ozdoba

DŻEBE I SUBEDEJ W ZACHODNIEJ AZJI
1221-1223

ozdoba

W marcu 1220 roku Czyngis Chan rozpoczął oblężenie Samarkandy, stolicy państwa Muhammada II, władcy Imperium Chorezmijskiego. W związku z tym, że przed przybyciem Mongołów Muhammad II opuścił Samarkandę i uciekł na zachód, Czyngis Chan wysłał na nim w pościg swych dwóch wybornych generałów Dżebego i Subedeja.

Wiosną 1221 roku władca Chorezmu dręczony przez mongolskie oddziały schronił się na małej wyspie, położonej u wejścia do zatoki Morza Kaspijskiego Astrabad i tam schorowany zmarł.

Misja Dżebego i Subedeja dobiegła końca, wysłali więc posłów do Czyngis Chana w prośbą o zgodę na kontynuowanie kampanii przez rok lub dwa i powrót do Mongolii przez Kaukaz. W oczekiwaniu na odpowiedź rozpoczęli pustoszenie Azerbejdżanu i prowincji Irak-Ajemi.


Poniższe mapa i opis pochodzą z publikacji: David Nicolle "Bitwa nad Kałką 1223".

kampanie mongołów

"...Pierwszym miastem, które poczuło na sobie ciężką rękę Mongołów był Rej. Gród bez litości splądrowano, a część ludności poddano eksterminacji. Zachęceni przez Sunnitów Mongołowie zdobyli i zdewastowali Kum, jedno z największych miast Szyitów. Radość Sunnitów trwała jednak krótko, bo później przyszedł czas także na nich. Hamadan poddał się bez walki, ale jedyne co udało się przez to osiągnąć to powstrzymanie się Mongołów przed plądrowaniem miasta w zamian za okup. Następne w kolejce były Zandżan i Kazwin. Oba miasta ograbiono i częściowo zniszczono, przy czym duża część obywateli straciła życie. Ózbeg, atabeg Azerbejdżanu, mieszkający w Tabriz kupił nietykalność miasta w zamian za znaczną sumę pieniędzy i zapewnienie najeźdźcom ubrań oraz koni. Mongołowie maksymalnie wykorzystali umowę, powracając pod Tabriz kilkakrotnie..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 151

"...Spod Tabriz Mongołowie podążyli na północ, zatrzymując się na zimę w okolicach stepów Mugan, gdzie styczeń zazwyczaj jest wyjątkowo łagodny. W tym czasie nomadzi kurdyjscy i tureccy zeszli z pobliskich gór proponując Mongołom swoje usługi. Jako że w tym czasie plemiona te niewiele różniły się od mongolskich mieszkańców stepów i często parali się plądrowaniem i grabieżą pobliskich terenów, ich decyzja przyłączenia się do zwycięzców była zupełnie zrozumiała. Podczas pobytu na stepach Mugan Dżebe i Subedej skierowali swoją uwagę ku granicy z Gruzją. W styczniu i w lutym 1221 roku przeprowadzono rekonesans znad rzeki Kura. Mongołom nie chodziło o konfrontację z armią Królestwa Gruzji, lecz o łupy. Kurdowie i Turcy, którzy dołączyli do Mongołów tej zimy stanowili straż przednią armii. W obronie swojego królestwa stanął Jerzy III Lasza (1212-1223) na czele dziesięciotysięcznej armii. Do starcia doszło na południe od Tyflis (obecnie Tbilisi) i Gruzinom udało się zmusić Mongołów do wycofania się. Dżebe i Subedej rozpoczęli wojnę podjazdową, której celem było zmęczenie wojsk Jerzego III. Po pewnym czasie armia mongolska uderzyła z całą mocą i rozbiła wyczerpane wojska gruzińskie..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 151-152

"...W marcu 1221 roku dwaj mongolscy generałowie powrócili do Azerbejdżanu. Obiegli, a następnie zdobyli Maraghe, stosując przy tym typowe praktyki wykorzystania jeńców w roli mięsa armatniego. Miasto padło pod koniec marca, a wielu jego mieszkańców wymordowano. Dżebe i Subedej planowali uderzenie w kierunku Bagdadu, aby wzbogacić się dzięki okupowi kalifa Abbasydów. Gdyby zrealizowali ten plan, uderzenie Mongołów zakończyłoby się katastrofą dla kalifa, gdyż jego mała armia w tym czasie znajdowała się w północnej części prowincji Irak-Arabia i w żadnym wypadku nie mogłaby oprzeć się siłom Mongołów. Krzyżowcy, którzy w tym czasie właśnie zdobyli Damiettę, niewątpliwie wykorzystaliby problemy kalifa. Dżebe i Subedej zwrócili się jednak przeciwko Hamadanowi, który tym razem nie poddał się bez walki. Mieszkańcy miasta walczyli aż do gorzkiego końca i spowodowali znaczne straty w szeregach napastników, którzy nawet zastanawiali się nad możliwością przerwania oblężenia. Kiedy miasto wreszcie upadło, straszny los czekał wszystkich jego obrońców większość z nich wymordowano, a to co zostało z miasta, spalono na popiół..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 152

"...Niszcząc po drodze Ardabil, jesienią 1221 roku Mongołowie znów przekroczyli granicę z Gruzją. Król Jerzy III zdążył przez ten czas zgromadzić znaczną armię, którą skoncentrował w pobliżu Tyflisu. Mimo tego w listopadzie 1221 roku Mongołowie znów uderzyli na małe chrześcijańskie królestwo, kierując się wzdłuż brzegów rzeki Kura. Waleczni gruzińscy jeźdźcy stanęli do walki, lecz Subedej, udając ucieczkę wciągnął ich w zasadzkę przygotowaną przez Dżebego. Gruzini po raz kolejny zostali doszczętnie rozbici. Nieliczni, którym udało się ujść cało z pola bitwy szukali ratunku w Tyflisie. Mongołowie nie próbowali zajęcia miasta, lecz splądrowali południową część Gruzji, po czym skierowali się na wschód w stronę islamskiego państwa szyrwenszacha. Zdobyli i splądrowali miasto Szemacha, a następnie ruszyli na północ w stronę miasta Derbent..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 152

"...Po uzyskaniu zgody Czyngis-chana, Mongołowie opuścili krainę położoną na południe od Kaukazu. Nie musieli obawiać się, że zostawiają za plecami groźnego wroga po tym jak splądrowali Irak-Ajemi, Azerbejdżan oraz Gruzję i wymordowali wielu mieszkańców tych okolic. Z typową dla siebie pomysłowością i odwagą rozpoczęto trudną przeprawę przez Kaukaz. Kiedy Derbent odmówił otwarcia bram, Mongołowie obiecali, że zostawią miasto w spokoju, jeśli otrzymają pomoc przewodników, którzy przeprowadzą ich przez góry. Aby przewodnikom nie przyszedł do głowy jakiś szatański pomysł wyprowadzenia Mongołów na manowce, jednego z nich od razu skrócono o głowę. Taki los miał czekać każdego, kto próbowałby jakichś niecnych sztuczek. Schodząc z gór po północnych stokach Kaukazu, Mongołowie postawili po raz pierwszy stopę na kontynencie europejskim. Pierwszym krajem, który miał poznać do czego zdolni są dotąd nieznani barbarzyńcy ze stepów Mongolii, była Rosja..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 153

"...Podczas tej kampanii Mongołowie pochwycili pewną liczbę lokalnych przewodników, by przeprowadzili ich przez plątaninę łańcuchów Kaukazu. Niezrażeni zamordowaniem jednego spośród nich przewodnicy wiedli Mongołów coraz dalej. Góry zdawały się zamykać ich w swoim wnętrzu, wreszcie kolumny jeźdźców na koniach i wielbłądach zaczęły opuszczać Wąwóz Darialski. Co gorsza wszyscy przewodnicy zbiegli. W tym czasie wieści o nadciągających Mongołach dotarły do Połowców. Ci w odpowiedzi wysłali przeciw nim swoje wojska, które połączyły się z oddziałami Jasów zamieszkujących północne zbocza Kaukazu. Połączone siły zajęły pozycje nad rzek;} Terek, osłaniając miejsca, w których przełęcze kaukaskie wchodziły w doliny. Subedej i Dżebe znaleźli się teraz w bardzo groźnej sytuacji. Tkwiąc w wąskich górskich przełęczach, byli osaczeni przez wroga. Przewodnicy zbiegli, oni zaś znajdowali się w obcym dla siebie terenie, a naprzeciw nich stał przeciwnik przeważający liczebnie. Mongołowie nie mieli miejsca, by rozwinąć się do bitwy w typowy dla nich sposób, a ich znakomita jazda nie była w stanie wykorzystać wszystkich swoich możliwości. Nie dało się też obejść wrogich pozycji. Armia mongolska była zdana na łaskę nieprzyjaciela. Jedyną nadzieję dawało zmylenie go. Subedej i Dżebe wysłali posła do chanów połowieckich, by spróbować ich przekonać, że Mongołowie nie szukają walki, że są bardzo religijni, przeciwni rozlewowi krwi i chcą po prostu wracać do domu.
Słowom tym towarzyszyły hojne dary i osiągnęły one pożądany efekt. Połowcy dosiedli koni i ruszyli na północ, przez stepy, ku swoim siedzibom. Po ich odejściu Mongołowie zaatakowali jednak ich kaukaskich sprzymierzeńców, Jasów, Kosogów i Alanów, niszcząc ich zupełnie w stosunkowo łatwy sposób. Ruszyli potem po znajdujące się w lokalnych wioskach stada bydła i koni, pustosząc przy tym cały północny Kaukaz. Uzupełniwszy zapasy żywności, łamiąc układy, Mongołowie najechali terytorium Połowców - atak był nagły i nieoczekiwany, a Połowcy zostali pobici w wielkiej bitwie nad Donem oraz w kilku mniejszych potyczkach. Wielu spośród starszyzny połowieckiej zginęło, pozostali uciekli na zachód, za Dniepr..."


Fragment książki: David Nicolle "BITWA NAD KAŁKĄ 1223" s. 50-51

"...Na początku 1222 roku pewna część armii mongolskiej znalazła się na Krymie. Tutaj Mongołowie natknęli się na weneckie i genueńskie placówki handlowe. Splądrowano i spalono jedną z nich — Sudak, kontrolowaną przez genueńczyków. Pokonani Kipczacy wycofywali się w kierunku ziemi kijowskiej i halickiej, zabiegając o pomoc książąt ruskich..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 154-155

"...Mongołowie spędzili dobiegającą właśnie końca zimę na połowieckich stepach, ale najechali też bogaty Półwysep Krymski, plądrując zachodnioeuropejskie placówki handlowe i miasto Sudak (Sugdeja), które nominalnie należało do Republiki Genueńskiej. Subedej i Dżebe zdążyli też wzmocnić swe rozciągnięte i narażone na atak linie komunikacyjne łączące ich z głównymi silami przebywającymi w Transoksanii. Podczas marszu przez Iran i Kaukaz w latach 1221 i 1222 Mongołowie, jak to mieli w zwyczaju, rozlokowali wzdłuż trasy przemarszu szereg niewielkich oddziałów tworzących łańcuch posterunków, przez które konne sztafety przekazywały szybko i sprawnie rozkazy oraz wiadomości. Prędkość takiej komunikacji była zadziwiająca i sięgała niekiedy 600 km dziennie. Dzięki temu starszyzna mogła utrzymywać bezpośrednią łączność z Czyngis-chanem.
Nie jest do końca jasne, kiedy Subedej i Dżebe zawarli sojusz z Brodnikami zamieszkującymi brzegi Donu. Stało się to prawdopodobnie w latach 1222-1223. Brodnicy byli mówiącymi po słowiański! mieszkańcami pogranicza, prostymi wojownikami, którzy /biegli spod władzy ruskich kniaziów. Można ich zatem uznać za poprzedników późniejszych Kozaków. Podczas bitwy nad Kalką stali po stronie Mongołów..."


Fragment książki: David Nicolle "BITWA NAD KAŁKĄ 1223" s. 54

"...Jednak chan Kipczaków, Chotan, zawarł wcześniej sojusz (przez małżeństwo) z jednym z księstw ruskich. Dlatego jego teść, książę Mścisław z Halicza podjął się próby zjednoczenia książąt przeciw Mongołom. Pomoc obiecał także książę włodzimiersko-suzdalski, lecz, jako że nie widział żadnej korzyści w rozwiązaniu problemów swoich sąsiadów, specjalnie nie spieszył się z mobilizacją wojsk. Książęta ruscy połączyli swoje siły głównie z ciekawości — nikt z nich nie wiedział skąd wzięli się Mongołowie, kim byli, jakim językiem się posługiwali i jaką religię wyznawali.
Gdy Dżebe i Subedej dowiedzieli się o nowej koalicji powstającej za namową Kipczaków, wysłali do książąt ruskich swoich posłańców z zapewnieniem, że nie mają przeciw nim złych zamiarów. Dowodzili oni, że Mongołowie prowadzą wojnę wyłącznie z Kipczakami, którzy przecież dawali się we znaki także Rusinom. Niestety posłańcy zostali zabici . Cztery lata wcześniej podobne zachowanie szacha Chorezmu ściągnęło na jego głowę wielkie nieszczęście..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 155

"...Z wyjątkiem spóźnionych wojsk włodzimiersko-suzdałskich cała armia sojuszników była już skoncentrowana i pod koniec kwietnia książęta poprowadzili swoje wojsko zachodnim brzegiem Dniepru, w dół rzeki. Po kilku dniach przybyła kolejna grupa mongolskich posłów i ponownie zaoferowała pokój. Zgodnie z Latopisem Ruskim, gdy oferta została odrzucona, posłowie zwrócili się do kniaziów następującymi słowy: „Jeśli wspieracie Połowców, zabijacie naszych posłów i maszerujecie na nas, róbcie, co uważacie. Nic zaatakowaliśmy was, a Bóg będzie naszym sędzią". Było to oficjalne wypowiedzenie wojny. Tym razem pozwolono poselstwu bezpiecznie odjechać..."


Fragment książki: David Nicolle "BITWA NAD KAŁKĄ 1223" s. 61

"...Siły ruskie wzmocnione przez Kipczaków zbierały się nad brzegiem Dniepru. Uważa się, że Rusinom udało się zgromadzić trzydzieści tysięcy ludzi. Były to siły przewyższające liczebnością Mongołów, którzy mogli przeciwstawić im jednak żelazną dyscyplinę i wielkie doświadczenie. Zresztą mongolscy generałowie zdążyli już przywyknąć do sytuacji, w której ich armia nie posiadała liczebnej przewagi. Co więcej, rozmaitymi jednostkami koalicji dowodzili książęta, którzy nie potrafili dojść do konsensusu dotyczącego strategii i taktyki, jaka powinna być przyjęta w nadchodzącej bitwie. Konflikt pomiędzy księciem Mścisławem z Halicza i księciem Mścisławem z Kijowa objawił się brakiem koordynacji działań..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 155

"...Wojsko ruskie kontynuowało swój marsz w dół Dniepru, a z południa zbliżała się już halicka piechota pod wodzą Jerzego Domaraczyca i Dzierżykraja Wołodysławicza. Piesi wojownicy przypłynęli łodziami, pokonując trasę wzdłuż północno-zachodnich wybrzeży Morza Czarnego, a następnie w górę Dniepru. 15 maja znaleźli się na miejscu koncentracji na wyspie Chortyca. Tutaj poszczególne elementy sił sojuszniczych zaczęły się ze sobą łączyć. Dotarli tam także Połowcy, których wojsko składało się w całości z konnych łuczników.


Fragment książki: David Nicolle "BITWA NAD KAŁKĄ 1223" s. 61

"...Następnego dnia, prawdopodobnie 16 maja, książę Mścisław z Halicza poprowadził niewielki oddział swoich ludzi oraz Polowców na drugi brzeg Dniepru, gdzie uderzył na część mongolskiej straży przedniej. Rezultat tej potyczki mógł zrobić wrażenie, Mongołowie bowiem niezwłocznie rzucili się do ucieczki w step. Książę Mścisław ruszył w pościg i udało mu się nawet schwytać ich wodza o imieniu Dżemjabek lub Hamabek, który ukrył się za drewnianym ogrodzeniem okalającym połowiecki kurhan grzebalny. Los jeńca został przypieczętowany, gdy Połowcy zwrócili się do księcia Mścisława Halickiego o wydanie go im..."


Fragment książki: David Nicolle "BITWA NAD KAŁKĄ 1223" s. 62

"...Dzień później książę Daniel z Wołynia wraz z Jerzym Domaraczycem poprowadzili za rzekę inny oddział, by przeprowadzić rozpoznanie. Niewiele udało się dowiedzieć czy zyskać, z wyjątkiem pobicia niewielkiego oddziału Mongołów doglądającego stad. Gdy wojownicy ruscy natarli, Mongołowie uciekli, pozostawiając zwierzęta na pastwę zdobywców. Sukcesy te ostatecznie przekonały sojuszniczych wodzów, że należy całością sił przekroczyć Dniepr. Wykorzystując łodzie, zbudowano rodzaj mostu pontonowego, po którym armia bezpiecznie sforsowała rzekę. Początkowe sukcesy pozostawiły po sobie niebezpieczne przekonanie o wyższości Rusi nad Mongołami. Połączone wojska stanowiły jak na XIII-wieczne warunki potężną siłę, a sądząc po dotychczasowych starciach, Tatarzy nic zrobili nadzwyczaj przerażającego wrażenia. Po przekroczeniu rzeki armia wkroczyła w step, który dla ruskich wojowników stanowił „ziemie nieznane". Przed postępującymi wojskami niewielkie i nieliczne oddziały armii Subedeja kontynuowały odwrót, nie podejmując walki z sojusznikami. Wydawało się, że niekiedy Mongołowie celowo pozostawiali za sobą jeńców i stada zwierząt, by wpadli w ręce posuwających się naprzód wojsk. Jak podają kroniki, w efekcie „całe wojsko było przemieszane ze stadami bydła i kontynuowało swój marsz naprzód".


Fragment książki: David Nicolle "BITWA NAD KAŁKĄ 1223" s. 62

"...Przez dziewięć dni Polowcy prowadzili pościg. Towarzyszyli im mniej doświadczeni wojownicy z Halicza i Wołynia, a dowództwo nad całością sojuszniczej straży przedniej sprawował książę Daniel. Napotykane przez nich mongolskie straże tylne nie podejmowały walki, ograniczając się jedynie do ostrzeliwania postępujących sojuszników z łuków. W szybkim wycofywaniu się pomagały im niewielkie mongolskie koniki. Za strażą przednią posuwała się awangarda głównych sił sojuszników pod dowództwem księcia Mścisława Halickiego, za nim maszerowały wojska z Czernihowa, a zamykały pochód siły Kijowian pod dowództwem księcia Mścisława Romanowicza..."


Fragment książki: David Nicolle "BITWA NAD KAŁKĄ 1223" s. 64

"...Kolumnie towarzyszyły liczne wozy otoczone przez coraz bardziej zmęczonych stepowym upałem wojowników. Zwabiwszy sojuszników w głąb stepów i wysławszy niewielkie siły tylko po to, by zostały pobite przez nieprzyjacielską straż przednią, Subedej zyskiwał na czasie. Wraz z Dżebe-nojonem starannie wybrali miejsce, z którego, w razie porażki, trudno byłoby wojskom rusko-połowieckim wycofać się ku Dnieprowi. W wypadku popełnienia przez sojuszników błędu warunki topograficzne pozwalały Mongołom na wyprowadzenie decydującego uderzenia. Tymczasem spory między kniaziami nasilały się z dnia na dzień, o czym mongolscy dowódcy byli doskonale poinformowani..."


Fragment książki: David Nicolle "BITWA NAD KAŁKĄ 1223" s. 64

Bitwa nad rzeką Kałką 31 maja 1223

Władca Mongołów wysłał w pościg dwóch wybitnych generałów Dżebego i Subedeja, którzy, skutecznie depcząc po piętach władcy Chorezmu, doprowadzili do jego wyczerpania, upadku na zdrowiu i śmierci. W tym momencie, zamiast wrócić do swego władcy, rozpoczęli kampanię w zachodniej Azji. Po spustoszeniu Azerbejdżanu, północnej Persji i Gruzji przeszli przez Kaukaz i postanowili zmierzyć się z władcami Rusi.

Nad Kałką naprzeciwko Dżebego i Subedeja stanęła koalicja ruskich książąt, w skład której wszedł Mścisław III Stary, Mścisław Mścisławowicz Udały, Daniel I Halicki oraz władca Połowców Kocjan.

Trzydziestego pierwszego maja 1223 roku wojsko sojuszników dotarło do brzegów rzeki Kalki. [...] Rankiem doszło do następnej potyczki, w której Mongołowie znów zostali pokonani. Wkrótce po niej ruscy kniaziowie po raz kolejny zaczęli się spierać między sobą. Tym razem poszło o to, czy posuwać się naprzód, czy też pozostać na dogodnych pozycjach obronnych. Waśnie trwały pół dnia, jednak kwestia nie została rozstrzygnięta, a sprawy przybierały coraz gorszy obrót. Kniaziowie rozeszli się bez osiągnięcia porozumienia.
Jeszcze nad Dnieprem książę halicki Mścisław spowodował, że dowodzenie nad Połowcami objął niejaki chan Jarun, nie zaś teść księcia, Kocjan. Jarun i jego Połowcy, do których dołączyły wojska wołyńskie prowadzone przez księcia Daniela, mieli przekroczyć Kałkę i kontynuować marsz naprzód. Za nimi wyruszyli Haliczanie, a chwilę później książę Mścisław Światosławicz z Czernihowa ze swymi oddziałami.
Połowcy dorównywali Mongołom w potyczkach stepowych, bez trudu więc poradzili sobie ze słabą osłoną mongolską rozlokowaną na zachodnim brzegu Kałki. Towarzyszyła im jazda wołyńska, a dalej w niewielkiej odległości nacierał Mścisław i jego Haliczanie. Nie nadążali za nimi wojownicy z Czernihowa, którzy forsowali rzekę w bardzo wolnym tempie. Kijowianie pozostali z tylu, prawdopodobnie w pewnej odległości od brzegu rzeki.
Kiedy luki pomiędzy poszczególnymi ugrupowaniami wojsk sojuszniczych zrobiły się dostatecznie duże, Subedej nakazał swoim ludziom uderzać. Był to właściwy moment, ponieważ siły ruskie, które już przekroczyły Kałkę, nie były jeszcze gotowe do prawdziwej bitwy. Działaniami wojsk nie kierował jeden wódz, a prowadzący rozpoznanie Połowcy byli rozrzuceni na dużej przestrzeni.
[...] Podczas tej bitwy ruski szyk był prowadzony przez konnych łuczników, za którymi postępowało dziesięć oddziałów lekkiej jazdy, a całość zamykali ciężkozbrojni jeźdźcy, którzy nie wzięli udziału w walce, Połowcy bowiem załamali się już w wyniku uderzenia lekkiej jazdy. [...] Mongołowie jednak zaatakowali wojska ruskie, gdy te były w trakcie przekraczania rzeki.
Subedcj nie zastosował w tym wypadku tradycyjnej mongolskiej taktyki. Zamiast wysyłać przodem konnych łuczników i lekką jazdę, rozkazał zaatakować posuwających się do przodu Połowców swojej ciężkozbrojnej jeździe, która pokonała ich bardzo szybko. Następnie mongolscy konni uderzyli na jazdę księcia wołyńskiego Daniela, wśród której mongolscy łucznicy zebrali krwawe żniwo. Daniel Halicki jechał na czele swoich ludzi wraz z wojewodami Semenem Ołujewiczern i Wasyłokiem Gawryłowiczem. Jak zanotowały kroniki: „Tam zginał Wasyłok od włóczni, a Daniel raniony został w pierś". Mongołowie podjęli zatem także walkę wręcz. Widząc zapowiadającą się katastrofę, z pomocą pospieszył książę Mścisław z Lucka, lecz mongolscy łucznicy wściekle ostrzeliwali jazdę wołyńską, zmuszając ją do ucieczki Książę halicki Mścisław również zorientował się, co się dzieje, i nakazał swoim ludziom, by przygotowali się do walki. Ścigani przez mongolskich łuczników Połowcy i Wołynianie nic byli w stanie zwolnić tempa ucieczki, wpadli na wojska halickie i pociągnęli je za sobą, wraz z Mścisławem Halickim, ku Kalce. Tam wojsko czerńihowskie pod wodzą księcia Mścisława Światosławicza było właśnie w trakcie forsowania rzeki i, nieprzygotowane do walki, dało się unieść fali uciekających jeźdźców. Mongołowie ścigali pobite resztki sojuszniczych armii i tylko księciu kurskiemu Olegowi udało się na czas rozwinąć siły, by pomóc wojsku halickicmu. Jego wojownicy przecięli szyki Czernihowian, jednak pomimo heroicznych wysiłków ulegli wrogowi i zostali zmuszeni do ucieczki. Tego rodzaju bój nie mógł trwać długo. Książę Mścisław, okrążony przez przeciwnika dominującego nad nim liczebnie w stosunku dwa do jednego, nic był w stanie powstrzymać Mongołów. Jego wojsko poniosło ciężkie straty. Ruska jazda zaczęła ustępować pola, lecz gdy tylko Mongołowie uderzyli silniej, rozpoczęła się paniczna ucieczka. Widząc, co się dzieje na drugim brzegu Kałki, książę Mścisław Romanowicz i Kijowianie pod jego dowództwem natychmiast rozpoczęli przygotowywanie pozycji obronnych z ustawionych wkoło wozów, by zdążyć, zanim Mongołowie przebiją się ku nim.
Uciekająca jazda sojuszników i ścigający ją zaciekle Mongołowie zmierzali teraz wprost na tabor Kijowian. W tych okolicznościach jakiekolwiek kontruderzenie nie zdałoby się na nic, toteż wojsko kijowskie powoli wycofywało się na zachód, chroniąc się za wozami tworzącymi tę „fortyfikację polową" Wojownicy z rozbitych oddziałów próbowali dołączyć do Kijowian, zostali jednak przez Mongołów odcięci i zmuszeni do ucieczki w step. Subedej rozkazał jeździe Cugir-chana i Teszi-chana otoczyć tabor, sam zaś ruszył w pościg za resztkami rozbitej jazdy sojuszników.
Pokonani kniaziowie wycofywali się w różnych kierunkach. Niedobitki wojsk halickich i wołyńskich kierowały się ku przeprawie na Dnieprze, gdzie nadal były zacumowane łodzie, którymi dwa tygodnie wcześniej przybyła halicka piechota oraz zaopatrzenie. Uciekający zabrali tylko tyle lodzi, ile im było potrzebne. Resztę zniszczono, by nie posłużyły Mongołom do pościgu. Płynąc w dół Dniepru, Hałiczanie i Wołynianie wydostali się wkrótce poza zasięg pogoni. W tym czasie ludzie Mścisława Swiatosławicza z Czerńihowa wycofywali się stepem na północ. Była to najkrótsza droga do ich własnego księstwa. Mongołowie jednak dosłownie deptali im po piętach, szarpiąc ich i nękając, gdy tylko się dało. Podczas odwrotu zginął książę Mścisław wraz z synem. Więcej szczęścia miał książę smoleński. Wraz z tysiącem wojowników podążył na północny zachód, opierając się Mongołom, którzy pojawiali się od czasu do czasu, a nad Dnieprem zdołał zgubić pościg. Innym rozproszonym grupom uciekinierów los sprzyjał w znacznie mniejszym stopniu i mocno ucierpiały one od ataków ścigających ich Mongołów, a także Połowców, którzy w odwecie za pozbawienie dowództwa Kocjana nierzadko zwracali się przeciwko byłym sojusznikom, kradnąc i uprowadzając ich konie.
Gdy wokół na stepie rozgrywał się dramat uciekinierów, otoczony tabor kijowski w żółwim tempie posuwał się na zachód. Mongołowie nie pozwolili jednak, by tak cenna zdobycz wymknęła się z pułapki. Na tabor spadał grad strzał, mimo to Kijowianie bronili się zacięcie jeszcze przez trzy dni. Napór Mongołów wzmagał się jednak, a wojskom kijowskim zaczynało brakować wody pitnej. Ucieczka była wykluczona i stawało się jasne, że prędzej czy później trzeba będzie się poddać. Wobec tego Subedej zdecydował się na podjęcie rozmów. Na pośrednika wybrał Polskinię, wojewodę lub wodza słowiańskich Brodników. Miał on przyrzec puszczenie wolno kniaziów i ich poddanych w zamian za odpowiedni okup.
Mongołowie obiecali, że obędzie się bez przelewu krwi, a na dowód ich dobrej woli Polskinia publicznie ucałował krzyż. Książę Mścisław Romanowicz nie miał innego wyboru, jak tylko przyjąć mongolskie warunki. Ale gdy tylko Kijowianie opuścili chroniący ich tabor, doszło do rzezi. Część z nich zamordowano, pozostałych wzięto w niewolę. Ten sam los spotkał kniaziów, z Mścisławem Romanowiczem na czele, jednak Mongołowie postanowili nic zabijać ich od razu. Najpierw ich związano, a następnie ich ciała przykryto czymś, co kroniki określają jako drewniany pomost. Umierali tam bardzo powoli, przygnieceni ciężarem nie tylko samych desek, lecz także ucztujących na nich Mongołów. Miał to być odwet za stracenie mongolskiego poselstwa na samym początku kampanii..."


Fragment książki: David Nicolle "BITWA NAD KAŁKĄ 1223" s. 65-83

"...Wbrew temu co uważa część literatury, pierwszy najazd mongolski, a przede wszystkim jego główny rezultat, czyli klęska rusko - połowieckiej koalicji nad Kałką w sposób znaczący wpłynęły na sytuację polityczną na Rusi. To prawda, że nie nastąpiły wówczas jakieś zasadnicze, wiążące się z walkami wewnętrznymi roszady na tronach, bowiem Mścisław Mścisławowicz utrzymał się w Haliczu, a poległego Mścisława Romanowicza zastąpił w Kijowie inny reprezentant Rościsławowiczów, Włodzimierz Rurykowicz. Rościsławowicze jednak nad Kałką ponieśli przede wszystkim olbrzymie straty, jeśli chodzi o potencjał militarny. Przepadła drużyna poległego w bitwie Mścisława Borysa Romanowicza, przetrzebione zostały siły Mścisława Mścisławowicza i Włodzimierza Rurykowicza. Niebagatelną rolę miały też względy prestiżowe i psychologiczne. W bitwie zakończonej straszliwą klęską życie straciło, pośród innymi, kilku książąt cieszących się dużym ogólnoruskim autorytetem. Zaufanie do siły Rościsławowiczów musiało lec w gruzach. Z takich właśnie powodów, można powiedzieć, automatycznie wzrosło znaczenie włodzimiersko-suzdalskich Wsiewołodowiczów, którzy od najazdu mongolskiego w żaden sposób nie ucierpieli..."


Fragment książki: Dariusz Dąbrowski "DANIEL ROMANOWICZ" s. 119-120

ozdoba

"...Książę Halicza dotarł cało za Dniepr wiodąc ze sobą resztki swej armii. Aby uniemożliwić Mongołom pokonanie tej szerokiej rzeki, rozkazał zniszczenie wszystkich znalezionych łodzi. Wolno poruszające się wojska księcia włodzimiersko-suzdalskiego w dniu, w którym rozegrała się bitwa nad Kałką, dotarły zaledwie do Czernichowa. Na szczęście to, czego obawiali się Rusini, nie nastąpiło. Wprawdzie Dżebe i Subedej ścigali przez jakiś czas księcia Mścisława z Halicza, lecz wkrótce zawrócili, zadowalając się splądrowaniem kilku miast na południu. Przekroczyli Wołgę w pobliżu Carycyna (Stalingrad, od 1961 roku Wołgograd). Pod koniec 1222 roku zwrócili się na północny wschód, w stronę Bułgarów, zamieszkujących tereny nad Wołgą i Kamą..."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 157

"...Tu jednakże natknęli się na silnego przeciwnika i zostali odparci przez to wywodzące się z Turcji plemię. W konsekwencji Dżebe i Subedej skierowali się na północ i wzdłuż wybrzeży Morza Kaspijskiego i Azowskiego podążyli ku głównym siłom armii mongolskiej. W 1223 roku dwa tumeny, które niewątpliwie musiały już być bardzo zmęczone, połączyły się z głównymi siłami Mongołów na wschód od Syr-darii. Czyngis-chan był bardzo zadowolony z wyczynów swoich generałów. [...] Na nieszczęście dla Mongołów, niedługo po zakończeniu kampanii Dżebe pożegnał się z życiem. Człowiek ten, będący prawdopodobnie jednym z największych dowódców jazdy, zniknął nagle z kart historii, dlatego możemy przypuszczać, że zmarł w 1223 roku lub niedługo później. Młodszy Subedej miał za to okazję oddać wielkie usługi w służbie rozrastającego się imperium mongolskiego jeszcze przez ćwierć wieku. .."


Fragment książki: Leo de Hartog "CZYNGIS-CHAN" s. 157

Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości