ozdoba

NAJAZD BATU I SÜBEDEJA NA EUROPĘ
1235-1242

ozdoba

Po śmierci Czyngis Chana (18 sierpnia 1227) władzę nad mongolskim imperium przejął jego syn Ugedej. Już w 1229 roku wysłał rutynowanego dowódcę Sübedeja, który miał zebrać i przywieźć informacje dotyczące gospodarki, bogactwa oraz siły militarnej krajów położonych za zachodnimi granicami ich cesarstwa. Z czym wrócił Sübedej? Nie wiadomo, ale pewne jest, że jego ekspedycja stała się zapowiedzią tego co nasępiło potem.

"...Na kurułtaju w 1235 roku zapadły decyzje dotyczące skierowania na zachód wielkiej armii, której celem miało być pokonanie Bułgarów Wołżańskich, Kumanów i Rusinów. Dowództwo nad armią miał objąć Batu, drugi syn Dżocziego. Jego korpus składający się z pięćdziesięciu tysięcy wojowników tworzył główne siły armii mongolskiej, która pomaszerowała na zachód. Na rozkaz Ógodeja pozostałe ułusy miały obowiązek wystawienia własnych oddziałów. Łącznie armia Batu Uczyła około stu dwudziestu tysięcy ludzi. Z dużą dozą pewności można stwierdzić, że większą część sił Batu stanowiły oddziały tureckie, podczas gdy dowództwo nad nimi sprawowali Mongołowie, wśród których najważniejszą funkcję pełnił Sübedej, który miał wówczas około sześćdziesięciu lat. Batu podlegali dowódcy mniejszych oddziałów — jego bracia Orda, Berke i Szejban, dwaj synowie Ógodeja -— Güjük i Kaadan, syn i wnuk Czagataja — Bajdar i Büri, oraz dwóch synów Tołuja — Móngke i Bochek Poza Sübedejem w kampanii uczestniczyło kilku innych generałów. Kroniki nie wspominają wszystkich imion dowódców, chociaż wiemy, iż jednym z nich był Borołdaj..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 206

"...W rejon przyszłych walk skierowano szpiegów i zwiadowców. Pierwszym celem na drodze przemarszu armii Batu miała być stolica Bułgarów Wołżańskich — Bułgar. Panując nad Wołgą i Kamą, Bułgaria Wołżańska kontrolowała w tym czasie większą część handlu między północno-wschodnią Europą a Azją Środkową. Jesienią 1236 roku stolicę Bułgarii Nadwołżańskiej zdobyły oddziały Batu i Sübedeja. Splądrowane i zniszczone miasto zostało jednak szybko odbudowane". Niektórzy Bułgarzy uciekli na zachód szukając bezpieczeństwa na Rusi..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 207

"...Mniej więcej w tym samym czasie Mongołowie uderzyli na Kumanów (Kipczaków), zamieszkujących ziemie położone po obu stronach Wołgi. Pokonanie Kumanów nie sprawiło Mongołom wielu kłopotów. Przywódca tej części Kumanów, Bachman, szukał schronienia na jednej w wysepek na Wołdze. Zimą 1236-1237 roku Mongke zdołał jednak dostać się na wyspę i wziąć do niewoli przywódcę Kumanów nadwołżańskich. Czekała go straszna śmierć. Pewna liczba Kumanów także umknęła na zachód, chociaż większość uznała zwierzchnictwo Mongołów. Ten koczowniczy lud, w skład którego wchodziło kilka plemion tureckich stanowił bazę, na której oparto później chanat mongolski na terenach południowej Rusi. Ułus Batu czasem bywa także określany mianem chanatu kipczackiego..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 207

"...Druga część najeźdźców z chanem Batu na czele podbiła plemiona Mordwinów i Burtasów, opanowała stepy środkowego Kipczaku zamieszkałe przez Połowców i Alanów, wiosną 1237 r. przeszła Wołgę, podbiła Czeremisów i Wotiaków. Teraz połączone wojska najechały na Ruś..."


Fragment książki: Leszek Podhorodecki "TATARZY" s. 68

PODBÓJ RUSI KIJOWSKIEJ 1237-1240

"...Chociaż książęta ruscy zdawali sobie sprawę, że podbój ziem Bułgarów Wołżańskich jest wstępem do inwazji na terytorium Rusi Kijowskiej, nie podjęto żadnych przygotowań do odparcia najazdu. Nie rozmawiano w ogóle na temat połączenia sił i wspólnej walki. To rozdrobnienie sił znacznie ułatwiło zadanie Mongołom. Pierwsze uderzenie na Ruś nastąpiło w grudniu 1237 roku. Kiedy książę riazański odmówił dobrowolnego podporządkowania się Mongołom, stolicę księstwa otoczono i zdobyto po zaledwie pięciu dniach walk — 21 grudnia 1237 roku, a księcia Jurija oraz jego żonę ścięto..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 207

"...Już od dwóch prawie stuleci ziemia ruska rozbita była na dzielnice, a toczący z sobą ciągłe wojny książęta do reszty osłabili potężny niegdyś kraj. Na ogromnym obszarze panował teraz chaos i walki wewnętrzne, Mongołowie mieli ułatwione zadanie. Pierwsze uderzenie spadło na księstwo muromsko-riazańskie. Najeźdźcy przeszli potężne puszcze i skierowali się ku stolicy. Przodem wysłali do księcia posłów z żądaniem, by uznał władzę chana i złożył dziesięcinę „z ludzi, z książąt, z koni, ze wszystkiego".
- Kiedy nas wszystkich nie stanie, to wszystko będzie wasze! - odpowiedział Jerzy Igorowicz po naradzie z bojarami.
Książę w ostatniej chwili chciał jeszcze odwlec wojnę i wysłał do chana swego syna Teodora z bogatymi darami. Podobno jeden z bojarów zdradził mongolskiemu władcy, że synowa księcia „wielce była nadobna i wdzięczna".
- Daj mi zobaczyć urodę swej żony! - rzekł Batu do młodego księcia, ale ten hardo odmówił. Rozgniewany chan kazał stracić Teodora i rozpoczął wojnę.
W połowie grudnia armia tatarsko-mongolska podeszła pod Riazań. Położony na wysokim brzegu Oki, potężny gród otoczony był ziemno-kamiennym wałem długości 4-5 km, wysokim na 7 metrów i wzmocnionym silnym ostrokołem. Dostęp do wałów chroniony był głęboką fosą. Napastnicy zasypali Riazań kłodami drzew wystrzeliwanych z katapult i garnkami z płonącą ropą naftową. Szturm do płonącego miasta zakończył się powodzeniem.
„Wszystko spalili - pisze kronikarz ruski - zabili księcia Jerzego Igorowicza, jego księżnę, zabili innych książąt, a mężczyzn, kobiety i dzieci pochwyciwszy, jednych rozsiekli mieczami, innych zabijali strzałami i rzucali w ogień, a niektórych schwyciwszy, wiązali, rozcinali piersi, wyjmowali żółć. Tatarzy oddali na pastwę ognia święte cerkwie, spalili klasztory i wsie, rozgrabili majętność"..."


Fragment książki: Leszek Podhorodecki "TATARZY" s. 69-70

"...Spod Riazania armia mongolska pociągnęła pod Kołomnę, gdzie bronił się książę Roman (brat zabitego Jurija). Książę włodzimiersko-suzdalski usiłował przyjść Kołomnie na ratunek, ale jego wysiłki nie przyniosły żadnego efektu. Podczas oblężenia Kołomny zginął Kolgen, syn, którego Czyngis-chan miał ze swoją merkicką żoną, Kulan. Kołomna padła po krótkiej obronie. W walkach zginął także książę Roman. W księstwie riazańskim Mongołowie zrównali z ziemią kilka mniejszych miast tak, że zniknęły na zawsze z kart historii, a ich ruiny długo jeszcze przypominały o zabójczym najeździe mongolskim..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 207

"...na krótko odstąpiono od zdobycia Włodzimierza, stolicy księstwa Jurija II. Batu pociągnął pod Moskwę, która w XIII wieku nie miała tak wielkiego znaczenia jak obecnie. Po krótkim oblężeniu miasto dostało się w ręce Mongołów i po nieuniknionym splądrowaniu niemal doszczętnie spłonęło. Książę Jurij opuścił Włodzimierz i na czele armii podążył na północ. Tym razem Mongołowie nie odpuścili stolicy jego księstwa, która została zdobyta szturmem 8 lutego. Po wdarciu się za mury dalej wszystko potoczyło się zgodnie ze zwyczajem mongolskim — rozpoczęła się rzeź mieszkańców. Duża ich liczba próbowała schronić się w kościołach. Mongołowie nie rozumieli jednak znaczenia kościołów, które podpalano, tak jak czyniono to ze zwykłymi domami. Zgromadzeni w środku ludzie ginęli w płomieniach. Zamordowano rodzinę księcia włodzimiersko-suzdalskiego. W tym samym czasie Batu oblegał Suzdal, który szybko podzielił los Włodzimierza..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 208

Oblężenie Włodzimierza Suzdalskiego luty 1238

"...Na początku 1238 r. Mongołowie wkroczyli na teren księstwa włodzimiersko-suzdalskiego i obiegli Moskwę. Po bohaterskiej obronie i to miasto podzieliło los Riazania. Książę Włodzimierz dostał się do niewoli. Wkrótce najeźdźcy otoczyli Włodzimierz Suzdalski, stolicę Rusi północno-wschodniej i najpotężniejszy - obok Kijowa i Riazania - gród ruski. Oto relacja kronikarza z przebiegu wydarzeń: „Tatarzy podeszli do Złotych Wrót, wiodąc z sobą księcia Włodzimierza, syna wielkiego księcia Jerzego Wsiewołodowicza, i poczęli pytać:

— Czy jest w grodzie wielki książę?

A włodzimierzanie poczęli strzelać. Oni zaś rzekli: - Nie strzelajcie!

I podchodząc zupełnie blisko do wrót, ukazali włodzimierzanom księcia Włodzimierza, syna Jerzego, i pytali:

- Czy znacie wasze książątko?

Ten zaś był smutny na obliczu i osłabły od udręki i nędzy. Wsiewołd i Mścisław stali na Złotych Wrotach i poznali swego brata. O jakże żałosne i łez godne jest widzieć brata w takim stanie! Wsiewołd i Mścisław ze swymi bojarami i wszyscy grodzianie płakali, patrząc na Włodzimierza. A Tatarzy odeszli od Złotych Wrót, objechali cały gród i rozłożyli obóz. A było ich bardzo wielu...

Najeźdźcy poczęli od rana do wieczora rąbać lasy i ustawiać tamy, i w nocy otoczyli płotem cały gród. Nad ranem książęta, władyka Mitrofan i wojewoda Piotr Osladukowicz, i wszyscy bojarzy, i lud, zobaczyli, iż gród ich będzie wzięty, i zapłakali wielkim płaczem. Na następny dzień, 8 lutego o godzinie pierwszej, Tatarzy przystąpili ze wszystkich stron do grodu i poczęli bić weń taranami, a do środka grodu sypały się z daleka za bożym dopuszczeniem ogromne kamienie, jakby deszcze w środku grodu. I w grodzie pokazało się mnóstwo zabitych ludzi i padł na wszystkich strach i wielki lęk.

Tatarzy przebili ścianę u Złotych Wrót i w innych miejscach, rozbili cały gród, zasypali go pociskami kamiennymi i rozbiwszy w innych miejscach gród, weszli zewsząd do niego, jak demony. Do obiadu wzięli oni nowy gród i cały oddali na pastwę ognia. I zabili tam księcia Wsiewołoda z bratem, mnóstwo bojarów i ludu, a inni książęta i wszyscy ludzie uciekli do średniego grodu. A władyka Mitrofan i wielka księżna ze swymi synami i córkami uciekli do cerkwi na chór i zamknęli się.

Tatarzy zdobyli i ten gród, poczęli szukać książąt i księżnej i poznali, że oni są w cerkwi. Tatarzy wybili cerkiewne wrota i wybili tych, którzy byli w cerkwi i opierali się. I poczęli pytać o książąt i księżnę i poznali, że oni są na chórze. Wtedy naznosili mnóstwo drzewa i podpalili cerkiew. Będący na chórze z modlitwą i błogosławieństwem oddali dusze Bogu: zostali spaleni ogniem i zaliczeni do męczenników"..."


Fragment książki: Leszek Podhorodecki "TATARZY" s. 70-71

ozdoba

"...Następnie Mongołowie skierowali się na północny zachód, w kierunku obozu księcia Jurija II. Po drodze kolejno padały Perejasław, Jarosław i Twer (obecnie Kalinin). Przebywający nad rzeką Mołoga książę Jurij został odcięty od własnych ziem. 4 marca 1238 roku doszło do bitwy nad rzeką Sit, w której Mongołowie pokonali Rusinów, a książę poległ w boju..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 208

"...Jedynym państwem, które stawiało jeszcze opór była położona na północy kupiecka republika Nowogrodu. Wydawało się, że nic nie zatrzyma pochodu Mongołów i także ten kraj będzie musiał ukorzyć się przed potęgą najeźdźców ze wschodu. A jednak jedno z miast stojących Mongołom na drodze, Torżok, nie poddało się łatwo. Oblężenie grodu trwało dwa tygodnie — do 23 marca 1238 roku. Te dwa tygodnie okazały się mieć wielkie znaczenie dla przyszłych operacji na północy. Rozpoczynające się wiosenne roztopy utrudniały marsz jazdy i zmusiły Mongołów do zrezygnowania z próby zajęcia Nowogrodu. Miasto ocalało i nigdy nie zostało zdobyte przez Mongołów. Batu musiał podjąć decyzję o szybkim wycofaniu na południe w obawie przed całkowitym odcięciem od środkowego zgrupowania wojsk mongolskich. Swoją kartę w historii zapisało także miasto Kozielsk, którego mieszkańcy z wielkim poświęceniem bronili się przed Mongołami przez 7 tygodni..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 208

"...Wiosenna odwilż oraz zaraza zmusiły Tatarów do wycofania się na południe. Po drodze uderzyli na niewielki gród Kozielsk w księstwie czernihowskim. Przez 6 tygodni bohaterska załoga stawała opór. 3 tysiące najeźdźców śmiercią okupiło ciężko wywalczone zwycięstwo.
- To złe miasto! - powiedział chan Batu po bitwie. Ciężkie straty, jak również wieść o buncie ujarzmionych ludów w Kipczaku zmusiły Subedeja do przerwania kampanii. Przez rok 1239 oddziały odpoczywały na stepach między Donem i Wołgą. Wodzowie rozdzielili łupy między wojowników; chorych rannych i inwalidów odesłano do rodzinnych jurt. Jeden z oddziałów podbił resztki Mordwinów i dotarł do Staroduba, niszcząc ocalałe jeszcze osiedla w ziemi riazańskiej, tak że „nie było już nic do oglądania, tylko dym, ziemia i popiół". Inne oddziały rozbiły Połowców nad Donem, zmusiły do posłuszeństwa buntujących się Czerkiesów i Alanów, dotarły aż do Kaukazu. Ujarzmieni koczownicy zostali wcieleni do wojska..."


Fragment książki: Leszek Podhorodecki "TATARZY" s. 72

"...Kiedy ruskie księstwa na północnym zachodzie zostały ostatecznie pokonane, Batu zdecydował się wykorzystać ostatnie miesiące 1238 roku i 1239 rok na ujarzmienie Kumanów na południu oraz plemion północnego Kaukazu . Za kampanię przeciwko Kumanom odpowiadał Berke, brat Batu. Po krótkiej walce Kumanie, jeszcze w 1238 roku, uznali zwierzchnictwo Mongołów. Chan Chotan uciekł wraz z czterdziestoma tysiącami współplemieńców na Węgry. Kiedy Szejban i Büri udali się na Krym, Mongke i Kaadan otrzymali rozkazy ujarzmienia plemion kaukaskich9. Alanowie i Czerkiesi żyjący na Kaukazie w 1239 roku zmuszeni zostali do podległości..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 208-209

"...Wiosną 1240 roku wypoczęte, zreorganizowane i wzmocnione armie Batu podjęły marsz na zachód. Stepy zamieszkiwane wcześniej przez Kumanów stanowiły świetną bazę wyjściową do ostatecznej rozprawy w Rusią Kijowską. Chociaż historycy spierają się nad kolejnością działań, można założyć, że przed uderzeniem na Kijów Mongołowie latem 1240 roku zajęli Czernichów i Perejasław. Michał, książę kijowsko-czernichowski, uciekł na Węgry, a potem na Śląsk, zadanie obrony Kijowa powierzając bojarowi Dymitrowi. Odpowiedzialny za zdobycie Kijowa Mongke chciał oszczędzić to ważne miasto i zażądał od obrońców bezwarunkowej kapitulacji. Odpowiedź była negatywna. Co więcej, emisariusze mongolscy zostali zamordowani. To przypieczętowało los oblężonego miasta.
Pod murami Kijowa zgromadziła się większa część sił biorących udział w kampanii. Obecni byli także wszyscy biorący udział w operacji członkowie rodu Czyngis-chana. Pomimo ofiarnej obrony mieszkańcy dowodzeni przez Dymitra nie byli w stanie powstrzymać Mongołów. Kijów padł 6 grudnia 1240 roku, po oblężeniu trwającym zaledwie kilka dni. Tak ważne dla Rusi miasto zostało splądrowane i zniszczone. Sześć lat później, przebywający w Kijowie w drodze do Mongolii Giovanni da Pian del Carpine stwierdza: „zniszczono wiele wartościowych zabytków sztuki, budynki będące dawniej perłami architektury leżały w gruzach". Złupienie miasta przez Mongołów oznaczało, że Kijów już nigdy nie stanie się miejscem pobytu najpotężniejszego księcia i metropolity Rusi. Mongołowie położyli kres Rusi Kijowskiej wydzierając serce z jej organizmu — Kijów..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 209

"...W każdym razie potężna armia mongolska w pierwszej połowie grudnia 1240 r. ruszyła ku Wołyniowi i księstwu halickiemu, nigdzie nie napotykając otwartego oporu. Jak sugeruje relacja Kroniki halicko-wołyńskiej główne siły najeźdźców posuwały się szlakiem z Kijowa na Włodzimierz Wołyński. Według tegoż opowiadania Mongołowie podstąpili najpierw pod gród Kołodiażyn, leżący na wschodnim brzegu Słuczy. Domyślamy się, że mógł on być już obsadzony przez załogę Romanowiczów. Miejscowość broniła się zaciekle. Dwanaście mongolskich machin oblężniczych bezskutecznie ostrzeliwało wały grodowe. Wreszcie Mongołowie zastosowali charakterystyczny dla swojej sztuki wojennej podstęp. Obiecali mieszkańcom ocalenie w zamian za poddanie się. Nieszczęśni kołodiażanie usłuchali, co skończyło się dla nich tragicznie. Zostali wymordowani.
Następnie wojska Batu ruszyły na nieodległy Kamieniec nad Słuczą i nieco dalej na zachód położony Izjasławl. Oba grody padły, a najeźdźcy skierowali się ku Krzemieńcowi i Daniłowowi. One dla odmiany obroniły się. Mongołowie, jak można domyślać się, w następnym etapie swego pochodu posuwali się co najmniej dwiema kolumnami. Jedna ruszyła na Wołyń i dotarła w końcu do Włodzimierza, który został zdobyty i zniszczony. Zapewne jakaś część armii operującej na Wołyniu została wysłana na północny zachód. Zdołała ona opanować Brześć i wymordować szukającą tam schronienia ludność. Zagon ten - jak się wydaje - nie ruszył jednak dalej, bowiem wiadomo, że ocalał Drohiczyn, najwyraźniej nie atakowany przez najeźdźców. Tymczasem inna grupa mongolska w niszczącym pochodzie posuwała się na zachód przez ziemie halickie..."


Fragment książki: Dariusz Dąbrowski "DANIEL ROMANOWICZ" s. 218

"...Ziemie znajdujące się przy granicy z Polską pomiędzy Włodzimierzem i Haliczem bez walki poddały się Mongołom i to właśnie tu Batu założył obóz, w którym miał przeczekać zimę. Większość ruskich książąt, włącznie z Danielem z Halicza, umknęło na Węgry lub do Polski. To przykuło uwagę Batu. Dowódca armii mongolskiej zwrócił szczególną uwagę na Węgry, które przyjęły pod swoje skrzydła wielu Kumanów. Droga na zachód stała otworem przed azjatyckimi zdobywcami. Podobno pomysł najazdu na Węgry podsunął Batu jego więzień — Dymitr..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 209-210

"...Batu wysłał do króla węgierskiego ultimatum: „Doszły mnie słuchy, że na Węgrzech znaleźli schronienie Kumani, którzy są poddanymi Mongołów. Nakazuję odesłać ich z powrotem, bo w przeciwnym razie staniemy się wrogami. Kumanom łatwiej uciec niż twoim ludziom, bo żyją w namiotach. Twoi poddani mieszkają w domach i miastach". Batu skarżył się także, że nie wrócił do niego żaden spośród około trzydziestu emisariuszy, których wysłano do króla Beli. Niektórzy zostali przechwyceni przez Rusinów, inni rzeczywiście dotarli na Węgry. Mongołowie zawsze zwracali wielką uwagę na to jak traktuje się ich posłów, dlatego oskarżenia Batu oznaczały, że Bela popełnił poważny błąd..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 212

"...Batu i Subedej musieli wziąć pod uwagę, że ich główne siły poruszające się w głąb Węgier mogą zostać zaatakowane z północy. W świetle stanu wzajemnych relacji pomiędzy Polską, Węgrami i Czechami prawdopodobieństwo nie było duże, lecz interwencja wspierana przez niemieckiego cesarza nie była niemożliwa. Aby zabezpieczyć się przed taką ewentualnością i chronić północną flankę głównych sił, konieczny był jednoczesny atak na Polskę. Subedej, będący autorem mongolskiego planu ataku, zastosował się w tym przypadku do jednej z zasad wyznawanych przez Czyngis-chana: ochrony zagrożonej flanki przez uderzenie wyprzedzające..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 212

"...Na przełomie 1240/1241 r. rozłożone między Bugiem, Stryjem, Dniestrem i Prypecią wojska tatarsko-mongolskie zostały podzielone na 4 armie. Trzy z nich miały różnymi drogami wtargnąć na Węgry i zejść się nad Dunajem, gdzie spodziewano się spotkać główne siły Beli IV, czwarta w sile około 20 tysięcy ludzi miała wyruszyć na Polskę. Na czele tej armii stanął Pajdar (Bajdar), syn chana ułusu turkiestańskiego Czagataja. W skład jej wchodzili głównie koczownicy pochodzenie tureckiego, a Mongołowie byli tylko oficerami, stąd wojska Pajdara można określić jako tatarskie..."


Fragment książki: Leszek Podhorodecki "TATARZY" s. 75

NAJAZD NA POLSKĘ 1240-1241

"...Już zapewne w styczniu 1241 r. wpadł do Polski oddział rozpoznawczy, który złupił Lublin i Zawichost, po czym wycofał się na wschód. W początku lutego uderzyły następne dwie watahy. Pierwsza zdobyła Sandomierz i koło wsi Tursko Wielkie, w pobliżu Połańca, rozbiła oddział rycerstwa krakowskiego, druga poszła na podległą Litwie północ i dotarła aż pod Słonim, Nowogródek i Pińsk. W początku marca runęły na Polskę główne siły Pajdara..."


Fragment książki: Leszek Podhorodecki "TATARZY" s. 75

"...Uderzenie Mongołów wyszło z okolic Halicza i Włodzimierza, gdzie Batu założył zimową kwaterę. Korpus północny, którego zadaniem był atak na Polskę, wyruszył już w pierwszych dniach lutego 1241 roku. Trzydziestoma tysiącami jazdy dowodzili Orda i Bajdar, przy czym ten ostatni znany jest w historii jako Peta. Prawdopodobnie korpus podzielony został na dwie kolumny. Podobno ta dowodzona przez Ordę wykonała szeroki marsz oskrzydlający po Mazowszu. Choć nie jest to niemożliwe, trzeba uznać, że było mało prawdopodobne. Uderzenie na północ miało na celu zabezpieczenie flanki sił głównych i nie istniała potrzeba, a nawet było to niewskazane, by dzielić dodatkowo siły mongolskie.


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 212-213

Bitwa pod Turskiem Wielkim luty 1241

"...Najważniejszą informacją wskazaną przez Kroniką Wielkopolską i Długosza było zniszczenie ziemi sandomierskiej i zdobycie ważnego grodu strzegącego przeprawy na Wiśle. W przeciwieństwie do autorów Rocznika kapituły gnieźnieńskiej i Kroniki Wielkopolskiej Długosz zna więcej szczegółów. Wówczas to „wojewoda krakowski Włodzimierz odbył we wsi Kalina zjazd rycerstwa i szlachty". Sprawował on naczelne dowództwo w imieniu nieobecnego księcia Henryka Pobożnego i małoletniego księcia Bolesława Wstydliwego. Siły krakowskie nie były zbyt duże. Mimo to wódz polski zachęcił „wszystkich do podjęcia zbliżającej się bitwy z Tatarami w obronie ojczyzny, żon i dzieci". Pod wsią Tursko Wielkie znowu w Popielec (13 II) „dopadł ich wojewoda krakowski Włodzimierz z pozostałymi rycerzami krakowskimi, nader jednak nielicznymi, ale zdecydowanymi zwyciężyć lub zginąć, a zaatakowawszy ich znienacka z największą odwagą, stacza z nimi bitwę".
W pierwszej fazie rycerze polscy rozbili Tatarów, ale „zaniedbując walkę, zbyt łapczywie zabiegali o łupy, utracili chwałę triumfu". Moment zachwiania Mongołów wykorzystali jeńcy uciekając do okolicznych lasów. Na łapczywości Polaków skorzystał przeciwnik przeprowadzając przegrupowanie i kontratakując. W efekcie uderzenia mongolskiego część rycerstwa zginęła, część zaś z wojewodą Włodzimierzem zbiegła z pola bitwy. Należy podkreślić, że oprócz Długosza jedynie bardzo późny V katalog biskupów krakowskich wymienia starcie pod miejscowością „Thursko".
Szukanie potwierdzenia informacji Długosza o bitwie pod Turskiem w V katalogu biskupów krakowskich powoduje pojawienie się kolejnej trudności. Część badaczy uznaje właśnie Długosza za autora V katalogu biskupów, część zaś (w tym wydawca V katalogu) nie przypisuje mu większej wiarygodności. Niektórzy historycy szukają więc śladów bitwy pod Turskiem Wielkim w relacji C. de Bridii: „Wielu (Mongołów) już na początku drogi poległo w bitwie, rozbitych przez Polaków z księstw krakowskiego i sandomierskiego. Ponieważ zaś zawiść stanowi podnietę dla wielu występków, Polacy opanowani przez próżność, nie pomnażali osiągniętego już sukcesu, lecz kierując się wyniosłą pogardą wzajemnie sobie zazdrościli, w rezultacie ponieśli z rąk Tatarów sromotną klęskę" .0 klęsce rycerzy krakowskich z powodu chęci zdobycia łupów wzmiankuje też Rocznik kapituły krakowskie , nie wymieniając jednak ani nazwy miejscowości, ani okoliczności, jakie doprowadziły do stoczenia bitwy. Przekazy są zgodne jedynie co do konfliktów wewnątrz obozu polskiego. Zauważmy natomiast, że bardzo wiarygodne źródło wyraźnie wymienia rycerstwo krakowskie i sandomierskie. Dla nas niewątpliwe są wówczas tylko walki na ziemi sandomierskiej i zdobycie jej głównego grodu..."


Fragment książki: Jerzy Maroń "LEGNICA 1241" s. 92-93

ozdoba
Bitwa pod Chmielnikiem 18 marzec 1241

"...Ordu posuwając się na Kraków natknął się na silne oddziały krakowskie wojewody Włodzimierza oraz sandomierskie wojewody Pakosława. Do bitwy doszło „o wschodzie słońca" 18 marca pod wsią Chmielnik. Mongołowie uszykowani byli zapewne głęboko w dwa lub trzy rzuty („ogromne oddziały"). Szyk wojska polskiego i jego liczebność nie są znane. Bitwa przebiegała w dwóch fazach. W pierwszej „walcząc bardzo dzielnie przez kilka godzin z pierwszym oddziałem Tatarów, położył [hufiec polski - J. M.] trupem co dzielniejszych Tatarów oraz tych, co przewodzili szeregom, i najpierw zmusił ich do ustąpienia z pola, potem do ucieczki. Gdy jednak Tatarzy z pierwszego oddziału z łatwością oddalili się po posiłki do drugiego, (ów) drugi oddział tatarski, w którym znajdowali się znakomitsi wojownicy, natychmiast podjął walkę i zaczął mocno tratować Polaków zmęczonych poprzednią walką lub rannych" . Jak widać, w opisie Długosza można dostrzec elementy taktyki tatarskiej: „ucieczka" awangardy i atak silnych odwodów po rozluźnieniu ugrupowania polskiego. Uderzający odwód mongolski doprowadził do oskrzydlenia Polaków i zadania im morderczych strat. Zginęli wszyscy wyżsi dowódcy, z wyjątkiem Pakosława, oraz wielu wybitniejszych rycerzy: Krystyn Sułkowic, Wojciech Stępowic, Mikołaj Witowie, Sulisław. Należy jednak pamiętać, że wszystkie bitwy w 1241 r. opisane przez Długosza mają ten sam charakter - po początkowym sukcesie strona polska jest atakowana przez przeważające siły mongolskie. Bitwę pod Chmielnikiem (ale tylko fakt starcia) poza Długoszem wymienia bardzo późny, a przypuszczalnie nawet przejmujący informacje od polskiego dziejopisa Rocznik Śląski Kompilowany. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy o tej właśnie bitwie donosi cytowany wyżej fragment Historii Tatarów. Za Chmielnikiem świadczyłby passus o udziale rycerstwa sandomierskiego i krakowskiego, przeciw fakt, że rycerstwo krakowskie już raz miało ponieść znaczne straty w boju pod Turskiem, a także możliwość mobilizacji rycerstwa na po raz trzeci niszczonej przez Mongołów ziemi sandomierskiej. Zauważmy, że po ciężkiej dla obu stron bitwie pod Turskiem wojewodowie krakowski i sandomierski nie przeprowadzili dokładnego rozpoznania prawego brzegu Wisły. Sprzeczności w przekazie Długosza oraz lakoniczność bardziej wiarygodnych źródeł zmuszają do uznania jedynie faktu ciężkich walk w Sandomierskiem w lutym - marcu 1241 r. ..."


Fragment książki: Jerzy Maroń "LEGNICA 1241" s. 95-96

ozdoba

"...Pod Chmielnikiem, Szydłowcem i Tarczkiem wojska Pajdara pokonały rycerstwo sandomierskie i krakowskie, zajęły i spustoszyły opuszczony przez ludność Kraków. „Większa część wojska w boju chwalebną śmiercią za wiarę i ojczyznę poległa - zapisał Długosz. - Zginęli wtedy młodzieńcy i rycerze dzielni, z wielu innymi, którzy po bohatersku walczyli, a których męstwo i wytrwałość wszyscy Polacy wspominać i wysławiać powinni"..."


Fragment książki: Leszek Podhorodecki "TATARZY" s. 75

"...Zwycięzcy Mongołowie dotarli do Krakowa i zajęli opuszczone przez mieszkańców miasto. [...] Pragnąc usunąć tę niejasność poprawiano fragment tekstu Długosza mówiący o zajęciu podwawelskiego grodu z in die Cinerum (Popielec) na in die Veneris (pierwszy piątek po bitwie 22 marca) lub na in die Palmarium (Niedziela Palmowa, czyli 24 marca). Ponieważ do 31 marca musiał upłynąć jeszcze tydzień, historycy odczytywali tekst źródła zamiast die festo Paschae (Niedziela Wielkanocna) die florido Paschae, czyli Niedziela Palmowa (24 marca). Zgadzał się wówczas dzień zajęcia Krakowa z dniem spalenia. [...] spalenie miasta nastąpiło w trzy dni po jego opanowaniu. Wolne tempo marszu Mongołów spod Chmielnika tłumaczy się rabunkami gęsto zamieszkanych terenów. Kolejną kłopotliwą kwestią jest problem zajęcia przez Ordu całego Krakowa.
Długosz co prawda twierdzi, że „choć Tatarzy usiłowali zdobyć położony wówczas poza murami kościół św. Andrzeja - w przekonaniu, że zniesiono cały majątek i zasoby miasta - w którym schroniła się wielka liczba ludzi biednych i chorych z dziećmi, tłumokami i majątkiem, Polacy jednak bronili wymienionego kościoła z wielkim wysiłkiem i odwagą, a zabiwszy z góry wielu Tatarów i udaremniwszy przedsięwzięcie, zmusili ich do odstąpienia od oblężenia tegoż kościoła". Ostatnio zwrócono słusznie uwagę, że kubatura kościoła św. Andrzeja nie pozwala na pomieszczenie przez dłuższy czas nawet niewielkiej załogi, nie mówiąc już o większej liczbie ludzi. Czy dowodzi to zajęcia przez Mongołów jedynie przedmieść Krakowa? Czy też pomieszania przez Długosza kościoła św. Andrzeja z umocnionym przedmieściem Okół? Czy wreszcie, co chyba najbardziej prawdopodobne, informacja Długoszowa to kolejny legendarny epizod wymyślony i przekręcony przez naszego dziejopisa?..."


Fragment książki: Jerzy Maroń "LEGNICA 1241" s. 96-97

"...Posuwając się dalej na zachód mongolskie zagony dotarły do Opola, gdzie zmuszono do odwrotu oddziały Mieszka II Otyłego. Zwycięska armia przekroczyła następnie Odrę w okolicach Raciborza. Miasto podpalili sami mieszkańcy, którzy nie chcieli oddać go w ręce barbarzyńców. W ręce Mongołów wpadł także Wrocław, chociaż nie cały, bo obrońcy zebrali się w zamku i postanowili nie oddać tanio swojej skóry. Kiedy pierwszy szturm zamku nie powiódł się, Mongołowie postanowili nie marnować czasu na oblężenie. Ominęli zamek i ruszyli dalej na zachód..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 213

"...Mongołowie po przybyciu pod Wrocław 7 kwietnia zostali do pewnego stopnia zaskoczeni. Miasto było przezornie spalone przez załogę grodu, „żeby Tatarzy nie mogli zawładnąć jego domami i chlubić się jego spaleniem albo urządzić tam postoju. Tatarzy zaś zastawszy miasto spalone i ogołocone zarówno z ludzi, jak z jakiegokolwiek majątku, oblegują zamek wrocławski. Lecz gdy przez kilka dni przeciągają oblężenie, nie usiłując zdobyć, brat Czesław [...] modlitwą ze łzami wzniesioną do Boga odparł oblężenie. Kiedy bowiem trwał w modlitwie, ognisty słup zstąpił z nieba nad jego głowę i oświetlił niewypowiedzianie oślepiającym blaskiem całą okolicę [...] Pod wpływem tego niezwykłego zjawiska serca Tatarów ogarnął strach i osłupienie do tego stopnia, że zaniechawszy oblężenia, uciekli raczej, niż odeszli"
. Dziwne to musiało być oblężenie, skoro oblegający nie dążyli do zdobycia grodu. Tę sprzeczność w opowieści Długosza próbuje się wyjaśnić pobytem pod Wrocławiem jedynie zwiadowców mongolskich. Wydaje się to logiczne, niemniej jednak ostatnio dzięki Tomaszowi Jasińskiemu okazało się, że Tatarów pod Wrocławiem wcale nie było. Ta teza oparta na dodatkowych badaniach nad rękopisem Długosza usuwa kolejne niezrozumiałe twierdzenie krakowskiego historyka: „Tymczasem Tatarzy, którzy podążyli na Kujawy, spotkali się z tymi, co przybywali z Krakowa, w okolicy Wrocławia w Poniedziałek Wielkanocny" (1 IV), będące powtórzeniem wydarzeń krakowskich..."


Fragment książki: Jerzy Maroń "LEGNICA 1241" s. 99

Bitwa pod Legnicą 9 kwiecień 1241

"...Skład armii Henryka Pobożnego znamy jedynie z przekazu Długosza: „Książę wrocławski Henryk, żywiąc niewzruszoną nadzieję zwycięstwa nad Tatarami, powołał pod broń z Wielkopolski i Śląska zarówno rycerzy i giermków, jak i wieśniaków i chłopów, a niektórych zaciągnął za wynagrodzeniem w pieniądzach. Przyłączyło się do niego wielu ochotników i krzyżowców Książę opolski Mieczysław, także margrabia Moraw Bolesław, syn wygnańca Dypolda i rodzony siostrzeniec Henryka Brodatego noszący przydomek Szepiołka, ze swoimi rycerzami, wreszcie Poppo z Osterny, wielki mistrz Zakonu Krzyżackiego z Prus.
Według Długosza Henryk podzielił tę pstrokatą armię „na cztery oddziały. Pierwszy oddział stanowili krzyżowcy i mówiący różnymi językami ochotnicy zebrani spośród różnych narodowości. Dla ich uzupełnienia, żeby szyki były bardziej zwarte, ponieważ nie wystarczali obcy żołnierze, dołączono kopaczy złota z miasta Złota Góra (Złotoryja). Dowodził nimi syn margrabiego Moraw, Bolesław. Drugi (oddział stanowili) rycerze krakowscy i wielkopolscy, którymi dowodził brat nieżyjącego wojewody krakowskiego Włodzimierza, Sulisław. Trzeci (oddział tworzyli) rycerze z Opola. Przewodził im książę opolski, Mieczysław, czwarty (stanowił) Poppo z Osterny, wielki mistrz z Prus z braćmi i swoim rycerstwem. Piątym dowodził sam książę Henryk. Byli w nim śląscy i wrocławscy giermkowie, lepsi i znaczniejsi rycerze z Wielkopolski i Śląska oraz niewielka liczba innych najętych za żołdem".
W relacji Długosza istnieje sprzeczność. Omawiając skład armii książęcej pisze on o podziale na cztery hufce, przechodząc zaś do dokładniejszego opisu wymienia pięć hufców Henryka. Przez wiele lat w historiografii bitwy opierającej się na tym opisie funkcjonował podział armii Henryka na pięć oddziałów. Dopiero badania Gerarda Labudy doprowadziły do ustalenia podziału wojska na cztery hufce. Hufiec piąty - Poppo von Osterny - został przez Długosza dopisany do istniejącego już fragmentu. Labuda ustalił ponadto, że Długosz tę informację zaczerpnął ze źródeł krzyżackich, w których z racji propagandowych umieszczano osobę Poppo von Osterny w szeregach uczestników bitwy. Tym samym wyjaśniona została więc zagadka „obecności" Poppo von Osterny i krzyżaków w legnickim starciu. Wyniki prac Labudy dowodzą absencji wojsk Zakonu Najświętszej Marii Panny pod Legnicą.
[...]
Bitwę rozpoczęła strona polska: „Pierwsze wszczęło walkę wojsko złożone z krzyżowców, ochotników i kopaczy złota. Obie strony zwarły się w ostrym natarciu. Krzyżowcy i obcy rycerze rozbili kopiami pierwsze szeregi Tatarów i posuwali się naprzód. Ale kiedy zaczęto walczyć wręcz na miecze, łucznicy tatarscy tak otoczyli ze wszech stron oddział krzyżowców i cudzoziemskich rycerzy, że inne oddziały polskie nie mogły mu przyjść z pomocą bez narażenia się na niebezpieczeństwo. Zachwiał się wreszcie i legł pod gradem strzał, podobnie jak delikatne kłosy zbite gradem (bo wielu w nim było nie osłoniętych i nic opancerzonych). A kiedy padli tam syn Dypolda [..,] i inni rycerze z pierwszych szeregów, pozostali, których również przerzedziły strzały tatarskie, cofnęli się do oddziałów polskich".
[...]
Druga faza bitwy miała przebieg znacznie bardziej dramatyczny: „dwa oddziały rycerza Sulisława oraz księcia opolskiego Mieczysława podejmują walkę, którą byłyby stoczyły szczęśliwie i wytrwale z trzema oddziałami Tatarów podstawiających zdrowych żołnierzy w miejsce rannych i byłyby zadały Tatarom dotkliwą klęskę, ponieważ były zabezpieczone od strzał tatarskich przez osłaniających je polskich kuszników. Szyki tatarskie najpierw musiały się cofnąć, a wkrótce, kiedy Polacy natarli silniej na przerażonych - uciekać. Tymczasem ktoś z oddziałów tatarskich, nie wiadomo czy ruskiego, czy tatarskiego pochodzenia, biegając bardzo szybko tu i tam, między jednym a drugim wojskiem krzyczał okropnie, zwracając do obu wojsk sprzeczne ze sobą słowa zachęty. Wołał bowiem po polsku: »Biegajcie, biegajcie«, to znaczy: »Uciekajcie, uciekajcie«, wprawiając Polaków w przerażenie, po tatarsku zaś zachęcał Tatarów do walki i wytrwania".
Nie sposób odmówić kanonikowi zdolności oddania dramatyzmu walki. Do akcji wchodzą dwa polskie hufce (siły główne?) spychając pod osłoną kuszników kawalerię mongolską. Tryb wprowadzenia tych oddziałów odpowiada receptom zalecanym przez Jana di Piano Carpiniego: „Wszyscy natomiast, którzy chcą z nimi walczyć, powinni mieć następującą broń: dobre i mocne łuki, kusze, których bardzo się (Tatarzy) obawiają, i wystarczającą liczbę strzał oraz dobrą okszę z dobrego żelaza albo siekierę z długim trzonem".
W momencie gdy starcie doszło do punktu kulminacyjnego pojawił się „dywersant" ruski lub tatarski. Podziwiać należy siłę jego głosu, gdyż w bitewnym zgiełku potrafił on jednocześnie nawoływać obie strony tak przekonująco, że „na to wołanie książę opolski Mieczysław, przekonany, że to nie krzyk wroga, ale swojego i przyjaciela, którym powoduje współczucie, a nie podstęp, zaniechawszy walki, uciekł i pociągnął do ucieczki wielką liczbę żołnierzy, zwłaszcza tych, którzy mu podlegali w trzecim oddziale".
Ucieczka Opolan doprowadziła do kryzysu w bitwie. Książę Henryk, kiedy „zobaczył to na własne oczy i gdy mu o tym donieśli inni, zaczął wzdymać i lamentować, mówiąc: »Górze nam się stało«, to znaczy: spadło na nas wielkie nieszczęście. Nie przerażony jednak zupełnie ucieczką Mieczysława i ludzi z jego oddziału, prowadzi do walki swój czwarty szyk, złożony z najlepszych i najdzielniejszych wojowników. Trzy oddziały tatarskie, pokonane i rozbite przez dwa poprzednio (wspomniane) hufce polskie, jak może najmocniej gromi, kładzie trupem i zmusza do ucieczki". W lukę (?) po hufcu Mieszka polski wódz wprowadził swój odwód. Świadczyłoby to o kontrolowaniu przez Henryka przebiegu bitwy oraz o kolumnowym ustawieniu sił polskich. W dziele Długosza zapisane zostało zdanie „Górze nam się stało". Gdyby uznać ten fragment za wiarygodny, byłoby to pierwsze zdanie zapisane w języku polskim. Uderzenie odwodowego hufca doprowadziło do zmieszania się armii mongolskiej. Wtedy wódz nieprzyjacielski rzucił się do walki „większy od wszystkich trzech oddział Tatarów". Zastanawiające jest, dlaczego Ordu nie zdecydował się wówczas na pozorowaną ucieczkę. Długosz twierdzi, że atak tego oddziału nie spowodował ustąpienia Polaków, którzy nawet „usiłowali kusić się o zwycięstwo, przez jakiś czas trwała zażarta walka między obydwoma wojskami". Wówczas doszło do użycia niekonwencjonalnej broni mongolskiej: „Była w wojsku tatarskim wśród innych chorągwi jedna olbrzymia, na której widniał wymalowany taki znak X. Na szczycie zaś drzewca tej chorągwi była podobizna wstrętnej, czarnej głowy z podbródkiem okrytym zarostem. Kiedy Tatarzy cofnęli się o jedno staje i skłaniali się do ucieczki, chorąży tego sztandaru zaczął, jak mógł najsilniej, potrząsać głową, która sterczała wysoko na drzewcu. Buchnęła z niej natychmiast i rozeszła się nad całym wojskiem polskim para, dym i mgła o tak cuchnącym odorze, że z powodu okropnego i nieznośnego smrodu walczący Polacy niemal omdleni i ledwie żywi osłabli i stali się niezdolni do walki. Wiadomo, że Tatarzy od początku swego istnienia aż do chwili obecnej stosowali zawsze w wojnach i poza nimi sztukę i umiejętność przepowiadania, wróżenia, wieszczenia i czarowania i że stosowali ją także w walce prowadzonej wówczas z Polakami. I nie ma wśród barbarzyńskich narodów drugiego, który by więcej wierzył w swoje wróżby, wieszczenia i czary, gdy trzeba podjąć jakieś działanie. Przeto wojsko tatarskie, zdając sobie sprawę, że zwycięskich już niemal Polaków pod wpływem mgły, dymu i smrodu ogarnął wielki strach i jakby zwątpienie, podniósłszy straszny krzyk, zwraca się przeciw Polakom, a rozbiwszy ich szeregi, które dotąd były zwarte, wśród ogromnej rzezi, w której chwalebnie poległ syn margrabiego Moraw Dypolda, książę Bolesław, zwany Szepiołka, z wieloma innymi rycerzami, a mistrz krzyżacki z Prus Poppo wraz ze swoimi doznał wielkiej klęski, zmusza pozostały oddział Polaków do ucieczki".
[...]
Bitwa dogasała. Większość wojska uciekła. Po raz drugi poległ Bolesław Dypoldowic. Jedynie wokół księcia walczyły jeszcze dzielnie niedobitki: „Sulisław, wojewoda głogowski Klemens, Konrad Konradowie i Jan Iwanowic". Ten ostami pragnąc pomóc księciu w ucieczce „przedarłszy się przez szyki bojowe wrogów przyprowadził księciu świeżego konia, otrzymanego od książęcego pokojowca Rościsława". Na tym chwalebnym czynie rola Jana Iwanowica się nie skończyła: „Torował drogę (księciu) wśród wrogów". Niestety, sam Jan Iwanowic został ranny, a księcia „po raz trzeci otoczyli Tatarzy". Sam bohaterski rycerz „mimo 12 ran, które mu zadano, natarł na swych prześladowców, (owych) dziewięciu Tatarów, gdy zatrzymali się dla wytchnienia w pewnej wsi oddalonej o milę od pola bitwy, i ośmiu z nich położył trupem, a dziewiątego zachował jako jeńca.
[...]
W innych przekazach znajdujemy niewiele informacji o przebiegu bitwy. Historia Tatarów lakonicznie stwierdza; „Tatarzy posuwając się dalej w kierunku Śląska starli się w bitwie z Henrykiem, w owym czasie najbardziej chrześcijańskim księciem tych ziem. Otóż w chwili, gdy, jak sami przedstawili to bratu Benedyktowi, pragnęli odstąpić z pola bitwy, raptem, zupełnie nieoczekiwanie szyki chrześcijan zwróciły się do ucieczki". Również o ucieczce z pola bitwy informuje Rocznik Śląski Kompilowany: „Doszło tam (tj. w rejonie Legnicy) do nadzwyczaj ciężkiej bitwy, w której u boku Polaków walczyli też krzyżowcy (ostatecznie) wojsko książęce rzuciło się do ucieczki, ścigane przez zwycięskich pogan".
Oba te źródła, choć różnej wartości, wskazują na wyrównany przebieg zmagań bitwy oraz na ucieczkę hufców Henryka Pobożnego. Inny ze współczesnych wydarzeniom świadek Wacław I, król czeski, uważał początkowo, że Henryk Pobożny zginął w czasie oblężenia Legnicy. Jak widać, źródła powstałe szybko po bitwie przynoszą nikłe informacje o przebiegu starcia. Znane są jedynie okoliczności śmierci księcia polskiego, którego Tatarzy po wzięciu do niewoli ograbili „doszczętnie (i) kazali mu uklęknąć do egzekucji przed zwłokami księcia zabitego uprzednio w Sandomierzu. Głowę jego dostarczyli przez Morawy na Węgry dla Batu, po czym rzucili na stos innych głów". Nie próbowali nawet zdobywać legnickiego grodu, ograniczając się tylko do próby zastraszenia załogi..."


Fragment książki: Jerzy Maroń "LEGNICA 1241" s. 103-111



"...Najeźdźcy połączyli się pod Wrocławiem i uderzyli na zgrupowane pod Legnicą wojska księcia Henryka Pobożnego - śląskie, małopolskie i wielkopolskie, wzmocnione niewielkim oddziałem Morawian, krzyżaków i okolicznymi chłopami. 9 kwietnia 1241 r. na polach legnickich rozegrała się sławna bitwa.
Z powodu ciasnoty miejsca ograniczonego rzeką i dwoma strumieniami Tatarzy nie mogli wykorzystać swej dwukrotnej przewagi liczebnej i oskrzydlić przeciwnika, dlatego zastosowali wypróbowaną taktykę wywabiania z szyku poszczególnych hufców. Najpierw uderzyli więc na prawoskrzydłowy oddział margrabiego morawskiego Bolka, a odparci udali ucieczkę. Nieświadomi tej taktyki rycerze morawscy ruszyli w pogoń i wkrótce zostali otoczeni i wycięci. Teraz uderzyli gwałtownie Polacy i Tatarzy znowu poczęli się cofać, by wprowadzić hufce księcia Henryka na ukryte w tyle odwody. Gwałtowne uderzenie zamaskowanej dotąd ciężkiej jazdy Pajdara złamało oddział księcia raciborskiego Mieszka.

- Biegajcie! Biegajcie! (Uciekajcie) - wołał jakiś jeździec, przejeżdżając przed szykami polskimi, zapewne nasłany przez Tatarów dywersant.

Rozbity hufiec raciborski rzucił się do ucieczki, a przez ową lukę wlała się natychmiast fala nieprzyjacielskich wojowników. Wtedy Henryk Pobożny ruszył do walki swój ciężkozbrojny hufiec, złożony z najprzedniejszych rycerzy. Potężne uderzenie zmiotło jazdę tatarską i doprowadziło do zamknięcia niebezpiecznej luki. Gdy zachęcone powodzeniem rycerstwo ze zdwojoną energią ruszyło do ataku, gęsty, śmierdzący dym, wypuszczony przez nieznane machiny, oślepił rycerzy i spłoszył konie. Na zdezorientowanych rzucili się ponownie Tatarzy.
Posłany w bój przez Pajdara ciężkozbrojny oddział wyszedł na tyły wojsk polskich. Otoczeni zewsząd polscy rycerze bohatersko walczyli do końca. Henryk Pobożny usiłował przebić się ze swym pocztem, a gdy zabito pod nim konia, przesiadł się na drugiego i ruszył do walki. W chwili gdy wznosił miecz do cięcia, otrzymał silny cios włócznią. Osunął się z konia, a jakiś Tatar obciął mu głowę i zatknąwszy na drzewcu swej włóczni, z triumfem obwoził po pobojowisku.
Tylko garść Polaków uratowała się z pogromu i uszła do Legnicy. Najeźdźcy jednak ponieśli również wielkie straty. Po bitwie Pajdar wysłał podjazdy aż do Saksonii, sam z głównymi siłami splądrował Łużyce, a następnie skierował się na Morawy. Zanim armia króla Wacława zdążyła przyjść z odsieczą, koczownicy uszli już nad Dunaj, pozostawiając po sobie ruiny i zgliszcza.


Fragment książki: Leszek Podhorodecki "TATARZY" s. 75-77

ozdoba

"...Wciągu miesiąca Mongołowie pokonali 650 kilometrów, zdobyli cztery wielkie miasta i podbili państwo. Bitwa pod Legnicą była katastrofą, która zmroziła Europę Zachodnią. Na miejscu, gdzie odnaleziono Henryka, wyrósł kościół, przy nim zaś w XVIII wieku wybudowano klasztor benedyktyński. Kościół, pełniący również funkcję muzeum bitwy, odrestaurowano w 750. rocznicę ku ski, w 1991 roku. Dziś stanowi popularną atrakcję turystyczną..."


Fragment książki: John Man "CZYNGIS-CHAN" s. 195-196

"...Po sukcesie pod Legnicą Mongołowie podążyli w kierunku Otmuchowa. Przebywali tam ok. dwóch tygodni. Pozycja otmuchowska umożliwiała im szachowanie silnej armii czeskiej znajdującej się na pograniczu śląsko-łużyckim. Wokół głównego obozu buszowały zapewne wydzielone oddziały mongolskie, z których jeden być może zapędził się aż do Łuźyc. Z rejonu Otmuchowa w końcu kwietnia Ordu przesunął swe siły na Morawy, a następnie do głównej armii na Węgrzech. Kampania w Polsce dobiegła końca..."


Fragment książki: Jerzy Maroń "LEGNICA 1241" s. 111

"...Kłodzko oparło się Mongołom, którzy zrozumieli, iż wąskie górskie przełęcze czynią ich bardzo podatnymi na niespodziewane ataki armii czeskiej. Orda i Bajdar przez dwa tygodnie po bitwie pod Legnicą przebywali w okolicach Otmuchowa, a w maju 1241 roku ruszyli na Morawy, gdzie splądrowali kilka mniejszych, niebronionych miast. Kiedy próba zajęcia Ołomuńca zakończyła się niepowodzeniem, Mongołowie ruszyli przez Brno na Węgry, by połączyć się z głównymi siłami Batu. Chociaż większa część Czech nie ucierpiała w wyniku najazdu Mongołów, mieszkańcy Moraw nie mieli tyle szczęścia. Zniszczenia w Polsce, na Śląsku i na Morawach były ogromne..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 214

NAJAZD NA WĘGRY 1241

"...Główne siły mongolskie pod dowództwem Batu, z towarzyszącymi mu Siibedejem i Borołdajem przeszły przez przełęcz na południe od Halicza 11 marca 1241 roku, a następnie skierowały się dalej na południe pomiędzy Użhorodem i Mukaczewem. W tym miejscu drogę Mongołom zastąpiła wielka armia węgierska, którą pobito 12 marca. Mongołowie zdobyli wielu jeńców, których mogli użyć w roli „mięsa armatniego" przed swoimi oddziałami. 15 marca Batu i Siibedej dotarli do Dunaju i rozłożyli obóz pod murami Pesztu. Król Bela IV gromadził swoją armię na zachodnim brzegu rzeki. Prawdopodobnie nie udało mu się zebrać wszystkich dostępnych oddziałów, dlatego nie próbował atakować Batu, który wtedy jeszcze nie połączył się z Szejbanem..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 215

"...Północnym korpusem armii skierowanej na Węgry dowodził Szejban. Droga jego oddziałów wiodła wzdłuż Wisły przez Przełęcz Jabłonkowską ku dorzeczu rzeki Wag i innych rzek morawskich. Szejban otrzymał rozkazy jak najszybszego połączenia się z siłami głównymi Batu i dotarcia do Pesztu równocześnie z głównodowodzącym Mongołów. Dlatego podczas tego rajdu miasta zostawiano w spokoju. Korpus Szejbana poruszał się z ogromną jak na owe czasy prędkością, pokonując codziennie około siedemdziesięciu pięciu kilometrów. 17 marca Szejban dotarł do Dunaju, wychodząc nad brzeg rzeki w pobliżu miasta Vac. Po zajęciu miasta szturmem, Szejban zajął pozycję na północnym wschodzie od Batu..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 215

"...Korpus dowodzony przez Kaadana poruszał się na lewej flance sił głównych Batu, penetrując w drodze na Węgry Mołdawię i Transylwanię. Zadaniem jego sił było zabezpieczenie południowej flanki mongolskiej oraz przeprowadzenie rozpoznania tej, nieznanej dotąd, części kontynentu. W pewnym momencie korpus południowy podzielił się na dwie niezależne grupy. Kaadan zajął miasta Bistrita oraz Wielki Waradyn (obecnie Oradea), a następnie skierował się w stronę rzeki Keresz. Bochek podążył na południe przez stare niemieckie osady w okolicach Hermannstadt i Weissenburg (obecnie Sybin i Alba Iulia) aż do rzeki Marusza. Bardzo ucierpiały przy tym okoliczne miasta — przede wszystkim Arad i Szeged. Oddziały dowodzone przez Kaadana i Bocheka dopuszczały się wielu okrucieństw, mordując wielu mieszkańców terenów, przez które prowadziła droga południowego korpusu wojsk mongolskich.


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 215

"...Kiedy armia mongolska zmierzała do Pesztu, Węgrzy wystąpili przeciwko Kumanom. Jednym z powodów ich działań był fakt, że przybysze z ruskich stepów nie wykazywali wiele szacunku poddanym króla węgierskiego, który udzielił im schronienia. Węgrzy mieli też prawo przypuszczać, iż Kumani walczyli u boku Mongołów podczas ich potyczek z Madziarami. Była to w dużej mierze prawda, bo podbite przez Mongołów plemiona miały obowiązek zasilania armii chana i brania udziału w bitwach. Węgrzy nigdy nie byli przyjaźnie nastawieni do Kumanów i podejrzewając ich o zdradę, zaatakowali kwaterę Chotana. Przywódca Kumanów i wielu jego współplemieńców zostało zamordowanych. Po tym incydencie pozostali przy życiu Kumani uciekli na południe, nie rezygnując jednak z zemsty. Ich drogę znaczyły ślady krwi Węgrów..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 216

"...Bela zdołał wreszcie zgromadzić armię w Peszcie (wówczas jeszcze niepołączonym z Budą), na wschodnim brzegu Dunaju. Jak zwykle wystosowana propozycja kapitulacji została odrzucona (co dziwne, mongolski poseł był mówiącym po węgiersku Anglikiem [...]). Batu i Subedej wstrzymali się. Stali w obliczu silnej armii, wspartej przez Dunaj i stolicę, z szansami na posiłki. Nie dotarły do nich jeszcze wieści z Polski. Subedej był jednak geniuszem. Posiadał między innymi umiejętność staczania bitew tylko wtedy, gdy wygrana była pewna. Wycofał więc całą armię na wschód. Przez sześć dni, staczając potyczki, maszerował przez stepy, odcinając Belę od Dunaju i pomocy..."


Fragment książki: John Man "CZYNGIS-CHAN" s. 196

Bitwa na równinie Mohi 11 kwiecień 1241 roku

"...Trzy armie tatarsko-mongolskie spotkały się pod Pesztem, na wschodnim brzegu Dunaju. Wzmocniona rycerzami z wielu państw Europy armia Beli IV stała pod Budą, na zachodnim brzegu, część oddziałów węgierskich znajdowała się również po drugiej stronie i zagrażała tyłom oraz skrzydłom najeźdźców..."


Fragment książki: Leszek Podhorodecki "TATARZY" s. 77

Batu i Subedej uznali, że aktualny układ sił nad brzegami Dunaju uniemożliwia im wykorzystanie wszystkich atutów armii mongolskiej i, w całkowitej zgodzie z preferowanymi zasadami walki plemion koczowniczych, rozpoczęli powolny odwrót na wschód. Król Bela rozpoczął pościg. Dowódcy mongolscy znaleźli dobre miejsce do decydującej bitwy — na lewym brzegu rzeki Hernad wpływającej do Sajó. Król Bela zatrzymał się na równinie Mohi, na południowym wschodzie od pozycji Batu. I tu okazało się, jak kiepskim dowódcą jest węgierski władca. Pozwolił on oddziałom, liczącym łącznie około sześćdziesięciu pięciu tysięcy zbrojnych, rozłożyć się obozem na obszarze, który był dla nich o wiele za mały. Co więcej, wojska zamknięto okręgiem powstałym ze spiętych łańcuchami i linami wozów taboru, który miał stanowić ufortyfikowaną pozycję obrony. Król Bela nie zdawał sobie sprawy, że w ten sposób ogranicza swoim wojskom pole manewru. Tak właśnie wyglądała sytuacja obu wielkich armii wieczorem 10 kwietnia 1241 roku..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 216

"...Na podstawie drogi marszu korpusu mongolskiego dowodzonego przez Kaadana i Bocheka można dojść do wniosku, że oddziały lewej flanki nie zdążyły połączyć się z siłami głównymi Batu przed bitwą na równinie Mohi. Węgrzy mieli więc przewagę liczebną, ale znajdowali się w gorszym położeniu z powodu niedoświadczenia dowódców armii. Ponadto armia węgierska nie mogła równać się z Mongołami, jeśli chodzi o dyscyplinę i waleczność poszczególnych oddziałów.
Wieczorem 10 kwietnia do obozu węgierskiego trafił ruski dezerter z armii chana, informując króla, iż Batu i Subedej zamierzają rozpocząć działania jeszcze tej nocy. I znów dał o sobie znać brak doświadczenia wojennego i bezmyślność króla, który nie podjął żadnych działań i pozostawił swoje wojska zbite na małej przestrzeni, zamknięte w okręgu z wozów. Mongołowie rzeczywiście rozpoczęli akcję w nocy. Batu z synem o imieniu Szejban podążył na północ, przekroczył Hernad i Sajó. Subedej i Borołdaj przeszli przez bród na rzece Sajó na wschód od miejsca, w którym wpada do rzeki Hernad. Tam oczekiwali na wynik działań Batu, którego próba przejścia po moście na zachodni brzeg Sajó została odkryta. Węgrzy dowodzeni przez brata króla Beli, Kolomana odrzucili Mongołów na wschód i zabezpieczyli przeprawę na moście. Madziarzy cieszyli się z osiągniętego sukcesu. Batu próbował ponownie przedostać się na drugi brzeg rzeki w tym samym miejscu i to na nim przeciwnik skupił całą uwagę. Wszystko szło po myśli dowodzących armią mongolską, Batu i Subedeja. Ten drugi nie napotkawszy żadnego oporu przeszedł na drugi brzeg rzeki Sajó na południu i zbliżał się ku równinie Mohi. Armia węgierska została szybko otoczona i zamknięta w kręgu wozów, z którego nie było ucieczki. O poranku 11 kwietnia 1241 roku było już po bitwie. Stłoczeni na małym obszarze Węgrzy zrozumieli, że nie mają szans na zwycięstwo i wykorzystując przerwę pomiędzy otaczającymi ich oddziałami mongolskimi usiłowali uciec. Podstęp Mongołów udał się: lekka jazda wojowników ze stepów ścigała umykających Węgrów i ucieczka zmieniła się w rzeź. Zginęło wielu członków znacznych rodów węgierskich, jednak król i jego brat zdołali ujść śmierci (chociaż ciężko ranny Koloman zmarł jakiś czas po bitwie). Pięć dni po bitwie padł Peszt. Po splądrowaniu, miasto zostało podpalone przez Mongołów..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 216-217

ozdoba

"...W dunajskim porcie Peszt, zdobytym wciągu trzech dni, Mongołowie spalili klasztor dominikanów, zmasakrowali 10 000 ludzi szukających w nim schronienia i „zrzucili ciała wymordowanych na stos na brzegu rzeki", by zastraszyć tych po przeciwnej stronie. Autorem tego poruszającego opisu jest Roger ze Spoleto (Split), którego kronika jest głównym źródłem informacji na temat inwazji. Niektórzy Mongołowie, napisał Roger, „nadziewali małe dzieci na swe włócznie i nosili je na plecach niczym ryby na szpikulcach na nabrzeżach".


Fragment książki: John Man "CZYNGIS-CHAN" s. 197-198

"...Na przełomie lat 1241-1242 Mongołowie nie zapuszczali się na terytorium leżące na zachodnim brzegu Dunaju. Działo się tak po części dlatego, że szeroka rzeka stanowiła poważną przeszkodę. Ponadto, Mongołowie wykorzystali ten czas na reorganizację armii i odpoczynek. Mieszkańcy ziem zajętych przez Mongołów cierpieli nie mniej niż wcześniej podbita ludność Chin i Chorezmu. Wielu z nich zmuszano do udziału w szturmach na inne miasta. Szli w pierwszym szeregu atakujących albo byli mordowani. Mongołowie zachęcali tych, którzy uciekli ze swoich domów do powrotu i zebrania plonów. Kiedy zbiory były już bezpieczne, nic nie mogło powstrzymać najeźdźców od bezlitosnego plądrowania miast i wiosek. Ofiarami terroru były także kobiety i dzieci. Na podbitych terenach Mongołowie, jak zwykle zresztą, sformowali nowy rząd, którego głównym zadaniem było przygotowanie odpowiedniego zaopatrzenia dla armii..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 217-218

"...W czasie wyjątkowo surowej zimy na przełomie łat 1241-1242 zamarzł nawet Dunaj. Batu wykorzystał okazję i około Bożego Narodzenia 1241 roku armia mongolska przeszła po lodzie na drugi brzeg rzeki w okolicach Ostrzyhomia. Mongołowie nie cofnęli się nawet przed uderzeniem na Imperium Rzymskie Narodu Niemieckiego. W lipcu 1242 roku obiegli Neustadt leżący na południe od Wiednia. Jednocześnie Batu wysłał na południe Kaadana na czele jednego korpusu. Kaadan miał schwytać króla węgierskiego, który, na wieść o zbliżaniu się Mongołów, uciekł na wybrzeże Adriatyku. Kiedy stało się jasne, że nie jest bezpieczny nawet tam, Bela zebrał dwór i przeniósł się na jedną z wysp. Kaadan ścigał go aż do Spłitu, lecz nie podjął próby dostania się na wyspę. Zamiast tego skierował się na Słowenię, Chorwację i Bośnię. Mieszkańcy tych krajów na ogół nie ryzykowali kontaktu z budzącymi przerażenie najeźdźcami i uciekali w góry..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 218

"...W marcu 1242 roku do Mongołów operujących w Europie dotarta wieść o śmierci Ógodeja, który odszedł 11 grudnia 1241 roku. Była to niezwykle istotna informacja, bo zapobiegła dalszemu marszowi Mongołów na zachód. Potomkowie Czyngis-chana przebywający w Europie byli zainteresowani uczestnictwem w kurułtaju, na którym miała zapaść decyzja o wyborze nowego Wielkiego Chana. Z całą pewnością Batu [...] miał dobry powód, by powrócić do Mongolii przed zwołaniem kurułtaju..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 218

"...Kiedy zapadła decyzja o powrocie do Mongolii, Batu. Orda i Kaadan rozpoczęli odwrót pod koniec marca i na początku kwietnia 1242 roku. Każdy korpus wybierał własną drogę w zależności od miejsca, w którym aktualnie się znajdował. Mongołowie opuścili Węgry, by już nigdy tam nie wrócić. Batu pomaszerował wzdłuż Dunaju na Wołoszczyznę. Orda ruszyła na południowy wschód przez Transylwanię. Niektóre z miejscowości zamieszkałych przez poddanych cesarza niemieckiego bardzo ucierpiały podczas odwrotu Mongołów. Kaadan poprowadził swoje wojska przez Bośnię i Serbię do Bułgarii. I tu, w północnej części Półwyspu Bałkańskiego Mongołowie na wszelki opór odpowiadali terrorem, plądrując, grabiąc i paląc wiele miast i miasteczek. Wszystkie trzy korpusy połączyły się na Wołoszczyźnie. Wielkie ilości jeńców towarzyszących armii znacznie spowalniały jej marsz. Dlatego pewną liczbę ludzi puszczono wolno, pozwalając im na powrót w rodzinne strony. Kiedy jednak ludzie ci odeszli na pewną odległość, Batu wysłał oddziały lekkiej jazdy, która wycięła w pień wszystkich uwolnionych. Droga armii mongolskiej prowadziła przez stepy południowej Rusi, zatrzymując się na zimę 1242/1243 roku nad brzegami Wołgi w jej dolnym biegu. Armia Batu dotarła do Mongolii w 1243 roku, po kampanii trwającej łącznie siedem lat..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 219

"...Powracający z Węgier i Bałkanów Mongołowie nie ograniczyli się oczywiście wyłącznie do rozegnania oddziałów Rościsława Michajłowicza. Kronika halicko-wołyńska informuje, że w tym samym czasie u przebywającego w Chełmie Daniela zjawił się służący mu Połowczanin Aktai z niepokojącą informacją. Otóż Batu chan miał według słów posłańca wyprawić w celu znalezienia księcia ekspedycję zbrojną na czele z dwoma bagatyrami, Manganem i Bałajem. Dowiedziawszy się o tym Daniel zostawiwszy w Chełmie załogę wyjechał do Wasylka, wziąwszy ze sobą Cyryla nazwanego wówczas pierwszy raz metropolitą. [...]
Tymczasem odziały mongolskie wpadły na Zabuże, pustosząc je aż po Włodawę i znajdujące się w jej okolicach po obu stronach Bugu jeziora. Wówczas, jak sądzę, doszło do skutecznej obrony Chełma, wsławionej przez latopisarza Romanowiczów.
Według dobrze udokumentowanej opinii przedstawionej ostatnio przez W Nagirnego, wynikiem tej krótkiej kampanii było uznanie przez Daniela i Wasylka zwierzchnictwa mongolskiego z Wołynia..."


Fragment książki: Dariusz Dąbrowski "DANIEL ROMANOWICZ" s. 240-241

Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości