ozdoba

WOJNA GRZYMALITÓW Z NAŁĘCZAMI
1382-1385

ozdoba

6 grudnia 1382 roku w Wiślicy odbył się wiec polskich elit politycznych, w którym uczestniczył także Zygmunt Luksemburski

"...W Wiślicy w gruncie rzeczy niewiele wyjaśniono. Informujący o przebiegu zjazdu Janek z Czarnkowa jest nadzwyczaj lakoniczny, Z jego przekazu dowiadujemy się jedynie, że posłowie węgierscy w imieniu królowej Elżbiety Bośniaczki podziękowali Polakom za dochowanie wierności jej córkom i nakazywali, by nikomu, nie wyłączając Zygmunta Luksemburskiego, nie składali odtąd hołdu wierności. Orzeczenie przyjęto wręcz entuzjastycznie, natychmiast zresztą mu się podporządkowując, ponieważ odstąpiono od popierania margrabiego brandenburskiego i wzbroniono mu dostępu nie tylko do Krakowa, ale i do pozostałych miast królestwa. W tej sytuacji arcybiskup Bodzęta i Domarat z Pierzchną także zgłosili chęć zmiany frontu, ale Wielkopolanie nie chcieli słuchać wyjaśnień swego starosty, dopóki ten nie złoży urzędu. To żądanie raz jeszcze utwierdza w przekonaniu, że konflikt wewnętrzny w Wielkopolsce miał jedynie podłoże w niesnaskach rodowych. Nic więc dziwnego, że - w zasadzie niemający innego wyjścia - Domarat stał się bezpośrednią przyczyną wybuchu wojny domowej w Wielkopolsce, nazywanej wojną Grzymalitów, których był rodowcem, z Nałęczami..."


Fragment książki: Jarosław Nikodem "JADWIGA KRÓL POLSKI" s. 98

"...Zwłoka nie sprzyjała jednak stabilizacji wewnętrznej. W Wielkopolsce na dobre ponownie rozgorzał konflikt zbrojny, a 18 stycznia 1383 r, w Pyzdrach część możnych wielkopolskich ślubowała wierność Marii Andegaweńskiej.

"...Hołd złożony Marii w Pyzdrach da się wyjaśnić bez odwoływania się do karkołomnych domysłów. Wystarczy dokładnie przeczytać tekst kroniki Janka z Czarnkowa, który wprost pisze o tym, że skonfliktowane strony w Wielkopolsce walczyły, odwołując się do wierności dla królowej Marii. Był to jednak wyłącznie wygodny dla nich, inna rzecz, że przy okazji rzeczywistych zwolenników dynastii andegaweńskiej, parawan, za którym można było ukryć prawdziwe intencje bez zarzutu, że postępuje się w sposób - jak byśmy to dziś określili - antypaństwowy. Ze chodziło o Marię, a nie o Jadwigę, również nie powinno dziwie, skoro starszej królewnie już wcześniej przysięgano wierność, a oficjał na kandydatura młodszej pojawiła się dopiero nieco później..."


Fragment książki: Jarosław Nikodem "JADWIGA KRÓL POLSKI" s. 100

26 lutego 1383 roku w Sieradzu doszło do zjazdu szlachty polskiej.

"...W relacji Jana z Czarnkowa sprawa przedstawiała się następująco: jeszcze z początkiem 1383 r. toczące ze sobą wojnę stronnictwa wielkopolskie, skupione jedno przy Nałęczach, a drugie przy Grzymalitach, walczyły oba w imię nieletniej Marii, z czego Jan trafnie wnioskuje, iż u podłoża tego konfliktu zbrojnego leżało co innego, niż sprawa sukcesji. W końcu lutego odbył się wiec w Sieradzu z udziałem delegacji węgierskiej, na czele której stał jeden z biskupów i która reprezentowała królową Elżbietę, wdowę po Ludwiku. Przedstawiciele Węgier próbowali wyperswadować obradującym celowość akceptacji Marii i Zygmunta, czy wręcz ich o to prosili. Tą drogą miał być osiągnięty pokój. Widocznie ostro przeciwstawiano się temu, bo w dalszym wywodzie autor pisze, że ów biskup i Węgrzy zwolnili Polaków z przyrzeczeń i zapewnień o wierności deklarowanych na rzecz Marii i Zygmunta, a zarazem zapewnili, że królowa wdowa przeznaczyłaby na tron polski swoją młodszą córkę Jadwigę. Zaraz po Wielkiej Nocy, która w 1383 r. wypadała 22 marca, Jadwiga miałaby przybyć do Polski na koronację, przedtem odebrałaby przysięgę wierności; po koronacji powróciłaby na Węgry w celu edukacji pod okiem matki i wreszcie po trzech latach miałaby przybyć na stałe do Polski..."


Fragment książki: Jerzy Wyrozumski "KRÓLOWA JADWIGA" s. 48

"...Nie sposób odpowiedzieć na pytanie, czy polskie koła polityczne poczuły się w pełni usatysfakcjonowane węgierską propozycją, ale na pewno postanowiły uczynić wszystko, by jak najlepiej przygotować się do przybycia Jadwigi. W pierwszej kolejności postanowiono uśmierzyć wojnę domową w Wielkopolsce. W tym celu 1 marca do Kalisza przybyli wojewoda krakowski Leliwita Spytek z Melsztyna, bardzo jeszcze młody, ale szybko wyrastający na przywódcę panów małopolskich, oraz Sędziwój z Szubina, kasztelan zawichojski Mikołaj z Bogorii i Krzesław ze Szczekocin. W imieniu królowej zażądali wydania Kalisza i pozostałych zamków oraz miast wielkopolskich. Niewiele jednak z tego wyszło, udało się bowiem jedynie przejąć Kalisz z rąk kasztelana łęczyckiego Jana z Łąkoszyna, z ramienia Domarata z Pierzchną broniącego zamku, i zadowolić się zawarciem 8 marca rozejmu w Starczanowie, który miał trwać do 24 czerwca tego roku. Przy zawieraniu rozejmu rolę arbitrów odgrywali jedynie Mikołaj z Bogorii i Krzesław ze Szczekocin; gdyż obaj wojewodowie nieco wcześniej, jak pisze Janek z Czarnkowa, udali się w podróż na Węgry..."


Fragment książki: Jarosław Nikodem "JADWIGA KRÓL POLSKI" s. 102

28 marca 1383 roku w Sieradzu doszło do kolejnego wiecu możnowładztwa polskiego.

"...Drugi zjazd sieradzki omal nie pokrzyżował planów zarówno Elżbiety Bośniaczki, jak i panów polskich wiernych dynastii andegaweńskiej, upatrujących w kandydaturze Jadwigi najbardziej korzystne rozwiązanie dla państwa. Podczas zjazdu, na którym w przeważającej liczbie obecni byli Wielkopolanie, zapewne niespodziewanie dla części zebranych, głos zabrał arcybiskup gnieźnieński Bodzęta i zapytał, czy chcą obrać na swego króla księcia Siemowita IV. Postawę Bodzęty J. Tęgowski tłumaczy brakiem szans na odgrywanie pierwszoplanowej roli w skonfliktowanych ugrupowaniach, obawą o dobra arcybiskupie narażone na zniszczenia i zniechęceniem przeciągającymi się rokowaniami z Elżbietą Bośniaczką. Postawa arcybiskupa, tak bardzo niewygodna dla królowej, spowodowała wysłanie przez nią supliki do Stolicy Apostolskiej ze skargą na Bodzętę.

Większa część zebranych w Sieradzu w odpowiedzi na pytanie arcybiskupa gnieźnieńskiego krzyknęła, jak pisze Janek z Czarnkowa: „Chcemy, chcemy i prosimy, aby przez was, panie arcybiskupie, był na króla polskiego koronowany". Wśród aplauzu być może doszłoby do dalszych kroków, które zmieniłyby bieg historii, gdyby nie kasztelan wojnicki Jan z Tęczyna, który wezwał do ostudzenia emocji. Stwierdził, że wszystkich obowiązuje obietnica wierności złożona Jadwidze, co musi oznaczać, że przed wystąpieniem Bodzęty podjęto decyzję o zaaprobowaniu kandydatury królewny, wyrażając tym samym zgodę na życzenia Elżbiety Bośniaczki. Tęczyński zaproponował również, by wyznaczyć nieprzekraczalny termin przybycia Jadwigi do Polski na dzień 10 maja 1383 r„ i dopiero gdyby strona węgierska się z niego nie wywiązała, przystąpić do wyboru innego monarchy.[...]

w Sieradzu zdołano uratować kandydaturę andegaweńską. Zapewne jednak napotkany opór spowodował usztywnienie polskiego stanowiska. Poselstwu węgierskiemu przekazano wynik zabiegów Jana z Tęczyna jako polski warunek, dodając doń, co musiało zaniepokoić Elżbietę Bośniaczkę, kolejne żądania. Królowa wdowa miała zgodzić się na ponowne przyłączenie do Królestwa Polskiego Rusi Czerwonej oraz lenn dzierżonych przez Władysława Opolczyka, a więc ziem dobrzyńskiej, kujawskiej i wieluńskiej, obecnego zresztą w Sieradzu i sprzeciwiającego się elekcji Siemowita IV. [...] Usztywnienie polskiego stanowiska objawiło się również w pominięciu milczeniem żądania królowej wdowy, by Jadwiga po koronacji powróciła na trzy lata na Węgry. Następne posunięcie miała wykonać Elżbieta Bośniaczka, która chcąc jak najdłużej zachować zasadę status quo, postanowiła zagrać va banque, wyraźnie licząc na to, że jej polscy partnerzy polityczni, dotychczas wypróbowani zwolennicy dynastii, nie zdecydują się na podjęcie radykalnych kroków..."


Fragment książki: Jarosław Nikodem "JADWIGA KRÓL POLSKI" s. 104-105

"...Jeśli wierzyć malowniczemu i jakby pochodzącemu z gatunku literatury awanturniczej przekazowi Janka z Czarnkowa, arcybiskup Bodzęta, zamiast udać się do Sącza, by wraz z pozostałymi dostojnikami witać Jadwigę, przybył 7 maja ze zbrojnym orszakiem pięciuset kopijników Siemowita IV do Krakowa. W orszaku tym incognito znajdował się również sam książę. Mieszczanie krakowscy, dowiedziawszy się o obecności Siemowita, nie wpuścili pasterza gnieźnieńskiego do miasta. Przyjezdnym nie pozostało nic innego, jak tylko opuścić okolice Krakowa, udali się więc najpierw 10 maja do Proszowic, a następnie do Korczyna, gdzie przebywali ponad dwa tygodnie. Przyczyną tej niecodziennej eskapady, wobec niechęci większej części szlachty do wyboru księcia płockiego na polskiego monarchę, miała być, zdaniem kronikarza, chęć porwania przybywającej do Polski Jadwigi i natychmiastowego koronowania jej na królową, a księcia na króla..."


Fragment książki: Jarosław Nikodem "JADWIGA KRÓL POLSKI" s. 109

"...W święto Zesłania Ducha Świętego, 10 maja 1383 r., zgodnie z ustaleniami, jakie przed niespełna dwoma miesiącami zapadły w Sieradzu, starszyzna Królestwa Polskiego oczekiwała w Sączu na uroczyste przybycie do Polski Elżbiety Bośniaczki, wiozącej ze sobą Jadwigę, przyszłego nowego polskiego króla. Zebranych dostojników czekała jednak niespodzianka. Do Sącza przybył bowiem Sędziwój z Szubina [...] w towarzystwie rycerzy węgierskich z informacją, że wdowa po Ludwiku Wielkim oczekuje panów polskich w Koszycach, ponieważ z powodu wezbranych wód nie może sama przybyć do Krakowa. Elżbieta Bośniaczka ustami swych wysłanników dodawała jednak, co uznać wolno za dyplomatyczny majstersztyk, że jeśli dostojnicy nie zechcą wysłuchać jej prośby, sama, acz ze względu na niebezpieczeństwo bardzo niechętnie, przybędzie jednak z Jadwigą do polskiej stolicy. [...]

Odmowa wyjazdu do Koszyc, pomijając fakt, że byłaby bardzo niestosownym zlekceważeniem majestatu królewskiego i całkowicie pozbawionym kurtuazji zachowaniem w obliczu prośby monarchini, oznaczałaby postawienie sprawy na ostrzu noża, sugerujące, że w Polsce kandydatura Jadwigi nie jest traktowana z należytą powagą. Innymi słowy można by powiedzieć, że odmowa wyjazdu byłaby najzwyklejszym błędem politycznym..."


Fragment książki: Jarosław Nikodem "JADWIGA KRÓL POLSKI" s. 105-106

"...Stronę polską w Koszycach, według Janka z Czarnkowa, reprezentowali: Wincenty z Kępy, Sedziwój z Szubina, Spytek z Melsztyna, Dobiesław z Kurozwęk, kasztelan sandomierski Jan z Tarnowa, stryjeczny brat Spytka, i Domarat z Pierzchną. Toczone wówczas rozmowy zapewne przebiegały w dobrej atmosferze, bo okazało się, że panowie polscy nie są pozbawieni ani talentów, ani atutów. Jeśli Elżbieta Bośniaczka liczyła, że uda się jej przeforsować wszystkie swoje postulaty bez ustępstw, musiała się przeliczyć. [...] Ustalono więc, że Jadwiga ma zostać w nieprzekraczalnym terminie koronowana w Krakowie 11 listopada 1383 r., oraz podjęto decyzję o ponownym połączeniu tronów węgierskiego i polskiego na wypadek, gdyby Maria lub Jadwiga zmarły bezpotomnie. Obie strony mogły z powodzeniem uznać spotkanie koszyckie za sukces. Kwestie dotychczas niebudzące wątpliwości pozostały wspólnym celem. Ustępstwo panów polskich oznaczało jedynie przesunięcie terminu koronacji Jadwigi o kilka miesięcy. Owszem, dawało to czas malkontentom, szczególnie zwolennikom kandydatury Siemowita IV, na zorganizowanie czy wzmocnienie działań wymierzonych w ustalany porządek, ale stanowiło to jedynie wkalkulowany element ryzyka, który wiąże się z każdą podejmowaną decyzją polityczną.[...]

Niewątpliwym natomiast sukcesem było doprowadzenie do odwołania z urzędu starosty generalnego wielkopolskiego Domarata z Pierzchną, decyzji, którą zapewne Elżbieta Bośniaczka podjęła albo już w Koszycach, albo nieco później, ale w wyniku polskich żądań wówczas jej przedstawionych (zdani jesteśmy na domysły, bo Janek z Czarnkowa o tym nie wspomina). Domarata wkrótce zastąpił Peregryn z Węgleszyna, herbu Jelita. Ta zmiana, z małopolskiego punktu widzenia zapewne przyjmowana bez emocji, była sporym sukcesem obozu rządzącego, ponieważ likwidowała najważniejszy powód wojny domowej w Wielkopolsce..."


Fragment książki: Jarosław Nikodem "JADWIGA KRÓL POLSKI" s. 106-107

"...Rokowania koszyckie, mimo poczynionych daleko przecież idących ustaleń, nie mogły przynieść efektów, ponieważ natrafiły na bardzo niesprzyjającą sytuację w Polsce. Powodem komplikacji okazał się książę płocki Siemowit IV i grono jego zwolenników. Zamieszanie i konflikty zbrojne, do których doprowadziły działania księcia, wpłynęły niekorzystnie na układ sił w państwie, osłabiając pozycję i plany sterników koronnych, zaangażowanych w popieranie kandydatury andegaweńskiej. Paradoksalnie jednak wzmocniły pozycję Elżbiety Bośniaczki. Pozwalały jej bowiem wykorzystywać niepokoje w Polsce do usprawiedliwiania i kontynuowania swej kunktatorskiej z punktu widzenia strategii polityki, a niebawem również włączyć się w sposób bardziej czynny w konflikt z Siemowitem IV.[...]

Bez względu jednak na to, czy książę rzeczywiście zamierzał uprowadzić Jadwigę, by tym sposobem objąć tron, na pewno nie zrezygnował on ze swych ambitnych planów. Podjął próbę przechwycenia inicjatywy, posługując się metodą faktów dokonanych. Na przełomie maja i czerwca kazał wojewodzie płockiemu Abrahamowi Sosze zająć Kujawy brzeskie, a stolnikowi kaliskiemu Lasocie ze Stawiszyna zwołać zjazd szlachty na 17 czerwca 1383 r. do Sieradza. Na zjazd wzywano całą szlachtę, opornym książę groził konsekwencjami zbrojnymi, ale przybyli nań jedynie niezbyt chyba liczni zwolennicy kandydatury mazowieckiej. I tym razem arcybiskup gnieźnieński odegrał najpoważniejszą rolę, ponieważ doprowadził do obwołania Siemowita królem. Wraz z biskupem płockim Ściborem i biskupem kijowskim Filipem, płockim sufraganem, gotów był koronować księcia, ale część zebranych nie wyraziła na to zgody. Wobec fiaska w Sieradzu książę płocki wraz ze wspomagającymi go księciem oleśnicko-kozielskim Konradem II, który zamierzał zagarnąć pograniczny Poniec, i Bartoszem Wezenborgiem z Odolanowa rozpoczął próbę podporządkowywania sobie Wielkopolski, czyniąc przy tym bardzo wiele spustoszeń.

Mimo sukcesów Siemowitowi IV na razie nie udawało się zrealizować ambitnych planów, zaczynał też tracić zwolenników. Największe znaczenie miało ostudzenie promazowieckich zamiarów u Bodzęty, który po otrzymaniu od Domarata z Pierzchną informacji o suplice, którą przeciw niemu wysłała wdowa po Ludwiku Węgierskim, przekazał kasztelanowi poznańskiemu Żnin i obiecywał nie popierać więcej starań Siemowita IV. Pustoszenie Wielkopolski i przewaga, jaką osiągnęły wojska księcia płockiego, skłoniły Małopolan do podjęcia próby kompromisowego zażegnania konfliktu. Wystosowano więc do Siemowita i arcybiskupa gnieźnieńskiego listy, w których zapraszano ich do Krakowa na 26 lipca 1383 r., by przedyskutować projekt zakończenia wojny. Zbyt wiele tym nie osiągnięto, bo zawarty rozejm miał obowiązywać zaledwie do 29 września tego roku (nie podporządkował się mu jednak Bartosz Wezenborg, już wcześniej nagrodzony przez Siemowita miastem Przedecz na Kujawach brzeskich), ale i dla księcia nadeszły gorsze dni. Opuściła go spora grupa wielkopolskich sojuszników, która stanęła u boku nowego starosty generalnego Peregryna z Węgleszyna. Na domiar złego z Węgier nadeszła dwunastotysięczna ekspedycja zbrojna prowadzona przez czasowo obłaskawionego przez Elżbietę Bośniaczkę Zygmunta Luksemburskiego, mająca pomóc w przywróceniu porządku w Polsce.

Pomimo, jak twierdzi Janek z Czarnkowa, oporów w gronie panów małopolskich, wśród których mieli być zwolennicy dotrzymania układów z Siemowitem IV, zdecydowano się, zrywając rozejm, podjąć przeciw niemu wyprawę, jako powód podając postępowanie Wezenborga, którego książę płocki nie oddalił od siebie, chociaż nie podporządkował się jego wcześniejszym nakazom. We wrześniu wyruszyła węgiersko-małopolska wyprawa na południowo-zachodnie Mazowsze i Kujawy, a po bezskutecznej próbie zdobycia Brześcia Kujawskiego, za pośrednictwem szwagra Siemowita Władysława Opolskiego 6 października zawarto ponowny rozejm, tym razem mający trwać do 10 kwietnia 1384 r.


Fragment książki: Jarosław Nikodem "JADWIGA KRÓL POLSKI" s. 108-111

"...Tymczasem w Wielkopolsce zaostrzyły się konflikty wewnętrzne. Do wojny domowej włączył się po stronie Grzymalitów, a więc i arcybiskupa gnieźnieńskiego, Siemowit mazowiecki. Stworzyło to pretekst dworowi węgierskiemu dla odwleczenia przybycia do Polski Jadwigi i do jeszcze jednej próby działań na rzecz Marii. Tak należy odczytać pojawienie się w granicach Polski w sierpniu 1383 r. Zygmunta Luksemburczyka z wojskiem węgierskim. Wyprawa odbyła się pod pozorem pomocy krakowianom i sandomierzanom w przywróceniu porządku w Polsce. Przede wszystkim pociągnęła na Mazowsze, a więc była wymierzona przeciw Siemowitowi, potem dokonała dewastacji Kujaw i oblężenia Brześcia, czym Jan z Czarnkowa obciąża tylko Węgrów, a nie Małopolan..."


Fragment książki: Jerzy Wyrozumski "KRÓLOWA JADWIGA" s. 80

"...Sytuację w Polsce o wiele bardziej skomplikowało jednak kolejne niedotrzymanie terminu przyjazdu Jadwigi. Królowa wdowa, zaniepokojona bowiem kryzysową sytuacją w Dalmacji, która zresztą rzeczywiście z punktu widzenia dynastii - wobec umacniania się grupy zwolenników kandydatury króla neapolitańskiego Karola Durazzo do tronu węgierskiego - była groźna, wybrała się do niej wraz z córkami, odkładając wyjazd Jadwigi do Krakowa. Przyczyna podróży, biorąc pod uwagę jej polską politykę dynastyczną, była wyraźnie na rękę królowej, bo miała w jej oczach jeszcze bardziej ją usprawiedliwiać niż poprzednia zwłoka spowodowana wylaniem rzek. Elżbieta Bośniaczka mogła więc sądzić, że i tym razem zostanie ulgowo potraktowana przez panów polskich. Stało się jednak inaczej, ponieważ dotychczasowa bezgraniczna wierność panów polskich wobec dynastii zaczęła ustępować miejsca twardemu realizmowi politycznemu nastawionemu przede wszystkim na obronę interesów państwa..."


Fragment książki: Jarosław Nikodem "JADWIGA KRÓL POLSKI" s. 112

"...Polskie koła polityczne postanowiły tym razem zareagować ostro, dając królowej wdowie do zrozumienia, że okres kurtuazyjnych ustępstw mają już za sobą. Posiadamy niezbite dowody, że nastąpiło to w marcu 1384 r. na zjeździe w Radomsku.

Dokładnie znamy podjęte wówczas uchwały, ponieważ zgromadzeni wystawili dokument, w którym precyzowali swoje stanowisko. [...] Doszło do tego być może po to, by mocno zaakcentować oficjalny i ostateczny kształt polskich propozycji, które dotrzeć miały do majestatu królewskiego na Węgrzech, uświadamiając jednocześnie Elżbiecie Bośniaczce, że jest to decyzja, którą można w całości przyjąć lub odrzucić, ale nie można już nad nią dyskutować. Przede wszystkim zdecydowano się powołać kolegia zarządzające poszczególnymi ziemiami Królestwa, co miało z jednej strony, oznaczać chęć zaprowadzenia porządku w państwie, z drugiej zaś uświadomić królowej wdowie, że Polacy są gotowi na przyjęcie Jadwigi i nie potrzeba im kogoś z zewnątrz, by do czasu jej koronacji miał pełnić urząd namiestniczy. W ziemi krakowskiej rola ta przypadła w udziale kasztelanowi krakowskiemu Dobiesławowi z Kurozwęk, wojewodzie kaliskiemu Sędziwojowi z Szubina, wojewodzie krakowskiemu Spytkowi z Melsztyna, kasztelanowi lubelskiemu Piotrowi ze Szczekocin i łowczemu krakowskiemu Zbigniewowi z Łapanowa, w ziemi sandomierskiej rej wodzili wojewoda sandomierski Otton z Pilcy i kasztelan sandomierski Jan z Tarnowa. Jednym z zarządców Wielkopolski został Domarat z Pierzchną, o czym informuje dokument wystawiony 4 marca przez Bodzętę i innych panów polskich.

Wprowadzano również zakaz wydawania grodów komukolwiek obcemu aż do czasu koronowania Jadwigi (pieczę nad zamkiem krakowskim powierzono kilku osobom, m.in. bratu Dobiesława z Kurozwęk Jakuszowi z Młynów, które podlegać miały staroście krakowskiemu Sędziwojowi z Szubina, będącemu wówczas, jak wiemy, wojewodą kaliskim, a także starostą nakielskim), oraz samodzielnych rokowań z dworem budzińskim. Ten ostatni zakaz na ogół wiązany jest w historiografii z zadarską misją Sędziwoja z Szubina i/lub Jana z Tarnowa, ale jest to tylko hipoteza. Jeśli bowiem Sędziwój wybrał się w podróż z synami innych dostojników, jego podróż na pewno nie była samowolna, tym bardziej zaś, jeśli towarzyszył mu Tarnowski. Sprawa jest zbyt zagmatwana, by można ją było rozstrzygnąć jednoznacznie. Wcale zresztą ów zakaz samowolnych rokowań z dworem nie musiał mieć przecież jakiegoś związku z wcześniej podejmowanymi podobnymi próbami. Mogło po prostu chodzić o zapewnienie sobie niezachwianej solidarności na przyszłość, w chwili gdy kontakty z Elżbietą Bośniaczką miały wejść w punkt kulminacyjny.

Najważniejszym z punktu widzenia przyszłości państwa było postanowienie - i tym razem stawiane w tonie ultymatywnym - określające ostateczny termin przyjazdu Jadwigi do Polski. Miał on nastąpić 8 maja 1384 r. W razie jego niedotrzymania ogłaszano zerwanie wszelkich kontaktów z dworem budzińskim i niezwłoczne przystąpienie do elekcji innego kandydata do tronu. O tym, że stosunki z dynastią andegaweńską uległy rzeczywistemu pogorszeniu, świadczy wysłanie do Elżbiety Bośniaczki Krzesława z Wywły, osoby spoza pierwszego garnituru polityków, w charakterze posła, który miał powiadomić królową o uchwałach radomszczańskich. Nie ulega wątpliwości, że wybór posła nie był dziełem przypadku, uświadamiano nim bowiem królowej wdowie, że okres stosunków kurtuazyjnych nieodwołalnie dobiegł końca, ustępując miejsca zwykłemu wyrachowaniu. Miało to też zapewne oznaczać, że polscy dygnitarze nie ukrywają swego niezadowolenia, czując się urażeni dotychczasowym traktowaniem ich przez węgierską monarchinię..."


Fragment książki: Jarosław Nikodem "JADWIGA KRÓL POLSKI" s. 112-116

"...Elżbieta Bosniaczka wyraźnie przeceniła swe szanse, gdy w odpowiedzi na wieści z Polski, których widocznie nie odebrała jako wystarczająco niepokojących, postanowiła postępować z pozycji siły. Wysłała bowiem do Polski margrabiego brandenburskiego Zygmunta Luksemburskiego w charakterze swego gubernatora, który najpewniej miał sprawować swą funkcję do czasu, gdy Jadwiga osiągnie pełnoletność, czyli przez najbliższe dwa lata.[...]

Na wieść o wysłaniu Zygmunta Luksemburskiego panowie polscy wyruszyli do Sącza, by nie dopuścić do przekroczenia przez margrabiego granic państwa. Wysłano do niego delegację, która miała go powiadomić, że nie zostanie wpuszczony do Polski, ponieważ nie został przez Polaków wybrany ani na polskiego władcę, ani na gubernatora. Jeśli zaś nie będzie baczył na zakaz, spotka go zbrojna odprawa. Margrabia, wysłuchawszy poselstwa, poprosił, by pozwolono mu się spotkać z częścią panów. Zdecydowano więc, że do Lubowli na spotkanie uda się Sędziwój z Szubina w towarzystwie kilku innych osób. Podczas rozmów ustalono przesunięcie terminu przyjazdu Jadwigi na 29 maja 1384 r, na co przystali również panowie zgromadzeni w Sączu..."


Fragment książki: Jarosław Nikodem "JADWIGA KRÓL POLSKI" s. 116-117

"...Według relacji Janka z Czarnkowa, pomimo przedstawienia swych racji Zygmuntowi Luksemburskiemu, panowie polscy 8 maja ponownie zajęli się przedyskutowaniem zaistniałej sytuacji, dochodząc do wniosku, że należy wysłać ostatnie już poselstwo na Węgry. Zobowiązywano więc Sędziwoja z Szubina, Spytka z Melsztyna oraz kasztelana lubelskiego Piotra ze Szczekocin, by powtórzyli przed królową wdową to samo, co przekazano margrabiemu brandenburskiemu, z dodaniem informacji, że jeśli Jadwiga w określonym terminie nie zjawi się w Polsce, od 2 czerwca 1384 r. zaczną się przygotowania do wyboru innego monarchy. Sprzeciwił się temu Krzesław z Wywły, ostatni polski poseł przebywający na Węgrzech, który przypomniał, że wcześniej podjęto uroczystą i ostateczną decyzję o niewysyłaniu do Elżbiety Bośniaczki żadnego więcej poselstwa, i prosił, by nie łamać podejmowanych przez siebie postanowień. Jego przemówienie wywarło określony efekt, gdyż zabroniono komukolwiek udawania się na Węgry. Zakaz ten złamał jednak Sędziwój z Szubina [...]. Nie przeszkodziło to jednak w wyznaczeniu zjazdu do Sieradza na 22 września 1384 r., by dokonać na nim wyboru monarchy..."


Fragment książki: Jarosław Nikodem "JADWIGA KRÓL POLSKI" s. 118

"...Elżbieta Bośniaczka musiała w końcu dać za wygraną. Zagrożona rozszerzającą się coraz bardziej i coraz szybciej rebelią na Węgrzech, która mogła odebrać Marii Andegaweńskiej tron, za żadną cenę nie mogła sobie pozwolić na utratę tronu polskiego przez Jadwigę. A to stanowiło realną groźbę, gdyby królowa wdowa dalej zwodziła panów polskich, wystawiając ich krańcowo nadwerężoną cierpliwość na pokusę wyboru innego monarchy. Własne ambicje królowej wdowy musiały więc zejść na dalszy plan wobec dobra dynastii..."


Fragment książki: Jarosław Nikodem "JADWIGA KRÓL POLSKI" s. 119

"...królewna najprawdopodobniej zjawiła się w Polsce pod koniec maja 1384 r. W ostateczności w pierwszych dniach następnego miesiąca, wątpliwe jest chyba bowiem, by Elżbieta Bośniaczka pozwoliła sobie na większe ryzyko fiaska swej dotychczasowej polityki. Dodajmy jednak, ponieważ problem wydaje się niemożliwy do jednoznacznego rozstrzygnięcia, że jesiennej daty przyjazdu królewny nie da się wykluczyć..."


Fragment książki: Jarosław Nikodem "JADWIGA KRÓL POLSKI" s. 120

"...Córka Ludwika Węgierskiego została koronowana 16 października. Koronacji dokonał w Krakowie arcybiskup gnieźnieński Bodzęta (przed czterema dniami oczyszczony z dawniejszych zarzutów politycznych i tym samym pogodzony z dynastią; formalne zakończenie sprawy nastąpiło w grudniu 1384 r. wydaniem stosownego dokumentu przez trybunał składający się z kilkunastu polskich dostojników), w towarzystwie arcybiskupa ostrzyhomskiego, kardynała Dymitra, oraz biskupów krakowskiego Jana Radlicy, poznańskiego Dobrogosta z Nowego Dworu i csanadzkiego Jana. Źródła zgodnie (wyjątkiem Kromka książąt polskich, gdzie stwierdzono, że Jadwiga była velut [jak gdybyj regina) zapisały, że Andegawenkę koronowano na króla Polski - in regem Polonie coronata. Oznaczało to, że stawała się ona „panią naturalną" Królestwa Polskiego, spadkobierczynią dziedzictwa piastowskiego, nabytego dla niej przez Ludwika Wielkiego..."


Fragment książki: Jarosław Nikodem "JADWIGA KRÓL POLSKI" s. 120

"...Pod koniec 1384 r. doszło do wznowienia walk, których bezpośrednią przyczyną była koronacja Jadwigi (16 października) i odrzucenie przez panów małopolskich projektu małżeństwa księcia płockiego z Andegawenką — propozycję taką przedstawił Siemowit IV zapewne 21 października 1384 r. podczas spotkania w Inowłodzu nad Pilicą z przywódcą Małopolan, kasztelanem krakowskim Dobiesławem z Kurozwęk..."


Fragment książki: ANNA SUPRUNIUK "MAZOWSZE SIEMOWITÓW" s. 45

"...Oddziały mazowieckie pod dowództwem Bartosza z Wezemborka opanowały Łęczycę z ziemią łęczycką szybko i bez większych strat. Książę płocki nie dokonał jednak poświadczonych zmian na urzędach ziemskich, mianując jedynie — podobnie jak na Kujawach brzeskich — nowego starostę, którym został książęcy stronnik Krzesław z Kościoła. W wyniku działań wojennych zajęto również klasztor w Mogilnie, zamek biskupów włocławskich w Raciążku na Kujawach inowrocławskich, północno-zachodnią część okręgu radomskiego, gdzie położone były dobra zwolenników książęcych z rodu Łabędziów oraz część ziemi dobrzyńskiej..."


Fragment książki: ANNA SUPRUNIUK "MAZOWSZE SIEMOWITÓW" s. 46

"...Pod koniec 1384 r. książę płocki zdecydował się na podjęcie rokowań z Małopolanami, a 12 grudnia 1384 r. w Krakowie podpisał kolejny rozejm potwierdzający wszystkie jego dotychczasowe zdobycze. Rozejm ten zapewnił Małopolanom pokój w Koronie potrzebny do kontynuowania rokowań z przewidywanym na męża Jadwigi wielkim księciem litewskim Jagiełłą, które zakończono zawarciem unii z Litwą 14 sierpnia 1385 r. w Krewie..."


Fragment książki: ANNA SUPRUNIUK "MAZOWSZE SIEMOWITÓW" s. 46

"...Jan Długosz podał wiadomość, że po powrocie poselstwa z Węgier zwołano zjazd rycerstwa do Krakowa, na którym miano ustosunkować się do planów małżeńskich wiązanych z królową Jadwigą. Kronikarz, oprócz daty rocznej, jest oszczędny w szczegóły chronologiczne, historycy przyjęli więc, że do zwołania zjazdu dojść mogło w lipcu 1385 r. W informację przekazaną przez Annales nie ma powodu wątpić, ale z przekonaniem należy odrzucić szczegóły, które Długosz przywołał. Nie przekonuje sugestia, że niewielki udział Wielkopolan mógł być spowodowany sympatiami dla kandydatury mazowieckiej, zawodzi próba określenia szczegółów obrad. Dziejopis, nie po raz pierwszy przecież, wraca do oporów, jakie miał w części zebranych i w samej Jadwidze budzić barbarzyński Litwin. Bezużyteczna jest opowieść o tym, że wśród poważnych kontrkandydatów Jagiełły brano pod uwagę Siemowita IV, ten odpowiedniej liczby zwolenników nie miał..."


Fragment książki: Jarosław Nikodem "JADWIGA KRÓL POLSKI" s. 184

"...Kilkumiesięczny spokój umożliwił księciu płockiemu umocnienie zdobyczy i przygotowanie się do odparcia ewentualnego spodziewanego ataku wojsk koronnych. Tym zapewne tłumaczyć należy fakt, że podjęta przez Małopolan po 7 listopada 1385 r. akcja zbrojna nie powiodła się, a dążenie księcia do utrzymania zdobyczy terytorialnych oraz zapewne wciąż duże poparcie ze strony rycerstwa kujawskiego zmusiły panów małopolskich do podjęcia rokowań pokojowych. Pośrednikiem w rozmowach między Siemowitem a posłami królowej Jadwigi był arcybiskup Bodzęta..."


Fragment książki: ANNA SUPRUNIUK "MAZOWSZE SIEMOWITÓW" s. 46-47

"...12 grudnia 1385 r. w Krakowie Siemowit IV zawarł z królową Jadwigą pokój kończący trzyletnią wojnę w Koronie. Dokument stanowił, że książę zrzekał się roszczeń do tronu polskiego, obiecując jednocześnie zwrócić wszystkie ziemie koronne zagarnięte w czasie działań wojennych w zamian za odszkodowanie pieniężne w wysokości 10 tys. kop groszy praskich. Do czasu wypłaty wymienionej kwoty książę miał zatrzymać Kujawy brzeskie. Królowa zgadzała się również spłacić zobowiązania finansowe księcia u Żydów krakowskich, które zaciągnął prawdopodobnie w trakcie działań wojennych. W dyplomie zaznaczono również, że darowizny Siemowita na rzecz poddanych Jadwigi mogą stać się przedmiotem rewindykacji po powrocie Kujaw do Korony. Jednakże miała ona nie dotyczyć nominacji na urzędy świeckie i beneficja kościelne, które otrzymała szlachta danej ziemi. Jednocześnie książę zwalniał od przyrzeczonej mu wierności tych poddanych królowej, którzy wsparli go w czasie wojny..."


Fragment książki: ANNA SUPRUNIUK "MAZOWSZE SIEMOWITÓW" s. 47

"...Z nadań królewskich dowiadujemy się, że Jagiełło 18 kwietnia przebywał w Pyzdrach, następnie w Poznaniu, w pierwszych dniach maja był w Gnieźnie i Trzemesznie. Długosz przywołuje informację, że podczas pobytu w Poznaniu królowi udało się położyć kres walkom między Grzymalitami i Nałęczami, doprowadzić do rewindykacji niesprawiedliwie zagarniętych dóbr i ukarać winnych największych niegodziwości..."


Fragment książki: Jarosław Nikodem "JADWIGA KRÓL POLSKI" s. 235

Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości