ozdoba

VI WYPRAWA KRZYŻOWA
1248–1254

ozdoba

"...W czasie gdy papiestwo wolało wzywać raczej do walki z wyklętym cesarzem Fryderykiem niż z muzułmanami, idea krucjaty i obrony Ziemi Świętej zyskała gorliwego orędownika w osobie pobożnego króla Francji Ludwika IX. Wieści o upadku Świętego Miasta wstrząsnęły władcą, jednak nie była to jedyna przyczyna przyjęcia krzyża przez Ludwika. Wychowany w nieustającej gorliwości w wierze władca znany był z kultu relikwii (zakupił i sprowadził z Konstantynopola do Paryża relikwie Męki Pańskiej), prowadził wzorowe życie sprawiedliwego arcychrześcijańskiego władcy, dla którego etos krzyżowca według Jeana Richarda był nadrzędnym celem panowania...."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 11

"...Idea krucjatowa stanowiła część rodowego dziedzictwa Ludwika. Brat jego prapradziadka brał udział w pierwszej wyprawie krzyżowej. Jego pradziad i dziadek byli wodzami drugiej i trzeciej krucjaty. Ojciec z kolei zmarł, wracając z krucjaty przeciw albigensom. Matka zaś wywodziła się z rodu krzyżowych królów Kastylii. Ludwik przyjął krzyż w roku 1244 po upadku Jerozolimy i klęsce pod La Forbie, w której armia krzyżowców została całkowicie zniszczona. Wydaje się, że wieści o tych tragicznych wydarzeniach w znaczący sposób wpłynęły na podjęcie przez Ludwika decyzji o wyruszeniu na krucjatę..."


Fragment książki: Billings Malcolm "Wyprawy krzyżowe" s. 206

"...Przyjęcie krzyża przez króla Francji nastąpiło w bardzo dramatycznych okolicznościach. 10 grudnia 1244 roku, gdy Ludwik przebywał w Pontoise, ciężko zachorował, najprawdopodobniej na dyzenterię. Stan króla gwałtownie się pogarszał. W całym państwie zarządzono modlitwy i procesje w intencji powrotu do zdrowia umierającego władcy, a królowa-matka nakazała sprowadzić dla Ludwika z Paryża relikwie Męki Pańskiej, by ten mógł ich dotknąć. Jak powiadano, jedna z dam, które przy nim czuwały, chciała zakryć mu twarz całunem, i powiedziała, że król zmarł. A inna dama, która była z drugiej strony łóżka, nie pozwoliła jej tego zrobić, mówiąc, że dusza jeszcze jest w ciele. I, jakby słysząc rozmowę tych dwóch dam, Nasz Pan wkrótce zesłał na niego zdrowie, i odzyskał mowę, bo przedtem był niemy i nie mógł mówić, zażądał, by dano mu krzyż, co uczyniono. Według kronikarzy to właśnie ślub krucjatowy miał być przyczyną ozdrowienia króla i jego dalszej drogi do świętości. Wilhelm de Nangis opisuje podobną scenę uzdrowienia: Wtenczas, kiedy oprzytomniał, wpadł w zachwyt, zażądał natychmiast przyjąć krzyż zamorski. Wkrótce potem jego wyzdrowienie przyniosło wielką radość w sercach Francuzów..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 12

"...W 1245 roku kaznodzieje zaczęli przemierzać Europę, nawołując wiernych do udziału w wyprawie krzyżowej. Jednakże poza Francją nie udało im się wzbudzić powszechnego entuzjazmu krucjatowego. Zdecydowali się, co prawda, wziąć w niej udział rycerze z wielu różnych krajów - Norwegii, Niemiec, Włoch, Szkocji czy Anglii (na czele dwustu angielskich krzyżowców stanął hrabia Salisbury Wilhelm) - jednak trzon armii krzyżowej stanowili Francuzi. Po raz pierwszy w historii ruchu krucjatowego rozmach przygotowań organizacyjnych dorównywał wadze przedsięwzięcia.


Fragment książki: Billings Malcolm "Wyprawy krzyżowe" s. 207

"...Król bardzo rozważnie przygotowywał krucjatę. Powszechny podatek w wysokości dwudziestej części dochodów nałożony przez sobór w Lyonie na Kościół nie przyniósł Ludwikowi spoza Francji nic albo jedynie tak niewiele, że skłonił on Kościół francuski do płacenia dziesięciny, która przez pięć lat rokrocznie wzbogacała kasę królewską o 190 000 livres tournois, w sumie zatem przysporzyła jej 950 000. Mocno obciążono ponadto miasta. Paryż wpłacił 1000 livres parisis, a Rigny‒le‒Ferron pod Sens, choć niewielkie, dorzuciło i swoje 3 livres parisis. Dokonując pewnej ekstrapolacji, wkład miast szacowano na 274 200 livres tournois..."


Fragment książki: H. E. Mayer "HISTORIA WYPRAW KRZYŻOWYCH" s. 416

"...Blisko dwie trzecie kosztów przygotowań pokrył Kościół. Pozostałe środki pochodziły ze skonfiskowanych majątków, należących do heretyków, z dochodów królewskich, z podatków nałożonych na miasta królewskie i Żydów. Król wsparł również finansowo wielu możnych i rycerzy, nie dysponujących środkami, pozwalającymi na udział w wyprawie..."


Fragment książki: Billings Malcolm "Wyprawy krzyżowe" s. 207

"...w dziedzinie dyplomacji przygotowania do krucjaty nie przyniosły powodzenia. Cesarz Fryderyk II i papież Innocenty IV udawali, że popierają plany Ludwika, lecz pierwszy z nich uprzedził swoich muzułmańskich przyjaciół na Wschodzie o projektach króla Francji, drugi zaś nałożył wyłącznie na Fryderyka II jako jedynego w Europie ciężary finansowe związane z krucjatą, uchwalone przez sobór lioński w 1245 r. Królowie Kastylii i Aragonu, bez reszty pochłonięci rekonkwistą na Półwyspie Iberyjskim, nie okazali żadnej pomocy. Do armii Ludwika Świętego dołączyło jedynie kilka oddziałów angielskich..."


Fragment książki: Jaques Le Golf "Święty Ludwik" s. 142

"... Razem z Ludwikiem śluby krzyżowe złożyli również jego bracia: hrabia Poitiers, Alfons, hrabia Artois Robert i hrabia Andegawenii, Karol (przyszły król Sycylii i wódz papieskiej krucjaty przeciw sukcesorom cesarza Fryderyka II). W wyprawie wzięła udział - idąc śladem innej francuskiej królowej, Eleonory Akwitańskiej, która towarzyszyła swemu mężowi podczas drugiej krucjaty - również żona Ludwika, Małgorzata z Prowansji..."


Fragment książki: Billings Malcolm "Wyprawy krzyżowe" s. 207

"...Celem wyprawy miał być Egipt. Już Ryszard Lwie Serce uważał, że należy podbić ten kraj, będący zapleczem gospodarczym i handlowym krajów muzułmańskich. Tamtejsze bogate porty Damietta i Aleksandria miały kluczowe znaczenie strategiczne. W pamięci pozostawała zakończona klęską krucjata egipska z lat 1217-1221..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 13

"...Aby zaokrętować i przetransportować armię królewską, Ludwik potrzebował odpowiedniego portu nad Morzem Śródziemnym. Dobrze nadawała się do tego Marsylia, skąd najczęściej wyruszali francuscy krzyżowcy. Jednak władca był dobrym organizatorem oraz wizjonerem i zapragnął zbudować port będący znakomitą bazą krucjatową, ośrodkiem handlowym oraz stałym punktem przerzutu wojsk i pielgrzymów do Ziemi Świętej. W 1240 roku król kupił od opactwa Psalmodi ziemie wokół laguny i mokradeł delty Rodanu zwanej Aigues-Mortes (Martwe Wody). Bardzo szybko wytyczono miejsca, place, ulice i ważniejsze budynki i rozpoczęto budowę pierwszego portu Kapetyngów nad Morzem Śródziemnym..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 14

"...Dnia 25 sierpnia orszak królewski zawitał do Aigues-Mortes, gdzie zebrała się już większość wojsk i okrętów. Według de Joinville a w armii królewskiej było 2500-2800 rycerzy. Do tej liczby jeźdźców należy dodać 5000-5600 konnych sierżantów i giermków oraz 8000-10000 pieszych zbrojnych . Na statki załadowano 7000-8000 koni. Flota królewska składająca się z 38 dużych nef i kilkuset mniejszych jednostek. Prawdopodobnie nie była w stanie przewieźć od razu wszystkich wojsk. Ludwik pozostawił w porcie ok. 1000 najemników genueńskich i pizańskich. Jacques Le Goff szacuje liczbę zbrojnych na ok. 25 tys. Nowsza praca Xaviera Hélariego podaje liczbę 15-18 tys. Część krzyżowców wyruszała też z Marsylii.

Ludwik wsiadł na flagowy Roccaforte (przemianowany na Montjoie) 25 sierpnia 1248 roku. Towarzyszyli mu członkowie rodziny królewskiej: małżonka, królowa Małgorzata z Prowansji, bracia Robert d'Artois i Karol d'Anjou wraz z małżonką Beatrycze. Alfons de Poitiers oraz teść królewskiego brata, hrabia Tuluzy Rajmund VII, wypływali z Marsylii. Na skutek flauty królewska flota opuściła wśród psalmów i modlitw Aigues-Mortes dopiero 28 sierpnia..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 17-18

"...Flota królewska dotarła na Cypr 17 września 1248 roku. Tam wszystko już przygotowano na przyjęcie krzyżowców. Joinville zanotował, że skarbiec królewski był pełen. Stosy beczek wina wyglądały z daleka jak stodoły. Wielkie hałdy ziaren pszenicy i prosa zaczęły kiełkować po deszczu tak, że „wydawały się pokryte trawą i na pierwszy rzut oka można było pomyśleć, że to pagórki...”


Fragment książki: Billings Malcolm "Wyprawy krzyżowe" s. 208

"...Chociaż król ze świtą dotarli do wyspy 17 września, liczne statki transportujące krzyżowców francuskich dopłynęły na wyspę później, zniesione wiatrem i prądami często aż do wybrzeży północnej Afryki. Cypr był wówczas we władaniu Henryka I de Lusignan, ale król raczej pozostawał w cieniu władzy baronów i duchowieństwa, ponieważ ani de Joinville. ani Mateusz Paris o nim nie wspominają, aczkolwiek Wilhelm de Nangis podaje, że król Cypru i prawie wszyscy arystokraci tej wyspy poruszeni przykładem Francuzów przyjęli krzyż..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 37

"...Na Cypr miało dotrzeć, jak zanotował Joinville, tysiąc osiemset okrętów i morze „dokąd można było tylko sięgnąć wzrokiem, pokryte było żaglami”. Z pewnością do danych liczbowych podawanych przez Joinville - podobnie jak do relacji kronikarzy wcześniejszych krucjat - należy podchodzić z ostrożnością. Niemniej w istocie flota, która przewiozła około piętnastu tysięcy ludzi wraz z końmi i wyposażeniem, musiała być imponująca..."


Fragment książki: Billings Malcolm "Wyprawy krzyżowe" s. 208-209

"...Wyspa, wraz z dużym portem w Limassol, stanowiła znakomity punkt zbiorczy dla krucjat, ważny ośrodek handlu i ostatnią przystań tranzytową na drodze do Jerozolimy i Akki. Król Francji już od dwóch lat dzięki francuskim kupcom i agentom gromadził na Cyprze duże zapasy żywności i furażu, niezbędne do zaopatrzenia ogromnej armii krucjatowej. Na wydzielonych połach wyspy ustawiono spiżarnie, poukładane w ogromne rzędy beczki, a także jęczmień i pszenicę w wielkich stosach. Od padających deszczy wierzchnie ziarna nawet zakiełkowały! całe stosy zboża pokryły się zielenią. Ludwik podobno pragnął od razu wyruszyć z armią do Egiptu, jednak za radą baronów postanowił przezimować na wyspie, czekając na przypłynięcie pozostałych kontyngentów. Zwlekanie z wyprawą do wiosny było roztropne też ze względu na trudne warunki pogodowe panujące jesienią i zimą w tej części Morza Śródziemnego..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 37

"...Król postanowił przezimować na Cyprze, by poczekać na dalsze posiłki, choć perspektywy ataku na Egipt - inny cel nie wchodził w ogóle w grę - były obiecujące, albowiem As‒Salih prowadził właśnie wojnę z Aleppo..."


Fragment książki: H. E. Mayer "HISTORIA WYPRAW KRZYŻOWYCH" s. 417

"...Krzyżowcy mimo to nie próżnowali. Ludwik zlecił budowę dodatkowych, mniejszych statków o małym zanurzeniu, umożliwiających desant i żeglugę wodami Nilu. Na polecenie króla zebrała się też rada baronów, dowódców i bardziej doświadczonych rycerzy, aby dyskutować o planach przebiegu całej kampanii. Ludwiki jego świta dokładnie analizowali wszystkie wieści dochodzące z regionu. Do króla Francji Przybywały także liczne poselstwa..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 37-38

"...Przedłużający się pobyt armii na Cyprze nie służył Francuzom ze względu na gorący klimat i zmianę diety, do której nie byli przyzwyczajeni. Część krzyżowców zapadła na choroby i umarła. Wilhelm de Nangis wymienia zgony: Roberta, Biskupa Beauvais, Jana de Montfort, hrabiego Vendôme, Wilhelma des Barres, Archaumbauda, pana de Bourbon, hrabiego Dreux oraz wielu innych rycerzy w liczbie dwustu czterdziestu..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 39

"...W pierwszych dniach maja zaokrętowano wojska na setki mniejszych i większych jednostek pływających. Do krzyżowców dołączył książę Achai Wilhelm de Villeharduin wraz z księciem Burgundii, prowadząc 24 okręty wypełnione zbrojnymi..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 39

"...Wreszcie w piątek 21 maja 1249 roku król wraz ze swą świtą wsiedli na flagowy okręt Mont joie. Po wysłuchaniu mszy cała flota zgromadzona wokół okrętu królewskiego ruszyła w kierunku Egiptu. W dzień Zielonych Świąt, wkrótce po oddaleniu się od brzegu Cypru, silny wiatr zniósł wiele okrętów w kierunku Syrii..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 39

"...Ludwik dotarł do Damietty na pokładzie swojego okrętu flagowego „Mont Joie” 4 czerwca 1249 roku. Armia muzułmańska, rozlokowana wzdłuż całego wybrzeża, oczekiwała już krzyżowców. „Armia sułtana była pokryta złotem, które błyszczało w promieniach słońca”. Nie czekając na resztę swoich wojsk (ich przybycie opóźniła zła pogoda), Ludwik zdecydował się na lądowanie..."


Fragment książki: Billings Malcolm "Wyprawy krzyżowe" s. 209

"...Desant przeprowadzono niezwykle sprawnie. Z pokładów dużych nef zbrojni przesiedli się na mniejsze jednostki: galery o małym zanurzeniu oraz szalupy, które byty w stanie dopłynąć jak najbliżej brzegu. Z powodu przeładowania szalupy kursowały od okrętów do brzegu po kilka razy. Mimo zasypania lądujących strzałami i szarżowania, sierżantom oraz spieszonym rycerzom udało się dostać na brzeg i utworzyć przyczółki. Krzyżowcy szybko utworzyli ścianę z tarcz wbitych w piasek z najeżonymi na sztorc włóczniami i kopiami wbitymi tylcami w ziemię. Zza osłony tarcz ostrzał prowadzili kusznicy. Muzułmanie kilkakrotnie próbowali zmusić chrześcijan do przerwania szyku i ucieczki, jednak mur włóczni i tarcz zmuszał ich do wycofania się. Zapewne dla lepszej orientacji wojsk swoje namioty rozbił na przyczółku hrabia JaffyJan d'Ibelin. Szybko do lądu dopłynęła chorągiew Oriflamme, dodająca ducha walki Francuzom. Widząc sztandar św. Dionizego na brzegu, Ludwik dał przykład prawdziwego męstwa i waleczności, zeskakując z okrętu, brnąc przez morze po pachy we wodzie z tarczą na szyi i z hełmem na głowie i kopią w ręku. Bohaterski monarcha chciał nawet zaszarżować na Saracenów, lecz powstrzymali go jego ludzie. Walki trwały do wieczora. Ostatecznie muzułmanie z dużymi startami wycofali się w kierunku miasta, podczas gdy większość krzyżowców znalazła się już na ziemi egipskiej. Ludwik odniósł heroiczny sukces. Pozostała jeszcze do zdobycia Damietta. Miasto, ważne ze względu na swoje dogodne położenie i silne fortyfikacje, było niegdyś przez wiele miesięcy oblegane przez wojska piątej krucjaty..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 40

"...Tymczasem po odparciu i ucieczce wojsk muzułmańskich mieszkańcy Damietty wpadli w panikę i masowo uciekali, porzucając swój dobytek. Do sułtana wysłano gołębie pocztowe z informacją o klęsce wojsk, ten jednak leżał nieprzytomny z powodu choroby i nie był w stanie odpowiedzieć obrońcom miasta. Pogłoski o śmierci sułtana pogłębiły chaos panujący w Damietcie. Wśród wojowników w mieście również upadało morale. W tej sytuacji Fachr ad-Din zdecydował się na ewakuację wojsk z Damietty. Kontyngent beduiński dostał rozkaz podpalenia bazaru i drewnianego mostu pontonowego prowadzącego do miasta. [...] Nie dostrzegłszy ruchów nieprzyjaciela, Ludwik posłał na zwiad w stronę miasta pewnego rycerza. Gdy ten powrócił z wiadomością, że miasto jest opuszczone, zapanowała wielka radość: Zatem król posłał po legata i wszystkich kapłanów w armii, i zaśpiewano pełnym głosem Te Deum laudamus. Następnie król wsiadł na konia, i my wszyscy także, i wyruszyliśmy rozlokować się przed Damiettą". Dzięki męstwu, sprawnej akcji desantowej oraz sprzyjającym zbiegom okoliczności krzyżowcom udało się zdobyć bez żmudnego oblężenia i strat w ludziach silnie ufortyfikowane miasto portowe - dogodny przyczółek dla armii oraz miejsce, do którego można było sprowadzać więcej zapasów. Sułtan kazał ściąć odpowiedzialnych za klęskę emirów, ułaskawił jedynie Fachr ad-Dina..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 40-41

"...Damiettę zajęto 5 czerwca 1249 roku. O podziale zdobytych w mieście towarów miała zadecydować zwołana przez króla rada baronów duchownych i świeckich. Uzgodniono, że zdobytą żywność rozdysponuje się do zaopatrzenia miasta i wojsk, natomiast pozostałe dobra ruchome pod groźbą ekskomuniki zaniesiono to siedziby legata..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 41

"...Wśród krzyżowców nie było zgody co do kierunku dalszych działań. Część przywódców krucjaty postulowała - zamiast marszu w głąb Egiptu - uderzenie na Aleksandrię. Uważali, że dysponując silną flotą i wykorzystując zaskoczenie, można opanować najważniejszy egipski port, który następnie będzie można wymienić w drodze rokowań na ziemie w Palestynie, łącznie z Jerozolimą. Przeważyło jednak zdanie królewskiego brata, Roberta z Artois, który uważał, że zwycięstwo krucjacie może przynieść dopiero opanowanie doliny Nilu..."


Fragment książki: Billings Malcolm "Wyprawy krzyżowe" s. 210

"...Król Francji, pomny na doświadczenia poprzedniej krucjaty, której klęskę spowodował wylew Nilu, zdecydował się pozostać przez pewien czas w mieście. Ponadto, znając potencjał militarny wroga, wolał zaczekać na przypłynięcie posiłków wraz ze swoim bratem Alfonsem de Poitiers. Z jednej strony była to rozważna decyzja, ale z drugiej przez ten czas muzułmanie otrząsnęli się z początkowego szoku i zaskoczenia lądowaniem oraz zdobycia miasta, i szykowali armię sułtanatu do uderzenia..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 42

"...Rezydowanie poza miastem okazało się wielce niebezpieczne, gdyż pewnej nocy muzułmanie urządzili atak na obóz. Nad ranem, gdy większość zbrojnych beztrosko spała w namiotach, do obozu zakradli się skrytobójcy. Muzułmanie z łatwością ominęli nocne straże, gdyż jak podaje dejoinville, granice obozowiska patrolowali konni strażnicy (zapewne spodziewając się ataku muzułmańskiej konnicy), których było słychać z daleka. Gdy tylko patrol oddalał się do obozu, wnikali ciemno ubrani harafisha - harcownicy, wzbudzając trwogę wśród łacinników. Zabijali krzyżowców we śnie, obcinając im głowy, gdyż sułtan dawał jednego złotego bizanta za każdą głowę chrześcijanina. Po tym dramatycznym wydarzeniu Ludwik rozkazał otoczyć obóz zwartym kordonem pieszych strażników. Z upływem czasu zaczęły mnożyć się dezercje, choroby, wystąpiły też pewne kłopoty z zaopatrzeniem miasta w żywność. Pewnego dnia duży oddział jazdy sułtana stanął naprzeciwko obozu, wschodnim zwyczajem prowokując krzyżowców do wyjścia z ufortyfikowanego obozu pod miastem. Jan de Joinville, reprezentujący nastroje rycerstwa, poprosił króla o zgodę na wypad z obozu, jednak marszałek Jan de Beaumont kategorycznie tego zabronił. Król i rada baronów wiedzieli, czym może się zakończyć samowolne zaszarżowanie na przeciwnika i pilnowali żelaznej dyscypliny. Oddalenie się od obozu groziło śmiercią..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 42

"...Po szoku wywołanym zdobyciem miasta umierający sułtan zdecydował się wzorem swego ojca pertraktować z Frankami. W zamian za wycofanie się z cennej Damietty zaproponował oddanie Jerozolimy i całości ziem łacińskich w Palestynie wokół Świętego Miasta. Ajjub zdawał sobie sprawę, że wkrótce może stracić Egipt, najechany przez potężną armię i osłabiony przez chaos oraz niechybną walkę o władzę po jego śmierci. Niechętny Francuzom Mateusz Paris podaje, że część rozsądnie myślących krzyżowców chciała przystać na warunki pokoju, jednak pycha baronów, na czele ze znienawidzonym przez autora kroniki Robertem d'Artois, doprowadziła do odrzucenia przez Ludwika propozycji sułtana, podobnie jak uczynili wcześniej przywódcy piątej krucjaty. Sułtan zebrał w sobie resztki sił i rozkazał Fachr ad-Dinowi koncentrację wojsk w okolicy Mansury - miasta wzniesionego na cześć zwycięstwa odniesionego nad krzyżowcami 29 lat wcześniej..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 42-43

"...Tymczasem do portu kierowały się kolejne statki wypełnione zaopatrzeniem i krzyżowcami. Mimo iż silny sztorm zatopił część okrętów płynących z Cypru, to wkrótce, 24 października 1249 roku do portu w Damietcie szczęśliwie wpłynął brat króla, Alfons de Poitiers wiodąc ze sobą kolejne hufce z królestwa Francji. Jako że czas mijał, a wody Nilu powoli opadały, król zwołał radę baronów, by podjąć decyzję w kwestii tego, na które następne miasto skierować atak: na Aleksandrię czy też Kair, zwany wówczas przez chrześcijan Babilonem. Większość baronów doradzała atak na Aleksandrię, gdyż miasto dysponowało portem i mogły do niego dopływać statki z zaopatrzeniem. Mimo iż zdobycie ufortyfikowanego, ważnego miasta wymagało z pewnością długiego oblężenia, istotne wsparcie i transport zapewniłaby silna - flota - krzyżowców. Trzymanie w garści Damietty i Aleksandrii umożliwiało kontrolę całego wybrzeża Egiptu oraz dogodne dostarczanie do portów zaopatrzenia i posiłków. Jednak brat króla, śmiały Robert d Artois optował za marszem na stolicę sułtanatu - Kair. Swoją propozycję poparł argumentem, że kto chce zabić szybko żmiję, musi ściąć jej głowę. Dwa lata młodszy od Ludwika, rycerski i dumny Robert miał istotny wpływ na decyzje brata. Poparli go też pozostali bracia króla..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 43

"...20 listopada 1249 roku armia francuska rozpoczęła marsz w kierunku Kairu, postępując śladami krzyżowców z 1221 roku wzdłuż wschodniego brzegu Nilu, choć niektórzy doradzali uderzenie na Aleksandrię, które zakończyłoby się, być może, większym sukcesem..."


Fragment książki: H. E. Mayer "HISTORIA WYPRAW KRZYŻOWYCH" s. 419

"...Władca zarządził brzemienny w skutkach marsz armii krzyżowej na Kair. Szlak wiódł przez trudny teren wzdłuż brzegu Nilu, poprzecinany licznymi kanałami, znakomicie nadającymi się do obrony. Ponadto na drodze do Kairu znajdowały się liczne garnizony, w tym w Mansurze. Armia Ludwika IX podążyła identyczną drogą, jaką przeszli wcześniej krzyżowcy prowadzeni przez króla Jana de Brienne i kardynała-legata Pelagiusza. Fakt wybrania tej trudnej drogi badacze tłumaczą nieznajomością geografii Egiptu i brakiem rozwiniętej kartografii. Sądzę jednak, że znajdujący się w armii templariusze, rycerze Z Outremere oraz być może również weterani poprzedniej krucjaty znali w jakimś stopniu teren i warunki klimatyczne panujące wokół delty Nilu. O wyborze kierunku marszu zadecydowało zapewne przeświadczenie o własnej przewadze, podsycane przez błyskawiczne zdobycie Damietty oraz pogłoski o chaosie panującym w obozie wroga w związku ze śmiertelną chorobą sułtana..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 43

"...Szczęście znów sprzyjało krzyżowcom. Trzy dni po wymarszu wojsk krzyżowych w Mansurze umarł sułtan As-Salih Ajjub. Syn zmarłego władcy Turanszach przebywał wtedy w Mezopotamii, zatem wiele tygodni drogi od Egiptu. [...] Z wieścią do Turanszacha wysłano Aktaya, wiernego i mężnego dowódcę bahrytów. Sędziwy dowódca armii Fachr ad-Din w imieniu sułtana ogłosił Dżihad i stanął na czele państwa jako dyktator wojskowy..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 43-44

"...Tymczasem krzyżowcy posuwali się naprzód z wielkim trudem i dopiero w połowie grudnia dotarli pod Al‒Mansurę, gdzie ponownie znaleźli się w klinie utworzonym przez Nil i jeden z jego dopływów..."


Fragment książki: H. E. Mayer "HISTORIA WYPRAW KRZYŻOWYCH" s. 419

"...21 grudnia armia Ludwika zatrzymała się w pobliżu Mansury, na półwyspie położonym pomiędzy odnogą Nilu zwaną Al-Bahr as-Saghir (znaną również jako kanał Aszmun), która płynęła do Damietty. Rzeka okazała się zbyt szeroka i niemożliwa do przeprawy. Po drugiej stronie znajdował się obóz głównych sił muzułmańskich, a za nim miasto Mansura..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 44

"...Krzyżowców, próbujących zbudować groblę przez rzekę, muzułmanie ostrzeliwali beczkami wypełnionymi greckim ogniem, które miotano z katapult. Nocą płonące pociski rozświetlały całe niebo. Wydawało się już, że krzyżowcom nie uda się przedostać na drugi brzeg rzeki..."


Fragment książki: Billings Malcolm "Wyprawy krzyżowe" s. 211

"...Król Francji zadecydował, że wojska za wszelką cenę muszą przeprawić się na drugi brzeg. Desant na łodziach nie wchodził w rachubę, bowiem rzeka nie nadawała się do żeglowania, poza tym flota pływała tylko po odnodze płynącej do Damietty..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 44-45

"...Ludwik opracował wówczas plan przeprawienia się przez ów dopływ, obejścia Al‒Mansury i uderzenia na nią od tyłu..."


Fragment książki: H. E. Mayer "HISTORIA WYPRAW KRZYŻOWYCH" s. 419

"...Ludwik rozkazał wybudować groblę umożliwiającą przeprawę na drugi brzeg. Dla ochrony tych, którzy pracowali przy grobli, król kazał zrobić dwie ruchome wieże, które nazywają się koty-zamki, ponieważ były to dwie wieże przed kotami i dwie osłony za wieżami, aby chronić tych, którzy pełnią straż od pocisków z machin Saracenów, którzy mieli ich szesnaście, wszystkie gotowe do uderzeniay. Ponadto królewski inżynier Jocelin de Carnaut zbudował 18 machin miotających (balist, katapult, mangoneli), które ostrzeliwały machiny muzułmańskie. Rozpoczęła się trwająca 6 tygodni swoista „wojna pozycyjna", podczas której artylerie po obu stronach rzeki ostrzeliwały się wzajemnie, natomiast robotnicy pod osłoną kotów mozolnie budowali groblę. Wkrótce sprytny Fahr ad-Din nakazał przeprawę części jazdy przez odnogę Damietty, na północ w pobliżu Shameshah i zaatakowanie od północy obozu Franków. Po początkowym zaskoczeniu (jazda wtargnęła do obozowiska w porze posiłku) i stracie wielu piechurów chrześcijanom udało się odeprzeć wroga, głównie dzięki błyskawicznej reakcji templariuszy, wspomaganych przez francuskich rycerzy. Po tym wydarzeniu Ludwik rozkazał otoczyć obóz fosą i wałem oraz podzielił obronę obozu: Robert d'Artois miał czuwać nad machinami i budową grobli, król wraz z bratem Karolem d'Anjou mieli strzec obozu od strony Kairu i Man- sury, a Alfons de Poitiers oraz zbrojni z Szampanii mieli bronić pozycji od strony północnej. Była to słuszna decyzja, gdyż niebawem naprzeciwko obozu chrześcijan od strony Damietty stanął w szyku liczny oddział Saracenów. Po szarżach prowadzonych przez hrabiego d'Anjou udało się rozbić siły przeciwnika, zadając muzułmanom duże straty..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 45

"...Mimo zwycięstwa sytuacja krzyżowców zaczęła się pogarszać, kiedy podprowadzono katapultę miotającą śmiercionośnymi płonącymi pociskami z greckim ogniem. Początkowo miotane płonące pociski nie trafiały w chrześcijańskie osłony oraz machiny, jednak mimo wszystko wzbudzały trwogę wśród krzyżowców. Odpowiadały im francuskie balisty i katapulty oraz kusznicy strzelający z wież kotów-zamków. Wkrótce jednak muzułmanie podprowadzili bliżej liczne większe katapulty, za pomocą których obrzucano groblę i wieżę deszczem kamieni oraz pocisków z ogniem greckim, które podpaliły koty-zamki. Wówczas król zażądał od baronów drewna z okrętów na budowę nowych wież i osłon, które chroniłyby budujących groblę. Przepchanie nowo zbudowanych osłon na miejsce obok spalonych wież było desperacką próbą ukończenia prac nad przejściem przez rzekę. Gdy niebawem także nowe koty spalono ogniem greckim, zapanowała patowa sytuacja, wielce niekorzystna dla krzyżowców..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 45

"...Wówczas zjawił się w ich obozie miejscowy wieśniak i wskazał im bród, umożliwiający przeprawienie się przez rzekę. 8 lutego 1245 roku straż przednia armii krzyżowej pod dowództwem królewskiego brata, Roberta z Artois, przeprawiła się na drugi brzeg i - wykorzystując moment zaskoczenia - uderzyła na wojska muzułmańskie, całkowicie je rozbijając..."


Fragment książki: Billings Malcolm "Wyprawy krzyżowe" s. 211

"...Gdy rozpoczęto przeprawę, okazało się, że dno rzeki było grząskie, a nurt wartki, i kilku porwanych przez rzekę rycerzy utonęło. Mimo to oddział powoli i niepostrzeżenie dostał się na drugi brzeg, gdyż muzułmanie, pewni swojej dogodnej pozycji, niedbale pilnowali terenu poza obozem i nie obsadzili brodu. Na przedzie szli templariusze, za nimi hrabia Robert i pozostali rycerze. Wkrótce oddział hrabiego natrafił na podjazd egipski, który prędko pogalopował do Mansury, by zaalarmować wojska sułtana o przeprawie krzyżowców. Wtedy, nie bacząc na królewski rozkaz, Robert d'Artois wraz ze swymi przybocznymi ruszył w pościg za Saracenami i dotarł do obozu, zabijając wielu z nich. Za oddziałem hrabiego pogalopowała cała awangarda..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 46

Al-Mansura luty 1249

"...Upojony tym sukcesem Robert, wbrew rozkazom, jakie otrzymał od króla, postanowił ruszyć w pościg za uciekającymi. Templariusze, bojąc się, że zostaną posądzeni o tchórzostwo, ruszyli razem z nim. Wojska krzyżowców wdarły się do Mansury, wpadając w pułapkę, zastawioną przez muzułmanów. W wąskich uliczkach miasta chrześcijańscy rycerze zostali zaatakowani ze wszystkich stron i rozbici. Wśród poległych znalazł się także Robert z Artois..."


Fragment książki: Billings Malcolm "Wyprawy krzyżowe" s. 211

"...Zginęło 280 rycerzy i sierżantów templariuszy. Rannemu wielkiemu mistrzowi udało się przedostać do wojsk królewskich. Poległ także Raul de Coucy i wielu pomniejszych rycerzy oraz możnych. Według Jana de Joinville zginęło około 300 rycerzy (zapewne nie licząc templariuszy). Muzułmanie podają liczbę 1500 zabitych chrześcijan, możemy zatem taką liczbę rycerzy, sierżantów i konnych kuszników uznać za rzeczywistą. Z pogromu wydostali się nieliczni rycerze, ciężko poranieni i wykończeni, w tym Piotr z Bretanii, ranny ciosem miecza w twarz, i Jan de Soissons, prowadzący niedobitki swych pocztów. Mateusz Paris podaje, że jedynie 2 templariuszy i 1 szpitalnik przedarli się do głównej armii chrześcijan. Jeden nieznany z imienia rycerz przepłynął też rzekę wpław i powiadomił o klęsce Francuzów..."

Podczas ataku Roberta d'Artois przeprawiła się reszta armii krzyżowej. Gdy na ulicach Mansury rozpaczliwie walczyli o życie jeźdźcy ze straży przedniej, oddział zbrojnych z Szampanii natarł wściekle na muzułmanów i dotarł do obozu. Po chwili bataille natknęła się na liczny oddział mameluków przybywający w bojowym szyku od strony miasta. Według uczestnika tej potyczki sire Jana de Joinville było ich 6000 (jednak obrazowo dość często wymienia on tę liczbę, gdy szacuje liczebność wrogów). W wojska sułtana wstąpił wielki zapał, gdyż widząc bogaty ekwipunek i tunikę w lilie wzięli Roberta za króla Franków i z dumą pokazywali jego zdobytą tunikę. Sądzili, że armia pozbawiona dowódcy jest bezbronna.

Wkrótce na pole bitwy przybył oddział królewski, który ruszył szarżując w kierunku budowanej grobli, by umożliwić skończenie przeprawy i przedostanie się piechoty na drugi brzeg. Wywiązała się zacięta wałka na broń białą. Jeszcze podczas trwającego starcia król posłał po swoich przybocznych, dobrych rycerzy, żeby szybko zasięgnąć rady, co dalej robić. Wszyscy przychylili się do zdania Jana de Valéry, który nalegał, aby nadal atakować w kierunku grobli. W międzyczasie kolejna fala mameluków z wielką siłą natarła na szyk krzyżowców. Do króla dotarły wiadomości od Alfonsa de Poitiers i innych możnych toczących zaciekłe walki niedaleko pozycji hufca królewskiego Nalegali, żeby król nie ruszał się miejsca, gdyż nie byli w stanie za nim podążyć i groziłoby to oderwaniem od armii ich oddziałów i osaczeniem. Ponownie zebrała się rada i uzgodniono, że należy zaczekać na resztę walczących oddziałów. Wkrótce pojawił się Jan de Valéry i zganił wszystkich za decyzję o zwłoce, zamiast prowadzić natarcie w stronę grobli, aby połączyć się z piechotą i ludźmi księcia Burgundii, czekającymi w obozie na drugim brzegu. Wówczas podjęto decyzję o posłuchaniu rady pana de Valéry i przedzieraniu się do grobli. Zaskakujące jest to, jak wielki wpływ i poważanie miał ten doświadczony i prawy rycerz, skoro król i cała rada słuchali jego sugestii i je wykonywali. Z drugiej strony porady pana de Valéry co do posunięć i taktyki zawsze były słuszne..."

Podczas walk do linii wojsk królewskich dotarły, przedzierając się z Mansury, niedobitki straży przedniej i poinformowały Ludwika o straszliwej klęsce oraz rozpaczliwej obronie jego brata w jednym z zabarykadowanych domów. Konetabl Humbert de Beajeau zebrał grupkę zbrojnych (w tym ochotnika Jana dejoinviîle) i ryzykownie próbował przebić się do osaczonego w mieście Roberta dArtois. W obliczu ogromnej przewagi wrogich oddziałów broniących drogi do miasta ludzie konetabla musieli zawrócić. W międzyczasie mamelucy naparli z ogromnym impetem na oddział królewski i zepchnęli go w stronę rzeki Siła. uderzenia była tak wielka, że kilku krzyżowców straciło zapał i próbowało wpław przepłynąć na drugi brzeg rzeki do obozu chrześcijan. Część, wycieńczona walką w upale, utonęła. Ludwikowi udało się jednak dodać otuchy podkomendnym swoją bohaterską postawą. Gdy kilku Turków próbowało chwycić konia za wodze i pojmać króla, monarcha bohatersko obronił się ciosami miecza do czasu przybycia pomocy.

Tymczasem prawdopodobnie na lewym skrzydle krzyżowców wycofujący się od strony Mansury oddział Szampańczyków de Joinville'a wraz z pocztem hrabiego de Soissons zatrzymał się, aby bronić małego mostku na strumieniu. Obaj dowódcy słusznie zauważyli, że jeśli od tej strony przedrą się do wojsk królewskich muzułmanie, wówczas siły królewskie broniące pozycji przy grobli zostaną otoczone i przyparte do rzeki. Za każdym razem, gdy Turcy podchodzili blisko strumienia, rycerze nacierali na wroga. W pewnej odległości przed mostkiem znaleźli się też dwaj królewscy rycerze (zapewne z pocztami), atakowani przez chmary plebejskiej piechoty wroga. Piechurzy sułtana obrzucali ich ciężkimi grudami ziemi, a jeden naffatum obrzucał ich greckim ogniem. Szczęśliwie jednak ogniste pociski chybiały i królewscy strażnicy zdołali się wycofać. W końcu o zachodzie słońca prowizoryczna przeprawa przez groblę, wzmocniona szczątkami drewna z machin, została ukończona. Piechota sprowadzona przez konetabla wmaszerowała na drugi brzeg, tworząc zwarty szyk tarczowników z włóczniami i kuszników, odgradzający wycieńczonych i poranionych jeźdźców od muzułmanów. Widząc kuszników gotowych do strzału, muzułmanie, zmęczeni całodzienną walką, wycofali się do miasta. Straż tylna, nad którą dowództwo objął Gaucher de Chatillon, zabezpieczyła odwrót wyczerpanej armii krzyżowej do pozycji w pobliżu grobli, gdzie rozbito nowy obóz. Zdobyto obóz wroga wraz z bogatymi łupami. Do znajdującej się na pasie „ziemi niczyjej" części opuszczonego obozowiska muzułmanów wdarli się Beduini, rabując wszelkie cenne przedmioty.

Tak zakończyła się jedna z najbardziej zaciekłych i krwawych bitew wypraw krzyżowych, ostatnia duża batalia krzyżowców w otwartym polu. Chociaż obie strony wycofały się z pola bitwy i uznały za zwycięzców, znacznie większe straty ponieśli chrześcijanie. Ludwik stracił 1/3 swojej jazdy, w tym większość doborowych templariuszy oraz bardzo przydatnych konnych kuszników..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 48-50

ozdoba

"...Ofensywa krzyżowców została zahamowana. Król Francji podjął ryzyko przeprawy i walki bez wsparcia piechoty, która dzięki śmiercionośnym salwom z kusz mogła odeprzeć ataki muzułmańskie, pozwalając jeździe wycofać się, przegrupować i dać czas na przygotowanie szarż..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 50

"...Straty były ogromne, a Ludwik nie wycofał się dość szybko do Damietty. Gdy zdecydował się na to pod koniec marca, było już za późno..."


Fragment książki: H. E. Mayer "HISTORIA WYPRAW KRZYŻOWYCH" s. 419

"...Obawy okazały się słuszne. W międzyczasie do Egiptu przybył następca tronu Turanszach i bez przeszkód przejął władzę w sułtanacie. Młody sułtan błyskawicznie przystąpił do wznowienia walk z niewiernymi. Podczas jednej z kolejnych nocy muzułmanie zaatakowali obóz krzyżowców. Nad ranem wdarła się do obozu saraceńska piechota, docierając aż do namiotów i chronionego przez strażników miejsca, gdzie składowano łupy. Pieszych wspierała jazda, czekająca w linii w pewnej odległości od obozu. Łucznicy muzułmańscy zasypali krzyżowców deszczem strzał. Udało się szybko odeprzeć wrogi atak, zmuszając piechotę egipską do odwrotu..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 51

"...W piątek 11 lutego potępione plemię, które ściągnęło ze wszystkich stron posiłki, chcąc wyciąć w pień chrześcijańskie wojska, przypuściło atak na nasze szyki, poczynając sobie bardzo zuchwale, a były ich niezliczone rzesze; obie strony uderzyły na siebie z takim impetem, że - jak powiadają - czegoś podobnego nie widziano w tamtych stronach. Atakiem sił muzułmańskich liczących kilka tysięcy wojowników dowodził osobiście Bajbars. Muzułmanie śmiało stanęli do walki; wciąż przekonani byli o zabiciu króla Franków w Mansurze i osłabieniu armii chrześcijańskiej, pozbawionej teraz dowódcy. O przygotowaniach do ataku donieśli krzyżowcom szpiedzy Ludwika przebywający w obozie wojsk sułtana". Dzięki temu chrześcijanie w porę uzbroili się i obsadzili pozycje obronne wzdłuż szańców na zewnątrz obozu. Lewą flankę, dowodzoną przez Karola d'Anjou, stanowiły poczty baronów z Outremere, Francuzi i resztki templariuszy zamykający linie obrony. Drugi brat króla Alfons de Poitiers dowodził obroną obozu ze strony prawego skrzydła. Książę Burgundii bronił starego obozu pomiędzy rzekami.

Bitwę rozpoczął atak 3000 pieszych i konnych Beduinów. Natarcie miało odwrócić uwagę od głównego obozu i spowodować wysłanie części sił na pomoc Burgundczykom. Od lewej flanki zaatakowała piechota, zasypując pozycje obronne Karola Andegaweńskiego strzałami i pociskami z ogniem greckim. Następnie piechota i jeźdźcy z takim impetem natarli na spieszonych rycerzy i sierżantów, że szeregi hrabiego d’Anjou zaczęły się cofać, mocno się wykrwawiając. Niezachwianie odpierali ataki zbrojni z Outremere, dowodzeni przez Gwidona d'Ibelin. Niebezpieczeństwo pojawiło się na odcinku bronionym przez templariuszy. Szaniec zbudowany z drewna pozyskanego ze zdobytych machin został obrzucany ogniem greckim i podpalony. Ponadto muzułmanie zasypywali mrowiem strzał rycerzy zakonnych, kryjących się za umocnieniami i tarczami: I wiedzcie, że ziemia za templariuszami była tak najeżona strzałami, które Saraceni do nich wystrzelili, że nie było nawet pustego skrawka, z powodu wielkiej obfitości strzał . Muzułmanie wdarli się przez płonący szaniec i odepchnęli wykrawających się oraz pokłutych strzałami templariuszy. Zginął raniony wcześniej w oko na ulicach Mansury mistrz Świątyni Wilhelm de Sonnac, trafiony teraz strzałą w drugie oko..."

Na domiar złego Saraceni przełamali linie obrony obozu i pojmali samego Alfonsa de Poitiers. Z opresji uratowała królewskiego brata szybka reakcja czeladzi obozowej, rzemieślników oraz kupców, którzy natarli na muzułmanów z wielką furią i oswobodzili hrabiego. Ludwik posłał na zagrożone odcinki posiłki. Piechota i spieszeni rycerze skutecznie odpierali ataki. Krwawe żniwo zbierali też kusznicy. W końcu wojska Bajbarsa wycofały się.

Obie strony poniosły ciężkie straty, krzyżowcy wytrzymali dzięki przygotowaniu linii obrony oraz reakcji króla i baronów, którzy posyłali swych ludzi na zagrożone odcinki. Mimo zwycięstwa było wielu rannych i zabitych, również wśród możnych..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 51-52

"...Wkrótce po bitwie duża liczba zalegających ciał, długie przebywanie w jednym miejscu, tropikalny klimat oraz zachwianie odporności wśród rannych i wycieńczonych krzyżowców spowodowało wybuch zarazy. Mimo że z rozkazu Ludwika czeladź usuwała ciała zabitych, wrzucając je do rzeki, warunki sanitarne były fatalne..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 53

"...W obozie zaczynało brakować jedzenia, a kupcy sprzedawali pożywienie po bardzo wysokich cenach: Wszystko to wywołało tak wielką drożyznę w obozie, że kiedy tylko nadeszła Wielkanoc, wół był wart w obozie osiemdziesiąt liwrów, baran trzydzieści liwrów, wieprz trzydzieści liwrów i jajko dwanaście denarów, a beczka wina dziesięć liwrów..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 53

"...Krzyżowcy wytrwali pod Mansurą do marca. Zdając sobie w końcu sprawę z klęski, Ludwik zarządził odwrót. Wycofujące się wzdłuż brzegu Nilu oddziały chrześcijańskie musiały odpierać stałe ataki sił muzułmańskich..."


Fragment książki: Billings Malcolm "Wyprawy krzyżowe" s. 212

"...Wkrótce siły królewskie przedostały się na drugi brzeg. W śmiertelnym niebezpieczeństwie znalazła się straż tylna, broniąca się w szańcu zabezpieczającym dostęp do mostu. Celnie raziły ich strzały konnych łuczników oraz grudy ziemi ciskane przez nieprzyjacielską piechotę. Z potrzasku uratował ich Karol dAnjou, który natarł i zmusił do ucieczki wrogi oddział, dając obrońcom czas na wycofanie się..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 53

"...Sytuacja krucjaty nadal się pogarszała. Mnożyły się choroby, wielu ludzi zapadło na dyzenterię, tyfus, malarię i inne przypadłości. W obozie panował grobowy nastrój, zewsząd dochodziły jęki rannych oraz chorych i szlochanie nad zmarłymi towarzyszami. Choroba nie oszczędziła też króla, którego zmogła dyzenteria..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 53

"...W obliczu tak ciężkiej sytuacji zdecydowano się na wznowienie pertraktacji z Egipcjanami. Posłowie sułtana zażądali osoby króla jako zakładnika. Rada królewska nie mogła się na to zgodzić. Potem Turanszach, widząc postępującą zagładę armii chrześcijan, kategorycznie odciął się od propozycji pokoju przekazanych przez jego umierającego ojca..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 53

"...Wobec fiaska negocjacji Ludwik zdecydował się wyruszyć w stronę Damietty, gdyż miasto to było jedynym ratunkiem dla będącej w agonii armii krzyżowej. Galery miały przetransportować chorych i rannych, przebijając się przez muzułmańską blokadę Nilu. Zdolni do marszu i noszenia broni mieli iść brzegiem. Inżynierowie mieli przed wyruszeniem zniszczyć most między brzegami, jednak z niewiadomych przyczyn rozkazu nie wykonali.."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 53-54

"...5 kwietnia wycieńczeni krzyżowcy rzeką i lądem wyruszyli w kierunku wybrzeża. W następstwie niezniszczenia mostu przez inżynierów muzułmanie błyskawicznie przedarli się na drugi brzeg, nękając maszerujących krzyżowców atakami oraz strzałami. Chrześcijanie, wlokąc się, odpierali jednak ataki wojsk sułtana. Ciężko chory i omdlewający Ludwik Święty za wszelką cenę pragnął być wtedy ze swoimi ludźmi. Wieczorem stan jego zdrowia znacznie się jednak pogorszył. Godfryd de Sargines, ostatni z wiernych rycerzy króla, poprowadził nieprzytomnego władcę posadzonego na koniu i odpierając przy tym ataki Saracenów, próbował przedostać się do straży tylnej. Ulokował Ludwika w domu w wiosce, pod opieką pewnej francuskiej kobiety..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 54

"...Wojsko było osłabione przez zarazy i głód, albowiem muzułmanie przerwali linie zaopatrzenia na Nilu. Sam król był kompletnie wycieńczony biegunkami i nie widział innego wyjścia oprócz propozycji kapitulacji, którą złożył 6 kwietnia w połowie drogi do Damietty. Zrezygnował z możliwości ucieczki statkiem i wolał pójść do niewoli wraz ze swym wojskiem..."


Fragment książki: H. E. Mayer "HISTORIA WYPRAW KRZYŻOWYCH" s. 420

"...Do królowej Małgorzaty, przebywającej w Damietcie, wieści o klęsce dotarły na kilka dni przed urodzeniem syna. Królowa okazała niezwykłą siłę woli i prośbami oraz przekupstwem skłoniła wpływowych kupców włoskich do pozostania w mieście. Dzięki temu Damietta mogła stać się kartą przetargową w rokowaniach o uwolnienie króla..."


Fragment książki: Billings Malcolm "Wyprawy krzyżowe" s. 213

"...Baronowie, którzy dostali się do niewoli, byli lepiej traktowani, gdyż Egipcjanie liczyli na sowity okup. Wielu pomniejszym feudałom i zbrojnym groziła jednak śmierć. Jan de Joinville uratował życie dzięki temu, że podał się za kuzyna króla. Ogromną liczbę jeńców przetransportowano do Mansury. Króla przetrzymywano w osobnej komnacie, natomiast pomniejszych rycerzy i zbrojnych na dużym zamkniętym dziedzińcu. Wywlekano pojmanych sierżantów i namawiano do wyparcia się wiary oraz przyjęcia islamu. Tym, którzy odmówili, ścinano głowy. Torturami i śmiercią straszono również króla oraz możnych, lecz Ludwik zachował spokój i postawę godną pobożnego władcy. Nawet ludzie sułtana byli pod wrażeniem pokory i spokoju króla. Doradcy sułtana zażądali w zamian za uwolnienie krzyżowców oddania ziem i zamków w Outremere. Ludwik słusznie odparł, że ziemie te nie należą do niego i nie może nimi rozporządzać. Królestwo Jerozolimskie należało wtedy do Konrada, syna cieszącego się sympatią wśród muzułmanów cesarza Fryderyka II i zdaniem Stevena Runcimana to właśnie szacunek do cesarza złagodził propozycje warunków pokoju. Ostatecznie strony zgodziły się na oddanie muzułmanom Damietty i wypłatę kontrybucji w wysokości 800 tysięcy muzułmańskich bizantów. Ponadto chrześcijanie mieli wypuścić wszystkich muzułmańskich jeńców wziętych do niewoli podczas kampanii, a także wcześniej, przebywających w więzieniach Królestwa Jerozolimskiego. Po wypełnieniu warunków wszyscy chrześcijańscy jeńcy mieli być wypuszczeni, a przebywający w niewoli chorzy i biedni do czasu spłacenia okupu powinni mieć zapewnione bezpieczeństwo oraz opiekę. 28 kwietnia galery przetransportowały króla i baronów do Fariskhur, gdzie przebywał sułtan..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 55

"...Nowy sułtan, który zasiadł na tronie na krótko przed bitwą pod Mansurą i który, jak utrzymywał Joinville, miał otrzymać od cesarza Fryderyka II rycerski pas, zginął w wyniku spisku, zorganizowanego przez grupę dowódców oddziałów mameluków; wśród nich znajdował się także Bajbars - jego imię już wkrótce stanie się dla chrześcijan synonimem klęski. Ciało zamordowanego sułtana przez wiele dni leżało niepogrzebane nad brzegiem Nilu..."


Fragment książki: Billings Malcolm "Wyprawy krzyżowe" s. 214

"...Zabójcy obwołali regentem dowódcę mameluków Izz-ad-Dina Ajbaka, który miał poślubić sułtankę-wdowę Szadżar ad-Durr. Sytuacja jeńców znowu stała się niepewna. [...] Wojownicy muzułmańscy grozili śmiercią i prosili Ludwika o zapłatę, gdyż uważali, że się im należy, bowiem zabili jego wroga, władcę Egiptu, który niechybnie ściąłby wszystkich chrześcijan. Emirowie jednak nie chcieli rezygnować z okupu i odzyskania Damietty. Opanowali swoich podwładnych i zgodzili się na zwolnienie jeńców na wcześniej uzgodnionych warunkach. Po ustaleniu i zaprzysiężeniu układów między królem i emirami uzgodniono, że zostaniemy uwolnieni nazajutrz po Wniebowstąpieniu, i gdy tylko Damietta zostanie zwrócona emirom, uwolnią króla i możnych, którzy z nim byli - tak jak to powiedziano wcześniej. Reszta rycerzy i zbrojnych miała pozostać w niewoli do czasu spłaty okupu. Królową wraz z resztą chrześcijan z Damietty przetransportowano okrętami do Akki. Spore zapasy solonej wieprzowiny, uzbrojenie, machiny oraz konie pozostawione w mieście miały być pilnowane przez muzułmanów do czasu spłacenia okupu. Chorzy i ranni chrześcijanie, którzy pozostali w niewoli, mieli mieć zapewnioną opiekę. Nad stopniowym wykupywaniem 12 tysięcy jeńców z niewoli muzułmańskiej czuwali pozostawieni przez króla komisarze..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 56

"...6 maja Godfiyd de Sargines oddał miasto wysłannikom muzułmańskim. Wtedy wypuszczono z niewoli Ludwika i część baronów. Wnet po zajęciu miasta mamelucy dobrali się do beczek z winem i pijani wbrew postanowieniom rozejmu podpalili chrześcijańskie machiny oblężnicze i magazyny, mordując przy tym bezbronnych, chorych jeńców..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 56

"...Nazajutrz rozpoczęto spłacanie okupu. Pierwsza rata miała wynosić 200 tysięcy liwrów tureńskich. Gwarantem spłacenia tej sumy miał być przetrzymywany jako zakładnik brat króla Alfons de Poitiers. Gdy król spostrzegł, że posiada jedynie 170 tysięcy, Jan de Joinville zaproponował, aby pozostałe 30 tysięcy liwrów pożyczyli templariusze. Komandor Etienne d'Otrincourt wraz z marszałkiem Zakonu Świątyni Renaudem de Vichiers (pełniącym dowództwo po śmierci wielkiego mistrza) nie chcieli wydać pieniędzy przetrzymywanych pod przysięgą w depozycie na galerze zakonu. Dopiero na rozkaz króla i pod groźbą użycia siły skarbnik i marszałek templariuszy wydali potrzebną kwotę wysłannikowi króla. Ludwik z troską o pozostałych jeńców, jak i z wrodzonej prawości bardzo skrupulatnie sprawdzał, czy uzgodniona kwota jest uczciwie wypłacana. Gdy czuwający nad skarbem Filip de Nemours zażartowal, że oszukał muzułmanów na wadze srebra o 10 tysięcy liwrów, Ludwik bardzo się oburzył i rozkazał uregulować tę kwotę. Po spłaceniu pierwszej części okupu uwolniono hrabiego de Poitiers i wówczas uradowany król wraz z baronami odpłynął do Akki. W Egipcie pozostali bracia z zakonu trynitarzy oraz komisarze królewscy, odpowiedzialni za pośrednictwo w wykupywaniu pozostałych jeńców..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 56-57

"...Tak zakończyła się kampania egipska Ludwika IX Świętego. Ostatecznie król stracił swoją armię, zasoby i sprzęt oraz dużą część zebranych na wyprawę pieniędzy, które wydał na wykup jeńców z niewoli. Tak jak podczas piątej krucjaty, również skierowanej na Egipt, armia krzyżowców, wykrwawiona, otoczona i dziesiątkowana przez tropikalne zarazy, poddała się muzułmanom. Ludwik bardzo przeżył niepowodzenie swojego dzieła oraz śmierć swego brata Roberta. Trudy kampanii i choroba odbiły się na zdrowiu króla do tego stopnia, że jeszcze długo był osłabiony. Mimo wielkiej klęski pobożny władca nie zakończył jednak swych działań na Bliskim Wschodzie..."


Fragment książki: W. Lorek "KRUCJATY LUDWIKA IX ŚWIĘTEGO" s. 57

Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości