ozdoba

WOJNA GŁODOWA
1414

ozdoba

"...Traktat toruński z 1 lutego 1411 r. okazać się miał rychło tylko kompromisem, który nie zadowalał obu stron: Polski-Litwy oraz Zakonu Krzyżackiego w Prusach, kierowanego przez ambitnego i autokratycznego wielkiego mistrza Henryka von Plauena. Obie też strony zaczęły dążyć do jego podważenia: Jagiełło z Witoldem dla uzyskania trwałego posiadania Żmudzi oraz odzyskania ziem Pomorza Gdańskiego i ziemi chełmińskiej dla Królestwa Polskiego. Natomiast Plauen zmierzał do obalenia warunku o czasowej nadal rezygnacji ze Żmudzi, aby przywrócić poprzednią „misję zbrojną" Zakonu i jego pozycję w północno-wschodniej Europie. Sytuację ułatwiały liczne zadrażnienia i wypady dokonywane przez urzędników Zakonu na pogranicznych terenach z Polską, sporne kwestie przy ustalaniu granic z Litwą, czy wreszcie sprawy wymiany jeńców. Wzrastać też zaczęły przeszkody, stawiane przez urzędników Zakonu wobec kupców polskich, zarówno na drogach lądowych, jak i przede wszystkim na Wiśle, przy blokowaniu swobody odżywającego spławu polskich towarów rolno-leśnych do portu gdańskiego. Także surowe represje Plauena wobec niektórych poddanych (stracenie Mikołaja Ryńskiego) i ucieczka niektórych z nich do Polski nie sprzyjały stabilizacji. Wreszcie sytuację zaostrzyło wstrzymanie przez Plauena ostatnich dwóch rat spłaty kwot przewidzianych traktatem toruńskim. Już w końcu 1411 r. w stosunkach polsko-krzyżackich nastąpiło wyraźne naprężenie, przyczyniając się do wzajemnych skarg i protestów, szeroko kolportowanych na forum międzynarodowym..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 109

"...Wydarzenia w Prusach latem-jesienią 1413 r. były bez wątpienia uważnie śledzone w Krakowie i Wilnie, gdzie utrwalać się zaczynał pogląd o konieczności przeciwstawienia się siłą wojennej polityce Plauena. W tym też kontekście doszło do zbliżenia Polski i Litwy w Horodle nad Bugiem, gdzie 2 października zawarto tzw. unię horodelską. Zacieśniała ona związek obu krajów pod względem prawno-ustrojowym i społecznym, a także zakładała, iż żadne z państw nie wypowie nikomu wojny bez zgody drugiej strony. Unia chronić miała oba kraje przed zagrożeniem, a więc i od strony nadal agresywnego Zakonu. Nie ulega też wątpliwości, iż w Horodle został przez Jagiełłę i Witolda, z szerokim kręgiem możnowładców obu stron, omówiony problem wznowienia walki zbrojnej z Zakonem. Przedstawiciele tak polscy, jak i litewscy wyraźnie akcentowali niezadowolenie z warunków traktatu toruńskiego, zwłaszcza zaś z czasowego tylko objęcia władzy na Żmudzi przez obu władców. Oznaczało to niewiarę w możliwość pokojowej zmiany tego stanu rzeczy z Zakonem, przez jakichkolwiek pośredników.

W każdym razie w Horodle musiały zapaść już decyzje o podjęciu walki zbrojnej w następnym roku z Zakonem, jeśli stawiać on będzie opór w dalszych rokowaniach bądź, jeśli ostateczny wyrok Zygmunta Luksemburskiego okaże się niekorzystny dla strony polsko-litewskiej. Zmieniony układ stosunków międzynarodowych: sojusz Zygmunta Luksemburskiego z Jagiełłą, obniżenie autorytetu i siły Zakonu w środkowej Europie było dla strony polsko-litewskiej znacznie korzystniejsze niż wiatach 1409-1410..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 112

"...Próbując podtrzymywać próby rokowań dyplomatycznych z Polską i uzyskać zwłokę w działaniach sądu polubownego króla Zygmunta, wielki mistrz po nieudanych rozmowach w Grabiach, Raciążku i Brześciu Kujawskim podjął w maju 1414 r. kroki w celu zabezpieczenia Prus przed spodziewanym już atakiem wojsk Polski i Litwy. Wzmocnione więc zostały zamki krzyżackie w Prusach, a najpewniej i w Inflantach. Küchmeister podjął też akcję zaciągu zaciężnych, zapewne z terenu Rzeszy czy Królestwa Czeskiego. Liczba ich wahać się miała w granicach od 900 do 1000 zaciężnych (konnych). Jednak podstawę siły zbrojnej nadal stanowić miały oddziały krajowego rycerstwa (służebnego); zwłaszcza z ziemi chełmińskiej i Prus właściwych. Wielki mistrz liczył przy tym na posiłki z Inflant, a także z krajów Rzeszy.

Główne założenie strategiczne Küchmeistra - byłego wójta Żmudzi i wielkiego marszałka, człowieka doświadczonego w bojach z Litwą i Polską - polegać jednak miało na defensywnej obronie całego kraju, tj. na stawianiu oporu w uzbrojonych zamkach i miastach, zwłaszcza w nadgranicznej ziemi chełmińskiej i południowej strefie Pomorza Gdańskiego, przy unikaniu bitwy w otwartym polu. Doświadczenia Grunwaldu, ale i obrona Malborka w 1410 r., działały tutaj w pełni. Sam Kuchmeister pozostał w Malborku, nie opuszczając go niemal przez cały czas kampanii wojennej. Nie oznacza to, iż wielki mistrz zrezygnował zupełnie z koncepcji wypadów grup zbrojnych Zakonu do północnych ziem polskich, czy na Litwę, jednak traktować to miał tylko jako dywersję na tyłach armii polsko-litewskiej. Jednocześnie zaś gdyby także Witold wkroczył ze swoją armią do Prus, wówczas siły krzyżackie z Inflant miały dokonać wypadu na ziemie Litwy. Główne zadanie wielki mistrz widział jednak w obronie zamków i miast, utrudnianiu zaopatrzenia wojsk Jagiełły, zwłaszcza przez odcinanie dowozu żywności z Mazowsza, a nawet przez niszczenie plonów na polach pruskich, czy młynów wodnych, przy chronieniu uciekającej ludności (z bydłem) za mury miast i zamków. Była to metoda bolesna i uciążliwa dla ludności Prus, ale mająca uderzać przede wszystkim w wojska polsko-litewskie, aby zmusić je głodem do odwrotu..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 114-115-

"...Pomimo obalenia wrogiego Polsce wielkiego mistrza Henryka von Plauena i zastąpienia go przez Michała Küchmeistera, nie zmieniła się polityka Zakonu wobec Polski. Mnożyły się napady na dwory i wsie szlachty polskiej mieszkającej na pograniczu. Kupców poznańskich, którzy z drogimi towarami wracali z Gdańska, Krzyżacy złupili i wymordowali. Zebrawszy znaczne siły najechali ziemię dobrzyńską, lecz pogłoska o nadciąganiu armii królewskiej spłoszyła ich i zmusiła do odwrotu..."


Fragment książki: Witold Mikołajczak "Wojny polsko-krzyżackie" s. 145

"...Decyzja strony polskiej i litewskiej o podjęciu akcji zbrojnej przeciw Prusom była jak wspomniano rozważana już w Horodle w początkach października 1413 r. Po niepowodzeniach kwietniowych rozmów z wielkim mistrzem i sądu polubownego Zygmunta została ona podjęta najprawdopodobniej w drugiej połowie maja 1414 r. w czasie pobytu Jagiełły w Wielkopolsce (w Poznaniu w końcu maja), po naradzie z doradcami koronnymi. Najpewniej wówczas Jagiełło zarządził zwołanie wyprawy pospolitego ruszenia z całości ziem Królestwa Polskiego, przy czym 8 lipca zebrać się miały oddziały małopolskie w Wolborzu koło Piotrkowa, podobnie jak w kampanii 1410 r. Wielkopolanie najpewniej mieli wprost udać się do mazowieckiego Zakroczymia nad środkową Wisłą, dokąd przybyć też winni Mazowszanie w połowie lipca. Jednocześnie Witold został wezwany do przybycia ze znacznymi siłami litewsko-ruskimi (a także z posiłkowymi Tatarami Krymskimi) na miejsce zbiórki pod Zakroczymiem. Wszystko to przypomina wzory kampanii letniej 1410 r. (Zakroczym znajdował się tylko o około 20 kilometrów na wschód od Czerwińska). Podobnie też jak wiosną 1410 r. Jagiełło polecił dokonać zaciągów konnych zaciężnych, zwłaszcza w Królestwie Czeskim, przy czym w akcji tej musiał w drugiej połowie maja 1414 r. działać Zawisza Czarny z Garbowa (przebywający wówczas na procesie w Budzie). Król próbował też utrudnić dotarcie do Prus zaciężnych werbowanych przez Zakon, apelując do króla Zygmunta, a także do burgrabiego norymberskiego Fryderyka Hohenzollerna, aby nie przepuszczali ich przez kraje Rzeszy. Na koniec Jagiełło podjął starania o pozyskanie całej grupy chwiejnych książąt śląskich - lenników króla Wacława czeskiego na służbę zbrojną, niewątpliwie za wysoka opłatą. Po zawarciu w roku 1412 przymierza Jagiełły z Zygmuntem Luksemburskim - bratem Wacława, nie powinni oni stawiać oporu przeciw zaangażowaniu się na służbę polską, zwłaszcza mając w pamięci sukces grunwaldzki Polski i Litwy, jak i niewolę polską księcia oleśnickiego Konrada Białego w roku 1410.

Główny cel strategiczny wielkiej kampanii 1414 r. miał polegać przede wszystkim na wkroczeniu do Prus Zakonnych i niszczeniu ich, aby wywrzeć presję na wielkiego mistrza i skłonić go do ustępstw terytorialnych na rzecz Litwy i Polski, Po doświadczeniach z lata 1410 r. nie przewidywano marszu na stołeczny Malbork, zakładając tylko operacje na terenie Prus właściwych z regionem zachodnich Mazur i Warmią czy Prusami Dolnymi. Ostateczna trasa pochodu nie była jednak ustalona, ulegać ona miała zmianie pod wpływem postawy Zakonu i jego poddanych, a nawet - warunków atmosferycznych. Jagiełło zyskał przy tym cennego informatora, jakim miał się okazać brat obalonego wielkiego mistrza - także Henryk von Plauen, były komtur gdański, który w pierwszej połowie czerwca zbiegł z Prus do Wielkopolski i schronił się na dworze króla jako jego dworzanin..."

Czy istotnie celem kampanii letniej 1414 r. miało być całkowite zlikwidowanie panowania Zakonu w Prusach - jak alarmował w końcu czerwca wielki mistrz swego generalnego prokuratora na dworze Jana XXIII - pozostaje sprawą niejasną. Nie było to wykluczone, pod jednym wszakże warunkiem: zyskania przez stronę polską ponownego poparcia stanów pruskich dla Jagiełły, zwłaszcza z ziemi chełmińskiej.

Strona królewska istotnie próby takie zaczęła podejmować. Jagiełło w czasie pobytu w Wielkopolsce 30 czerwca 1414 r. wystosował z Łęczycy pismo do ogółu stanów pruskich ze skargą na wrogie postępowanie Zakonu wobec kupców polskich oraz brak reakcji na propozycje królewskie dotyczące ułożenia wzajemnych stosunków. Pisma podobne zostały osobno skierowane do rycerstwa ziemi chełmińskiej oraz do wielkich miast pruskich: Torunia, Elbląga, Gdańska i Królewca. Ich celem było zasianie nieufności stanów do ich władzy zwierzchniej. Jednak nie spotkały się one z życzliwym odzewem, gdyż w odpowiedzi do Jagiełły (z 7 lipca) stany pruskie akcentowały gotowość Zakonu do uregulowania sprawy poszkodowanych królewskich, oraz prosiły króla o wyznaczenie kolejnego zjazdu w celu rozpatrzenia wzajemnych skarg. Nie powiodła się także próba agitacji, prowadzonej w końcu czerwca wśród mieszkańców ziemi chełmińskiej przez dwóch wysłanników polskich. W tym też czasie Jagiełło odrzucił kolejną próbę rokowań z poselstwem Zakonu, w którym znajdowali się także przedstawiciele rycerstwa ziemi chełmińskiej i Starego Miasta Torunia. Król uzasadnił odmowę brakiem wiary w rzetelność wielkiego mistrza, co pokazały uprzednie rozmowy, ukazując też brak pokojowych intencji Küchmeistra. Tak więc siły polskie miały wkraczać do Prus bez nawiązania kontaktu z ich stanami i pewności co do ich nastawienia..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 115-117

"...Istotnie Jagiełło w tym czasie przebywał w Wielkopolsce, sprawdzając stan nadgranicznych twierdz i miast. Przybył tu do niego zbiegły z Prus brat obalonego wielkiego mistrza, Ulryk von Plauen, prosząc o schronienie i pomoc w uwolnieniu uwięzionego brata. Król przyjął go uprzejmie, wcielając do chorągwi nadwornej - zgodnie z tym, co pisze Długosz: „odpłacał się Ulryk królowi wierną posługą w licznych przeciw Krzyżakom wyprawach.

Z Kościana, przez Śrem, Środę, Pyzdry i Słupcę udał się orszak królewski do Wolborza, gdzie wyznaczono miejsce koncentracji dla wszystkich sił z całego Królestwa Polskiego, na wyprawę przeciw Zakonowi..."


Fragment książki: Witold Mikołajczak "Wojny polsko-krzyżackie" s. 145

"...Jagiełło w początkach lipca 1414 r. przybył do Wolborza, gdzie zbierały się siły pospolitego ruszenia z całego Królestwa Polskiego. Zapewne wyruszyły one wraz z królem przed 13 lipca na północ w kierunku na Łęczycę, Tego dnia Jagiełło wystosował stamtąd apel ze skargą na postępowanie Zakonu wobec poddanych królewskich, których „powszechność" domaga się, aby temu zapobiec, zwłaszcza wobec uchylania się przez władze krzyżackie od załatwienia sporów i sprowadzania z zewnątrz sił zbrojnych. Armia polska skierowała się potem na wschód przez zachodnie ziemie Księstwa Mazowieckiego (na pewno przez Sochaczew-Warszawę), docierając wzdłuż lewego brzegu Wisły na wysokość Zakroczymia. Dojście tam armii polskiej nastąpiło najdalej 17 lipca. Jednak już w czasie koncentracji wojsk pospolitego ruszenia w Wolborzu i marszu pod Zakroczym dołączały do nich oddziały zaciężnych, czeskich. Ich rotmistrzowie, jak Wilhelm z Postupic, wystosowali zgodnie ze zwyczajem listy wypowiednie do wielkiego mistrza i Zakonu (Sochaczew 4-8 lipca). Dołączyły też w drodze oddziały kilku książąt śląskich, z których paru z Koła lub Sochaczewa (13-15 VII 1414 r.) wysyłało listy wypowiednie do Zakonu (książę oleśnicki Konrad Biały, książę opolski Bernard). Razem z książętami wypowiedzieli Zakonowi także zbrojni, znajdujący się w ich oddziałach. List taki wystosował także Zawisza Czarny z Garbowa ze swymi braćmi Piotrem i Janem (Sochaczew 15 VII 1414 r.), co potwierdza współuczestnictwo Zawiszy Czarnego przy zaciągach śląskich. Listy takie w tym czasie wystosowali również Jagiełło i Witold (18-23 lipca), książę mazowiecki Janusz I oraz pozostali książęta śląscy (książęta: raciborski Janusz, głogowski Wacław, lubiński Wacław, cieszyński Bolko, oleśnicki Konrad Biały i opawski Jan) oraz starosta morawski Laczko z Krawar. Listy te w większości dotarły po 18 lipca do wielkiego mistrza w Malborku, pozbawiając go reszty złudzeń co do planów strony polskiej i litewskiej..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 117

"...Po przybyciu pod Zakroczym armia polska nie mogła od razu przeprawić się na prawy brzeg Wisły, na którym obozowały już oddziały wojsk litewsko-ruskich oraz tatarskich pod komendą Witolda; niewątpliwie dotarły one z Litwy - podobnie jak w roku 1410 - idąc lewym brzegiem Narwi. Pod Zakroczymiem czekał już wprawdzie most pontonowy (być może zbudowany jeszcze w 1410 r. i przechowany w Płocku), jednak z powodu wysokiego poziomu wody na Wiśle wojska polskie i zaciężne czesko-śląskie, oraz książąt mazowieckich Janusza I, Siemowita IV i jego syna Siemowita czekać musiały osiem dni na przeprawę. Być może podobne kłopoty miały oddziały nadciągające z wschodnich ziem (Mazowsza?), gdy usiłowały się przeprawiać przez prowizoryczny most na wysokości Warszawy, tracąc ciężkie działa i kilkuset zbrojnych.

W każdym razie połączenie obu armii na prawym brzegu Wisły przy Zakroczymiu nastąpiło dopiero 24 lipca. Stamtąd oddziały ich ruszyły zapewne 25 lipca na północ, przez Ciechanów-Mławę, zmierzając do odległej o około 100 kilometrów granicy z Prusami w rejonie Nidzicy. W czasie marszu armia zatrzymywała się na czterech postojach, przebywając więc zwyczajowo dziennie do 25 kilometrów wraz z taborami..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 117-118

"...Jagiełło 28 lipca obozował już przy granicy Prus Krzyżackich w pobliżu zamku i miasta Nidzicy w południowej strefie Mazur. Wybór drogi na Nidzicę był wynikiem doświadczeń z kampanii 1410 r. Omijała ona trudne do sforsowania i niebezpieczne przejścia na Drwęcy o bagnistych brzegach, nad którymi stacjonowały oddziały krzyżackie, także rycerstwa ziemi chełmińskiej. Z Nidzicy można było, nadal z ominięciem Drwęcy i jezior w jej górnym biegu, dotrzeć szlakami drożnymi przez puszcze do regionu skolonizowanych już Prus Górnych (Olsztynek, Ostróda), bądź na teren silnie zaludnionej Warmii, a przez nią do Prus Dolnych z Królewcem..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 118

"...Na granicy pruskiej nastąpiło uszykowanie wojsk do marszu do kraju nieprzyjacielskiego. Liczebność tej wielkiej armii nie jest bliżej znana. Długosz podaje, iż była ona wyższa niż w poprzednich wyprawach, a więc i z 1410 r.; sam Jagiełło podawał królowi Zygmuntowi, iż zebrali wraz z Witoldem „potężne wojska". Oczywiście główną rolę odgrywały konne oddziały szlachty wielko- i małopolskiej, a także mazowieckiej, obok kilkutysięcznej grupy zaciężnych czesko-śląskich. W armii polskiej znajdowały się także oddziały piesze, oraz artyleria oblężnicza, choć na pewno nie dysponująca zbyt wielką liczbą ciężkich dział.

W oddziałach Witolda znajdowali się konni Litwini, Żmudzini i Rusini, a także kilkutysięczne (3-4 tysiące) oddziały Tatarów Krymskich. Być może przybyły także posiłkowe oddziały Mołdawian.

Tę wielką armię, może liczącą nawet około 40 tysięcy zbrojnych, cechowała znowu wyraźna różnorodność pochodzenia etnicznego, a także wyznaniowa (katolicy, wyznawcy obrządku wschodniego), duży udział pogan (Tatarzy, znaczna część Żmudzinów). Naczelne dowództwo nad całością tej wielkiej armii sprawował Jagiełło, co było powtórzeniem praktyki z roku 1410..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 118

"...Dowództwo polsko-litewskie po uszykowaniu całości wojsk podzieliło je na dwie grupy operacyjne. Jedna z nich miała być skierowana na pobliską Nidzicę, druga zaś w kierunku północno-zachodnim na nadgraniczny zamek krzyżacki w Działdowie. Istotnie, pierwsza grupa zapewne od 29 lipca obiegła zamek i miasto w Nidzicy, choć jest możliwe, iż straż przednia dotarła tam już 25 lipca i podjęła okrążenie. Druga zaś grupa 29 lipca rozpoczęła obleganie Działdowa, nie uwieńczone powodzeniem.

Król znajdował się w pierwszej grupie, która najpierw zdobyła bez trudu miasteczko Nidzicę, następnie zaś przez osiem dni musiała oblegać zamek prokuratorów krzyżackich położony na wyniosłym wzniesieniu. Skapitulował on dopiero 6 sierpnia, przy czym część załogi udała się do zamku w Działdowie, który w tym czasie zapewne nie był już oblegany przez siły polskie..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 118-119

"...W czasie oblegania Nidzicy do obozu polskiego przybyło już poselstwo Zakonu na czele z wielkim marszałkiem Eberhardem von Wallenfelsem, które wraz z posłem margrabiego Miśni na próżno usiłowało doprowadzić do przerwania akcji wojennej za niską cenę oddania Polsce tylko ziemi michałowskiej, Nieszawy i Murzynna, a więc niewielkich posiadłości Zakonu na lewym brzegu Drwęcy i Wisły (naprzeciwko Torunia). Akcja wojenna zaczęła przybierać charakter niszczycielski dla miasteczek i wsi zakonnych. Oddziały polskie i litewskie nie ograniczały się bowiem do akcji oblężniczej, lecz pustoszyły zachodnie Mazury, docierając na północ do regionu Ostródy. Oddziały z armii Jagiełły dotarły też do okolic Dąbrówna i Olsztynka, przechodząc przez pole bitwy grunwaldzkiej, gdzie spaliły kaplicę z roku 1412 zbudowaną dla uczczenia poległych ofiar krzyżackich. Przerażony tymi wieściami biskup chełmiński Arnold zwrócił się 1 sierpnia do dowódców polskich pod Nidzicą z prośbą o oszczędzanie dóbr biskupstwa w sąsiedniej ziemi lubawskiej. Jednak otrzymał odpowiedź od Jagiełły i podkanclerzego Dunina, że będzie to możliwe dopiero po uzyskaniu przez króla pełnej satysfakcji od Zakonu; podkanclerzy doradzał też, aby biskup wpłynął na władze jego o zawarcie pokoju z królem..."

Obawy biskupa nie były bezpodstawne, gdyż Jagiełło, obawiając się koncentracji sił rycerstwa ziemi chełmińskiej, skierował do ziemi lubawskiej pospolite ruszenie ziemi dobrzyńskiej. 2 sierpnia oddziały jego dotarły do górnej Drwęcy w regionie zamku i miasteczka kapituły chełmińskiej - Kurzętnika (Kurnika). Na wezwanie dowódców polskich połączone z zapewnieniem bezpieczeństwa załodze zamkowej skapitulowała ona bez walki, co jednak nie uchroniło zamku, kaplicy i folwarku od rabunków. Zamek został potem spalony. Także miasteczko Kurzętnik zrabowano i spalono, znaczne rabunki miały też miejsce w okolicznych wsiach biskupich.

Niszczący charakter zagonów wojsk polskich czy litewskich był spowodowany także rosnącymi trudnościami z aprowizacją wielkiej armii, zwłaszcza iż żniwa w Prusach dopiero miały się rozpoczynać. Uciekająca w popłochu ludność wiejska zabierała ze sobą także bydło i żywność, chroniąc się za mury miast. Niektóre z nich, jak Olsztynek, wielki mistrz polecił spalić wraz z zamkiem, a ludność ich uciekła z zapasami żywności. Władze Zakonu, chcąc głodem pokonać wielką armię królewską, poleciły palić większość piekarni i młynów, by utrudnić dostawy mąki. Przeciwdziałać tym trudnościom miały dostawy żywności z Księstwa Mazowieckiego, kierowane do zdobytej Nidzicy. Ale nie rozwiązywało to trudności i dalszy marsz wojsk królewskich nacechowany był zarówno niszczeniem wsi i miast, jak i rabowaniem żywności..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 119

"...Trzon wojsk królewskich 7 sierpnia skierował się z Nidzicy na północ, docierając po 30 kilometrach marszu do opuszczonego i wypalonego Olsztynka.

"...Z Nidzicy król ruszył na Olsztynek; miasto wraz z zamkiem poddały się bez walki. Po drodze oddziały Jagiełły zniszczyły kaplicę na polu grunwaldzkim poświęconą poległym w tej bitwie chrześcijanom..."


Fragment książki: Witold Mikołajczak "Wojny polsko-krzyżackie" s. 146

Następnego dnia wojska wkroczyły na teren biskupiej Warmii, i po blisko 30-kilometrowym marszu dotarły do miasta i zamku Olsztyna - własności kapituły. Załoga zamkowa zrezygnowała z oporu i opuściła warowny zamek nad Łyną, miasteczko zostało zajęte i złupione. Nad zamkiem zarząd objął szlachcic Dziersław z Włostowic. Armia polsko-litewska obozowała pod miastem pięć dni (do 13 sierpnia), zaopatrując się w żywność w młynach nad Łyną oraz rabując okoliczne wsie kapitulne..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 120

"...Armia królewska 14 sierpnia skierowała się z Olsztyna na północ, docierając wzdłuż Łyny po 25-kilkometrowym marszu do Dobrego Miasta, w którym znajdowała się kolegiata kapituły warmińskiej. Miasteczko zostało zajęte przez straż przednią, zrabowane i spalone, podobnie jak okoliczne wsie. Kolegiatę natomiast obrabowano, jednak uratowano ją przed pożarem. Już 15 sierpnia armia polsko-litewska dotarła nadal prawym brzegiem Łyny do głównego ośrodka biskupiej Warmii - Lidzbarka (ok. 23 km), z warownym zamkiem, rezydencją biskupią bronioną wodami Łyny i Symsarny. Była ona dobrze przygotowana do obrony i obsadzona przez komtura pokarmińskiego krzyżackiego (brandenburskiego) Helfricha von Drahe, który także zabezpieczył miasto. Ze względu na okres świąteczny Jagiełło wstrzymał obleganie zamku i miasta. Jedynie grupy czeladzi obozowej i chłopów udały się w celu grabieży pod miasto, jednak zaatakowane przez oddziały Zakonu poniosły klęskę..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 120

Oblężenie Lidzbarka Warmińskiego 16 sierpnia 1414 roku

"...Oblężenie miasta i zamku podjęto 16 sierpnia, jednak nie przebiegało ono bez zakłóceń. Strona krzyżacka zdołała bowiem zmobilizować oddziały rycerstwa z Prus Dolnych pod dowództwem wielkiego marszałka Eberharda von Wallenfelsa oraz komtura bałgijskiego Ulryka Zengera, do których najprawdopodobniej dołączyły oddziały czeskich zaciężnych.

Całość tych sił operowała w pobliżu Lidzbarka, zapewne zamierzając blokować dalszy marsz armii polskiej ku północy, a jednocześnie utrudniając wyprawy po paszę dla koni. Czescy zaciężni (około 500 konnych) przygotowali zasadzkę i zamierzali nocą napaść na obóz królewski. Jednak ich schronienie zostało wykryte przez polskich zwiadowców. Jagiełło wysłał przeciwko nim trzy chorągwie, co spowodowało ucieczkę czeskich zaciężnych, a także wycofanie się oddziałów zakonnych.

Ułatwiło to działalność polskiej czy litewskiej konnicy, której oddziały w czasie kilkudniowego zapewne oblężenia Lidzbarka dokonały niszczycielskich zagonów na środkowej i południowej Warmii. Dotarły one na południu do miasteczek: Jezioran, Barczewa (Wartemborka), Bisztynka, Biskupca Reszelskiego i Reszla, obrabowując je; spalono Barczewo i Jeziorany, a także okoliczne wsie chłopskie wraz z kościołami, co świadczy o udziale w zagonach wojsk tatarskich. Dewastowały one wyposażenie kościołów przed ich spaleniem, nie oszczędzając też ludności (zwłaszcza kobiet). Część jej zginęła (około 1366, także 5 duchownych), część wzięto do niewoli, nie wyłączając ludności chłopskiej. Zniszczenie południowej i środkowej Warmii było bardzo poważne. [...]

Dlatego [wielki mistrz] - nadal pozostając w Malborku - podjął od połowy sierpnia próbę osłabienia sił armii królewskiej przez odciągnięcie zaciężnych oddziałów książąt śląskich; dążył za ich pośrednictwem do układu pokojowego z Jagiełłą i Witoldem. W połowie sierpnia skierował do nich wezwanie, aby zaprzestali wspierać Jagiełłę i Witolda, niszczących przy pomocy niewiernych kraj, wyzwolony niegdyś krwią przodków, władców śląskich. Groził im nawet oskarżeniem przed światem chrześcijańskim, jeśli nie porzucą Jagiełły, a przynajmniej nie nakłonią go do pokoju. Apel podobny z Malborka skierował do książąt także arcybiskup ryski - Jan von Wallenrode, którego wielki mistrz przewidywał na głównego negocjatora w spodziewanych rozmowach pokojowych. Istotnie książęta śląscy podjęli się przed 17 sierpnia próby pośrednictwa w rozmowach pokojowych, których podstawę stanowić miały nadal polsko-litewskie postulaty terytorialne. Dlatego posłowie krzyżaccy (w tym i dwaj przedstawiciele rycerstwa pruskiego), na czele z arcybiskupem Wallenrodem, odrzucili z góry propozycje książąt, prosząc o przedstawienie innych warunków (17 sierpnia). [...]

Po rozchwianiu się możliwości rokowań, a nie mogąc zdobyć dobrze przygotowanego do obrony zamku i miasta Lidzbarka, także pod wpływem próśb biskupa warmińskiego Henryka IV Vogelsanga, Jagiełło zarządził marsz armii polsko-litewskiej w drugiej połowie sierpnia 1414 r. ku północnemu wschodowi, w kierunku Prus Dolnych..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 120-122

"...Z Dobrego Miasta skierowano się na Heilsberg (Lidzbark Warmiński), miasto biskupa warmińskiego. Podczas oblężenia miasta kilkuset najemników czeskich, zasadziwszy się w jednym dworze krzyżackim, chciało uderzyć w nocy na obóz królewski, aby wywołać w nim panikę. Król dzięki szpiegom został uprzedzony o zamiarach przeciwnika i wysłał przeciwko nim trzy chorągwie swojego wojska. „Czesi zmiarkowawszy niebezpieczeństwo, na jakie się wystawili, umknęli czem prędzej do miejsc obronniejszych, gdzie się złączyli z spieszącym na pomoc oddziałem krzyżackim, wprzódy nim ich Polacy dopadli, i rozsypawszy się na różne strony, okolicę całą, której podejmowali obronę, wystawili na pastwę łupieży i pożogi"20. Na prośbę biskupa warmińskiego Jana, przychylnego Polsce, król zaprzestał oblężenia jego zamku Heilsberg. Wkrótce do obozu królewskiego przybył arcybiskup Rygi Jan Wallenrod z trzema komturami Zakonu w celu zawarcia pokoju. Rokowania jednak spełzły na niczym i działania zbrojne prowadzono nadal..."


Fragment książki: Witold Mikołajczak "Wojny polsko-krzyżackie" s. 146-147

ozdoba

"...Oddziały polsko-litewskie dokonały zagonów także na północną Warmię, docierając do miasteczka kapituły w Pieniężnie (Melzaku), które poddało się bez oporu, jednak zostało spalone wraz z kuriami kanoników i okolicznymi wsiami i kościołami. Oddziały królewskie dotarły także do Ornety, która również skapitulowała, co uratowało ją przed spaleniem; natomiast okoliczne wsie zrabowano i spalono wraz z kościołami. Celem tych niszczących wypadów, tak na południu, jak na północy biskupiej Warmii było zapewnienie żywności dla wielkiej armii, stojącej pod Lidzbarkiem, a także wywarcie wrażenia na władzach Zakonu i ich poddanych.

Poza Ornetę oddziały polsko-litewskie nie docierały, gdyż na linię rzeki Pasłęki, oddzielającej na zachodzie Warmię od Prus Górnych, wielki mistrz skierował oddziały pod dowództwem wielkiego komtura Fryderyka von Zollerna, wraz z zaciężnymi..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 121

"...Küchmeister, przerażony rozmiarami zniszczeń południowej strefy Prus i Warmii, które miały objąć teren 5-6 mil (tj. ok. 35 kilometrów) wzdłuż trasy pochodu wojsk Jagiełły i Witolda, poza próbą obrony linii Pasłęki i Dolnych Prus, usiłował montować pomoc z zewnątrz, z Rzeszy, a głównie z Inflant. Wzywał więc ich mistrza krajowego o szybką pomoc, aby zapobiec dalszej ruinie kraju. Jednak mistrz Dytrych Torke zorganizował w drugiej połowie sierpnia tylko lokalny wypad na Litwę od strony Kurlandii. Listem z kurlandzkiej Mitawy (25 sierpnia), wracając już z wyprawy na Litwę przyrzekł Küchmeistrowi dosłanie do Prus dopiero w połowie września pomocy w sile 300 zbrojnych i 500 koni. Wielki mistrz był jednak zawiedziony, zwłaszcza że pomoc ta mogła dojść w jeszcze późniejszym terminie..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 121

"...Oddziały Polski i Litwy zastosowały tam bez wątpienia system zagonów, głębokich do 50 kilometrów, które docierały do wsi i miasteczek położonych między dolną Łyną i Pregołą, jak Górowo Iławieckie, Cynty i Krzyżpork, niszcząc też wsie w komornictwach pruskich (Worienen, Pruska Dawa, Bartoszyce).

Na polecenie Zakonu dolnopruskie miasteczka wcześniej zostały opuszczone przez ich mieszkańców, którzy uszli wraz z dobytkiem i bydłem do Królewca. Zostały splądrowane i spalone przez wojska Jagiełły..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 122

"...Jagiełło przybył do spalonego już Krzyżporka (zapewne już u schyłku sierpnia), zamierzając udać się pod Królewiec. Dotarło wówczas wspomniane poselstwo wielkiego mistrza z arcybiskupem Janem von Wallenrode na czele. Tam też odbyły się rokowania tych posłów z radcami Jagiełły. Strona polsko-litewska wysunęła tutaj bardziej umiarkowany program rewindykacji terytorialnych. Polska miałaby otrzymać tylko południową strefę Pomorza Gdańskiego z regionami Człuchowa, Chojnic, Tucholi, a przy Nowej Marchii - Drezdenko i Santok, a także kujawskie posiadłości Zakonu z Nieszawą oraz łuk Drwęcy od Ostródy aż do ujścia jej do Wisły pod Toruniem; na koniec zaś linię Wisły aż do ujścia do Bałtyku. Oznaczałoby to tylko częściowe przejęcie ziem Pomorza Gdańskiego i ziemi chełmińskiej, jednak z zapewnieniem szlaków wodnych Drwęcy i Wisły dla polskich poddanych, przy poważnym okrojeniu władztwa terytorialnego Zakonu na rzecz Korony Polskiej i Mazowsza. Natomiast Litwa miała otrzymać Żmudź i Kłajpedę (co już uprzednio postulowano w Grabiach). Jagiełło winien też otrzymać 60 tysięcy kop groszy dla spłacenia własnych zaciężnych i wyrównania strat poniesionych przez polskich prałatów (tj. głównie biskupa włocławskiego). Odszkodowanie mieli także otrzymać książęta mazowieccy i książę słupski (żądał on aż 100 tysięcy kop groszy). Wielki mistrz po uzyskaniu wieści o tych postulatach terytorialno-finansowych odbył naradę w Malborku z dostojnikami i przedstawicielami stanów pruskich. Ci ostatni odmówili jednak poparcia dla zbyt szerokich ich zdaniem ustępstw terytorialnych, a na dodatek i tak wysokich świadczeń finansowych.

Küchmeister zdecydował się więc na odrzucenie polskich i litewskich postulatów, co oznaczało kontynuację wojny..."

Nie ulega wątpliwości, iż wielki mistrz liczył na rosnące trudności wielkiej armii Jagiełły i Witolda, która już ponad pięć tygodni musiała żywić się w spustoszonych regionach Prus. Trudności te nadal istniały z powodu braku aprowizacji i paszy dla koni, wzmagane ulewnymi deszczami, padającymi w Prusach Dolnych u schyłku sierpnia. W wojskach szerzył się głód, na pewno i choroby. Dowóz żywności z Mazowsza był utrudniany wskutek działalności załóg krzyżackich z Działdowa i Ostródy. Dlatego Jagiełło, mimo przedstawień Witolda, zrezygnował z dalszego marszu w deszczu i błocie pod Królewiec, zarządził opuszczenie Prus Dolnych i pochód w kierunku zachodnim.


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 122-123

"...Nie jest wykluczone, iż na decyzję królewską wpłynąć mogły też wieści o ofensywnych posunięciach wojsk Zakonu, które nastąpiły zapewne pod koniec sierpnia 1414 r. Wielki mistrz zarządził wówczas wypady trzech grup zbrojnych na nadgraniczne ziemie polskie. Pierwsza z nich, z terenu południowego Pomorza Gdańskiego, wpadła na obszar Krajny i północnych Kujaw, które spustoszyła paląc miasteczka Kamień Krajeński, Sępolno i Koronowo, oraz docierając aż do linii Noteci. Jednocześnie piesze oddziały marynarzy (Schiffskinder), ściągnięte statkami Wisłą z Gdańska do regionu Torunia (miało ich być 400), częściowo rozmieszczono na zamkach, częściowo operowały na Wiśle koło Torunia, blokując swobodę ruchów załogi polskiej z Bydgoszczy. Oddziały marynarzy dokonały lądowego wypadu w głąb Kujaw, wyrządzając tam znaczne straty. Trzecia grupa pod dowództwem komtura toruńskiego Jana von Selbacha dokonała wypadu z rycerstwem ziemi chełmińskiej i zaciężnymi w głąb środkowej strefy ziemi dobrzyńskiej, paląc Lipno i niszcząc wsie aż pod Rypinem. Na koniec czwarta grupa dokonała wypadu z Brodnicy także do ziemi dobrzyńskiej po rzekę Rypienicę, której nie mogła przebyć z powodu wezbrania wód i zawróciła. Ocalał zamek w Dobrzyniu nad Wisłą, obsadzony silniejszą załogą królewską. Wypady te traktowane były jako odwet za niszczenie ziem pruskich i miały za zadanie zmuszenie do odwrotu wojsk Jagiełły..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 123

"...Armia Jagiełły i Witolda skierowała się [...] z rejonu dolnopruskiego Krzyżporka (zapewne w końcu sierpnia) przez środkową Warmię, do rzeki, Pasłęki, którą przebyła w ciągu dwóch dni za pomocą mostów pontonowych. Po wkroczeniu do Prus Górnych wojska królewskie podjęły próbę oblegania miasta i zamku Pasłęka, ważnego węzła drogowego, ale trudnego do zdobycia na skutek naturalnych warunków obrony. Oddziały litewskie rozproszone w podmiejskich sadach zostały napadnięte przez zbrojnych krzyżackich z miasta, którzy zabrali do niewoli grupę rycerstwa, w tym marszałka nadwornego Witolda - Butryma z Żermina. Wypady oddziałów polskich dotarły aż do odległego o około 40 kilometrów na północ Zalewu Wiślanego, docierając do Fromborka - miasteczka i warownej katedry warmińskiej. Miasteczko z kościołem parafialnym i czterema kuriami kanoników zrabowano i spalono, katedrę zaś splądrowano. Wyprawa dostarczyła przede wszystkim żywności, pędząc całe stada bydła pod Pasłęk. Niewątpliwie w tym też czasie zagony polskie dotarły na południe od Pasłęka do Morąga i Miłakowa, które zostały spalone. Akcja wojsk polskich wywołała panikę wśród ludności Prus Górnych, szukającej ratunku w ucieczce nad Nogat w Elblągu i Malborku, a także na Żuławach Wielkich, na lewym brzegu tej rzeki.

"...Jagiełło, nie widząc szans szybkiego zdobycia Pasłęka, zdecydował się na dalszy marsz na południe, połączony z niszczeniem okolic Elbląga, który jednak ominięto jako zbyt trudny do zdobycia. Wojska polsko-litewskie wraz z królem dotarły 7 września do zamku komturskiego w Dzierzgoniu. Opuszczony przez załogę krzyżacką został bez trudu zajęty, a 9 września spalony. Odziały polsko-litewskie dokonały też zagonu na wschód, zdobywając i paląc i miasteczka Zalewo i Miłomłyn oraz zamek w Przezmarku wraz z okolicznymi wsiami. W tym też czasie wojska litewskie dokonały wypadu do sąsiedniego dominium biskupstwa pomezańskiego, docierając i częściowo niszcząc Prabuty, siedzibę biskupią..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 123-124

"...Jagiełło 9 września dotarł z całą armią do Prabut, które wraz z zamkiem spalono. Następnie wojska polsko-litewskie zajęły i zniszczyły miasteczka pomezańskie Susz i Kisielice, po czym skierowały się do głównego ośrodka - Kwidzyna, miasteczka z warowną katedrą sprzężoną z zamkiem kapitulnym. Mieszczanie po próbie obrony schronili się do katedry, skąd kulami ognistymi ostrzelano i spalono miasto. Oddziały polskie na próżno ostrzeliwały z dział warowną katedrę z zamkiem, broniącą się ogniem artyleryjskim i strzałami z kusz. Wojska polskie odeszły więc spod Kwidzyna i skierowały się na południowy wschód, docierając do miasteczka Biskupiec Pomorski, położonego już pod granicą z ziemią chełmińską, które bez oporu zajęto i splądrowano..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 124

"...Dowództwo polsko-litewskie stanęło teraz przed dylematem, dokąd skierować całość armii. Strona krzyżacka - mimo poważnego zniszczenia w ciągu około dwóch tygodni znacznej części Prus Górnych, części Powiśla i Pomezanii biskupiej - nadal nie zamierzała przystąpić do rokowań pokojowych. Arcybiskup ryski Jan von Wallenrode i inni byli posłowie Zakonu 2-5 września wyjaśniali niektórym książętom śląskim w armii Jagiełły, iż wielki mistrz odrzuca polskie propozycje (tj. natury terytorialnej), ale gotów jest do „neutralnych" (tj. zapewne umiarkowanych) ustępstw, chociaż podkreślali, iż dokonane tak wielkie zniszczenie Prus hamuje tę możliwość. Dlatego 8 września książęta śląscy oświadczyli pisemnie posłom, iż to Zakon odrzuca możliwość pokojowego uregulowania konfliktu..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 125

"...Pozostawały więc dalsze działania wojenne, a Jagiełło skłaniał się do marszu na Chełmno i Toruń - główne ośrodki w zachodniej strefie ziemi chełmińskiej, licząc, iż otworzą mu one swoje bramy. Król bowiem jeszcze żywił nadzieję na pozyskanie stanów tej ziemi, gdyż już z Prabut (a więc przed 11 września) skierował do nich listy, oskarżające wielkiego mistrza Küchmeistra o dwulicowe postępowanie jego posłów w rokowaniach pokojowych. Listy te przedstawiciele stanów chełmińskich odesłali wielkiemu mistrzowi do Malborka, gdzie stały się na pewno przedmiotem narad Küchmeistra z dostojnikami. Jednak w ziemi chełmińskiej panowały wyraźne obawy, iż wojska Polski i Litwy wkroczą do jej zachodniego regionu, dlatego miasta tamtejsze przygotowywały się do obrony: przed Starym Miastem Toruniem rozebrano dwa kościoły szpitalne na przedmieściu, aby ułatwić obronę od strony północnej. Na zamku tamtejszym przebywał wielki marszałek von Wallenfels z siłami zbrojnymi, także z Prus Dolnych..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 125

"...Jagiełło zrezygnował jednak z marszu na Chełmno i Toruń, gdyż prawdopodobnie został wprowadzony w błąd przez stronę krzyżacką otrzymaniem wieści o słabym zaopatrzeniu ważnego ośrodka nad Drwęcą - miasta i zamku w Brodnicy. Dlatego wojska królewskie z Biskupca Pomorskiego najpierw skierowały się w kierunku południowo-wschodnim do linii Osy, którą przekroczyły, docierając do Górnej Drwęcy w rejonie Bratiana i Nowego Miasta. W drodze oddziały polsko-litewskie zniszczyły wiele wsi nad Osą, w rejonie Radzynia, Płowęża i Łąkorza (nie wyłączając połowy wsi Ryńsk, należącej niegdyś do Mikołaja, chorążego ziemi chełmińskiej, uczestnika bitwy pod Grunwaldem). Zapewne wówczas też splądrowano i spalono gródek rycerski we wsi Plemięta na zachód od Radzynia". Próba opanowania zamku w Bratianie w widłach rzeki Wel i Drwęcy oraz Nowego Miasta (Lubawskiego) zakończyła się niepowodzeniem, gdyż ośrodki ziemi chełmińskiej, zwłaszcza wzdłuż linii Drwęcy, były dobrze przygotowane do obrony..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 125-126

"...Kolejnym celem Władysława Jagiełły miało być opanowanie Torunia i Chełmna. Plan ten jednak, zdaniem kronikarza, pokrzyżowali Krzyżacy dowiedziawszy się o zamiarze króla (którego tajemnicę podobno jeden z radców królewskich wyjawił) i o postanowieniu tym powiadomili mieszkańców Chełmna i Torunia, zamyślających swoje miasta podpalić. Uciekli się do podstępu - odwiedli króla od tak zbawiennego zamiaru, a zwabili do oblężenia miasta Brodnicy, które mogło wytrzymać długi czas nawet najściślejsze oblężenie, mając położenie warowne, silną załogę i dostateczne zapasy żywności. Wyprawili mianowicie umyślnego posłańca, pachołka prostego i ubogiego, kazawszy mu iść tą drogą, której pilnowały królewskie czaty, iżby go schwytano z listem komtura brodnickiego do mistrza pruskiego. W tym liście komtur brodnicki oznajmiał mistrzowi, że „miasto Brodnica, które, jak mu doniesiono, król polski miał obledz, a do którego kazał ściągnąć załodze osadzonej w Rypinie, pozbawione było wszelakiej żywności, dział i ludzi potrzebnych do obrony, aby więc nocy następnej starał się jednak najspieszniej przysłać mu żywności, dział i ludzi potrzebnych do obrony, inaczej miasto będzie zmuszone poddać się królowi." Zdaniem Długosza, po schwytaniu posłańca z owym listem król postanowił zmienić swoje plany. Zamiast oblegać Toruń lub Chełmno, wysłał szesnaście chorągwi pod Brodnicę, aby rozpocząć jej oblężenie..."


Fragment książki: Witold Mikołajczak "Wojny polsko-krzyżackie" s. 148

Działania wojenne w 1414 roku

"...Trzon armii Jagiełły dotarł 14 września pod Brodnicę, którą oblężono na prawym brzegu Drwęcy, lewy zaś obsadzili rycerze ściągnięci z ziemi dobrzyńskiej. Na Drwęcy zbudowano kilka mostów pontonowych ułatwiających dowóz żywności dla armii królewskiej..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 126

"...Kilkutygodniowe zaangażowanie się armii polsko-litewskiej pod Brodnicą ułatwiło jednak podejmowanie ofensywnych posunięć przez poszczególnych dowódców Zakonu, zwłaszcza gdy najdalej w drugiej połowie września dotarły do Królewca obiecane posiłki zbrojne z Inflant. Zostały one skierowane do południowej strefy Pomorza Gdańskiego, do Człuchowa i nad granicę z Polską. Dokonały one kilku wypadów na Kujawy i niewątpliwie na Krajnę, rabując mienie polskich chłopów i zabierając ich do niewoli. Natomiast komtur ostródzki Jan von Bichau zaatakował polską załogę na zamku w Nidzicy i zmusił ją do kapitulacji; podobnie postąpił komtur pokarmiński Helfrich von Drahe z załogą polską w Olsztynie. W ten sposób strona polsko-litewska utraciła ośrodki na Mazurach i Warmii. Komtur von Drahe dokonał także wypadu na ziemie północnego Mazowsza, zabierając wielu jeńców i uprowadzając bydło.

Również komtur toruński von Selbach razem z oddziałami z Pomorza Gdańskiego dokonał wypadu na Kujawy, paląc Gniewkowo i okolicę oraz zabierając łupy. Podobnie postąpiły oddziały Prusów, stacjonujące pod komendą wielkiego marszałka von Wallenfelsa w ziemi chełmińskiej. Ale do Prus nie zdołały jeszcze dotrzeć oddziały rycerstwa niemieckiego i gałęzi Zakonu z Rzeszy, znajdujące się zbyt długo w drodze do Frankfurtu nad Odrą..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 126

Oblężenie Brodnicy 14 września - 7 października 1414

"...Oblężenie Brodnicy okazało się jednak przedsięwzięciem trudnym i złożonym, gdyż zarówno zamek, jak i miasto były dobrze przygotowane do obrony i zabezpieczone w żywność. Niewątpliwie brak większej artylerii uniemożliwił dokonanie wyłomu w murach, mimo ich ostrzału działami. Dlatego oblężenie ciągnęło się przez kilka tygodni, bez żadnego rezultatu, przy braku gotowości załogi krzyżackiej do rokowań. Książęta śląscy w armii Jagiełły utrzymywali nadal kontakty z wielkim mistrzem, usiłując nakłonić go do wypuszczenia z niewoli dzieci i kobiet zabranych w czasie wypadów do północnej Polski, a także zabranych przez wojska inflanckiej gałęzi w czasie sierpniowego najazdu na Litwę. Przyrzekali, iż Jagiełło i Witold postąpią podobnie w odniesieniu do zabranych w Prusach jeńców (19 września). Była to próba złagodzenia surowości metod, stosowanych w tej wojnie przez obie strony.

Stany ziemi chełmińskiej, nawiązując do listu Jagiełły z Prabut, usiłowały wpływać na wielkiego mistrza w Malborku, aby położył kres niszczącej wojnie. Küchmeister zrzucał jednak odpowiedzialność za rozchwianie się poprzednich rokowań na Jagiełłę. Podkreślał też, iż stany ziemi chełmińskiej od początku były informowane o przebiegu rozmów, także w kwestii ewentualnych ustępstw terytorialnych. Odrzucenie propozycji polsko-litewskich nastąpiło także za ich wiedzą. Dlatego odpowiedź stanów ziemi chełmińskiej skierowana do Jagiełły (22 IX 1414 r.) była negatywna: wielki mistrz dążył do pokoju, który król polski i Witold naruszyli, paląc i niszcząc Prusy a przy tym nie chcieli załagodzić swoich postulatów (terytorialnych), co zmusza Zakon do dalszej walki.[...]

Wojska polsko-litewskie nie podejmowały żadnej kontrakcji, tkwiąc nadal pod nie zdobytą Brodnicą. Dokonywano tylko lokalnych wypadów pod pobliskie zamki krzyżackie, staczając utarczki z ich załogami i niewątpliwe zabierając łupy do obozu. Najdalszy wypad nastąpił w okolice ufortyfikowanego młyna w Lubiczu nad Drwęcą (położonego niedaleko Torunia), gdzie doszło do większej, zwycięskiej potyczki z oddziałami Zakonu, po czym do obozu pod Brodnicą doprowadzono 60 jeńców stanu rycerskiego. Drobny sukces osiągnięto także w południowej części Pomorza Gdańskiego, gdzie za sprawą jednego z braci krzyżackich Polsce poddał się niewielki, nadgraniczny zamek w Jasińcu. Jednak przeciąganie się oblegania Brodnicy spowodowało bardzo trudną sytuację w armii polsko-litewskiej, której znowu brakowało żywności w wyniszczonym regionie ziemi chełmińskiej, zwłaszcza zaś chleba, co stało się powodem epidemii biegunki i wielkiej liczby ofiar śmiertelnych. Wówczas też wojna pruska została określona mianem „wojny głodowej".

W tych warunkach, w miarę postępujących trudności jesiennych, Jagiełło i Witold w początkach października 1414 r. skłaniać się musieli do przerwania działań militarnych, do czego namawiał od dawna król rzymski Zygmunt, wzywając do przysłania posłów obu stron na zwołany już sobór w Konstancji. Do Polski dotarł już legat papieski Wilhelm z Chalanto biskup lozański, którego władze polskie najpierw przetrzymywały w Krakowie, czekając na wynik walki w Prusach. W pierwszych dniach października dopuszczono go do ziemi chełmińskiej, przybył pod Brodnicę, błagając króla o zawieszenie działań wojennych na okres dwu lat i przedłożenie soborowi sporu z Zakonem. Ze względu na trudną sytuację Jagiełło i Witold zgodzili się na rokowania, które zostały uwieńczone zawarciem tzw. rozejmu brodnickiego 7 października 1414 r.


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 126-127

"...Już miesiąc prowadzono oblężenie Brodnicy. Wprawdzie oblegającym nie brakowało żywności, a zwłaszcza mięsa było pod dostatkiem, brakowało jednak chleba, przez co wywiązała się w wojsku biegunka, na którą wielu ludzi zachorowało i umarło. Przez ten niedostatek chleba wyprawę tę Polacy nazywali głodną wojną. „Cieszył się z tego nieszczęścia nieprzyjaciel, jakby z największego zwycięstwa, pochlebiając sobie, że Bóg spuścił na Polaków taką klęskę ku jego obronie."

Podczas oblężenia Brodnicy przybył do króla nuncjusz apostolski Jan, biskup lozański, w celu przerwania toczącej się wojny. Ponieważ zbliżała się zima, a w obozie szerzyła się wspomniana choroba, król za zgodą rady przyjął warunki rozejmu przedstawione przez nuncjusza. Zawarto rozejm z Zakonem na dwa lata, a kwestie sporne między Polską a Krzyżakami miał rozstrzygnąć sobór zwołany do miasteczka Konstancja..."


Fragment książki: Witold Mikołajczak "Wojny polsko-krzyżackie" s. 149

ozdoba

"...W jego wynegocjowaniu udział wzięli ze strony polskiej proboszcz kruszwicki Jan z Niewierzy i Mościc ze Stęszewa, ze strony krzyżackiej biskup chełmiński Arnold, prokurator pokrzywnicki Alf oraz reprezentanci stanów pruskich Jan Logendorf i burmistrz toruński Albrecht Rothe. Krótki niepełny układ rozejmowy, zawarty za pośrednictwem legata, obejmował tak Polskę, jak Litwę i zawieszał działania wojenne na dwa lata do 8 września 1416 r. W tym czasie miały być prowadzone rozmowy pokojowe za pośrednictwem papieża i króla rzymskiego, razem lub osobno, bądź soboru lub z udziałem książąt duchownych i świeckich jako rozjemców. Postanowienia rozejmu zagwarantowali książęta mazowieccy oraz dostojnicy kościelni i świeccy z Korony.

"...Układ ten, zawarty w wyraźnym pośpiechu, spowodował, iż już 6 października - po dwudziestu dwóch dniach - Jagiełło zawiesił oblężenie Brodnicy, a następnego dnia udał się do Rypina w ziemi dobrzyńskiej, gdzie nastąpiło rozpuszczenie wojsk pospolitego ruszenia i odejście wojsk litewsko-ruskich Witolda. Już 8 października wielki mistrz Küchmeister w Grudziądzu potwierdził rozejm brodnicki, gwarantowany przez wyższy kler z arcybiskupem ryskim Janem von Wallenrode i biskupem chełmińskim Arnoldem na czele oraz przez wielu dostojników krzyżackich..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 127-128

"...Jednak 19 listopada 1414 r. w kujawskim Raciążku zawarto umowę dodatkową do rozejmu brodnickiego, wnoszącą szereg uzupełnień i konkretów. Stwierdzała ona między innymi, iż rozejmem objęci są także sprzymierzeńcy (tj. Mazowsze i Księstwo Słupskie), a zagarnięte przez Zakon dobra wyższych duchownych polskich w Prusach będą przez niego zwrócone. Zamek w Jasińcu miał pozostać w ręku Jagiełły na okres trwania rozejmu. Wolność handlu obu stron została w zasadzie przywrócona. Zwolnienie jeńców wiejskich (tj. chłopskich) uzależniono od woli króla, natomiast wymiana innych jeńców miała nastąpić 21 grudnia 1414 r. w Toruniu bądź w Brześciu Kujawskim. Układ ten regulował większość spornych kwestii, których w pośpiechu nie załatwiono pod Brodnicą, i dawał szanse na w miarę pokojowe współżycie między Polską-Litwą i Zakonem w Prusach..."


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 128

"...„Wojna głodowa" trwała łącznie około dziesięć tygodni i siłami zjednoczonych wojsk Polski i Litwy oraz zaciężnych śląsko-czeskich doprowadziła tylko częściowo do zamierzonego celu. Zniszczyła bowiem znaczne połacie zachodnich Mazur i Prus Dolnych, Warmię i Pomezanię, a także znaczne fragmenty północnej i wschodniej strefy ziemi chełmińskiej i lubawskiej. Podkopywało to bez wątpienia ekonomiczną i finansową pozycję państwa zakonnego w Prusach. Jednak te polsko-litewskie działania militarne, prowadzone głównie przy pomocy lekko-zbrojnej jazdy, przy niewielkiej roli piechoty i artylerii ogniowej, nie zdołały zrealizować dalszych zamierzeń: trwalszego opanowania części przynajmniej zamków czy miast pruskich, a w konsekwencji zmuszenia władz Zakonu do zgody na postulaty terytorialne Litwy (Żmudź) i polski (Pomorze Gdańskie, ziemia chełmińska), zresztą ograniczane w miarę przedłużającej się kampanii.

Największą słabością stał się zresztą brak trwalszych kontaktów ze stanami pruskimi, które - mimo żywionych wątpliwości - poparły wielkiego mistrza Küchmeistra w jego oporze przeciw postulatom polsko-litewskim. Wydaje się, że był to czynnik, który ostatecznie zadecydował o niepowodzeniu całej kampanii letnio-jesiennej w Prusach i skomplikował sytuację armii polsko-litewskiej, której dowództwu zabrakło w końcu koncepcji wyjścia z impasu, jaki spowodował przeciągający się opór Zakonu i jego stanów, oraz unikanie przez wielkiego mistrza rozstrzygnięcia w bitwie w otwartym polu. Nie ulega też wątpliwości, że niektóre metody stosowane przez wojska Jagiełły i Witolda, szczególnie przez oddziały tatarskie, nie respektujące życia ludzkiego, mienia, a także i poszanowania obiektów kultu religijnego, wywarły skutek odwrotny od zamierzonego, tj. panikę i obawę przed stroną królewską, zwłaszcza w stanach pruskich.

Głównym osiągnięciem tej nie tylko „głodowej", ale i krwawej, niszczącej wojny 1414 r. było jednak w końcu zakwestionowanie warunków traktatu toruńskiego 1411 r. i postawienie na porządku dziennym ich rewizji, zwłaszcza terytorialnych postanowień. Miała ona nastąpić najpierw drogą sądowych i dyplomatycznych przetargów, ale też ponownie siłą oręża, aż do 1422 r.


Fragment książki: Marian Biskup "Wojny Polski z Zakonem Krzyżackim 1308-1521" s. 128-129

Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości