego.

Niewątpliwie pod naciskiem Zengera i innych dostojników Zakonu 5 września odbyła się w Malborku rada wojenna, która nakłoniła Rusdorfa do zwołania ogółu sił zbrojnych z Prus Dolnych na 13 września do Prabut, dokąd miał też przybyć wielki marszałek. Miała to być ostatnia próba zebrania większych sił Zakonu dla przeciwstawienia się niszczącemu pochodowi wojsk polsko-litewskich..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 152-153

"...Armia polsko-litewska, która odeszła spod Kowalewa nocą z 5 na 6 września, skierowała się najpierw na południowy zachód, dochodząc do linii Drwęcy w pobliżu wsi Lubicz, w odległości tylko dziesięciu kilometrów od Torunia. Obóz rozłożyła niedaleko rozebranego przez Zakon (w 1420 r.) młyna lubickiego na Drwęcy i przebywała tam przez trzy dni. Oddziały polsko-litewskie niszczyły tam okolice Torunia, nie oszczędzając także winnic podmiejskich, przechodziły na lewy brzeg (polski) w Złotorii dla zabrania paszy. Do Lubicza dowieziono też zapasy niezbędnej żywności dla wojska. Niewątpliwie celem tych wypadów było wywarcie wrażenia na ludności wielkiego Torunia i na władzach Zakonu. Po 8 września armia polsko-litewska skierowała się spod Lubicza na północ i - przechodząc obok zniszczonej już Chełmży - dotarła do mniejszego zamku krzyżackiego w Papowie (Biskupim), przebywając trasę około 30 kilometrów.

Próby oblegania tego zamku nie podejmowano, natomiast poszczególne oddziały paliły wsie chełmińskie, zabierały mienie i uprowadzały ludzi do niewoli. Wywołało to nastroje przerażenia w północnej strefie ziemi chełmińskiej oraz w Pomezanii, gdzie szerzyły się pogłoski, iż armia Jagiełły i Witolda zamierza następnie udać się do Prus Dolnych (podobnie jak w 1414 r.). Wpłynęło to również na wzrost obaw w oddziałach rycerstwa z tego regionu, które znajdowały się już pod dowództwem wielkiego marszałka w rejonie Grudziądza, bądź miały się zebrać w Prabutach. W rezultacie nie doszło tam 13 września do koncentracji wojsk, gdyż rycerstwo z Prus Dolnych oparło się dalszej służbie, w obawie o losy swoich rodzin i mienia. Pozostawały tylko na lewym brzegu Wisły na wysokości Świecia i Grudziądza pomorskie oddziały Zakonu wraz z marynarzami, czuwając nad Wisłą, aby nie dopuścić do przeprawy wojsk Jagiełły na niezniszczone dotąd obszary Pomorza Gdańskiego.

Armia polsko-litewska nie zamierzała jednak ryzykować tego kroku, przesuwając się tylko w zachodnim kącie ziemi chełmińskiej. Po odejściu spod niezdobytego Papowa (Biskupiego) skierowała się w pobliże Chełmna, obsadzonego silną załogą z zaciężnymi. Nie podejmowała jednak żadnej próby zdobycia miasta, obozowała w jego pobliżu w odległości mili przez kilka dni (do 14 września), poprzestając na silnym pustoszeniu okolicy. W dniu 15 września skierowała się spod Chełmna na północny wschód, dochodząc do wioski Robakowo, skąd mogła ruszyć dalej na Grudziądz, lub w kierunku Pomezanii czy nawet Malborka. 16 września armia Jagiełły znajdowała się nieco dalej na północ we wsi Turznice, w odległości 10 kilometrów na południe od Grudziądza i pustoszyła jego okolice. 17 września przesunęła się znowu tylko kilka kilometrów na północny wschód, dochodząc do wsi Okonin i zamku w Pokrzywnie (szerzyła pogłoski, iż zamierza skierować się do Prus Dolnych). Ale tutaj dotarł wreszcie do Jagiełły poseł wielkiego mistrza, komtur elbląski Henryk Holtz propozycją zawieszenia działań wojennych i wyznaczenia terminu oraz miejsca przyszłych rokowań pokojowych. Propozycja ta została od razu przyjęta, gdyż była ona przecież zrealizowaniem zasadniczego celu wyprawy wojsk Polski i Litwy. Poseł wielkiego mistrza wytargował trochę dalszy termin rokowań (22 września), gdyż wielki mistrz miał jeszcze naradzić się z dostojnikami i stanami. Na prośbę posła Jagiełło polecił wstrzymać akcję palenia wsi, zastrzegając sobie jednak prawo zabierania paszy dla koni. Z kolei wielki mistrz miał zalecić komturom z południowej strefy Pomorza Gdańskiego, aby zaprzestali akcji represyjnej na ziemiach północnej Polski.

Tak więc po siedmiu tygodniach działania wojenne w ziemi chełmińskiej i Pomezanii zostały zawieszone. Zakon był zmuszony wskutek akcji represyjnej do podjęcia bezpośrednich rokowań pokojowych, które miały być rzecz jasna oparte na postulatach strony polsko-litewskiej. Rokowania te nie miały się jednak odbyć pod Pokrzywnem, a kilka kilometrów na wschód nad Jeziorem Mełneńskim, między Radzyniem i Rogoźnem, dokąd Jagiełło (niewątpliwie ze względu na możliwość zaopatrzenia w wodę) przesunął (aż do linii Osy) całą armię przed 22 września 1422 r..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 154-155

"...W Prusach Dolnych dobrze jednak pamiętano niszczący marsz wojsk Jagiełły i Witolda z roku 1414. Wszystkie te fakty oddziałały na postawę stanów ziemi chełmińskiej i Prus właściwych, które zdecydowanie zaczęły wpływać na władze Zakonu o przerwanie beznadziejnego już oporu. Rusdorf w połowie września 1422 r., pod wrażeniem ogromu zniszczeń i niemożności skutecznego kontrdziałania, musiał podjąć decyzję przerwania dalszego oporu. Wprawdzie w Prusach znajdowały się wreszcie oddziały z Inflant, jednak nie wzięły one jeszcze poważniejszego udziału w akcji militarnej. Nie było też szans na dalsze posiłki, z powodu oporu arcybiskupa Rygi i biskupa dorpackiego udzielenia pomocy Zakonowi, także ze strony ich rycerskich wasali. Co najważniejsze, pomoc zapowiadana z sejmu Rzeszy w Norymberdze, tak od części książąt, jak od mistrza niemieckiego (obliczana na około 6-8 tysięcy zbrojnych) mogła dotrzeć najwcześniej za cztery-pięć tygodni; podobnie pomoc zapowiadana przez króla Zygmunta, także od miast wendyjskiej Hanzy czy książąt meklemburskich i szczecińskich była dopiero w sferze projektów. Nowe zaciągi, których dokonywał komtur pokarmiński Ludwik von Landsee na Dolnym Śląsku w drugiej połowie września, mogły dotrzeć do Prus w połowie października. Dlatego nie mogło pomóc nawet dosłanie wielkiemu mistrzowi znaku-chorągwi Rzeszy od króla Zygmunta przez jego posła Wenda von Eylenburga w połowie września do Malborka, aby wpłynąć na nastroje poddanych pruskich, jeśli brakowało nadal zbrojnej odsieczy. Król Zygmunt napisał też surowo do stanów ziemi chełmińskiej, aby zachowały posłuszeństwo wobec władzy Zakonu.

Wszystkie te apele i zapewnienia nie były w stanie przekonać dostojników Zakonu i przedstawicieli stanów pruskich w czasie spotkania ich z wielkim mistrzem Rusdorfem w Kwidzyniu przed 22 września co do celowości dalszego oporu. Stany pruskie, zwłaszcza ze zniszczonych obszarów, wskazały wielkiemu mistrzowi, iż jeśli także Prusy Dolne zostaną zniszczone, wówczas nie będzie możliwe odbudowanie dotkniętych wojną terenów, tj. zwłaszcza biskupstw chełmińskiego i pomezańskiego oraz regionu Ostródy, które - jak wypomniano - były już w ostatnich dwunastu latach trzykrotnie niszczone działaniami wojennymi. Wobec zbliżania się zimy i opóźniania się pomocy króla Zygmunta, przy dalszym niszczeniu kraju zabraknie w nim żywności dla zbrojnej odsieczy i paszy dla jej koni. Także stany z Prus Dolnych wzywały do uwzględnienia groźby głodu, która zagraża na ich terenie. Na koniec stany pruskie wręcz oświadczyły Rusdorfowi, iż Prusy nie mogą zostać bez panów zwierzchnich, którzy muszą wybierać między dobrem ich i Zakonu. Oznaczało to w zawoalowanej postaci groźbę wypowiedzenia posłuszeństwa wielkiemu mistrzowi.

Rusdorf z dostojnikami został więc dostatecznie pouczony, jakimi konsekwencjami grozić będzie próba odwlekania rokowań z Polską-Litwą i zawarcia pokoju, i utwierdzony w żywionych jut wcześniej zamiarach zawarcia bezpośredniej ugody, mimo wszelkich monitów i apeli z Rzeszy. Z Kwidzyna została więc wysłana delegacja Zakonu na rokowania z Polską-Litwą, na której czele stanęli biskupi warmiński i pomezański, komturowie elbląski i toruński, oraz marszałek krajowy inflancki, jak również trzech przedstawicieli rycerstwa ziemi chełmińskiej (wśród nich doświadczony rycerz Logendorf) i miast (zwłaszcza Torunia). Wybór energicznych komturów elbląskiego Henryka Holta i toruńskiego Marcina von Kemnate miał zapewnić w rokowaniach przeforsowanie części postulatów Zakonu, tj. aby nie rezygnować z żadnych terytoriów na rzecz Polski i Litwy. Posłowie nie otrzymali na piśmie instrukcji, a jedynie ustne zalecenie do wynegocjowania „wieczystego pokoju" z Polską-Litwą.

Rokowania rozpoczęły się 22 września już w obozie polsko-litewskim nad Jeziorem Mełneńskim, przy czym Jagiełłę i Witolda reprezentowali wybitni przedstawiciele, jak wojewoda krakowski Jan Tarnowski, poznański Sędziwój Ostroróg, czy sandomierski Mikołaj z Michałowa i marszałek koronny Zbigniew z Brzezia, a także proboszcz parafii Świętego Floriana w Krakowie i sekretarz królewski Zbigniew Oleśnicki, który niewątpliwie wywierał największy wpływ na tok rokowań. Stronę litewską reprezentował starosta podolski Gedi gołd i starosta łukowski Mikołaj Sepieński, zarazem sekretarz Witolda. Rozmowy trwały pełne cztery dni, do 26 września, gdy zostały ostatecznie sfinalizowane spisaniem tzw. układu wstępnego (Vorvertrag). Przedstawiciele królewscy i litewscy w rokowaniach odrzucili wszelkie próby posłów krzyżackich nawrotu do zasadniczych ustaleń z traktatu toruńskiego 1411 r., czy wyroku wrocławskiego z 1420 r., przeforsowując wcześniejsze własne koncepcje, zwłaszcza dotyczące Żmudzi i Sudowii oraz kujawskich posiadłości Zakonu z Nieszawą. Posłowie krzyżaccy pod naciskiem zaistniałej sytuacji musieli przyjąć te warunki, których projekt jeszcze 26 września zaprzysięgli wraz z radcami polskimi i przesłali z obozu królewskiego wielkiemu mistrzowi do akceptacji. Rusdorf miał dosłać im następnego dnia pieczęć swoją oraz kilku urzędników zakonnych i rycerstwa. W dniu 27 września winno bowiem nastąpić opieczętowanie tzw. układu wstępnego, który miał stanowić podstawę do sporządzenia głównych dokumentów traktatu pokojowego, później wymienianych po ich pełniejszym opieczętowaniu.

Jednak, zapewne z uwagi na trudności z szybkim dostarczeniem tych pieczęci, posłowie w liczbie ośmiu sami wystawili 27 września 1422 r. układ wstępny traktatu mełneńskiego, który tego dnia opieczętowali, wraz z zapewnieniem, iż 2 listopada w Gniewkowie nastąpi wymiana głównych dokumentów traktatu oraz opieczętowanie przez władze Zakonu i stany pruskie. Także ośmiu polsko-litewskich przedstawicieli wystawiło podobny dokument. Odbyło się to niewątpliwie pod naciskiem Jagiełły i Witolda, nalegających na pospieszne ukończenie formalności dyplomatycznych. Dla ich dopełnienia wystawiony został jeszcze dokument wielkiego mistrza, także z datą 27 września 1422 r. i z jego pieczęcią, będący faktycznie spóźnionym pełnomocnictwem dla przeprowadzenia rokowań pokojowych przez jego przedstawicieli i ratyfikacją wszystkich ustaleń traktatu wraz z projektem wymiany jego głównych dokumentów 2 listopada. Podobne dokumenty ratyfikacyjne wystawili także Jagiełło i Witold.


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 156-158

Główna treść traktatu mełneńskiego z 27 września, nawiązującego miejscami do tekstu traktatu toruńskiego 1411 r., który służył jako pomoc dla formułowania obecnego, stwierdzała zawarcie trwałego pokoju między Polską, Litwą, Rusią i Mazowszem z jednej a Zakonem Krzyżackim w Prusach i Inflantach z drugiej strony. Wielki mistrz i Zakon dla jego utwierdzenia odstępowali Polsce kujawski obszar Nieszawy wraz z zamkiem, (który miał zostać zburzony do 24 czerwca 1423 r.), wraz z połową koryta Wisły. Także kujawskie wsie Orłowo, Murzynno i Nowawieś (koło Inowrocławia) wracały do Polski. Było to pierwsze ustępstwo terytorialne Zakonu na rzecz Królestwa Polskiego od 1343 r., pozbawiające Zakon ostoi i punktu wypadowego na Kujawy inowrocławskie. Na rzecz Litwy Zakon w pełni już rezygnował z pretensji do Żmudzi, gdyż w dokładnym opisie granic dzielących odtąd ziemie Mazowsza i Litwy od Prus i Inflant wyraźnie zaznaczono przynależność Żmudzi do Litwy. Granica litewsko-pruska zostawiała przy tym po stronie Litwy spore obszary puszcz pojaćwieskich (Sudowii), z wyjątkiem Ełku i dorzecza rzeki Jegi oraz obszar w rejonie Połągi, co odcinało na trwale Inflanty od Prus (Kłajpeda zaś pozostawała przy Prusach). Jednocześnie Zakon zapewniał, że zwróci Polsce i Litwie wszelkie dokumenty, wraz z traktatem toruńskim (1411 r.) z wyrokami Zygmunta Luksemburskiego z Budy (1412 r.) i Wrocławia (1420 r.) oraz wszelkie zapisy od władców Polski i Litwy dotyczące Żmudzi i Sudowii (tj. od 1398 r.), jak i okręgu Nieszawy i wsi kujawskich (od 1228 r.). Miało to pozbawić Zakon wszelkiej podstawy prawnej, którą stosował w czasie przetargów sądowych i dyplomatycznych od 1411 r. Strona polska godziła się na pozostawienie Pomorza Gdańskiego, ziemi chełmińskiej i michałowskiej pod władzą Zakonu, a wyrok sądu papieskiego z 1339 r. wich sprawie, dla Polski korzystny miał ulec kasacji. Jednocześnie Jagiełło zwalniał poddanych Zakonu od złożonych mu jakichkolwiek przysiąg (tj. z r.1410). Oznaczało to, że strona polska nie czuła się jeszcze na siłach i nie miała poparcia w stanowej opozycji pruskiej, aby zrealizować koncepcję odzyskania ziem nad dolną Wisłą. W sumie największe ustępstwa ze strony pruskiej gałęzi Zakonu dotyczyły Litwy, przy rezygnacji z dążenia do terytorialnego połączenia Prus z Inflantami. Traktat regulował też dokładniej na przykład zasady handlu obu stron, zbiegłych poddanych, sądów w sporach granicznych. Miało to zapewnić swobodę kontaktów gospodarczych oraz spokój na granicach.

Za sprawą strony polskiej wprowadzono jednak do traktatu klauzulę, iż gwarantami jego mają być stany obu stron, przy czym stanom pruskim zezwalała ona na wypowiedzenie posłuszeństwa Zakonowi w wypadku złamania traktatu. Było to zarazem zalegalizowanie prawa oporu stanów pruskich przeciw władzy krzyżackiej, w której pozycję klauzula ta była wymierzona. W zakończeniu układ przewidywał, iż do 2 listopada mogły być zgłoszone uzupełnienia do powyższych treści, co oznaczało, że spisany potem główny dokument traktatu może zawierać - za obopólnym porozumieniem - pewne odchylenia od tekstu obecnie ustalonego i opieczętowanego.

Ten wstępny dokument traktatu mełneńskiego spełniał w sposób oczywisty uparte dążenia Polski i Litwy od 1411 r., likwidując niekorzystne postanowienia orzeczeń Zygmunta Luksemburskiego dotyczące Litwy ze Żmudzią i ziem jaćwieskich. A to był przecież główny cel dążności strony polsko-litewskiej od początków XV wieku, cel zrealizowany siłą oręża zjednoczonych armii, w kilku przewlekłych, niszczących ziemie pruskie działaniach wojennych z lat 1414-1422. Na rezygnację przez Zakon z Pomorza Gdańskiego i ziemi chełmińskiej zabrakło jednak sił, jak i dostatecznego poparcia ze strony stanów pruskich, chociaż zostały one włączone jako gwaranci trwałości traktatu, także za sprawą polskich jurystów.

Traktat w tej wstępnej wersji wszedł w życie po opieczętowaniu 27 września 1422 r. Już tego dnia Jagiełło z Witoldem opuścili z armią obóz nad Jeziorem Mełneńskim i Osą, udając się do Brodnicy, gdzie następnego dnia przeprawiono się przez Drwęcę przy pomocy spiesznie zestawionych mostów pontonowych na jej lewy brzeg, gdzie rozbito obóz (tj. w ziemi michałowskiej). Po uroczystym nabożeństwie nastąpiła symboliczna ceremonia oddania władcy polskiemu przez chorążych poszczególnych oddziałów symboli ich władzy. Po czym wojska polskie z Jagiełłą ruszyły przez ziemię dobrzyńską do Kujaw, Mazowszanie do swoich siedzib, a Witold przez ich ziemie do Wielkiego Księstwa Litewskiego, uwolnionego - jak się wydawało - na trwałe od ciągłej groźby krzyżackich pretensji.

Pozostawała jeszcze kwestia ostatecznego sformułowania tekstu traktatu oraz jego pełnego opieczętowania i wymiany dokumentów. Wbrew uzgodnieniom sprawa przeciągnęła się, gdyż większość członków Zakonu pod wrażeniem przybyłych późną jesienią do Prus posiłkowych oddziałów z Rzeszy i zaciężnych - po niewczasie próbowała stawiać opór przeciwko terytorialnym postanowieniom układu, licząc także, iż na zjeździe gniewkowskim ze stroną polską uda się wytargować ustępstwa; również Inflanty stawiały opór przeciwko dosłaniu pieczęci, domagając się przesunięcia terminu zjazdu ze stroną polską. Także Rusdorf, licząc na udzielane mu nadal poparcie Zygmunta Luksemburskiego, a nawet zawarcie z nim przymierza zmierzał do rewizji ustaleń traktatu. Doprowadziło to do odwleczenia zjazdu listopadowego w Gniewkowie, przy protestach Jagiełły i Witolda, nie zamierzających dopuścić do jakiejkolwiek zmiany głównych zasad traktatu. Ostatecznie ponowne zbliżenie Jagiełły do Zygmunta na zjeździe w Kieżmarku (marzec 1423 r.) spowodowało, iż Zakon musiał dopełnić swoich zobowiązań. Nastąpiło to na zjeździe wielkiego mistrza z Witoldem w Wiełonie w maju 1423 r. Tam też (18 maja) zapewne nastąpiło opieczętowanie głównych dokumentów traktatu mełneńskiego. Wprowadzone do nich zostały tylko niewielkie uzupełnienia, zwłaszcza włączenie w dokumencie strony zakonnej także mistrza niemieckiego jako współwystawcy. Dodano też, niewątpliwie pod naciskiem strony polsko-litewskiej osobny punkt dobitniej jeszcze stwierdzający, iż Żmudź oraz Sudowia mają pozostać na trwale pod władzą Jagiełły i Witolda w określonych dalej granicach. Wszędzie też konsekwentnie wymieniono Żmudź, jako ziemię włączoną do zwierzchnictwa władców Polski i Litwy.

Ale zarówno główny dokument strony polsko-litewskiej, jaki Zakonu otrzymały datę 27 września 1422 r. i jako miejsce wystawienia obóz polsko-litewski nad Osą i Jeziorem Mełneńskim, chociaż spisane zostały i opieczętowane w przeważającej mierze także przez stany obu krajów dopiero wiosną 1423 r. Oznaczało to, iż założenia przyjęte w końcu września 1422 r. we wstępnym dokumencie (który stracił obecnie swoją moc prawną) w całej pełni nadal mają obowiązywać jako dowód znacznego sukcesu Polski-Litwy nad całym Zakonem Krzyżackim. Sukcesu będącego wyraźną konsekwencją „Wielkiej Wojny", a także „małych" wojen z lat 1414-1422, które dopełniły w znacznej mierze rezultaty pierwszej z nich. Polska i Litwa zapłaciły wysoką cenę za złamanie oporu sił Zakonu w Prusach i jego pomocników z Inflant i Rzeszy. Zniszczenie znacznych połaci wielkopolskiej Krajny, północnych Kujaw i ziemi dobrzyńskiej, częściowo Żmudzi, także były wyraźnym tego dowodem. Ale ogromną ofiarę z krwi i mienia złożyć też musiało społeczeństwo państwa krzyżackiego. Rezultat tej daniny krwi i roli miecza polsko-litewskiego z lat 1409-1422 był trwały i poważny: złamanie agresji i pozycji gospodarczej, finansowej i politycznej państwa Zakonu Krzyżackiego, które musiało godzić się z realiami unii polsko-litewskiej, chrystianizacji Litwy ze Żmudzią i czołowym miejscem Monarchii Jagiellońskiej w środkowej i północnej Europie..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 158-160

Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości