ozdoba

III WYPRAWA KRZYŻOWA
1189-1192

ozdoba

Po klęsce II wyprawy krzyżowej Europa nie wykazywała znacznego zainteresowania kolejną ekspedycją do Jerozolimy. Wysyłani z Bliskiego Wschodu emisariusze byli na europejskich dworach mile przyjmowani i zapewniani o przychylności dla idei zorganizowania kolejnej wyprawy krzyżowej, lecz nic z tych deklaracji nie wynikało.

Przełom nastąpił po zdobyciu Jerozolimy przez Saladyna. Utrata tego ważnego dla chrześcijan miejsca stała się motorem do bardziej przekonujących działań. Sam papież Urban III podobno zmarł na wieść o klęsce. Jego następca Grzegorz VIII, pomimo tego że jego pontyfikat trwał zaledwie osiem tygodni, swą encykliką Audita tremendi z 29 października 1187 roku trafił w sumienia władców i dostarczył odpowiednią ilość bodźców do zawiązania się III wyprawy krzyżowej.

Pierwszym z władców, który odpowiedział na papieskie wezwanie, był król Sycylii Wilhelm II Dobry. W 1188 roku wysłał flotę pięćdziesięciu galer, które wspomagały chrześcijan podczas blokady Trypolisu przez armię Saladyna.

Wyprawa cesarza Fryderyka I Barbarossy

"...Dane na temat liczebności cesarskiego wojska nie budzą zaufania. Różni kronikarze wymieniają liczbę 70000 zbrojnych, źródła arabskie mówią nawet o 100000 krzyżowców. Są to liczby zupełnie nierealne, już choćby dlatego, że cesarz osobiście dokonał selekcji uczestników, zarządzając, iż w wyprawie mogą wziąć udział jedynie rycerze zaprawieni w posługiwaniu się bronią i do tego mogący wykazać się środkami pozwalającymi na utrzymanie przez dwa lata ich samych i towarzyszących im ludzi. Rycerzy mogących spełnić takie wymagania nie było znów aż tak wielu. Jeszcze z obozu pod Wiedniem cesarz odesłał z powrotem pięciuset, którzy nie spełniali tych warunków. Karl Jordan wymienia liczbę 3000 rycerzy. Doliczmy do każdego rycerza jednego pachołka i knechta, do tego jeszcze nieodzownych rzemieślników i ludzi mających dostarczać zaopatrzenie, a uzyskamy łatwo liczbę 12 000-15 000. Zaopatrzenie takiej armii w żywność, a do tego zgromadzenie paszy dla wielu tysięcy koni stanowiło w owych czasach nie lada problem, szczególnie na długich trasach przemarszu. Zapewnienie prowiantu dla 100000 ludzi i odpowiedniej liczby koni było czystą niemożliwością..."


Fragment książki: E. W. Wies "FRYDERYK I BARBAROSSA" s. 293-294

Kolejne etapy wędrówki niemieckiej krucjaty:




Maj 1189. W Hagenau pożegnanie się z rodziną.



Maj 1189. Wizyta w Wiedniu.



27 maja 1189. Pod Bratysławą przekroczenie granicy z Węgrami.



4 czerwca 1189. Gościna u węgierskiego króla Beli III w Gran (Ostrzyhom, dziś Esztergom).



29 czerwca 1189. Wizyta w Belgradzie.



Koniec lipca 1189. Spotkanie w Nisz z żupanem Serbii Stefanem Nemanją i władcą Bułgarii Asenem I.



Sierpień 1189. Rozbicie bizantyjskich oddziałów, broniących przejścia przez Bramę Trajana.



24 sierpnia 1189. Zdobycie Filipopolis (Płowdiw). Tu rozpoczęły się długotrwałe negocjacje z Izaakiem II.



22-29 marca 1190. Przeprawa niemieckich wojsk z Gallipoli do Azji.



24 kwietnia 1190. Laodycea.

"...Zanim krzyżowcy rozpoczęli marsz przez Azję Mniejszą, przeładowali swe bagaże z wozów na muły, a cesarz uregulował jeszcze jeden dług honorowy i odesłał większą część zakładników greckich do domu.
To, co rozpoczęło się teraz, było drogą przez mękę nie mającą sobie równych. Kamienistymi szlakami wiodącymi przez pustynne okolice wojsko torowało sobie mozolnie drogę do Filadelfii, gdzie cesarz uwolnił ostatnich zakładników bizantyńskich. Już w końcu kwietnia zaczęło brakować prowiantu, toteż krzyżowcy zatrzymywali się tam, gdzie były pola uprawne, co doprowadzało do starć z miejscową ludnością. Niemniej zdolność bojowa Niemców nie uległa obniżeniu, jak zaświadcza bizantyński historyk Choniates w krótkich, ale wyrazistych słowach: „Kiedy [nieprzyjaciele] zorientowali się, że wpadli jakby na spiżowe statuy i niemożliwych do zranienia gigantów, poczęli się już tylko rozglądać, jak ujść cało."
Zdradzieckimi ścieżkami górskimi, których ofiarą padło wiele koni, krzyżowcy dotarli 24 kwietnia do Laodycei. Było to pamiętne miejsce, tu bowiem przed 43 laty jeden z niemieckich oddziałów uczestniczących w drugiej wyprawie krzyżowej został ze szczętem zniesiony przez Turków..."


Fragment książki: E. W. Wies "FRYDERYK I BARBAROSSA" s. 298

8 maj 1190. Filomenion.

"...Na początku maja wojsko miało przejść przez przełęcz Myriokefalon. Ponieważ otrzymano wiadomość, że przełęcz ta jest obsadzona przez Turków (Seldżuków), cesarz zdecydował się na wykonanie obejścia i przebycia inną drogą grzebienia górskiego, zamykającego dalszą drogę na północny zachód. Tu jednak wojsko wpadło w zasadzkę i pod chmurą strzał i kamieni poszło częściowo w rozsypkę. Książę Fryderyk musiał pośpieszyć na pomoc ojcu, który znalazł się w opresji, i przy tej okazji sam stracił dwa zęby. Uwzględniając nawet wszystkie udręki ostatnich dni, właśnie to przejście przez góry było najgorszym z dotychczasowych doświadczeń. Utrata bagaży, prowiantu i koni sprawiła, że wojsko zaczęło cierpieć głód, a jeszcze gorszą torturą było pragnienie. Ludzie jedli mięso swoich zdychających koni i pili ich krew.
W nocy posłowie seldżuccy wymknęli się z obozu, uprowadzając ze sobą rycerza Gotfryda z Wiesenbach. Stało się teraz oczywiste, że sułtan albo przynajmniej jego synowie zdradzili cesarza.
Ósmego maja krzyżowcy dotarli do Filomenion. Tutaj Seldżucy pod wieczór przypuścili atak na obóz. Epistoła de expeditione sacra donosi, że pomimo wycieńczenia krzyżowcy zabili 6000 Turków. „Wzgórza rozbrzmiewały jękami umierających i dopiero noc rozdzieliła nas jednych od drugich..."


Fragment książki: E. W. Wies "FRYDERYK I BARBAROSSA" s. 297-298

14 maj 1190. Bitwa z Turkami seldżuckimi.

"...Czternastego maja 1190 roku doszło wreszcie do rozstrzygającego starcia. Synowie Arslana, pod naczelnym dowództwem swego brata, Kutb ad-Dina, stanęli z olbrzymią armią naprzeciwko wojska niemieckiego. Podawaną liczbę 300000 wojowników po stronie seldżuckiej trzeba potraktować jako fantastyczny wymysł, podobnie zresztą jak liczbę 40000 jezdnych, o której mówi Epistoła de expeditione sacra. Musimy zadowolić się prostą konstatacją, że zastęp 600 niemieckich rycerzy, do którego stopniała niemiecka armia, stał wobec niewyobrażalnie wprost przygniatającej przewagi wroga. Pomimo to niemieckie rycerstwo ruszyło do ataku. Hrabia Ludwik z Hel- fenstein przysięga uroczyście, iż Niemców wiódł do zwycięstwa rycerz w śnieżnobiałym płaszczu, dosiadający siwego konia. I wtedy nastąpił jeszcze jeden cud: „...Turcy twierdzą, że widzieli wśród niemieckiego wojska szeregi jeźdźców w białych szatach i na białych koniach." I mają rację! Albowiem kiedy poniosło się już klęskę, wtedy lepiej, jeżeli została ona zadana przez „zastępy niebieskie" niż składające się ze zwykłych śmiertelników.
Ale i to zwycięstwo nie odmieniło na lepsze ciężkiej doli niemieckiego wojska. Pasmo mąk snuło się dalej — głód, pragnienie, zwątpienie, nieustanne zmuszanie do wysiłku ciała zakutego w rozpalony słońcem pancerz. Niektórzy popełniali samobójstwo, bo śmierć zdawała się im wybawieniem..."


Fragment książki: E. W. Wies "FRYDERYK I BARBAROSSA" s. 298-299

13 maj 1190. Zdobycie Ikonium.

"...Wojsko powoli zbliżało się do Ikonium. Powoli, ponieważ niesiono chorych i umierających; powoli, bo chciano oszczędzić ostatnie konie.
Sytuacja poprawiła się 17 maja. Osiągnięto obfitujące w wodę i zwierzynę ogrody na przedmieściach Ikonium. Tutaj wojsko mogło wreszcie odpocząć. Ale przed krzyżowcami leżało samo Ikonium, bronione murem najeżonym blankami, miasto tak potężne i wspaniałe, że porównywano je z Kolonią.
Cesarz przed szturmem podzielił swoje szczupłe siły. On sam strzegł obozu, raz po raz atakowanego przez lotne oddziały seldżuckie. Jego syn Fryderyk wyruszył zaś z drugą połową wojska — liczba jego rycerzy nie mogła być większa niż 250—i uderzył na Ikonium. Nie, to nie żadna pomyłka — uderzył na Ikonium! Na pół żywi z głodu i pragnienia, smagani pustynnym piaskiem i spieczeni słonecznym żarem, nie wiadomo już skąd czerpiący resztki sił krzyżowcy ruszyli do szturmu. Zwarci z przeciwnikiem w morderczej walce, prowadzeni przez Fryderyka Szwabskiego, wdarli się do miasta i... zdobyli je — tak informują nas kronikarze. Sułtan i jego syn schronili się w zamku. Cesarz i książę, mając świadomość, iż są za słabi na to, by pokusić się o jego zdobycie, przyjęli propozycję pokojową. Cesarzowi zagwarantowano zaprowiantowanie i bezpieczny dalszy przemarsz; do tego doszły zagarnięte przez Niemców olbrzymie łupy. Wśród nich znajdował się skarb będący wianem córki Saladyna, zaślubionej synowi sułtana. Teraz można więc było uzupełnić także braki w koniach i mułach..."


Fragment książki: E. W. Wies "FRYDERYK I BARBAROSSA" s. 299

Maj 1190. Przeprawa przez góry Taurus.

"...Fryderyk opuścił miasto, ponieważ woń rozkładających się trupów zatruwała powietrze, i przeniósł się z powrotem do obfitującego w wodę zwierzyńca na przedmieściu. Dał swemu dzielnemu wojsku kilka dni niezbędnego odpoczynku i następnie, kiedy sułtan dostarczył mu zakładników, wyruszył w stronę wybrzeża. Jego celem była Seleukia. Aby dotrzeć do morza, trzeba było przejść przez góry Taurus. Wojsko znów czekała droga pełna udręki. Jedynie stosując najsurowszą dyscyplinę, mógł cesarz — który właśnie dobiegał siedemdziesiątki — zapobiec rozsypce armii. Nawet jego przeciwnicy przyznają, że „każdy gwałt i każdą nieprawość, wszelkie nadużycie powierzonej władzy wobec podkomendnych karał z całą bezwzględnością".
Tak więc -wojsko ruszyło po piarżystych górskich ścieżkach przez kamieniste przełęcze Taurusu. Wciąż jeszcze stwarzali zagrożenie seldżuccy łucznicy, znowu trzeba było chronić konie i zwierzęta juczne przed osunięciem się w przepaść, co oznaczało utratę zapasów, od których zależało przetrwanie. Gorsza jeszcze niż droga pod górę była droga w dół, w dolinę rzeki Salef (w średniowieczu zwanej Kalykadnos, dziś Góksu). Niektórzy biskupi opadli już z sił do tego stopnia, że w dolinę musieli ich znieść ich pachołkowie..."


Fragment książki: E. W. Wies "FRYDERYK I BARBAROSSA" s. 299-300

10 czerwiec 1190. Tragiczna śmierć cesarza Fryderyka I.

"...Dziesiątego czerwca 1190 roku cesarz odłączył się od głównych sił swojej armii, aby w asyście niewielkiej eskorty szybciej dotrzeć do ormiańsko- -chrześcijańskiej Seleukii. Ale na niektórych odcinkach przejście między ścianami skalnymi a wodą było tak wąskie, że trzeba było schodzić z konia i można się było posuwać jedynie do przodu. Taka podróż wydawała się wciąż jeszcze pełnemu temperamentu cesarzowi zbyt wolna, toteż przepłynął Salef na swym koniu, wydostał się na prawy brzeg i tam spożył posiłek. I tutaj źródła podają odmienne informacje. Wedle jednych cesarz utonął już w trakcie próby przepłynięcia rzeki, wedle innych dopiero podczas kąpieli po posiłku..."


Fragment książki: E. W. Wies "FRYDERYK I BARBAROSSA" s. 300

7 października 1190. Niemiecka krucjata pod murami Akki.

"...Wieść o śmierci cesarza była dla krzyżowców wstrząsem nie dającym porównać się z niczym. Dotychczas wojsko było umęczoną, niemniej bojową i wciąż zdolną do walki drużyną, w dalszym ciągu gotową wyswobodzić Grób Święty, teraz zaś wszystkimi owładnęła żałość, poczucie zniechęcenia i beznadziejności. Płomień, który ich zagrzewał, wiara, która pchała ich do przodu — wszystko to zgasło wraz ze śmiercią cesarza. Jedynie jego mit promieniał przez dalsze stulecia.
W Seleukii wojsko odprawiło trwające wiele dni uroczystości pogrzebowe. Wedle germańskiego obyczaju dowódcą wojska został ustanowiony książę Fryderyk. W dotychczasowych bojach zaprezentował się on jako dowódca dzielny i rozsądny. Nie udało mu się jedynie rozdmuchać tego świętego żaru, który jego ojciec potrafił tchnąć w serca swej drużyny.
Saladyn, główny przeciwnik cesarza, uznał jego śmierć za cud uwalniający islamski świat od zagrożenia.
Już w Seleukii, a także w Tarsie niektórzy książęta opuścili wojsko wraz ze swymi wasalami, by ruszyć w drogę powrotną do ojczyzny.
Ciało cesarza zgodnie z ówczesnym zwyczajem zakonserwowano w occie. Książę Fryderyk Szwabski pociągnął ze swoim uszczuplonym wojskiem do Antiochii, stolicy księstwa antiocheńskiego. Tutaj okazało się, że zwłoki cesarza — był to jak gdyby znak niebios - mimo wszystko uległy rozkładowi. Ciało pochowano w katedrze antiocheńskiej, kości zabrano w nadziei, że uda się je złożyć w godnym ich grobie w Jerozolimie, a jeśli nie, to w ojczyźnie. Ostateczne miejsce ich spoczynku jest do dziś nie znane.
Z Antiochii Fryderyk Szwabski udał się z resztkami niemieckich krzyżowców do Akki..."


Fragment książki: E. W. Wies "FRYDERYK I BARBAROSSA" s. 300-301

20 styczeń 1191. Śmierć Fryderyka Szwabskiego.



Luty 1191. Kres niemieckiej krucjaty.

"...7 października 1190 roku resztki tak dumnej niegdyś armii dotarły pod mury Akki, gdzie spotkały swych rodaków przybyłych drogą morską, których szeregi wszakże wkrótce się przerzedziły w następstwie nagłego wyjazdu landgrafa Turyngii. Niemcy nie odegrali już potem żadnej roli podczas Trzeciej Krucjaty. Znaczenie na przyszłość miało jednak założenie niemieckiej kongregacji szpitalnej przez pochodzących z Lubeki i Bremy obywateli Akki (1190). Ze szpitala tego wyrósł stopniowo regularny zakon, zajmujący się pielęgnacją chorych (1196), którego zadania rozszerzono później, poczynając od 1198 roku, na walkę z poganami. W ten oto sposób powstał w Jerozolimie zorientowany narodowo duchowny zakon rycerski Domu Niemieckiego Najświętszej Marii Panny (Niemiecki Zakon Rycerski)..."


Fragment książki: H. E. Mayer "HISTORIA WYPRAW KRZYŻOWYCH" s. 231



4 lipca 1190 roku w Vezelay król Francji Filip II August i król Anglii Ryszard I Lwie Serce wzięli udział w pożegnalnej ceremonii, zorganizowanej z okazji ich wyjazdu na III krucjatę do Jerozolimy.

W dniach 14-17 lipca 1190 roku obaj królowie przebywali w Lyonie. Tu władcy się rozdzielili. Ryszard I Lwie Serce podążył w kierunku Marsylii, a Filip II August udał się ku portowi w Genui.

Wyprawa Ryszarda I Lwie Serce

7 sierpnia 1190. Wypłynięcie z Marsylii.



13 sierpnia 1190. Pobyt w Savonie, a potem w Genui. Spotkanie z Filipem II Augustem. Sprzeczka obu władców.



28 sierpnia 1190. Pobyt w Neapolu.



8 września 1190. Pobyt w Salerno.



22 września 1190. Pobyt w Mileto.



23 września 1190. Przypłynięcie do Mesyny.



Marzec 1191 roku Podczas pobytu na Sycylii kolejny zatarg z Filipem II Augustem.



10 kwietnia 1191. Wypłynięcie z Mesyny.



17 kwietnia 1191. Postój na Krecie.



22 kwietnia 1191. Postój na Rodos.



1 maja 1191 roku Sztorm u wybrzeży Cypru.



Cypr 1191

Wiadomość o tym dotarła do Ryszarda. Zaalarmowany, bądź sygnałami, bądź przez świadków, pospiesznie skierował na wyspę galery i okręty. Stanowiły one nadal imponującą flotę. W pobliżu portu Limassol odnalazł statek wiozący jego siostrę i przyszłą żonę. Natychmiast wysyła do Bizantyjczyka posłów -jednych, drugich, trzecich, prosząc z wielką pokorą o uwolnienie więzionych pielgrzymów oraz zwrócenie ich mienia.
Izaak miał na to tylko pogardliwą odpowiedź, że nie spełni ani jednego, ani drugiego, a ponadto że nic boi się króla Anglii ani jego gróźb. Można sobie wyobrazić wściekłość Ryszarda. "Przywdziejcie zbroję i chodźcie za mną - powiedział do swego wojska. - Pomścimy zniewagi, jakich dopuścił się ten heretyk względem Boga i nas, prześladując niewinnych, którym odmawia zwrócenia wolności. Ale kto nie chce działać w imię sprawiedliwości, będzie zmuszony działać z tytułu tego. że nosi zbroję. Ufam Bogu, że da nam dziś zwycięstwo nad tym cesarzem i jego ludźmi. "[...]
Opowiadano, że strzały padały na walczących jak deszcz na zasiewy. Ryszard, który jest tu oceniony jako magnificus triumphator, rozwinął taką zręczność, że "gdyby noc nie przyszła za wcześnie, byłby wziął cesarza martwego czy żywego". Ale ponieważ nie znał dróg i ścieżek górskich, nie chciał się w nie zapuszczać widząc tubylców w ucieczce. Wrócił do opustoszałego Limassol z ogromnym łupem, "tyleż ludzi co zwierząt". Tego samego dnia Joanna i Berengaria, pozostające w niepewności na statku, mogły wpłynąć do portu eskortowane przez flotę króla.
I to nie wszystko. Dowiedziawszy się, że cesarz i jego ludzie rozproszyli się na piętnaście mil, Ryszard, nim nastał świt, ruszył w drogę ze swym wojskiem i posuwając się bezgłośnie, podszedł do wojsk cesarza, do obozu, gdzie wszyscy jeszcze spali. Obudzeni ze snu gwałtownymi okrzykami nacierających, pozostali bierni, nie wiedząc, co robić i dokąd uciekać. Sam cesarz wymknął się z garstką swych ludzi, pozostawiając skarby, konie, zbroje, swój namiot, który był bardzo piękny, jak też cesarski sztandar haftowany złotem. Król Anglii postanowił ofiarować go świętemu Edmundowi, pełnemu chwały męczennikowi.
Nazajutrz, 9 maja, niektórzy panowie Cypru przybyli do Ryszarda, by mu zaprzysiąc wierność przeciwko cesarzowi i wszystkim jego ludziom, i przekazali mu zakładników. 11 maja przybyło w końcu na wyspę kilka wysokich osobistości z ziemi palestyńskiej: Gwidon z Lusignan, mający tytuł króla Jerozolimy, i jego brat Onufry z Toronu, Rajmund, książę Antiochii, i jego syn Boemund, hrabia Trypolisu, i Lew, brat lub kuzyn Rupena, księcia Armenii, i wszyscy się zadeklarowali jako "ludzie króla Anglii", i przysięgli mu wierność.
Nie ułożyły się jeszcze do końca sprawy z Izaakiem. Ten ostatni, rozumiejąc, że opuściła go większość jego ludzi, wysłał do króla Anglii posłańców proponując mu pokój i okup 20 tysięcy złotych marek dla wyrównania strat rozbitków; obiecał również zwolnić wszystkich uwięzionych w wyniku zatopienia floty i zwrócić cały ich majątek oraz oświadczył, że jest gotów udać się do ziemi syryjskiej ze stu rycerzami, czterystu kawalerzystami tureckimi i pięciuset wojownikami pieszymi. Ponadto, aby zakończyć, zgodnie ze zwyczajem, ten układ pokojowy małżeństwem, zaproponował oddać jedyną córkę za żonę temu, kto zostanie wyznaczony przez Ryszarda. W dowód wiarygodności proponowanego traktatu odda w zastaw kilka zamków. Ryszard przyjął całość tych propozycji. Izaak przybył, jak mówią. by dokonać aktu poddania królowi i książętom, którzy go otaczali, przysiągł wierność królowi Anglii, oświadczył, że jest jego wasalem, i obiecał zachować proponowany układ z całą dobrą wiarą, ściśle i bez złych zamiarów.
I tego samego dnia po posiłku południowym cesarz wycofał się do swego namiotu. Rycerze króla, którzy mieli go pilnować, spokojnie odbywali sjestę, gdy Izaak wymknął się ukradkiem: pożałował pokoju zawartego z królem Anglii. Kazał powtórzyć Ryszardowi, że zdecydowanie nie dotrzyma ani pokoju, ani zawartego układu. Ryszard przezornie i ostrożnie zebrał natychmiast silną armię i powierzył ją Gwidonowi z Jerozolimy i innym książętom nakazując: "Ścigajcie go, pochwyćcie w miarą możności, ja zaś opłynę Cypr na swych galerach i ustawię straże na całym obwodzie, tak by ten wiarołomca nie mógł ujść z moich rąk."
Tak leż uczynił. Podzielił swe galery na dwie flotylle, z których jedną powierzył Robertowi z Turnham. a sobie zachował drugą. Udając się każdy w inną stronę okrążyli całą wyspę i zagarnęli wszystkie napotkane okręty i galery. Gdy Grecy i Armeńczycy wyznaczeni do ochrony miast i zamków cesarza i ich uzbrojenia ujrzeli takie mnóstwo napływających ludzi i okrętów, porzucili wszystko i uciekli w góry. Wówczas król i Robert zajęli zamki, miasta i porty - wszystkie opuszczone - i obsadziwszy je ludźmi, zostawiając im broń, żywność i okręty. wrócili do Limassol.[...]
Ryszard dowiedział się następnie, ze córka cesarza znajduje się w mocno ufortyfikowanym zamku zwanym "Cherines" i podszedł tam ze swą armią. Gdy się zbliżał, ona sama wyszła mu naprzeciw i chyląc się przed nim poddała się wraz ze swym zamkiem, zdając się na jego litość. Potem podda mu się też mocno ufortyfikowany zamek Buffavant i przekazane zostaną kolejno wszystkie miasta i bogactwa cesarstwa.
.,Nieszczęsny cesarz ukrywał się w warownym opactwie Chef-SaintAndre. Widząc, ze król zmierza w jego stronę, rzucił mu się do nóg, zdając na łaskę króla swe życie, członków rodziny, nie wspominając o królestwie, gdyż wiedział już, że wszystko jest w ręku i mocy Ryszarda. Wybłagał jednak króla, by nie zakładał mu żelaznych kajdan na nogi i ręce. Król wysłuchał jego prośby, oddał go pod straż Raula Fitz-Godefroy, swego skarbnika, i kazał sporządzić na ręce i nogi łańcuchy ze srebra i złota, i w ten sposób «zakuć go w kajdany». Działo się to na Cyprze, w czerwcu, dnia pierwszego tego miesiąca, w wigilię Zielonych Świąt. Ryszard po wydaniu wszelkich rozkazów dotyczących bezpieczeństwa cesarza, ustanowiwszy straże dla miast i zamków oddał władzę Ryszardowi z Camvil i Robertowi z Turnham, by strzegli Cypru w jego imieniu."..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 105-109

ozdoba

5 czerwca 1191. Wyjazd z Cypru.



7 czerwca 1191. Zatopienie muzułmańskiego statku na morzu.



8 czerwca 1191. Dopłynięcie do Akki.



Wyprawa Filipa II Augusta

13 sierpnia 1190. Przybycie do Genui. Choroba króla. Zatarg z Ryszardem I Lwie Serce.



16 wrzesień 1190. Przybycie do Mesyny.



23 września 1190. Przywitanie w Mesynie dopiero co przybyłego Ryszarda I Lwie Serce.



29 wrzesień 1190. Spotkanie z Joanną, siostrą Ryszarda I Lwie Serce.



Marzec 1191. Kolejny zatarg z Ryszardem I Lwie Serce.



30 marca 1191. Opuszczenie Mesyny.



20 kwietnia 1191. Dopłynięcie do Akki.



Akka (Akra) 1189-1191

"...W kontynuacji łacińskiej czytamy, że Frankowie nie czekali na bombardowanie z machin oblężniczych, lecz zaczęli szturm już w dzień po przybyciu, czyli 29 sierpnia, a autor utrzymuje, że byli bliscy sukcesu, kiedy nadeszła wieść, iż zbliża się Saladyn. „Miał ze sobą niewiele wojsk, lecz obawa pomnożyła ich liczbę". Frankowie wycofali się do swojego obozu w Toronie (Tali al-Fuchchar)..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 339

Teraz obie strony przez dwa tygodnie nie wykonały żadnego ruchu, wzajemnie się badając oraz oczekując na posiłki. W tym czasie armię Saladyna wzmocniły oddziały Takiego ad-Dina, który dotarł tu spod Antiochii, oraz Keukburiego, a także kontyngenty z Mosulu, Sindżaru i Dijar Bakr. Liczebność wojsk Franków zwiększana była od strony morza.

"...Kiedy zgromadziła się armia muzułmańska, Saladyn zjechał ze wzgórz, by podjąć wyzwanie. Centrum jego sił znajdowało się w Tali Kajsanie, na odizolowanym wzgórku, 8 km na południowy wschód od Akry, prawe skrzydło - na północnej granicy równiny, lewe zaś zostało pod Nahr Namanem. Nie można ustalić dokładnej pozycji lewego skrzydła na rzeką, lecz najprawdopodobniej front liczył blisko 10 km i miał kształt trójkąta, którego wierzchołkiem był Tali Kajsan, natomiast najniższy punkt, Tali al-Ajjadijja, znajdował się 4 km od bazy frankijskiej w Toronie.[...]
Saladyn najwyraźniej miał nadzieję, że Frankowie go zaatakują. Al-Fadil, nękany kolką i prywatnymi zmartwieniami, napisał, że Akra znalazła się w potrzasku od strony lądu i morza, a następnie dodał: „mimo liczby i siły wroga nie sądzę, aby on nadciągnął. Należy mieć nadzieję, że Bóg rozsądzi sprawę między nami, a jest to najlepszy z sędziów". Pod koniec miesiąca radżab, 13 września, Frankowie poczuli się wystarczająco silni, aby zacieśnić blokadę, i otoczyli Akrę „jak pierścień". Rada wojenna Saladyna zdecydowała się wtedy na generalny szturm, którego czas miał odpowiadać piątkowej modlitwie 14 września. Jednakże Frankowie stali jak „lita ściana bez żadnego pęknięcia", a walka za dnia nie doprowadziła do żadnego rozstrzygnięcia. Następnego ranka muzułmanie mieli więcej szczęścia. Frankowie wyznaczyli niewielki oddział do pilnowania północnych granic Akry, najbardziej oddalonych od trzonu armii Saladyna. Taki ad-Din wysłany okrężną drogą w celu zaatakowania Franków zdołał odepchnąć ich ku Toronowi i umożliwić przedostanie się bramą Św. Antoniego ku cytadeli na północnym skraju miasta. Imad ad-din skrycie krytykował fakt, że muzułmanie nie wykorzystali swojej przewagi, przytaczając słowa emirów, „że sprawa jest prosta", po czym rozeszli się, żeby napoić konie. Dzięki temu Frankowie zyskali czas, aby przegrupować się przy Toronie, i „stali niczym mur, pod osłoną pancerzy i tarcz, ze wzniesionymi włóczniami i naciągniętymi kuszami".[...]
21 września Frankowie rozpoczęli atak, który nie zmienił sytuacji, lecz pokazał ich rosnącą pewność siebie. Saladyn przesunął się bliżej, 24 września jego centrum zostało na Tali al-Ajjadijji, lewe skrzydło nad rzeką, a prawe nad morzem. Emir Husam ad-Din Sunkur zmarł 10 września na dyzenterię, a 26 września w Tali al-Ajjadijji zmarł z kolei Tuman z Ar-Rakki, prosząc o wsadzenie go na konia, aby można uznać, że zginął śmiercią męczeńską w walce dżihadu.[...]
Muzułmanie jednak nie mieli powodu do optymizmu. Saladyn odniósł niewielki sukces, gdyż pomógł swoim Beduinom zastawić pułapkę na najeźdźców frankijskich przy rzece, lecz Frankowie otrzymali posiłki i wzmocnili swój obóz. Szacowano, że ich wojska liczą teraz ponad 100 000 ludzi, a 3 października ujrzano, że sposobią się do niezwykłego wysiłku. Muzułmanie z kolei przygotowywali się na przyjęcie ataku. W szyku bitewnym od centrum do prawej stali: sam Saladyn oraz jego synowie, Al-Afdal i Az-Zafir, Mosulczycy pod wodzą Zahira ad-Dina Chidra, oddziały z Dijar Bakr dowodzone przez piętnastoletniego władcę Hisn Kajfy, Kutba ad-Dina Sukmana, bratanek Saladyna Husam ad-Din, władający wówczas Nabulusem, Sarim ad-Din Kajmaz, przypuszczalnie z wojskami z Damaszku, a na samym skraju - Ikki ad-Din. Od centrum do lewej w linii stali Kurd Al-Masztub, emir Mudżalla Ibn Marwan z Kurdami Mihrani i Hakkari, następnie wojska z Sindżaru pod wodzą Mudżahida ad-Dina Jurunkusza, dalej Keukburi i mamelucy Asdi pod wodzą Sajfa ad-Dina Jazkudża.
Frankowie przypuścili atak na Akrę od północy. Według źródeł wzmocnili lewe skrzydło, tak że przeważyło liczebnie nad prawym skrzydłem muzułmanów, a Taki ad-Din rzucił do walki swoich harcowników, aby osłonili taktyczny odwrót. On sam, wraz z Kajmazem i Husamem ad-Dinem, cofnął się w nadziei przeciągnięcia stojącego naprzeciwko skrzydła Franków poza linię, lecz ci nie dali się podejść i nadal trwali na miejscu. W międzyczasie Saladyn źle zrozumiał manewr Takiego ad-Dina i osłabił swoje centrum, gdyż wysłał kilka szwadronów, żeby go wsparły. Frankowie dostrzegli nadarzającą się okazję i zwrócili się przeciwko najbliżej położonej części linii muzułmańskiej czyli oddziałom z Dijar Bakr, które po wycofaniu się Husama ad-Dina pozostały odsłonięte. Ludzie z Dijar Bakr nie cieszyli się dobrą reputacją: zarówno Ibn Szaddad, jak i Imad ad-Din podkreślali ich brak doświadczenia bojowego. Frankijska szarża złamała ich, inne kontyngenty pomogły ich rozgromić, a hrabia Bar dotarł nawet do namiotu Saladyna w Tall al-Ajjadijji. Imad ad-Din, który obserwował bitwę z Tali z „pewnymi zacnymi ludźmi, nie sądząc, aby walki nas dosięgły", wziął nogi za pas i był tak przekonany o klęsce, że dotarł w ucieczce aż do Jeziora Tyberiadzkiego, a pozostali zatrzymali się dopiero wtedy, kiedy już znaleźli się bezpiecznie na wschodnim brzegu Jordanu lub nawet w samym Damaszku.
Jednakże Frankowie padli teraz ofiarą tych samych trudności w komunikacji i koordynacji, które spowodowały błąd Saladyna. Zgodnie z wersją wydarzeń przekazaną w L'Estoire de la Guerre Sainte, widok umykających jeźdźców ściganych przez grupę żołnierzy sprawił wrażenie, że czołowe oddziały Franków zostały rozgromione, a wtedy pozostałe oddziały Franków wycofały się. Teorię, że było to nieporozumienie, podtrzymuje Ibn Szaddad, który stwierdził, że sam Saladyn zatrzymał się u stóp Tall al-Ajjadijji z pięcioma towarzyszami, zbierając ze swojego centrum, co tylko mógł. Z Tali Frankowie mogli zobaczyć, że muzułmańskie lewe skrzydło nie zostało złamane, mogli też najprawdopodobniej dostrzec Takiego ad-Dina na północ od nich. Ponieważ żadne dalsze posunięcie nie odsłoniłoby ich skrzydeł bocznych, zaczęli się cofać, lecz gdy tylko rozpoczęli odwrót, Saladyn wysłał oddziały, które zgromadziły się za Tali, w celu przeprowadzenia ataku. Część Franków uciekła, a Ibn Szaddad mówi, że kiedy główny korpus wojska ujrzał ich ściganych przez muzułmanów, uznał, że pozostała część atakujących przepadła. Cała linia wycofała się teraz w zamieszaniu, pod naporem muzułmańskiego lewego skrzydła oraz Takiego ad-Dina, Kajmaza i Husama ad-Dina, którzy właśnie powrócili do akcji. Pościg ustał dopiero wtedy, gdy rezerwa Franków zaczęła bronić obozu. Straty Franków oceniano na 7000 osób, a ciała wrzucano do rzeki, aby skaziły wodę. [...]
Wkrótce jednak muzułmanie sami sobie zadali cios, który zniweczył ich sukces. Kiedy wydawało się, że ich oddziały są na skraju klęski, służący skorzystali z zamieszania, obrabowali namioty i uciekli z wszystkim, co zdołali zabrać. Zdaniem Imada ad-Dina, Saladyn chciał przeprowadzić atak, zanim Frankowie nadrobią straty, „lecz kiedy szukali armii, tej już nie było". Zarówno złodzieje umykający z łupami, jak i ci, którzy ruszyli za nimi w pogoń, rozpierzchli się, a Saladyn mógł jedynie wydać rozkaz całkowitego odwrotu. Atak trzeba było odłożyć. Frankowie uzupełnili swoje straty dzięki posiłkom, a wielu muzułmańskich dezerterów nigdy nie wróciło.[...]
Imad ad-Din w oficjalnym liście napisał, że Frankowie, choć osłabieni stratami, roili się jak pszczoły oraz poszerzyli i pogłębili swoje okopy, tak że zaatakowanie ich okazało się niemożliwe; w czasie bitwy „oddziały ze wschodu" stchórzyły, jedynie wojska z Sindżaru nie ustąpiły z placu boju, a „oko Tumana odświeżyła w raju śmiałość jego syna"; Frankowie są teraz pognębieni, lecz „dopóki będą nadpływać morzem i nie przepędzi się ich stąd, pozostaną nieustanną plagą".[...]
12 października wysłał ciężki bagaż do obozu na wzgórzach, około 10 km na południowy wschód od Tali al-Ajjadijji. Później zwołał naradę, w której wzięli udział zarówno Ibn Szaddad, jak Imad ad-Din. Mówił, jak twierdzą źródła, o małej liczebności wroga - „z wielkiej ich liczby zostało niewielu" - podkreślił też, że w nowym roku Frankowie otrzymają posiłki, natomiast muzułmanie mogą liczyć jedynie na pomoc ze strony Al-Adila, który właśnie znajduje się w drodze. Z tych powodów Saladyn zalecał natychmiastowy atak. Wysuwano kontrargumenty: morale armii jest niskie, żołnierze pozostają „pod bronią i na koniach od pięćdziesięciu dni"; wierzchowce są obolałe, mają ciała odparzone od siodeł, sam zaś Saladyn dotkliwie odczuwa rezultaty wyczerpującego wysiłku; na przegrupowanie uciekinierów, nadejście Al-Adila i „zebranie piechoty, aby stanęła naprzeciw piechoty wroga", potrzeba czasu. Można pozyskać Turkmenów, obiecując im ziemie i dary, gdyż „bez wątpienia muzułmanie pomogą". Był już najwyższy czas na nadejście muzułmańskich posiłków i zdruzgotanie Franków przed rozpoczęciem sezonu żeglugowego, najlepszy plan to wycofanie się armii przy jednoczesnym pozostawieniu sił maskujących, które można wymieniać rotacyjnie. To właśnie zalecał Al-Fadil w swoim liście, lecz Imad ad-Din najwyraźniej się z nim nie zgodził i podkreślał, iż brama morska do Akry ciągle stoi otworem, natomiast odwrót muzułmanów umożliwi Frankom wznowienie blokady. Było to dość oczywiste, lecz nie przeważyło nad ważniejszą kwestią, iż bardziej niebezpieczna będzie próba wywierania presji na armię ponad granice jej wytrzymałości. W rezultacie garnizonowi w Akrze nakazano zamknąć bramy, a w nocy z 15 na 16 października Saladyn odesłał bagaż. Mimo złego stanu zdrowia każdego ranka udawał się na inspekcję, zdradzając po powrocie „oznaki ciężkich trudów". Frankowie wyładowali swoje machiny oblężnicze i wzmocnili obóz „od morza do morza". W murze pozostawiono bramy, aby dokonywać przez nie wypadów, wzmocniono go tylko pozostałościami z okopów oraz otoczono wałami i obsadzono strażą. Zdaniem Imada ad-Dina, dowodziło to nonsensowności teorii, że Frankowie wycofają się, jeśli da im się taką sposobność.[...]
Al-Adil 1 listopada wyruszył z Birkat al-Dżubb do Bilbajsu ze sporym wojskiem, w tym pewną liczbą czarnych żołnierzy, a do Akry przybył pod koniec miesiąca. Sam Saladyn zbierał syryjską piechotę i próbował nadal kontynuować presję wojskową, lecz wilgotna i zimna pogoda położyła kres szansom na poważną walkę.
W tym momencie Saladyna, który stracił już bratanka Izz ad-Dina Musika, dotknęło inne nieszczęście - pod Al-Charrubą zginął jeden z najbliższych mu towarzyszy, Dija ad-Din Isa. Al-Fadil wyraził swoje ubolewanie i dodał, że sytuacja, w której znaleźli się muzułmanie wraz ze swym sułtanem, nie sprzyjała ich cierpliwości, tak jak miejsce nie odpowiadało ciałom, i powstał strach o „owoce ludzkich serc". Była to wyraźna aluzja, że niezadowolenie może skłaniać do buntu, i musiało rzucać się w oczy, że jeśli oblężenie ma się przeobrazić w wojnę pozycyjną, to Saladyn musi przede wszystkim podtrzymać ducha bojowego swoich ludzi dzięki zorganizowaniu regularnych wymian żołnierzy. W rezultacie „obcym oddziałom", przypuszczalnie z Mosulu, Sindżaru i Dijar Bakr, pozwolono odjechać, a Saladyn został z siłami głównie ajjubidzkimi, którymi dowodzili Al-Adil, Al-Afdal i Taki ad-Din. Chociaż nie był to sezon żeglugowy, na morze wysłano pięćdziesiąt galer pod wodzą Lulu, które 26 grudnia przybyły do Akry. Przypłynęło nimi kilku emirów i ich zwolenników, którzy zamierzali wzmocnić garnizon, samych zaś żeglarzy wykorzystano do obsługi machin wojennych i rażenia wroga greckim ogniem. Zdołali oni też wyrządzić szkodę Frankom, gdyż zorganizowali atak z zaskoczenia na „bazar pełen kramów z winem i burdeli" w ich obozie.[...]
Frankowie rozpoczęli pod Akrą aktywną kampanię w miesiącu safar (10 marca-7 kwietnia), przeprowadzając atak z zaskoczenia na lewe skrzydło sił maskujących, sam zaś Saladyn był w tym czasie na polowaniu. Muzułmanie dążyli do szybkiego sukcesu, lecz zabrakło im strzał i ucierpieli z powodu szarży Franków, która zepchnęła ich nad rzekę. Wynikało z tego jasno, że Saladyn powinien teraz zebrać swoją armię. Jako pierwsi mieli przybyć Syryjczycy z młodym Szirkuhem z Himsu, Sabik ad-Din Usman z Szajzaru, syn Ibn al-Mukaddama i pewna liczba Beduinów i Turkmenów. Po ich przybyciu Saladyn 25 kwietnia zszedł ze wzgórz na swoją dawną pozycję w Tali Kajsanie. Taki ad-Din ponownie znalazł się po prawej stronie, a Al-Adil dowodził lewym skrzydłem, natomiast Al-Afdal i Az-Zafir stali z boków centrum, po lewej i prawej stronie.[...]
Ofensywa Franków skupiła się przede wszystkim na machinach oblężniczych. Skonstruowali oni trzy ruchome wieże oblężnicze z importowanego drewna, „gdyż tylko rzadkie gatunki drewna nadają się do tych wielkich konstrukcji". Wieże pokryto skórą nasączoną octem, w celu ochrony przed greckim ogniem, a muzułmanie mogli dostrzec ze swojego obozu, jak „wyłaniają się nad murami Akry". Zdaniem autora kontynuacji łacińskiej garnizon był tak zatrwożony, że zaczął negocjować warunki kapitulacji a Imad ad-Din potwierdził, iż pływacy przynieśli Saladynowi wieści o zagrożeniu Akry. Kiedy Saladyn otrzymał liczniejsze posiłki, zaczął serię dywersyjnych ataków. Imad ad-Din Mahmud, władca Dary, przybył 27 kwietnia i dołączył do walki, która zaczęła się tego samego dnia. Saladyn wyruszył 28 kwietnia z Tali Kąjsanu do Tall al-Ajjadijji, nakazując bazarowi obsługującemu armię udać się za nią, tak aby nikt nie musiał wyjeżdżać w celu zakupu zaopatrzenia. Kolumna z ekwipunkiem nadciągnęła 2 maja, a służba z mieczami i tarczami wziętymi ze zbrojowni dołączyła do ataków. Okazało się to jednak nieskuteczne i 3 maja nurkowie powtórnie przynieśli wieści, że miasto jest mocno zagrożone. Saladyn ponowił apele o pomoc i następnego dnia przybył Az-Zahir z Aleppo, a za nim Keukburi. Frankowie podzielili swoje siły: część strzegła okopów, inne szturmowały miasto i pracowały nad zasypaniem fosy. Niespodziewanie do ocalenia garnizonu przyczynił się syn damasceńskiego kotlarza. Prosił on wcześniej o pozwolenie wejścia do Akry, gdzie jego sugestie podpalenia wieży rozdrażniły pirotechników, „gdyż to nie było jego rzemiosło", inni zaś kpili z niego, mówiąc: „ten człowiek traci pieniądze na coś, co nie jest jego zadaniem". Wreszcie 5 maja pozwolono mu posłużyć się machiną z jego własnym rodzajem greckiego ognia, a wtedy nie tylko spaliły się wieże, ale i inne machiny frankijskie, które strawił ten sam pożar. [...]
W kontynuacji łacińskiej czytamy, że obóz frankijski znalazł się wówczas między młotem sił Saladyna a kowadłem miasta, gdyż oddziały z dwóch stron świata, Azji i Afryki, połączyły się, by zaatakować trzecią stronę. Zanki z Sindżaru przybył pod koniec maja, za nim zaś w czerwcu Sandżar Szah z Dżazirat Ibn Umar i Zajn ad-Din Jusuf z Irbilu oraz Ala ad-Din, syn Izz ad-Dina z Mosulu. Jednakże Niemcy skutecznie uniemożliwili Saladynowi wykorzystanie przewagi liczebnej do rozpoczęcia ofensywy.[...] Teraz mógł jedynie rozdzielić swoje siły: tych emirów, których ziemie leżały na drodze inwazji, wysłano na północ, natomiast on sam pozostał z ludźmi ze wschodu i Egipcjanami. Pierwszy wyruszył syn Takiego ad-Dina, Nasir ad-Din, władca Manbidżu, za nim syn Ibn al-Mukaddama oraz Bahram Szah, władca Baalbeku, Sabik ad-Din Usman z Szajzaru i Az-Zahir z oddziałami Jarukijji z Aleppo, a na końcu, 14 lipca, sam Taki ad-Din dowodzący wojskami z Hamy.[...]
Tymczasem Saladyn zdołał sprowadzić do Akry posiłki w postaci kolejnej eskadry floty egipskiej, którą autor kontynuacji łacińskiej ocenił na dwadzieścia pięć statków. Muzułmanie ujrzeli 14 czerwca w południe, „jak pojawia się wiele żagli", a Saladyn przeprowadził dywersyjny atak, w którym „obydwie strony sprzedały swoje życie za odpoczynek na tamtym świecie".
Akrze przestało teraz grozić bezpośrednie niebezpieczeństwo, a Saladyn z zadowoleniem oczekiwał na przebieg wydarzeń. Jednakże, zgodnie z relacją zachodnią, zwykli żołnierze w obozie Franków zaczęli się burzyć. „Pragnąc zmiany, zarzucili swoim dowódcom gnuśność", a „w dniu św. Jakuba [25 lipca], ponurym i zgoła nieodpowiednim, złowroga tłuszcza rzuciła się do ataku". Skierował się on przeciwko „Tekadynowi, wnukowi sułtana, człowiekowi energicznemu i odważnemu w boju, lecz nieprzejednanemu w swoim okrucieństwie i wielkiej niegodziwości". Atak nie miał jakoby żadnego dowódcy; każdy z napastników czynił, co chciał, i ledwie mogli rozpoznać własne chorągwie. Taki ad-Din wyjechał z obozu ponad tydzień wcześniej, a napad nie był tak źle przygotowany, jak potem twierdzono. Imad ad-Din uznał, że Frankowie próbują najpierw uprzedzić Niemców, a potem wykorzystać słabość muzułmańskiego prawego skrzydła, obsadzonego przez wielu ludzi z północy. Jednakże Saladyn zabezpieczył się - przeniósł Al-Adila, robiąc tym samym miejsce Takiemu ad-Dinowi, i zastosował tę samą taktykę, którą Taki ad-Din wykorzystał w bitwie z 3 października 1189 roku - wycofywał się, by wciągnąć atakujących w pułapkę. Wsparli go bezpośredni sąsiedzi na prawym skrzydle, Sarim ad-Din Kajmaz i Izz ad-Din Dżurdik, a kiedy Frankowie złamali szyki, aby splądrować jego obóz, ruszył na nich. Saladyn wysłał posiłki z centrum, w tym swoją własną gwardię, oddział z wojsk z Mosulu pod wodzą Alego ad-Dina oraz Egipcjan pod wodzą Sunkura al-Halabiego. Frankowie zapędzili się zbyt daleko, aby móc się bezpiecznie wycofać; jak mówiono, jedynie Rafał z Hauterive, archidiakon Rochester, wyjechał z obozu, by im pomóc, a Imad ad-Din opisał frankijskie trupy, leżące pokotem w dziewięciu szeregach, od piaszczystej wydmy po wybrzeże; w każdym z nich było ponad tysiąc ciał. [...]
Bitwa z następnego dnia powtórzyła schemat tej z poprzedniego października, gdyż również tym razem muzułmanie nie zdołali wykorzystać swojej przewagi. Saladyn zamierzał jakoby zaatakować, lecz wtedy zaabsorbowały go wieści z północy, gdzie armia niemiecka poszła w rozsypkę.[...]
Chociaż Niemcy ponieśli oczywistą klęskę, zmusili jednak Saladyna do prowadzenia przez całe lato defensywy. Dopiero w październiku dołączyli do niego Az-Zahir, Sabik ad-Din, Usman, Bahram Szah z Baalbeku oraz syn Ibn al-Mukaddama, natomiast Taki ad-Din wrócił dopiero w listopadzie. W czasie ich nieobecności Saladyn ani razu poważnie nie zagroził obozowi Franków.[...]
Frankowie z pewnością nie mieli powodów do zadowolenia. Po przy. byciu Henryka z Szampanii próbowali ciągłego ostrzału z machin, które jednak podczas jednego z wypadów zostały zniszczone, a w nocy z 2 na 3 września spłonęły dwie kolejne; na jedną z nich Henryk wydał podobno 1500 dinarów; 24 września przeprowadzono ze statków atak na wieżę, którą Saladyn opisał jako klucz do przystani. Jak sam mówił, wyposażył ją w kuszników, łuczników, pirotechników oraz specjalistów od obsługi samej machiny, a Frankowie spróbowali podpalić wały służące do jej ochrony. Jednakże w krytycznym momencie „wiatr, początkowo sprzyjający, obrócił się przeciwko nim", a komory machiny, i wypełnione „tłuszczem, podpałką, olejem i drewnem" wybuchły i doprowadziły do bezużytecznego zniszczenia. Pizańczycy przygotowali specjalny statek w kształcie zamku, przeznaczony do szturmowania murów, lecz 6 października muzułmańskie galery dokonały niespodziewanego wypadu z wybrzeża i spaliły go. Krzyżowcy ponieśli klęskę również na lądzie. Książę Szwabii przybył 7 października, lecz - jak pisze Imad ad-Din - „Jego przybycie nie zrobiło żadnego wrażenia. Frankowie rzekli: «Obyż on do nas nie przybył»". Tytułem próby książę przypuścił atak na Tali al-Ajjadijję, który okazał się nieudany, a 14 października ogień strawił groźne tarany, skonstruowane na zlecenie Henryka z Szampanii i arcybiskupa z Besançon.[...]
W październiku dezerterzy przynieśli wieści, że Frankowie dążą do kolejnej bitwy. Rada wojenna Saladyna doradzała odwrót, aby odciągnąć ich od fortyfikacji, i 20 października Saladyn uczynił to, przemierzając około 17 km z Akry do wzgórz Szafaram.[...]
11 listopada wcześniejsze ostrzeżenia potwierdził widok armii Franków, nadciągającej w szyku bitewnym i zmierzającej ku studniom, które muzułmanie wydrążyli przy Tali al-Ajjadijji. Siły maskujące Saladyna cofnęły się do Tali Kajsanu, a on, w celu zabezpieczenia, odesłał tej nocy swój bagaż do Kajmunu i Nazaretu. Donieśli o tym frankijscy zwiadowcy, którzy według Ambrożego przynieśli wieści, iż sam Saladyn wyjechał, a pójście jego śladem byłoby „wielkim szaleństwem". W rzeczywistości Frankowie wcale nie skierowali się w stronę wzgórz, lecz 12 listopada skręcili na południe w kierunku Hajfy. Saladyn postanowił, by muzułmanie przecięli linię ich marszu, z prawym skrzydłem rozciągniętym do wzgórz przy Al-Charrubie, a lewym nad rzeką Naman. Po bitwie w dniu św. Jakuba prawe skrzydło wzmocnili żołnierze, którzy powrócili z północy; w jego skład wchodzili teraz synowie Saladyna, Al-Afdal i Az-Zahir, z oddziałami z Aleppo, Husam ad-Din z Nabulusu, Sarim ad-Din Kajmaz i Izz ad-Din Dżurdik, Husam ad-Din Biszara z Baniasu i Badr ad-Din Dildirim. Po lewej znajdowały się oddziały z Sindżaru, Sandżar Szah z kontyngentem z Dżazirat Ibn Umar, Taki ad-Din, Al-Masztub oraz Kurdowie Mihrani i Hakkari, a także emir Hakkari, Chusztarin. Straż Saladyna stała w środku, lecz on sam był zbyt chory, aby wziąć udział w bitwie, zatrzymał się więc na wzgórzach. Z powodu choroby w bitwie nie uczestniczył też Zanki, który wycofał się razem z ekwipunkiem, oraz Imad ad-Din.
Muzułmanie zachowali się zgodnie ze swoją tradycyjną taktyką - wysłali harcowników, aby zatrzymali atak, nie dopuszczając do zamknięcia formacji, chcąc ją zablokować. Podobno Frankowie zabrali ze sobą zapasy na cztery dni, a marsz zaprowadził ich w dół rzeki Naman, gdzie mieli jeszcze z grubsza połowę drogi do Hajfy; podobno szukali tam zapasów. Jeżeli już zużyli ich połowę, dalszy marsz był z pewnością niebezpieczny, okrążyli więc zakole rzeki i rozbili obóz pod Tali al-Kurdani, na jej zachodnim brzegu. Muzułmanie wycofali się nocą, a Saladyn nakazał swojemu prawemu skrzydłu zbliżyć się do rzeki, lewe zaś miało zająć nową pozycję, między rzeką a morzem. Takie rozkazy zmierzały do okrążenia Franków, lecz muzułmanom zabroniono wywierania na nich zbytniego naporu „za dnia", przypuszczalnie Saladyn miał nadzieję, że do tego czasu uda się złamać ich formację. Frankowie przebudzili się rankiem 13 listopada i zobaczyli wokół siebie „wszystkich Turków świata", lecz wycofali się ku Akrze, w zwartym szyku wokół swojego sztandaru, z piechotą osłaniającą jazdę.
Była to najbardziej zacięta bitwa od czasu Hittinu. Frankijska ariergarda cofnęła się, stając twarzą w twarz z wrogiem i nieustannie ostrzeliwując go z kusz i łuków, natomiast Saladyn wysyłał do bitwy jeden oddział za drugim, aż wreszcie został bez rezerw. Muzułmanie byli zbyt niecierpliwi, aby słuchać rozkazów i zachować dystans; opisywano, że niemal wmieszali się w tylne szeregi Franków, a Ibn Szaddad odnotował wiele muzułmańskich ofiar, w tym emira Asadi Sajfa ad-Dina Jazkudża, który został ranny. Podobno Frankowie grzebali swoich zmarłych tam, gdzie ci padali, i wynosili rannych. Do południa przeszli niewiele ponad 3 km i dotarli do mostu Da'uk. Zgodnie z planem Saladyna, najwyraźniej miało go bronić prawe skrzydło, a Ambroży potwierdza, że most był strzeżony. Ibn Szaddad dodał jedynie, że Frankowie przeszli po moście i później go zniszczyli, aby zablokować pościg, po czym rozbili obóz na wschodnim brzegu. Ani on, ani Imad ad-Din nie sugerowali, że istniała jeszcze jakaś szansa bądź plan zniszczenia Franków i być może należy uznać, że trzon prawego skrzydła dołączył do bitwy na zachodnim brzegu.
Saladyn próbował zaaranżować nocny atak garnizonu z Akry na obóz Franków, lecz nie otrzymał odpowiedzi na swoje przesłanie, a rankiem 14 listopada Frankowie ponownie wymaszerowali. Muzułmanie poszli ich śladem, lecz nie parli do ataku, i w końcu szarża przepędziła ich do obozu. Imad ad-Din pozwolił sobie na komentarz, że gdyby Saladyn nie był chory, nikt by nie uciekł, Ibn Szaddad widział zaś Saladyna szalejącego z desperacji. Z pewnością słusznie się obawiał, że Frankowie zdołają wydostać się poza obóz, lecz poza tym nie wyrządzili jego wojsku żadnej szkody. Muzułmanie sądzili, że przeciwnik próbuje w ten sposób rozwiązać problemy z zaopatrzeniem w żywność, a Ambroży potwierdził, że mieli nadzieję na znalezienie w Hajfie magazynów, lecz potem usłyszeli, iż zostały przeniesione. Ibn Szaddad dodał, że chcieli wykorzystać chorobę Saladyna, przypuszczalnie wiedzieli też o wewnętrznych niepokojach w armii muzułmańskiej. Jednak bitwa udowodniła w końcu tylko tyle, iż dopóki utrzymuje się dyscyplinę i postępuje rozważnie, żadna ze stron nie może liczyć na decydujące zwycięstwo, a sytuacja patowa trwała dalej.[...]
Saladyn spędził zimę w swoim obozie na wzgórzach i chociaż Frankowie nie próbowali go tam atakować, nieustannie zagrażali Akrze. Siedem statków z zaopatrzeniem przybyło z Egiptu 31 grudnia, lecz jeden z nich wpadł na skałę w pobliżu portu. Frankowie zaatakowali, chcąc przeszkodzić garnizonowi w rozładunku pozostałych, a w czasie walki reszta statków zatonęła z powodu nieoczekiwanego szkwału. Niecały tydzień później zawalił się fragment murów miejskich, niszcząc część budowli wewnątrz, a Frankowie ruszyli do ataku „jak złowieszcza noc" i z trudem zostali odparci. Wszystkich budowniczych i rzemieślników miasta zmuszono, aby pod osłoną bariery z kamieni i strzał naprawiali wyrwę.[...]
Muzułmanie mieli trochę satysfakcji z powodu trudności w obozie Franków, gdzie głód oraz zaraza zabierały nawet po dwieście osób dziennie. Jednak obchodziły ich przede wszystkim własne problemy. Al-Fadil przybył w miesiącu zu al-hidżdża (30 grudnia-28 stycznia 1191 roku), a przed wyjazdem z Egiptu napisał, że na każdym kroku napotyka się akty nieposłuszeństwa (wobec Boga) oraz niesprawiedliwości. Wojna spowodowała braki w zaopatrzeniu. W przypadku broni zapotrzebowanie okazało się większe niż dostawy i Al-Fadil wspomina o włóczniach, „których nie sposób było już znaleźć nigdzie na tych terenach". Imad ad-Din uskarżał się na brak lekarzy w obozie, Al-Fadil zaś odpisał mu, że niewielu ich też w Egipcie, w tym żaden nie jest godny zaufania. Powtórzył, że „przybyło złoczyńców i zaczęli działać otwarcie. Wyczuli zapach buntu - oby Bóg obciął im nosy, którymi to wywąchali".[...]
Franków nie można zaatakować w ich obozie i mimo odniesionych strat każdego dnia są w stanie czynić stamtąd wypady, niekiedy z wszystkimi siłami, niekiedy tylko z częścią; pochodzą z tak wielu ziem, że w przypadku jeńców i dezerterów konieczna jest pomoc tłumaczy, a niekiedy jeden musi przekładać słowa drugiego..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 340-366

"...Zwłaszcza w ciągu zimy 1190 -1191 sytuacja była tragiczna: "Chleb, który z trudem wystarczał dla jednego człowieka na jeden posiłek, kosztował dziesięć su andegaweńskich. Mięso końskie było przysmakiem, po dwieście bezantów sprzedawano porcję pszenicy (w jakiś czas później, gdy już pszenicy wystarczało, kosztowała tylko sześć bezantów). Na początku lutego 1191 arcybiskup Salisbury uratował sytuację organizując zbiórkę dla najbiedniejszych krzyżowców aż do momentu, gdy w trzy dni później jednemu statkowi udało się przełamać blokadę i przywieźć pszenicę, wino i oliwę, które bezzwłocznie rozdzielono wśród żołnierzy.[...]
Król Francji Filip, zaraz po przybyciu, kazał zbudować nowe wieże, z których jedna, nazwana Malevoisine, była odpowiednikiem wieży bojowej muzułmanów wewnątrz miasta Akki zwanej Malecousine. Jedna i druga strona miotała strzały bądź kamienie. Ryszard nie omieszkał zrobić zapasu kamieni, gdy opuszczał Mesynę: morskich otoczaków, które musiały być olbrzymie - jeden z nich zabił dwunastu ludzi. Kamień len zabrano i pokazano Saladynowi. Z obozu muzułmańskiego wojownicy stojący na wieży miotali również groźne ognie greckie - tak nazwane, gdyż chodziło o wynalazek "grecki", to znaczy bizantyński. Były to ceramiczne garnki wypełnione naftą, które rzucano na oblegających i które następnie zapalano, celując w nie kawałkami metali lub gliny rozgrzanymi do czerwoności. Wojsko Franków chroniło się przed tą bronią, obijając swe machiny wojenne świeżo zdartymi skórami zwierząt lub oblepiając je gliną. Walczący szybko nauczyli się, że nic należy gasić tych ogni wodą, lecz octem lub ziemią..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 112-114

"...30 maja, rozpoczęły się poważne walki, a w ciągu następnego tygodnia każdego dnia musiał przebyć 23 km, aby pomóc obleganemu garnizonowi. Frankowie zaczęli bombardowanie z machin oblężniczych i próbowali wypełnić fosę, wrzucając do niej ciała martwych zwierząt, a nawet ludzkie zwłoki. Garnizon podzielił się na jednostki robocze: jedna ćwiartowała zwłoki, aby łatwiej je było przenieść, druga zaś je zabierała i wrzucała do morza. Trzecia grupa ubezpieczała pierwszą, czwarta zaś obsługiwała machiny i strzegła murów..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 368

"...Filip nie przewidział straży wokół swych machin oblężniczych i zostały one spalone przez oblężonych, prawdopodobnie podczas jednego z nocnych wypadów. Ryszard natomiast zadbał o pilnowanie machin, które z sobą przywiózł, i zapewnił im ochronę w dzień i w nocy.
Owe machiny oblężnicze zostały szczegółowo opisane; oprócz katapult i balist, które miotały strzały lub kamienie, podczas oblężenia Akki - jak się zdaje - używano taranów. Kronikarz Ambroży opisuje jeden z nich, którego konstrukcję przypisuje arcybiskupowi z Besancon: "Taran ten podobny był do domu z dachem do burzenia murów. Wewnątrz był długi maszt okrętowy z żelazną głowicą. Po popchnięciu przez ludzi na mur cofał się, by ponownie uderzyć z jeszcze większą siłą. Pracował tak, by zburzyć mur lub przez wielokrotne uderzenie zrobić wyłom. Ci, którzy obsługiwali taran, bez przerwy uderzali w mur i byli chronieni wewnątrz taranu przed wszelkim niebezpieczeństwem grożącym od góry."5 Tarany te okazały się bardzo skuteczne w sytuacji, kiedy można było zbliżyć się dostatecznie do murów, pozostając wciąż pod osłoną dachu, który przykrywał obsługujących. Frankowie skierowali swe wysiłki na wieżę, którą zwali Wieżą Przeklętą, w północno-wschodnim narożniku wałów. Równocześnie nieustannie robiono podkopy; usiłowano zasypać część fos, które uniemożliwiały zbliżenie się do murów, przez zwożenie ziemi na nasypy i formowanie okrągłych kopców, które pozwalały posuwać się ku wałom..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 115

Poniżej umieszczona mapa pochodzi z publikacji: David Nicolle "Trzecia Krucjata 1191"

Oblężenie Akki

"...Rozpoczęły się teraz zacięte walki. Galery Ryszarda 11 czerwca zaatakowały i zatopiły wielki muzułmański statek z Bejrutu, przewożący zaopatrzenie oraz blisko siedmiuset żołnierzy; 14 i 18 czerwca dokonano poważnych ataków na miasto, a 23 i 24 czerwca Frankowie dotarli po raz pierwszy do linii wzdłuż północnego lądu i wzdłuż rzeki. Potem Ryszard zachorował, a muzułmanie usłyszeli nieprawdziwą wieść, że Filip został ranny..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 369

Nie sposób wyolbrzymić okropieństw, kryjących się za suchymi relacjami ze średniowiecznych wojen. Pod murami Akry krzyżowcy zmagali się z malarią i dyzenterią, gorączką tyfusową wywołaną skażoną wodą i durem plamistym, przenoszonym przez pchły. W każdej chwili mogła wybuchnąć epidemia cholery, a szczury żywiące się odpadkami niosły ze sobą ryzyko pojawienia się dżumy. Dzień i noc z katapult ciskali ku miastu kamienie, żelazo i ogień, żywych i martwych jeńców, a także gnijące ścierwa zwierząt, aby spowodować wśród obrońców wybuch zarazy. Muzułmanie odpowiadali ostrzałem z własnych katapult, często tymi samymi pociskami. Zasypywali atakujących strzałami, kamieniami i ogniem.
Nocą łomot katapult i taranów, okrzyki radości i wrzaski rannych pozwalały zasnąć tylko skrajnie wycieńczonym. Eleganckie namioty możnych dawały nieco schronienia przed rojami much z otwartych latryn, pustynnymi meszkami i moskitami, które gryzły każdy odsłonięty skrawek ciała. Wielu ludzi spało jednak pod gołym niebem, czasem wprost na ziemi, nie bacząc na ryzyko zarażenia się tyfusem.


Fragment książki: D. Boyd "ELEONORA AKWITAŃSKA" s. 252-253

"....Oblegający mieli w mieście kilku przyjaciół, którzy przejęli na siebie rolę szpiegów; niektóre strzały wypuszczane z oblężenia przenosiły informacje o stanic miasta i decyzjach podejmowanych przez obrońców. Kronikarze napomykają o "pewnym nabożnym człowieku, który w skrytości, gdyż obawiał się pogan", wysyłał te informacje, zaczynając je słowami: "W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego". Zresztą nikt wśród chrześcijan nic wiedział, ani przed, ani po zdobyciu miasta, kim był ten człowiek. Być może został przyłapany lub może zginął podczas oblężenia. Istotne jest, że w kilku przypadkach wskazówki jego przydały się krzyżowcom, zwłaszcza gdy Saladyn chciał zorganizować potajemną ucieczkę garnizonu z Akki. Dzięki przesłaniu tej informacji ucieczka została udaremniona.
Działo się to w nocy z 4 na 5 lipca. Poprzednie uderzenie, prowadzone trzeciego, było mocne. Skierowano je raz jeszcze na Przeklętą Wieżę i sąsiednie mury. Dywersja Saladyna na tyły nie udała się. Ambroży długo opisuje bohaterski wyczyn marszałka Francji, Aubry Clementa. Udało mu się z kilku wojownikami przystawić do murów drabiny w pobliżu słynnej wieży, zostali jednak odepchnięci. Aubry z garstką ludzi, którzy mu towarzyszyli, zginął. Był synem oddanego doradcy króla Ludwika VII, Roberta element..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 116

"...Posiłki muzułmańskie przybyły w ostatnim tygodniu czerwca. Chociaż sam Zanki został na miejscu, wysłał jednak z Sindżaru oddziały, które zajęły teraz pozycję na lewym skrzydle Saladyna. Przybyły także dwie dywizje Egipcjan, a Ala ad-Din przyprowadził kontyngent z Mosulu. Z powodu obawy przed Takim ad-Dinem do ludzi ze wschodu nie dołączył żaden oddział z Dijar Bakr, a Saladyn podobno rzekł: „To dzieło szatana". Napisał do Mosulu, do Izz ad-Dina, o rosnącym zagrożeniu ze strony Franków: „Podminowali mury, a miasto znalazło się w niebezpieczeństwie. Pozostaje nam jedynie nadzieja, że Bóg odwróci to swoją łaską". W innym liście pytał: „Jeśli pomoc nie nadejdzie teraz, to kiedy? Jeżeli ktoś przybywa, gdy nie jest potrzebny, to tak jakby w ogóle nie przybył".
Frankowie, pragnąc wesprzeć zabiegi dyplomatyczne, przeprowadzili 2 lipca kolejny poważny szturm, zmuszając Saladyna do odparcia zagrożenia poprzez atak na ich obóz. Ibn Szaddad mówi, że nie wziął ze sobą tego dnia pożywienia, lecz ze łzami w oczach przynaglał swoich ludzi do pośpiechu, sam zaś Al-Adil dołączył do walki. Garnizon 3 lipca oświadczył, że jeżeli muzułmanie czegoś nie zrobią, będzie musiał skapitulować. Ibn Szaddad opisał to jako „najsmutniejsze wieści, które dotarły do muzułmanów". W Akrze znajdowała się „cała broń z Wybrzeża, Jerozolimy, Damaszku, Aleppo i Egiptu" oraz ludzi z innych muzułmańskich krain, a perspektywa klęski dała powody do niepokoju o zdrowie Saladyna. Przeprowadzono kolejny nieudany atak na obóz Franków i Al-Masztub wyjechał z flagą rozejmu, aby omówić z Filipem warunki kapitulacji. Podkreślił, że zawsze, kiedy Frankowie prosili o litość, godzono się na ich prośbę, lecz do uszu Imada ad-Dina i Ibn Szaddada doszło, że Filip rozzłościł Al-Masztuba, gdyż traktował muzułmanów jak swoich „mameluków i niewolników". Wrócił więc, twierdząc, że trzeba bronić Akry do ostatniego człowieka. Jednakże duch bojowy podupadł i w nocy z 3 na 4 lipca kilku emirów wymknęło się z portu w małej łódce. Był to poważny cios dla Saladyna, gdyż jeśli nie mógł już dłużej polegać na swoich emirach, to zagrożona była cała jego pozycja. Wybaczył jednemu z dezerterów pod warunkiem, że tej nocy wróci do Akry, oraz odebrał ikta innym, a znajdował się wśród nich również syn Izz ad-Dina Czauliego i zastępca dowódcy emirów Asadi. Opisał te nowiny Keukburiemu, lecz dodał, że garnizon ciągle walczy, a zza umocnień i z podkopów dokonuje wypadów na Franków.
Saladyn miał nadzieję, że świtem 4 lipca uda mu się przeprowadzić atak z zaskoczenia, lecz, jak pisze Ibn Szaddad, „armia mu w tym nie pomogła, więc rzekł: «Narażamy cały islam na niebezpieczeństwo»". Później trwały walki w ciągu dnia, lecz w międzyczasie przybyło trzech posłów od Ryszarda z prośbą o śnieg i owoce. Przypuszczalnie po raz kolejny mieli za zadanie wysondować ducha bojowego muzułmanów, a w odpowiedzi Saladyn zezwolił im odwiedzić bazar armii, gdzie ujrzeli ponad 7000 sklepów. [...] Noc z 4 na 5 lipca muzułmanie spędzili pod bronią, gdyż uzgodniono, że garnizon powinien dokonać próby wywalczenia im przejścia. Plan się nie udał, najwyraźniej dlatego, że Frankowie zostali o nim uprzedzeni..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 370-372

"...Następnej nocy, gdy zbliżała się północ, Saladyn podjął nową próbę ataku na zewnętrzne fosy obozu chrześcijańskiego. Zamiarem jego było umożliwienie ucieczki pewnej liczby obrońców Akki podczas tego zamieszania, ale jako że zamiar został zdradzony obu królom, mury miasta były pilnie strzeżone. Wszystkie oddziały postawiono w stan alarmu i atak Saladyna został odparty z dużymi stratami. 5 lipca w jednym z murów wojsko i maszyny Ryszarda zrobiły wielki wyłom. W nocy zburzono jedną wieżę, a następnego dnia, 6 lipca, ruszyło nowe natarcie na miasto. Dwaj delegaci oblężonych, Al Masztub i Karakusz, i jeszcze trzeci o nazwisku Elsedin Jardic, ponowili negocjacje..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 117

"...6 lipca zaczęły się ponowne negocjacje. Muzułmanie zaoferowali kapitulację miasta i oddanie go, wraz ze wszystkim, co się w nim znajdowało, w zamian za wolność dla garnizonu. Kiedy propozycję odrzucono, podbili ofertę, obiecując uwolnienie jednego jeńca frankijskiego za każdego członka garnizonu, a w końcu zaoferowali również oddanie Krzyża. Jednakże Frankowie upierali się i przy zwrocie „wszystkich ziem i wypuszczeniu wszystkich jeńców", a te warunki uznano za niemożliwe do przyjęcia. Garnizon 7 lipca przysłał wieść, że jego członkowie są gotowi walczyć do upadłego. Posiłki nadeszły 9 lipca wraz z Sabikiem ad-Dinem Usmanem, a 10 lipca Badr ad-Din Dildirim przyprowadził duży oddział Turkmenów. W Akrze przeprowadzono tymczasem próbę zbudowania maskującego muru za głównym wyłomem dokonanym przez Franków, lecz w obwarowaniu były też inne dziury, co osłabiło miasto.
Gdyby Akra została zdobyta szturmem, garnizon nie mógłby liczyć na okazanie litości. Z przesyłanych wieści wynika, że żołnierze się wahali. Saladynowi przekazano 3 lipca, że chcą się poddać, a 7 lipca - że będą walczyć na śmierć i życie, gdyż przypuszczalnie usłyszeli wtedy o klęsce własnych negocjacji. Frankowie 12 lipca zaatakowali po raz kolejny, a nurek przyniósł wieści o ostatecznym upadku. Al-Masztub negocjował warunki kapitulacji: miasto ze wszystkim, co w nim było, w tym również statki na nadbrzeżu, miało się poddać; muzułmanie mieli zapłacić 200 000 dinarów i oddać 1500 „nieznanych" jeńców oraz 100 wskazanych przez Franków, a ponadto Krzyż. Konrad, który wrócił do obozu Franków, brał udział jako poseł w negocjacjach i miał otrzymać 10 000 dinarów dla siebie oraz dalsze 4000 dla „towarzyszy". W zamian członkowie garnizonu mogli odejść wolno ze swoimi rodzinami i rzeczami osobistymi. Kiedy nadeszły te wieści, Saladyn zwołał radę wojenną. „Jego umysł był zmącony, myśli rozproszone, a on sam stracił wszelką orientację". Mamy świadectwo, że Al-Masztuba upoważniono do przedłożenia ofert, które w efekcie bardzo podkopały autorytet Saladyna, a Ibn Szaddad napisał, że sułtan miał zamiar wysłać tej nocy nurka z wiadomością, iż nie zgadza się na te warunki. Jednakże w południe Frankowie „wystrzelili jeden raz", a ich sztandary ujrzano nad murami miasta. Armia muzułmańska cierpiała i biadała. Imad ad-Din napisał: „Pocieszaliśmy Saladyna. „Chociaż miasto upadło, nie upadł islam", Ibn Szaddad napisał zaś, że próbował zwrócić swoje myśli ku obronie Wybrzeża i Jerozolimy..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 372-373

"...W końcu, wbrew żądaniom Saladyna, który chciał przedłużyć opór, wyczerpani, będący u kresu sił oblężeni, podjęli decyzję o kapitulacji za pośrednictwem szpitalników i Konrada z Montferratu; w piątek, 12 lipca, "ujrzano krzyże i sztandary wznoszące się nad murami miasta", pisze kronikarz arabski Abu Szama "Wielka wrzawa rozległa się po stronie Franków. Przerażenie ogarnęło wszystkich; byli jak osłupiali; obóz rozbrzmiewał okrzykami, skargami, szlochami i jękiem. Było to ohydne widowisko - kontynuuje dobry muzułmanin - gdy markiz wchodzący do Akki z czterema chorągwiami królów chrześcijańskich zatknął jedną na cytadeli, drugą na minarecie wielkiego meczetu - a był to piątek! - trzecią na wieży obronnej w miejsce chorągwi islamu."..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 118

ozdoba

20 lipca 1191 roku Ryszard I Lwie Serce spotkał się z Filipem II Augustem i zaproponował, aby każdy z nich złożył przysięgę, że pozostanie na Ziemi Świętej przez dwa lata, aby walczyć z muzułmanami. Pobyt ten mógłby zostać skrócony w przypadku, gdyby Saladyn oddał Jerozolimę i całą otaczającą ją ziemię. Angielski król spotkał się z odmową francuskiego monarchy.

W dniach 27-28 lipca 1191 roku obradował sąd, który rozstrzygał spór pomiędzy byłym królem Jerozolimy Gwidonem z Lusignan a markizem Konradem z Montferratu.



"...Istniał jednak zatarg, któremu należało bezzwłocznie położyć kres: pomiędzy byłym królem Jerozolimy Gwidonem z Lusignan a markizem Konradem z Montferratu. Każdy z nich wiedział, że jest popierany - jeden przez króla Francji, drugi przez króla Anglii, zgodnie z ich sympatiami. 27 lipca odbyło się spotkanie wszystkich zainteresowanych. Przed sądem baronów i prałatów, pod przewodnictwem obu królów, Gwidon i Konrad przedstawili swe racje. Pierwszy domagał się Królestwa Jerozolimy z tytułu praw żony, królowej Sybilli zmarłej bez potomstwa, drugi zaś udowadniał prawa siostry Sybilli, Izabeli, którą właśnie poślubił mimo niewielkiego entuzjazmu z jej strony. Obaj oświadczyli, że poddają się sądowi i radzie królów Francji i Anglii i ich otoczenia. Ogłoszony więc został pokój i zgoda między nimi; obaj przysięgli podporządkować się arbitrażowi, który miał się odbyć nazajutrz, 28 lipca. Po ponownym złożeniu przysiąg, królowie wydali decyzję: Królestwo Jerozolimy będzie dożywotnio należało do Gwidona z Lusignan, lecz ten tytuł jest przywiązany do jego osoby i nawet gdyby się ponownie ożenił i miał synów i córki, żadne z nich nie może pretendować do praw do ewentualnej sukcesji; po śmierci Gwidona, jeśli Konrad i jego żona, siostra królowej Sybilli, będą jeszcze żyli, sukcesja przejdzie na nich i ich spadkobiercy nosić będą berło i władać królewskim prawem dziedziczenia. Zanim to nastąpi, za życia króla Gwidona i markiza Konrada wszystkie dochody z ziemi będą dzielone między nich. Konrad będzie panował w Tyrze, w Sydonie i w Bejrucie. Gotfryd z Lusignan. brat króla Gwidona, otrzyma hrabstwo Jafy i zobowiązany będzie, podobnie jak markiz, uszanować władzę króla Jerozolimy. Zainteresowane strony podporządkowały się tej decyzji i złożyły przysięgę..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 124

Filip II August nadał markizowi Konradowi swoją część wybrzeża Akki. Złożył Ryszardowi I Lwie Serce przysięgę, w której francuski monarcha zagwarantował nienaruszalność granic i ochronę kontynentalnych posiadłości Plantagenetów. Następnie 31 lipca 1191 roku wszedł na okręt i odpłynął w kierunku Tyru, który miał być pierwszym etapem w drodze do Europy.



"...Jakkolwiek było, Filip August swoim wyjazdem zrobił przysługę wojskom muzułmańskim i Saladynowi. który trwał w Jerozolimie ponownie zdobytej przed czterema laty; on doceniał bardziej niż ktokolwiek znaczenie, jakie miało posiadanie Świętego Miasta. Odwrót króla Francji i części jego wojsk stanowił odczuwalny cios dla ducha i możliwości bojowych wojsk chrześcijańskich. Ten odwrót mocno zaciąży na pamięci o Filipie Auguście. pamięć zaś o Ryszardzie - przez kontrast - otoczy największa chwała..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 126

Na 9 sierpnia 1191 roku ustalono datę wymiany jeńców, jednak na prośbę Saladyna odłożono ten akt. Kilka następnych terminów także zostało przełożonych przez sułtana. Kiedy nadszedł kolejny, umówiony na 20 sierpnia 1191 roku, i muzułmanie ponownie ogłosili, że nie są przygotowani do wymiany, Ryszard I Lwie Serce rozkazał, aby przyprowadzono jego jeńców. Następnie polecił ustawić ich w dobrze widocznym miejscu, pomiędzy liniami wojsk, a potem kazał ściąć im głowy. Ten czyn wywołał wśród muzułmanów chęć odwetu. W masakrze zginęło podobno dwa tysiące siedemset istot ludzkich.

"...Marsz rozpoczęty 22 sierpnia rozwija się zrazu bez większych trudności. Ryszard każe swym oddziałom przekroczyć rzekę Na 'man przepływającą koło Akki i posuwając się wzdłuż wybrzeża, kieruje się na Hajfę: potężna to armia, w której skład oprócz żołnierzy, rycerzy, łuczników wchodzą też saperzy i cieśle oraz ich sprzęt. Ale najcięższe urządzenia, jak balisty i inne machiny wojenne, zostały załadowane na statki i odpłynęły w tym samym czasie z Akki, a miały za zadanie podążać wzdłuż wybrzeża aż do Jafy; stanowiły więc zaplecze, z którego można było skorzystać w przypadku nagłego ataku wojsk sułtana..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 130

"...W piątek i sobotę 23 i 24 sierpnia widziano, jak Frankowie przygotowują się do wymarszu. Saladynowi doniesiono, że zamierzają przejść wybrzeżem ku Askalonowi, i zwołał naradę wojenną. Droga nadbrzeżna, na której Frankowie mieli po jednej stronie morze, a po drugiej zarośla i wydmy, nie odpowiadała zwykłej muzułmańskiej taktyce bitewnej, lecz dwóch emirów wysłano na rekonesans. Wrócili z informacją o kilku dogodnych miejscach na otwartej przestrzeni, zadecydowano zatem, że muzułmanie podążą za Frankami i zaatakują ich, gdy nadarzy się taka możliwość..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 377

"...Rankiem w sobotę 25 sierpnia muzułmanie ujrzeli, jak Frankowie rozpalają ogniska: był to „ich zwyczaj, kiedy chcieli wyruszyć". Wieść przekazano Saladynowi, który nakazał odesłać muzułmański ekwipunek, przewidując bowiem kolejne lato wojny pozycyjnej, zgromadzono zapasy. Część trzeba było zostawić z powodu braku zwierząt pociągowych, lecz co się tylko dało, zabrano do Tali Kajmun. Frankowie maszerowali teraz w trzech dywizjach, każda ze swoim własnym ekwipunkiem..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 377

"...Ryszard wraz z Gwidonem z Lusignan przejął sam obowiązki przedniej straży. Rycerze normandzcy zapewniali obronę środka kolumny, podczas gdy w tylnej straży była większość rycerzy francuskich: Hugo z Burgundii, Jakub z Avesnes i Wilhelm z Barres, którzy zdawali się nie pamiętać swych sprLeczek z królem Anglii. Ci ostatni mieli wielką rolę do spełnienia na samym początku wyprawy, gdy wojska Malika al-Adila, brata sułtana Saladyna, okopały się w małym miasteczku zwanym przez krzyżowców Rainemonde, na południe od Akki. Ich atak na kolumnę marszową został z trudem odparty, a zwarty marsz i ścisła dyscyplina panująca w szeregach umożliwiły opór..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 131

"...Część armii muzułmańskiej udała się do Tali Kajmun; sam Saladyn najwyraźniej posuwał się równolegle do linii marszu Franków, Al-Afdal zaś dowodził dywizją, która ich nękała. Doszło do zaciętych walk i Al-Afdal przesłał wiadomość, że tylna straż Franków jest w rozsypce; gdyby miał tysiąc dodatkowych ludzi, mógłby ich zniszczyć. Saladyn wysłał wszystkie możliwe rezerwy, lecz Imad ad-Din napisał: „Sułtan rzekł: «Nie wyruszyliśmy z intencją stoczenia bitwy. Ludzie [przypuszczalnie większość armii] udali się już do obozu, a lepsze miejsce na nią znajduje się przy Cezarei»". Tymczasem przybył z odsieczą Ryszard i kiedy Saladyn, w obecności Ibn Szaddada, udał się „na skraj piasku", dotarły do niego nowiny, że maruderzy - Francuzi księcia Burgundii - dołączyli do armii i przeszli przez rzekę Kiszon przy Hajfie. Podążanie ich śladem wzdłuż morza jedynie zmęczyłoby konie i zmarnotrawiło strzały.
[...]
Frankowie wcale się nie spieszyli i Saladyn, który wysłał swój bagaż na południe do Madżdal Jaby, około 21 km na wschód od Jafy, musiał wezwać go z powrotem, gdyż armia została bez zaopatrzenia. Frankijski jeniec, przesłuchiwany w obecności Ibn Szaddada, powiedział, że krzyżowcy czekali na swoją flotę z „ludźmi i zaopatrzeniem"; koszt ich żywności wzrósł o jedną trzecią od pierwszego dnia marszu, ponadto stracili w walce czterysta koni. Później Saladyn dowiedział się, że Ryszarda wywabiła z Akry wiadomość, iż armia muzułmańska jest niewielka i w rozsypce, a Beduini, którzy przekazali mu tę nowinę, zostali straceni. Napisał wtedy do Keukburiego: „ruszyliśmy naprzód, aby uprzedzić ich marsz", i zapytał: „Jak to możliwe, że szlachetny człowiek [czyli Keukburi] nie mści się za islam?"..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 377-378

"..W środę Frankowie nie posunęli się zbyt daleko, czwartek spędzili w obozie, a w piątek 30 sierpnia wyruszyli wzdłuż wybrzeża ku Cezarei, którą wcześniej spustoszyli muzułmanie. Saladynowi sugerowano, że ten odcinek ich drogi stanowi odpowiednie pole do bitwy, skierował zatem swe oddziały do ataku. Jak pisze Ibn Szaddad, Frankowie ciągle maszerowali podzieleni na trzy dywizje, awangardą dowodził Gotfryd z Lusignan, centrum Ryszard, tyłami zaś „synowie pani z Tyberiady", natomiast flota żeglowała równolegle do nich. W każdej dywizji jazdę otaczały dwie kolumny piechoty, jedna między nimi a muzułmanami i druga maszerująca wzdłuż brzegu. Ta druga, z powodu braku zwierząt pociągowych, transportowała namioty i bagaże, a Ibn Szaddad zdumiewa się, jak żołnierze frankijscy mogą znosić tak znojną pracę bez regularnej płacy. Odnotowuje też szkody, jakie wyrządziły ich kusze, oraz fakt, że strzały muzułmańskie nie zdołały odstraszyć piechoty wroga. Widział, jak Frankowie maszerują, nic sobie nie robiąc z licznych strzał tkwiących w ich rynsztunku, a Imad ad-Din napisał, że w czasie marszu na południe ku Cezarei wyglądali jak jeże, cali nimi pokryci. Saladyn nie zdołał powstrzymać ich marszu i w piątek w nocy rozbili obóz nad Rzeką Krokodylą (Nahr az-Zarka), 6 km na północ od Cezarei i około 32 km od Karmelu..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 379

"...Dręczenie tej armii w marszu przez wojska sułtana nie ustawało. Turcy stosowali własną taktykę, dobrze od tej pory poznaną przez krzyżowców, polegającą na rzucaniu kilku jednostek kawalerzystów zbrojnych w łuki, którzy atakowali flanki kolumny, usiłując rozproszyć szyki i raniąc strzałami żołnierzy w marszu. Krążyli dokoła "jak muchy", potem się wycofywali i po przegrupowaniu uderzali w innym miejscu. Także w starciach w otwartym polu oddziały "saraceńskie" stosowały okrążenie, a nie, jak to czynili "zachodni" - przebijanie. Ta ruchliwość stanowiąca ich siłę była nieco utrudniona przez piaszczysty teren wybrzeża~ w drugiej strony chrześcijanie byli dobrze chronieni kolczugami, które nie pozwalały strzałom poważnie ich ranić. Baha ad-Din, naoczny świadek, jak i również Ambroży, opowiadają, że widzieli żołnierza spokojnie maszerującego, chociaż można było naliczyć dziesięć strzał tkwiących w jego plecach..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 131-132

"...Armia podjęła więc dalszy marsz 30 sierpnia; tym razem templariusze byli w straży przedniej, a szpitalnicy w straży tylnej; musieli od razu odeprzeć jednym uderzeniem część armii Saladyna. Sułtan liczył zapewne na jakąś szansę przy wyjściu z wąwozów, gdzie manewrowanie wojskiem byłoby trudne. Posuwano się nadal wzdłuż wybrzeża, przekraczając rzekę, którą kronikarze nazywają "Flum as co catriz", rzeką krokodyli. Rzeczywiście dwóch żołnierzy zostało pożartych przez te straszne potwory, które pojawiły się w potoku zwanym Nahr Zarka.
W ciągu dnia wojska dotarły do morskiej Cezarei, również kompletnie zniszczonej przez wojska sułtana. Następnie trzeba było nieco odejść od brzegu morskiego, gdyż rozciągały się tu bagna, i zapuścić między pagórki okalające równinę Saron. Na południe do Cezarei, w pobliżu tak zwanej Martwej Rzeki, dziś Nahr Hadara, stoczono nową potyczkę, dość znaczącą, gdyż sam Ryszard, który przybył tu wesprzeć templariuszy, został lekko ranny..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 133

"...W sobotę Saladyn trzymał straż na wapiennym zboczu otaczającym Cezareę, lecz Frankowie pozostali w obozie. W niedzielę odbyli krótki marsz, 8 km, za ruiny miasta do Martwej Rzeki (Nahr al-Mafdżir), a w poniedziałek znów rozegrały się zacięte walki, podobne do tych z piątku, gdy pod naporem muzułmanów Frankowie przedzierali się do Rzeki Trzcin (Nahr al-Kasab). Muzułmanie obozowali w górnym biegu strumienia i tam też pogrzebali jednego ze słynnych mameluków Saladyna, Ajaza at-Tawila, człowieka, o którym Ambroży pisał, że potrafił unieść włócznię dwukrotnie cięższą od frankijskiej i był tak silny, że nikt nie śmiał go zaatakować. Imad ad-Din podaje, że zabito go, gdy po upadku jego konia nie zdołał się podnieść z powodu ciężaru zbroi. Saladyn twierdził, iż Frankowie stracili w tej bitwie tysiąc koni..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 379-380

"...Następny etap prowadził przez las na północ od Arsufu. Zapanowała trwoga: w początku września las ten mógł zamienić się w duże ognisko pożaru (l1umll fut grand chaud cette journee). Wielu pamiętało warunki, w jakich nastąpiła klęska pod Hittinem; podpalając zarośla w kierunku wiatru, Saraceni zmusili w końcu Franków do całkowitej kapitulacji.
Jednakże przejście przez las odbyło się bez niespodzianek. Wojska przybyły nad rzekę "Flum de Rochetaillće" - Nahr Falik. Jeden z kronikarzy angielskich opisuje nam sytuację, w jakiej znalazł się w tym miejscu Ryszard: wojska Saladyna zablokowały drogę· "Król Anglii, zdając sobie sprawę, że on sam, jego wojsko i nawet zwierzęta mogliby umrzeć z pragnienia tej nocy, o ile nie dotarliby do wody, widząc również, że jeśli zawróci, poganie otoczą ich i żaden manewr nie będzie możliwy, podzielił zaraz armię na części i wezwał ją do odważnej walki przeciwko nieprzyjaciołom krzyża Chrystusowego, i rozkazał mocno uderzyć pogańskie plemię." Wcześniej próbował znów nawiązać stosunki z Saladynem, który pośpiesznie wykorzystał okazję negocjacji, pozwalającą mu czekać na posiłki tureckie..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 134

"...W czwartek 3 września Saladyn przemierzył las Arsuf. We wtorek i środę Frankowie pozostali w obozie przy Rzece Trzcin, a później, w czwartek 5 września, otrzymali drogą morską posiłki, po czym przebyli dalsze 14 km w dół wybrzeża i zatrzymali się pod Nahr al-Falik (nad rzeką Rochetaille). Ryszard po raz kolejny zdecydował się wystawić muzułmańskiego ducha bojowego na próbę i poprosił Alama ad-Dina, który dowodził siłami maskującymi, o sprowadzenie na rozmowę Al-Adila. Saladyn chętnie na to przystał i rzekł Al-Adilowi, aby ciągnął dyskusję tak długo, jak to możliwe, by dać w ten sposób czas na przybycie posiłkom Turkmenów. Plan się jednak nie powiódł. Ryszard przybył z Onufrym z Toronu - według opisu Ibn Szaddada przystojnym, młodym, gładko ogolonym mężczyzną - który miał służyć za tłumacza, i ponowił swoje pretensje do całego Wybrzeża. Al-Adil, ignorując instrukcje sułtana, odpowiedział mu „szorstko" i spotkanie przerwano..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 380

Poniższe mapa i opis pochodzą z publikacji: David Nicolle "Trzecia Krucjata 1191".

II wyprawa krzyżowa do Jerozolimy


    Działania chrześcijan

  1. Posłowie krzyżowców wracają z Damaszku z czterema uwolnionymi jeńcami (24 lipca 1191).
  2. Posłowie krzyżowców prowadzą pertraktacje z Saladynem na temat uwolnienia jeńców (11 sierpnia 1191).
  3. Ryszard I rozkazuje zgładzić pod murami Akki od 2700 do 3000 muzułmańskich jeńców. w tym kobiety i dzleci (20 sierpnia 1191).
  4. Armia i flota krzyżowców przygotowują się do podróży na południe (23—24 sierpnia 1191).
  5. Flota krzyżowców rozpoczyna rejs wzdłuż wybrzeża równolegle do trasy przemarszu armii. Jednak albo wyrusza z opóźnieniem, albo zostaje w tyle, opływając górę Karmel (22 sierpnia 1191).
  6. Kontyngent Ryszarda I jako straż przednia odłącza się od reszty armii, by przejąć kontrolę nad Merle i rozbić tam obóz przed przybyciem wojsk Saladyna.
  7. Armia krzyżowców wyrusza podzielona na trzy części. Rozbija obóz pod Hajfą (25-26 sierpnia 1191), potem idzie wzdłuż wybrzeża wokół góry Karmel (27 sierpnia 1191).
  8. Ryszard I cofa się, by wesprzeć straż tylną krucjaty. Ta tymczasem przyśpieszyła i zdążyła już przekroczyć rzekę Wadi Kata. (25 sierpnia 1191).
  9. Armia krzyżowców maszeruje do pobliskiego Destroit (28 sierpnia 1191). Tam rozbija obóz i pozostaje na miejscu, prawdopodobnie czekając na flotę, która została w tyle (29 sierpnia 1191).
  10. Flota krucjaty z zapasami i częścią żołnierzy pozostaje w tyle. Prawdopodobnie napotyka trudności podczas opływania góry Karmel.
  11. Armia krzyżowców idzie do Cezarei, a flota towarzyszy jej, płynąć wzdłuż brzegu. Wojsko rozbija obóz pod Merle (30 sierpnia 1191).
  12. Armia krzyżowców mija Cezareę. Flota płynie na tej samej wysokości wzdłuż wybrzeża. Obóz nad Wadi al-Mafdżir. Nieprzyjaciel nie atakuje (1 września 1191).
  13. Armia krzyżowców maszeruje dalej. Stale towarzyszy jej flota. Nie zatrzymują się pomimo nasilonych ataków muzułmanów. Obóz niedaleko Wadi al-Kasab (2 września 1191).
  14. Flota krzyżowców dostarcza armii zapasy żywności i posiłki (3-4 września 1191).
  15. Krzyżowcy maszerują nad Wadi al-Falik. Flota stale im towarzyszy (5 września 1191).
  16. Ryszard I kontaktuje się z Alamem ad-Dinem Sulajmanem, który dowodzi wojskiem muzułmańskim idącym w ślad za krucjatą. Prosi go sprowadził al-Adila na rozmowy (5 września 1191).
  17. Armia i flota krzyżowców pozostają na miejscu (piątek, 6 września 1191).

  18. Działania muzułmanów

  19. Armia Saladyna w Al-Kharrubie. Saladyn ma nadzieję, że krzyżowcy przeprowadzą atak na jego pozycje (14 lipca 1191).
  20. Saladyn wysyła dwie armie. Mają znaleźć dogodne miejsce, by przypuścić atak na krzyżowców w czasie marszu (23 sierpnia 1191).
  21. Część armii Saladyna przenosi się do Caymontu (24 sierpnia 1191).
  22. Saladyn wydaje rozkaz, by zapasy armii przeniesiono do Caymontu (25 sierpnia 1191).
  23. Reszta armii Saladyna maszeruje z al-Kharruby do Caymontu. Saladyn prawdopodobnie planuje duże starcie pod Cezareą.
  24. Al-Afdal donosi, że krzyżowcy są bardzo zmęczeni i mogą stać się łatwym celem ataku (25 sierpnia 1191).
  25. Saladyn wysyła tabory na przełęcz za Caymontem (26 sierpnia 1191).
  26. Al-Adil z oddziałami, w większości z kontyngentu egipskiego, idzie w stronę wybrzeża doliną Wadi Ara (26 sierpnia 1191).
  27. Alam ad-Din Sulajman Husam ad-Din Biszara pozostają w Caymoncie, by osłaniać tyły armii Saladyna (26 sierpnia 1191).
  28. Izz ad-Din Dżurdik wysłany prawdopodobnie do Merle, by obserwować obóz krzyżowców (26 sierpnia 1191).
  29. Saladyn idzie za taborami w stronę Madżdal Jaby, po czym przeprowadza rekonesans na dużym odcinku wybrzeża (26 sierpnia 1191).
  30. Saladyn rozkazuje taborom wrócić, ponieważ wojsku zaczyna brakować żywności (27-28 sierpnia 1191).
  31. Ataki muzułmanów nie przynoszą spodziewanych rezultatów (30 sierpnia 1191). Saladyn obserwuje krzyżowców z wapiennego wzgórza wznoszącego się nad Cezareą (31 sierpnia 1191).
  32. Liczne ataki muzułmanów. Ginie Ajaz al-Tawil. Zostaje pochowany dalej nad Wadi al-Kasab, gdzie armia Saladyna rozbija obóz (2 września 1191).
  33. Saladyn podchodzi pod las Arsuf (3 września 1191).
  34. Saladyn zgadza się na rozmowy. Poleca Al-Adilowi, by przeciągnął je jak najdłużej, tak by zdążyły przybyć posiłki Turkmenów. Rozmowy jednak szybko zostają zerwane (5 września 1191).
  35. Powrót taborów Saladyna po zmroku, powoduje zamieszanie w obozie (5 września 1191).
  36. Posiłki turkmeńskie prawdopodobnie w drodze do Syrii.
  37. Saladyn przywraca porządek w obozie. Dzień modlitw w obozie muzułmańskim. Tabory Saladyna znów wysłane w drogę. Prawdopodobnie do Madżdal Jaby (6 września 1191).
Bitwa pod Arsufem 7 września 1191

"...W sobotę 7 września Saladyn dowiedział się, że Frankowie zmierzają ku Arsufowi, 8 km na południe od Nahr al-Falik. Zdecydowany na generalną akcję, skoncentrował swoje oddziały i wysłał harcowników. Frankowie posuwali się wzdłuż brzegu morskiego po otwartym terenie, który dowiódł do sadów pod Arsufem. W głębi lądu znajdował się łańcuch górski - „grzebień wzgórz", jak opisał go Ibn Szaddad - po drugiej zaś stronie las Arsuf. [...] Saladyn najwyraźniej prowadził muzułmanów linią równoległą do kolumn Franków, a jego własna gwardia pełniła funkcję rezerwy. Bitwę zaczęli harcownicy, przypuszczalnie dwa tysiące „Turków" uzbrojonych w łuki, których opisał Ambroży, a kiedy awangarda Franków doszła w pobliże sadów, Saladyn rzucił do walki główny korpus swojej armii. Sam jechał konno wzdłuż niej, przynaglając swoich ludzi. [...] Na Franków energicznie nacierano, a Ambroży wspomniał, że joannici przynaglali, aby pozwolić im na szarżę, gdyż stracili wiele koni. Jednakże Saladyn nie działał ze swoją zwykłą rozwagą. Pokusa brawurowego działania była oczywista, lecz frankijską armię udało mu się pokonać w marszu jedynie raz, pod Hittinem, gdzie na jego korzyść działały zarówno warunki terenowe, jak i jego przewaga liczebna. Tutaj morze uniemożliwiało mu okrążenie Franków, natomiast wywieranie na nich presji z bliska, kiedy ciągle byli zwarci, narażało go na kontratak..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 380-381

"...Ponad 30 tysięcy Turków rzuciło się w szalonym galopie na trzon armii, na koniach szybkich jak piorun i wznoszących tumany kurzu. Przed emirami posuwali się niosący trąbki, dzwonki i bębny; bijąc w bębny wnosili okrzyki i wyli, tak że nie można by usłyszeć boskich piorunów, tyle było tych rozbrzmiewających bębnów ... Po nich szli Murzyni i Saraceni z Berruie (beduini), piechurzy zwinni i szybcy z łukami i lekkimi tarczami ... Od strony morza i od strony lądu atakowali trzon armii z tak bliska i z taką siłą i zapamiętaniem, że wyrządzali wielkie szkody, przede wszystkim zabijając konie.
Bitwa dopiero się zaczęła, gdy mistrz szpitalników, brat Garnier z Naplouse, przygalopował do króla. "Panie - zawołał - tracimy wszystkie nasze konie!" "Cierpliwości, mistrzu - odpowiedział król. - Nie można być wszędzie naraz." Niestety jeden ze szpitalników i jeden angielski rycerz nie mieli tej cierpliwości i wbrew poleceniom Ryszarda zaatakowali zbyt wcześnie. Król ujrzał, że jego armia jest bliska oskrzydlenia. Na nowo tego gorącego dnia pojawiło się widmo Hittinu. Lecz, jak zauważa Rene Grousset, król Anglii "nie był ani Renaidem z Ch3tillon, ani Gwidonem z Lusignan". Porzucając swój plan ataku, kazał otworzyć się szeregom piechurów do szturmu, który wolałby przypuścić trochę później, po otoczeniu sił muzułmańskich. Atak nie był jednak z tego powodu mniej skuteczny..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 135

"...Zanim czoło kolumny Franków dotarło do sadów, Ibn Szaddad uznał, że ich jazda uświadomiła sobie, iż ocali ich jedynie szarża. Ambroży podał, że Ryszard zamierzał dokonać równoczesnego ataku wszystkich oddziałów, lecz słysząc ostatnie wezwanie joannitów, dwóch rycerzy nie zdołało się pohamować i złamało szereg, a za nimi poszła reszta. Ambroży stwierdził, że gdyby nie ten przedwczesny atak, muzułmanie zostaliby rozbici, lecz Ibn Szaddad nie potwierdza jego wersji. Ze swojej pozycji w muzułmańskim centrum Ibn Szaddad mógł dostrzec, jak jazda frankijska gromadzi się wśród piechoty i ujmuje włócznie. Daje on w swej relacji obraz jednomyślnego, dobrze dowodzonego ataku. Piechota zwarła szereg, aby wypełnić w nim luki. Cała jazda , jak jeden mąż" wydała okrzyk bojowy i jednocześnie zaatakowała trzy muzułmańskie oddziały - centrum oraz lewe i prawe skrzydło. Centrum załamało się. Ibn Szaddad odjechał, szukając schronienia na lewym skrzydle, lecz zobaczył, że zostało rozgromione. Zwrócił się ku prawemu skrzydłu, ale tam sytuacja była nawet poważniejsza. Potem wrócił do straży Saladyna i zastał tam sułtana jedynie z siedemnastoma osobami. Wszystkich pozostałych rzucono do walki, lecz ich sztandary ciągle powiewały, stale też walono w bębny, aby zebrać uciekających. Al-Afdal, Al-Adil, Sarim al-Kajmaz i ludzie z Mosulu pod wodzą Ala ad-Dina stali podobno niewzruszenie i po pierwszej szarży Frankowie przerwali atak, gdyż obawiali się zasadzki. Potem dokonali szarży jeszcze dwukrotnie, spychając muzułmanów ku grzbietowi górskiemu. Sam Saladyn ruszył w kierunku wzgórza na skraju lasu, gdzie po raz kolejny spróbował zebrać swoich ludzi. Frankowie obawiali się, że wśród drzew zastawiono na nich pułapkę, i nie ścigali dłużej muzułmanów..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 381-382

"...Saladynowi udało się mimo to skupić uciekających i kiedy kawaleria Franków cofała się w obawie, by nie wpaść w zasadzkę, Saraceni spróbowali nowej szarży. Baha ad-Din dobrze podsumowuje całość bitwy pisząc: "Gdy wróg zaatakował muzułmanów, wycofali się· Kiedy się zatrzymał w obawie, by nie wpaść w zasadzkę, oni zatrzymali się równolegle i bili się. Podczas drugiej szarży walczyli będąc w odwrocie." [...] Druga szarża kawalerii Franków doprowadziła ich całkiem blisko obozu Saladyna, który ulokował się na zalesionych pagórkach wokół Arsufu. Zapuszczanie się dalej uznali za niebezpieczne, a muzułmanie ze swej strony powstrzymali się od pościgu. Bitwa pod Arsufem 7 września 1191 roku była wielkim zwycięstwem, które zawdzięczano jedynie talentom Ryszarda. Zdobył on tam zasłużoną sławę, gdyż uratował sytuację, która mogła doprowadzić do nowej klęski..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 136

ozdoba

"...Niezależnie od strat i rozczarowania Saladyn starał się nie okazywać słabości. W dzień po bitwie przeprowadził demonstracyjny manewr pod adresem obozu Franków, a kiedy w poniedziałek 9 września Frankowie przebyli 13 km na południe, od Arsufu do rzeki Audża, wysłał przeciwko nim harcowników. [...] Saladyn miał nadzieję na kolejną szarżę Franków, tak aby „Bóg mógł dać zwycięstwo, komu chce. Jednakże Frankowie nie dali się wciągnąć w pułapkę, szczególnie zaś nie byli przygotowani na udanie się w głąb lądu, gdzie muzułmanie mogliby ich okrążyć. Ibn Szaddad wydaje się wskazywać, że ciągle posuwali się wzdłuż wybrzeża, kiedy podaje, iż część przeszła Audżę, a inni zostali po „wschodniej stronie", co może sugerować, że przeprawili się przez rzekę w bród przy jej ostatniej pętli biegnącej z północy na południe, gdzie wpada do morza..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 383

"...Ryszard znajdował się wtedy około 5 km od Jafy, a Saladyn przygotowywał się do odwrotu. W nocy z 9 na 10 września odesłał wielbłądy z bagażem do Ramii, a sam udał się ich śladem następnego dnia.
[...]
Saladyn, ostrzeżony, że Frankowie wyruszają do Askalonu, zwołał naradę wojenną, a na niej, zgodnie z opinią Imada ad-Dina, Alam ad-Din Sulajman podkreślił, że pod Jafą taka sama odległość dzieliła Ryszarda od Jerozolimy i od Askalonu; obydwa miasta potrzebują garnizonu złożonego z dwudziestu tysięcy ludzi, a muzułmanie nie zdołają utrzymać obydwu; gdyby Frankowie zdobyli Askalon nietknięty, mogliby go wzmocnić i używać jako bazy do dalszych ataków, a ich pozycja na drodze nadbrzeżnej do Egiptu jeszcze wzmocniłaby to niebezpieczeństwo. Dlatego też doradził Saladynowi zburzenie miasta..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 383-384

"...Pustoszenie kraju przed frontem wojsk chrześcijańskich stało się od tej pory jedyną taktyką Saladyna. Gdy wraca do Jerozolimy pod koniec września, zrównuje z ziemią nie tylko Askalon, ale również zamek RamIa i kościół w Lyddzie znajdujące się na jego drodze. Tu zaś można dziwić się postawie Ryszarda. Kroniki arabskie (Ibn alAsir) przypisują-Konradowi z Montferratu zarzut, który miał prawo postawić Ryszardowi:

"Donoszą ci, że Saladyn burzy Askalon, i nic nie czynisz! Gdy dowiedziałeś się, że zaczął niszczyć to miejsce, powinieneś pospiesznie pójść i uderzyć; zmusiłbyś go do ucieczki z Askalonu i zawładnąłbyś nim bez walki i oblężenia!"

Czy był to skutek zmienności charakteru króla Anglii, któremu zawdzięczał przydomek "Oc-e-No", "Tak i nie", czy raczej impulsywności wiodącej go do zmiany raz przyjętej decyzji? W całej Palestynie, za równo po stronie muzułmańskiej, jak chrześcijańskiej, oczekiwano, że po błyskotliwym zwycięstwie pod Arsufem pomaszeruje na Askalon, a nawet na Jerozolimę. Morale jego wojsk było wówczas najwyższe, podczas gdy muzułmanie myśleli tylko o odwrocie i zostawiali mu swobodę działania. O ile można zrozumieć jego wahania po zdobyciu Akki, to nie jest do wytłumaczenia to, któremu daje wyraz nazajutrz po bitwie pod Arsurem..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 137-138

"...13 września wysłał wiadomość, że do Franków nie doszły wieści, co się stało, i tego samego dnia rozpoczęto podpalanie Askalonu. Saladyn wyjechał 14 września na inspekcję, lecz „ciało odmówiło mu posłuszeństwa", i przez dwa dni nie mógł ani jeździć konno, ani jeść. Potem do miasta wysłano kolumnę z bagażem, więc „służący i tragarze" pomagali w burzeniu. Zanim 23 września Saladyn ponownie wyruszył na północ, zburzono już większość murów. Na miejscu zostawiono murarzy ze strażą, aby pod kierunkiem Al-Afdala dokończyli dzieła..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 385

"...Droga z Jafy do Askalonu biegnie przez równinę koło Ramii, a później przez wzgórza Judei w pobliżu Latrunu. Kiedy Saladyn przebywał w Askalonie, Ryszard zaczął fortyfikować Jafę, by wykorzystać ją jako bazę. [...] Nie było niespodzianką, że po powrocie z Askalonu Saladyn udał się do Ramii, gdzie nakazał prace nad zburzeniem zamku. Przekazał swoim ludziom zawartość państwowych spichlerzy Ramii i Lyddy, w Lyddzie zaś nakazał zniszczenie kościoła Św. Jerzego. Potem powstał problem z samą Jerozolimą, gdyż jej zarządca napisał list ze skargami na braki w ludziach i zaopatrzeniu. Podobno listy te skradli wschodni chrześcijanie, gdyż odkryto, że próbowali przemycić je do Franków..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 385

"...Faktycznie Ryszard po zwycięstwie pod Arsufcm skierował swe wojska na Jafę. Miejsce i port były kompletnie zburzone na rozkaz Saladyna; istniała oczywista potrzeba jego ponownej odbudowy i umocnienia. Jafa miała stać się w rezultacie najbardziej wykorzystywanym przez krzyżowców portem do załadunku; [...] Prace przy odbudowie posuwały się powoli i zajęły wojsku ponad dwa miesiące. Prawdą jest, że zatrudnieni robotnicy musieli mieć się na baczności i potrzebowali nieustannej obrony..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 139-140

"...Ryszard 17 ka spotkał jednego z urzędników Al-Adila, As-Sani'a, i przekazał mu notę, która potem trafiła do Saladyna. Ryszard podkreślił, że kraj został zrujnowany, a obydwie strony poniosły straty. Zgłosił pretensje do Jerozolimy jako chrześcijańskiego świętego miejsca oraz zażądał wszystkich ziem na zachód od Jordanu, jak również Krzyża. Saladyn odpowiedział, że Jerozolima to także święte miejsce muzułmanów - „jest wspanialsza w naszych oczach niż w waszych" - a o jej kapitulacji nie ma nawet mowy; muzułmanie otrzymują „plony i korzyści" ze swoich ziem, natomiast Frankowie nie mogą „położyć nawet kamienia pod budowę" na ziemiach, które kontrolują; Krzyż zostanie zwrócony jedynie w zamian za coś o większej wartości dla muzułmanów.
Zarówno Saladyn, jak i Ryszard wiedzieli, że wzmianka o „plonach i korzyściach" jest dyskusyjna. Saladyn stracił już spichlerze z trzech miast. Jeden z jego emirów zbiegł z Akry przez okienko w latrynie i przyniósł fatalne wieści, iż wieśniacy z górskich okolic dostarczają Ryszardowi „obfitego zaopatrzenia". Jednakże pozycja Ryszarda nie była tak silna, aby mógł wywierać zbyt mocny nacisk, wystąpił więc ze swoją zdecydowanie najbardziej zaskakującą propozycją, aby Al-Adil poślubił jego siostrę Joannę, wdowę po Wilhelmie z Sycylii. On sam przekazałby jej wtedy wszystko, co kontrolował na Wybrzeżu, Saladyn mógłby zaś zrobić to samo dla Al-Adila. Al-Adil i Joanna mieszkaliby później w Jerozolimie, gdzie nie byłoby garnizonu Franków, lecz jedynie „księża i mnisi". Templariusze i joannici otrzymaliby wsie, lecz nie zamki. Krzyż zostałby zwrócony Frankom, uwolniono by jeńców obydwu stron, a nowe królestwo tworzyłoby część dominiów Saladyna. [...] Do Franków wysłano 22 października posła reprezentującego zarazem Saladyna i Al-Adila. Ten jednak otrzymał wieści, że Joanna odmówiła wzięcia udziału w całej sprawie, a stało się to, według Imada ad-Dina, z powodu protestu innych przywódców frankijskich. Ryszard próbował ocalić swój pomysł, sugerując, iż Al-Adil powinien przejść na chrześcijaństwo. Wstrzymano wymianę jeńców i zwrot Krzyża, lecz Ibn Szaddad napisał: „Brama do dyskusji została otwarta"..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 386-387

"...Frankowie dotarli do Jazuru, gdzie mamelucy Saladyna, „przyzwyczajeni do walki przeciwko nim i ufni w swoje konie i wyposażenie", zaatakowali obóz Franków. Jednak podobnie jak w czasie bitwy nad rzeką Litani, niedoświadczeni ochotnicy zapędzili się zbyt daleko i zginęli w czasie szarży Franków..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 388

"...Tymczasem Ryszard nie porzucał myśli o wyruszeniu do Jerozolimy. Począwszy od końca października wznowił kampanię, pozostawiając odbudowę i obronę Jafy cieszącym się jego zaufaniem biskupowi Evreux, Janowi, i hrabiemu Chalons, Wilhelmowi. Gdy zebrał nie bez trudu żołnierzy zawieruszonych w Akce (Gwidon z Lusignan, wysłany, aby sprowadził ich do obozu, wrócił z niczym), udało mu się wpierw poturbować przednią straż wojsk Saladyna w Jazurze. Zdecydowany umocnić drogę z Jafy do Jerozolimy, będącą zwyczajową drogą pielgrzymów, z pomocą templariuszy podjął odbudowę dwóch fortec, jednej zwanej Casal des Plaines i drugiej, Casal Moyen lub Maen, w miejscu nazywanym dziś Bajt Dajan..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 141

"...Na początku października wysłał posła do Tyru, gdzie Konrad badał szanse na jawne zerwanie z Ryszardem w zamian za Sydon i Bejrut. Reginald z Sydonu przybył do obozu Saladyna 5 listopada, aby prowadzić negocjacje w imieniu Konrada; trzy dni później Ryszard i Al-Adil odbyli następne spotkanie, rozmawiali przez większą część dnia i ostatecznie rozstali się w zgodzie. Ryszard po raz kolejny poprosił o spotkanie z Saladynem, lecz ten raz jeszcze powtórzył, że najpierw potrzebne jest porozumienie. Saladyn 9 listopada przyjął Reginalda, który powiedział mu, że część przywódców frankijskich wspiera Konrada. Saladyn podkreślił, że każdy układ będzie zależał od tego, czy Konrad okaże „otwartą wrogość wobec morza Franków", a tego samego wieczoru Onufry z Toronu przybył jako poseł od Ryszarda. Przesłanie Ryszarda, zanotowane przez Ibn Szaddada, brzmiało następująco: „Żywię wobec ciebie serdeczną przyjaźń. Powiedziałeś, że dajesz ziemie Wybrzeża twojemu bratu, ja zaś pragnę, byś działał jako rozjemca między nim a mną. Musimy mieć jakiś punkt oparcia w Jerozolimie, lecz chciałbym wiedzieć, jak chcesz podzielić te ziemie, tak aby muzułmanie nie mogli obwiniać twojego brata, a Frankowie nie mogli obwinie mnie"..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 388-389

"...6 listopada prawie przypadkiem doszło do potyczki, która mogła zamienić się w regularną bitwę. Dwaj templariusze wysłani po paszę natknęli się na beduinów na północny wschód od lazury. Mały oddział byłby zmasakrowany, gdyby nie pojawiło się piętnastu rycerzy towarzyszących Andrzejowi z Chauvigny. Lecz z drugiej strony nadbiegali zaalarmowani muzułmanie, podczas gdy ze strony chrześcijańskiej nadchodziły posiłki: Hugo z Saint-Pol, Robert z Leicesteru, Wilhelm z Cayeux, Eude z Trasignies. Ze strony muzułmańskiej przybył jednak na pomoc inny oddział. tym razem liczny (cztery tysiące, jak mówi Ambroży) i walka byłaby przegrana, gdyby nie pojawił się Ryszard we własnej osobie z kilkoma rycerzami. Zaatakował wściekle i udało się uwolnić Roberta z Leicesteru i Hugona z Saint-Pol. Obie strony wycofały się po tej potyczce, pierwszej na drodze do Jerozolimy..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 141

"...Saladyn zwołał 11 listopada naradę wojenną i wyjawił możliwość zawarcia przymierza z Konradem, którego podstawą byłaby wymiana Sydonu, w zamian za wsparcie oraz warunki sugerowane przez Ryszarda, na których podstawie muzułmanie otrzymaliby wszystkie górskie wioski, Frankowie zaś - część wymienionych wsi na wybrzeżu, albo też uzgodniono by jakiś inny podział. W obydwu przypadkach Frankowie zachowaliby księży i kościoły w Jerozolimie. Emirowie uważali, że szczerość Franków jest wątpliwa, jeśli zatem można zawrzeć pokój z kimkolwiek, to jedynie z Ryszardem. Ambroży mówi, że nalegał na to Al-Adil, „gdyż nie ma lepszego człowieka od Ryszarda w całym chrześcijaństwie", lecz z muzułmańskiego punktu widzenia miał on także tę zaletę, że znajdował się daleko. Wymieniano posłania, w których ponownie pojawił się wątek małżeństwa Joanny. Ryszard oznajmił, że wobec dezaprobaty Franków musiał prosić o pozwolenie papieża, a jeśli ten go nie zagwarantuje, oferuje swoją siostrzenicę. Saladyn odparł, że jeśli papież zgodzi się na ślub Joanny, porozumienie zostanie zawarte, lecz o siostrzenicy Ryszarda nie było mowy wcześniej, więc nie może być brana pod uwagę i teraz. Ibn Szaddad pisze, że w gruncie rzeczy Saladyn chciał zniszczyć wszelkie podstawy paktu pokojowego, i zacytował jego słowa, że obawia się zdrady Franków, gdyby go zawarto: „jeśli umrę, [muzułmańskie] wojsko się rozpadnie. Najlepiej byłoby nadal walczyć, dopóki nie przepędzimy Franków z Wybrzeża lub nie zginiemy"..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 389

"...Ryszard skierował się wpierw dokładnie między Ramię i całkiem bliskie miasto Lydda. Saladyn, wierny swej taktyce spalonej ziemi, zburzył je pospiesznie. Sam użył drogi prawie równoległej i znajdował się wówczas w pobliżu fortecy nazywanej "Toron des Chevaliers", w miejscu zwanym obecnie Latrun (gdzie wznosi się do dziś klasztor trapistów). Wojsko obozowało jak się dało w ruinach Ramii, gdy nadeszły jesienne deszcze - deszcze ulewne, które miały trwać prawic sześć tygodni - tak że chcąc nie chcąc musiało przedłużyć postój od 15 listopada do grudnia 1191 roku, "w wielkiej ciasnocie i niewygodzie"..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 142

"...Ryszard powiadomił Saladyna, że na odpowiedź papieża należy czekać trzy miesiące, a w międzyczasie Saladyn nie zrobił nic w celu wymuszenia bitw i 17 listopada wycofał się do Latrunu, pozwalając Frankom na marsz do Ramii. Zdaniem Imada ad-Dina, było teraz niemal pewne, że zamierzają ruszyć na Jerozolimę, a każdego dnia wysyłano patrole. Później pogoda gwałtownie się pogorszyła i 12 grudnia Saladyn udał się do Jerozolimy, a swoją awangardę zostawił na skraju równiny w Bajt Nuba, 6 km w kierunku wschód-północny wschód od Latrunu. Z Jerozolimy napisał, że jego armia jest zmęczona, miasto potrzebuje ludzi i zapasów, a jeśli „następnej wiosny nie przybędzie żadna pomoc, sprawa stanie się poważna". Ostatnie zdanie zdaje się dowodzić, że na tym etapie nie spodziewał się poważnego ataku, i rzeczywiście, błoto, deszcz i śnieg utrudniały marsz. Ambroży pisał o „wielkich deszczach i wielkich sztormach", skarżył się na namioty uszkodzone z powodu gradu, utratę koni i zapasów. Tymczasem Saladyn nieustannie nękał Franków. Imad ad-Din pisze, że kiedy Frankowie przebywali w Latrunie, muzułmanie „odcięli drogę ich kupcom"..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 390

"...Niepogoda wciąż paraliżowała marsz wojsk i Ryszard musiał się zadowolić zajęciem Latrunu i pobliskiej Bajt Nuby - którą krzyżowcy nazwali Betenoble - by tam spędzić święta Bożego Narodzenia. Jest to niemal punkt demarkacyjny dzielący równinę od gór Judei, gdzie każde wzgórze mogło kryć oddział szykujący zasadzkę i stać się miejscem bitwy..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 142

"...Sabik ad-Din Usman zaatakował 29 grudnia, a 3 stycznia Sajf ad-Din Jazkudż i Alam ad-Din Kajsar dokonali wypadów w okolicy Ramii. Sam Saladyn wzmocnił fortyfikacje: Jerozolimy i 22 grudnia do miasta przybyły oddziały egipskie pod wodzą Abu al-Haidży Grubego..."

"...Co więcej, można dowieść, że prestiż Saladyna był tak bardzo związany z utrzymaniem Jerozolimy, że raczej wolałby walczyć w niekorzystnych warunkach, niż ją porzucić. Zgodnie z zachodnimi źródłami, templariusze, joannici i inni, którzy ocaleli z Królestwa Jerozolimy, byli przeciwni natarciu. Ryszarda skrytykowano za słuchanie ich rad, lecz on mimo trudności z transportem i opatrzeniem dobrze wiedział, jak bardzo szanse sprzyjały stronie obstającej przy defensywie. Ibn al-Asir wspomina, jak poprosił o plan miasta, a kiedy mu powiedziano, że otaczają je głębokie doliny „z wyjątkiem krótkiego odcinka po stronie północnej", rzekł, że nie zostanie zdobyte, „dopóki żyje Saladyn, a muzułmanie są zjednoczeni". W rezultacie Frankowie wycofali się z Latrunu do Ramii, a Imad ad-Din odnotował, że 16 stycznia „rozpierzchli się po wybrzeżu". Sam Ryszard 20 stycznia pomaszerował na Askalon..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 390-391

"...Dlaczego nie zdecydowano się na szturm? Czy należy jeszcze raz przypisać to opóźnienie i opieszałość charakterowi Ryszarda. u którego po przypływach energii z reguły następowały zahamowania? ("Tak i nie.") Niemało okazji zostało przez to zmarnowanych. Również wielu baronów z jego otoczenia nie miało chęci do walki; nie tylko ci, zwani "Źrebakami", rycerze urodzeni w Ziemi Świętej nie spieszący do czynu, unikający niebezpieczeństw, z których lepiej zdawali sobie sprawę niż inni, lecz również szpitalnicy i nawet znani z brawury templariusze. Oczywiste było, że stracono dobry moment i że wśród gór Judei, gdzie ruch wojsk mógł hyć zagrożony za każdym zakrętem, sytuacja stała się niepewna. Podobnie między wybrzeżem i obszerną równiną, gdzie w każdej chwili można było oczekiwać rozwinięcia nowej armii Saladyna. Ambroży dodaje jeszcze jeden niebłahy powód: "Oni [Zrebaki] mówili, że nawet gdyby wzięto miasto, byłoby to przedsięwzięcie mocno niebezpieczne, jeśliby miasto nie zostało obsadzone ludźmi, którzy zamieszkaliby tam, gdyż wszyscy krzyżowcy po odbyciu pielgrzymki wrócą do swoich krajów, każdy do siebie, i wtedy ziemia byłaby na nowo stracona," Tamtejsi ludzie wiedzieli z do5wiadczenia, że trudno byłoby utrzymać miasto, jak zrobił to przed wiekami Gotfryd de Bouillon. I jak "utrzymać się" na ziemi systematycznie pustoszonej na rozkaz Saladyna? Przyjmując nawet, że niektórzy krzyżowcy zechcieliby przedłużyć swój pobyt, co nawet często zdarzało się w poprzednim wieku, dokonane zniszczenia z góry uniemożliwiały im tam życie.
[...]
"Wielu Francuzów, pełnych żalu, rozjechało się w różne strony, jedni do Jafy, by zostać tam jakiś czas, inni z powrotem do Akki, gdzie życie nic było drogie. Byli tacy, którzy pojechali do Tyru za markizem de Montferrat, usilnie ich o to proszącym. Jeszcze inni, nie bacząc na wstyd, pojechali prosto do Casal des Plaines z księciem Burgundii i zostali tam całe osiem dni. Król Ryszard wraz z tymi, którzy pozostali z trzonu armii, bardzo zgnębiony, jego siostrzeniec Henryk z Szampanii ze swymi ludźmi pojechali prosto do Ibelin, ale droga była tak niedobra i dostali tak kiepskie kwatery, że byli w bardzo złym humorze."..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 144-145

"...Saladyn nie miał zamiaru podejmować ofensywy i pozwolił swoim oddziałom rozejść się, nakazując im, jak pisze Ambroży, zebrać się ponownie w maju. Wspomniano o tym w Itinerańum, gdzie zanotowano, że wśród ludzi sułtana „narastał przeciwko niemu gorzki gniew", ponieważ nie udało mu się spełnić swojej obietnicy i wyzwolić jeńców z Akry, więc żołnierze „na pewien czas zostawili armię wśród jęków i lamentów".
[...]
Chociaż strategia Saladyna była głównie defensywna, cały czas zyskiwał pewną przewagę taktyczną, pozwalając swoim ludziom na atakowanie linii łączności Franków. Izz ad-Din Dżurdik dokonał 28 stycznia rajdu na Jubnę, około 21 km na południe od Jafy, a 18 stycznia zabrał oddziały z Jerozolimy i zaatakował peryferie Askalonu. Faris ad-Din Majmun wyruszył 1 marca ku Tali Dżazar i spustoszył okolice Jubny, a potem Jafy. Z kolei Ryszard, który zdecydował się na odbudowę Askalonu, zaskoczył i pokonał Sajfa ad-Dina Jazkudża oraz Alama ad-Dina Kajsara, którzy obozowali w pobliżu..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 391-392

"...Tymczasem w Saint-Jean d' Acre rosła niezgoda między Genueńczykami a Pizańczykami. Pierwszych popierał Konrad z Montferratu, drugich Gwidon z Lusignan. Trzeba było interwencji samego Ryszarda, by przywrócić pokój między rywalami. Wydaje się, że markiz nawiązał osobiste stosunki z Saladynem, i król Anglii czuł, że sprawy zaczynają wymykać mu się z rąk. Doprowadził do spotkania z Konradem, lecz nie przyniosło ono zgody. Markiz trzymał stronę księcia Burgundii i jego armii, która zaczęła stopniowo wracać do Akki, gdyż król Francji, Filip August, obiecał w chwili wyjazdu udział Francuzów tylko do 1 kwietnia 1192. Gdy Ryszard zabronił im wejścia do Akki, udali się do Tyru pod wodzą markiza i Ambroży opowiada, że ich zachowanie w tym mieście było skandaliczne:

"Noce spędzali na tańcach, a na głowach nosili wieńce z kwiatów; zasiadali przed beczkami wina i pili aż do rana, po czym wracali zaglądając do domów rozpusty; rozbijali drzwi, pletli głupstwa i klęli i na potęgę."..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 146

"...Z kolei Ryszard, który zdecydował się na odbudowę Askalonu, zaskoczył i pokonał Sajfa ad-Dina Jazkudża oraz Alama ad-Dina Kajsara, którzy obozowali w pobliżu. W międzyczasie Saladyn mieszkał w „domu księży przy Grobie Świętym" i doglądał prac nad fortyfikowaniem Jerozolimy. Jako niewolników wykorzystano przy tych pracach dwa tysiące frankijskich jeńców, a Izz ad-Din wysłał im do pomocy pięćdziesięciu murarzy..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 392

"...W lutym 1192 roku Ryszard wrócił do Akry. Stamtąd wysłał posła z prośbą o kolejne spotkanie z Al-Adilem, a Saladyn uznał, że warto powierzyć Al-Adilowi „połączenie naszych oddziałów w dolinie Jordanu, Kaukabie i okolicy". Al-Adil miał powiedzieć Ryszardowi, że negocjacje ciągnęły się już zbyt długo bez rezultatu i chociaż istnieje powód, aby sądzić, że tym razem sprawy potoczą się inaczej, spotkanie nie ma sensu. Al-Adil miał instrukcje, aby rozstrzygnąć sprawy, jeśli to będzie możliwe, a jeśli nie, powinien był przedłużać rozmowy aż do powrotu wojsk na wiosnę..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 392

"...Na domiar złego z Anglii dochodziły niedobre wiadomości. Ryszard zwołał radę baronów i rycerzy w Askalonie i musiał zapowiedzieć swój wyjazd, który stał się nieodzowny z powodu poczynań jego brata Jana Bez Ziemi. Postanowił zostawić w Ziemi Świętej trzystu rycerzy i dwa tysiące piechurów. Lecz kto stanie na czele? Komu powierzyć spadek po królach Jerozolimy? Zgromadzenie jednogłośnie odrzuciło myśl powierzenia następstwa Gwidonowi z Lusignan. Ryszardowi nie pozostało nic innego niż uznać prawa Konrada z Montferratu, które markiz uzurpował sobie bez skrupułów od czasu odbicia Tyru..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 146-147

"...Otrzymał też aide-mémoire z warunkami porozumienia, gdzie po raz pierwszy wzmiankowano, że Ryszard miał otrzymać Bejrut, gdyby na to nalegał, pod warunkiem, że miasto pozostanie nieufortyfikowane. Napomykano też o zwrocie Krzyża, a Frankowie mieli zachować księży i prawo pielgrzymki do Jerozolimy pod warunkiem, że nie będą wnosić tam broni. Nie wspominano już o małżeństwie Joanny. Al-Adil wyjechał z Jerozolimy 20 marca i wysłał z Bajsanu wiadomość, że spotkał się z Onufrym z Toronu. Ryszard chciał równego podziału ziem; gdyby Frankowie mieli więcej Wybrzeża niż muzułmanie, należało to wyrównać i vice versa; Frankowie musieliby posiadać Jerozolimę, natomiast muzułmanie - Skałę. Al-Adilowi powiedziano, że w sumie może zaakceptować ogół propozycji, lecz potem wysłał on Saladynowi wiadomość, że postanowił nie spotykać się z Ryszardem przed dopracowaniem szczegółów. Przekazał mu także, że prowadzono dalsze rozmowy dotyczące Jerozolimy, podczas których Ryszard zgodził się, że muzułmanie powinni posiadać Skałę i cytadelę, natomiast resztę miasta i jego wioski należy podzielić; nie planowano pozostawienia tam żadnego „dobrze znanego" przywódcy frankijskiego. Al-Adil wrócił do Jerozolimy 1 kwietnia i zdał sprawę z rozmów..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 392-393

"...Wówczas wydarzyła się rzecz nieoczekiwana: 28 kwietnia 1192, gdy jego żona Izabela brała spóźnioną kąpiel, Konrad poszedł na obiad do biskupa Beauvais, Filipa z Dreux. W drodze, w wąskiej uliczce, zaczepili go dwaj mężczyźni wręczając mu podanie. Gdy Konrad czytał, jeden z nich wbił mu sztylet w serce. Konrad zmarł na miejscu.[...]
Konrad naraził się izmailitom - tak nazywano szyitów, członków sekty - zajmując należący do nich statek handlowy. Starzec z Gór dwukrotnie upominał się o statek i jego ładunek. A było to tak, że sędzia z Tyru, Bernard du TempIe, zawiadomił Konrada o przejeździe statku wiozącego bardzo bogaty ładunek i zapewnił go, że może go zagarnąć "w taki sposób, że nikt się o tym nigdy nie dowie". Wtedy, dodaje kronikarz, "kazał nocą potopić w morzu wszystkich marynarzy". Stąd wściekłość Starca z Gór, którego pogróżki odrzucone dwukrotnie przez Konrada zakończyły się jego zabójstwem. Trzeba jednak dodać, że jedna z kronik arabskich, mianowicie kronika Ibn al-Asira, oskarża o morderstwo Saladyna, podczas gdy inna, kronika Baha ad-Dina, przypisuje je królowi Anglii..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 147

"...Wtedy zgromadzenie zdecydowało się wyznaczyć hrabiego Henryka z Szampanii, który właśnie przybył do Tyru na wiadomość o zabójstwie. Jako syn Marii z Szampanii, córki królowej Eleonory, był siostrzeńcem Ryszarda, przez ojca zaś, hrabiego Szampanii, bratankiem Filipa Augusta. Trudno było o kogoś lepszego, by przywrócić zgodę dwóch skłóconych ostatnimi czasy armii. Wybór został zatwierdzony przez wszystkich, z królem Ryszardem włącznie, który jednak chciał porozmawiać ze swym siostrzeńcem. "Powiedział hrabiemu Szampanii, że ta dama [Izabela] jest w ciąży z markizem." Oznaczało to, że w przypadku urodzenia męskiego potomka królestwo przyznano by temu dziecku; "a hrabia Szampanii odpowiedział: «Ale ja tej damy nie chcę!»" Zmienił jednak szybko zdanie ujrzawszy Izabelę, "tak piękna była bowiem i szlachetna". W końcu wszyscy pogodzili się przy aplauzie baronów. Henryk poślubił Izabelę w Tyrze 5 maja 1192 roku..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 148

"...Epopea Ryszarda daleka była jednak od zakończenia. 17 maja król, po kilku potyczkach wokół Askalonu, zaczął oblężenie twierdzy Daron, która ze swymi siedemnastoma wieżami, umocnionymi ostatnio przez muzułmanów, dominowała nad całą równiną nadbrzeżną, nad drogą ku pustyni Synaj. Zdobył ją po pięciu dniach w tej samej chwili, gdy nadciągali z jednej strony Henryk z Szampanii, wracający ze swego ślubu w Akce, z drugiej oddziały Hugona Burgundzkiego..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 148-149

"...Darum oddano w zarząd Alam ad-Din Kajsarowi, który wolał pozostawać poza miastem. Być może miał nadzieję, że Frankowie, jak zwykle bez pośpiechu, przeprowadzą oblężenie, lecz Ryszard miał ze sobą oddział minerów - odstępców z Aleppo, którzy najwyraźniej pierwszego dnia ataku dokonali podkopów pod murami. Garnizon poprosił o pozwolenie na skonsultowanie się przed kapitulacją z Saladynem, lecz Frankowie nie wyrazili na to zgody. Kajsar nie zrobił nic, aby im pomóc, i miasto zajęto siłą. Imad ad-Din stwierdził, że niewielu muzułmanów trafiło do niewoli, lecz przyznał, że była to wielka strata dla islamu, gdyż odkąd Askalon i Darum znalazły się w rękach Franków, nadbrzeżna droga do Egiptu ponownie mogła teraz stać otworem jedynie dla znacznej siły..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 395

"...6 czerwca posłaniec przyniósł Saladynowi wieści, że Frankowie „z końmi, piechotą i mnóstwem ludzi" rozbili obóz pod Tali as-Safijją, około 31 km na wschód-północny wschód od Askalonu, u stóp Wadi as-Sant. [...] Do 9 czerwca Frankowie, maszerujący na północ wzdłuż linii wzgórz Szefelah, rozbili obóz pod Latrunem i przechwycili grupę pustoszących okolice Beduinów, którzy wracali z Jafy, jednak sześciu z nich zbiegło, by przekazać nowiny Saladynowi. „Szpiedzy i informatorzy" oznajmili mu, że Frankowie zatrzymali się, by uzupełnić zapasy i ekwipunek, a potem zamierzają ruszyć na Jerozolimę. [...] W międzyczasie Saladyn sprowadził zapasy do Jerozolimy i przydzielił swoim emirom stanowiska bitewne na murach. Ambroży podaje, że Frankowie czekali na Henryka z Szampanii, wysłanego do Akry, aby sprowadzić posiłki, a wokół obozu, mimo że jeszcze nie doszło do walki, trwały nieustanne potyczki i ataki na linie zaopatrzenia. Podobno właśnie w tym okresie, podczas jednego z wypadów, Ryszard dotarł do Kalunijji, 8 km od Jerozolimy..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 395-396

"...Tymczasem podjęte bez wahania szczęśliwe posunięcie miało pozwolić królowi Ryszardowi na zagarnięcie bardzo dużej karawany jadącej z Bilbajs do Egiptu. O jej przejeździe został uprzedzony przez beduinów, którzy chętnie szpiegowali na jego użytek. Odjechawszy nocą w kierunku Karatiah - które nazywano "Galatie" - Ryszard dosłownie spadł na konwój w miejscu nazywanym "Okrągła Cysterna". Choć eskortowana przez dwa tysiące żołnierzy, którym powierzono ochronę, cała karawana dostała się w jego ręce, a obrońców rozpędzono. "Ludzie, którzy wiedli karawanę, poddawali się żołnierzom i rycerzom i przyprowadzali im za uzdę objuczone wielbłądy i mulice, i muły, które wiozły tak drogocenne ładunki i tyle bogactw." Mówiono, że było cztery tysiące siedemset wielbłądów, a co się tyczy mułów, mulic i osłów, "nigdy nie można się ich doliczyć", i że podczas "żadnej wojny nie zdobyto w kraju takiego łupu": złoto, srebro, cenne tkaniny, zbroje i korzenne przyprawy ..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 150

"...Ryszard bezbłędnie wybrał termin. W czasie kolejnych dwudziestu czterech godzin karawana prawie na pewno by mu umknęła, a gdyby przybył zbyt wcześnie, mógłby zostać dostrzeżony w Wadi al-Hasi. Przeprowadził zatem ostateczny rekonesans. [...] Karawana przygotowywała się do drogi o świcie 24 czerwca i jak powiedział jeden z przyjaciół Ibn al-Asira, który nią podróżował, już niemal kończyli ładowanie wielbłądów, kiedy zaskoczył ich atak Ryszarda. Muzułmanie rozpierzchli się, konnica Franków rzuciła się za nimi w pościg, a piechota została, aby zdobyć łupy. Aslam, którego nie zauważono na wzgórzach, utrzymywał, że zaatakował ją i zdołał odzyskać część łupów, lecz jego oddział był zbyt mały, aby odwrócić sytuację na niekorzyść Ryszarda, który odniósł zwycięstwo w tym starciu. Ibn Szaddad mówi, że pięciuset muzułmanów trafiło do niewoli. Dodaje też, że poza końmi Frankowie zagarnęli blisko trzy tysiące wielbłądów, a stajennych oraz poganiaczy mułów i wielbłądów włączono do ich służby. Część ocalałych wróciła do Egiptu, innych zaś Beduini przeprowadzili wokół południowego krańca Morza Martwego. Przyjaciel Ibn al-Asira stwierdził, że on sam uciekał, nie wiedząc, dokąd zmierza, a zatrzymał się dopiero po ujrzeniu wielkiego budynku na wzgórzu. Zapytał, co to jest, i w odpowiedzi usłyszał: „Kerak"..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 397

"...Ryszard wrócił 29 czerwca do Bajt Nuby, a Saladyn wydał rozkaz zniszczenia cystern, „aby wokół miasta nie pozostało ani odrobiny wody pitnej". Al-Afdal, który wraz z Az-Zafirem i przybył 2 lipca, został postawiony na straży po zachodniej stronie miasta..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 398

"...Dramatyczny kryzys nigdy nie nastąpił. Wieczorem 3 lipca Izz ad-Din Dżurdik, który dowodził muzułmańską awangardą, wysłał wiadomość, że Frankowie wymaszerowali tego dnia ze swojego obozu, a potem do niego wrócili. Szpiedzy 4 lipca donieśli, że Francuzi chcą dokonać natarcia, lecz Ryszard niepokoił się brakiem wody, a rankiem 5 lipca cała armia Franków dokonała odwrotu, kierując się ku Ramii. Muzułmanie dowiedzieli się, że Frankowie zwołali naradę, aby zadecydować, czy zaatakować Jerozolimę, a kiedy zarządzili odwrót, „nie można było okazać im nieposłuszeństwa"..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 399

"...Francuska część wojska i sam książę Burgundii byli tym razem zdecydowani uderzyć na Jerozolimę. Ryszard, co trudne jest do wytłumaczenia, odmówił udziału. "Gdyby sprawa miała dla nas zły przebieg, zawsze by mnie za to ganiono i straciłbym honor" - każe mu powiedzieć Ambroży. Znów zebrało się zgromadzenie: dwudziestu mężczyzn reprezentowało zarówno Francuzów, jak i armię króla; templariusze i szpitalnicy oraz baronowie z Ziemi Świętej nie zdecydowali się w końcu przystąpić do szturmu; działo się to 4 lipca, dokładnie w piątą rocznicę klęski pod Hittinem..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 151

"...Król Anglii powrócił do Akki i przygotowywał się do marszu na Bejrut ze swą armią, "zupełnie pozbawioną blasku i bezbarwną"..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 151

"...Ryszard wysłał później wiadomość, iż należy zawrzeć pokój, „nie z powodu jakiejkolwiek słabości z mojej strony, lecz w naszym [wspólnym] interesie", muzułmanów zaś nie powinno zwieść to, że się wycofał, gdyż „baran czyni tak, aby bóść". Kolejne przesłanie wysłał 9 lipca, podkreślając konieczność zaoszczędzenia zarówno Frankom, jak i muzułmanom zniszczeń wojennych. Dodał też, że Henryk z Szampanii miał oddać się na usługi Saladyna, a on sam i jego wojska pomogliby Saladynowi na wschodzie.
Saladyn zwołał radę, która jednomyślnie doszła do wniosku, że z powodu wyczerpania i niskiego morale muzułmanów oraz ich zadłużenia należy przyjąć warunki pokojowe. Uzgodniono także, że Ryszardowi należy zwrócić bazylikę Grobu Świętego oraz pozwolić mu na zatrzymanie ziem, które kontroluje na Wybrzeżu, natomiast muzułmanie mają zatrzymać „górskie zamki". Obszary położone pośrodku należy podzielić, natomiast Askalon i to, „co leży niżej" (na południe), powinno pozostać bez niczyjej kontroli. Choć wydawało się, że uzgodniono już wszystkie warunki porozumienia, negocjacje ponownie się załamały, a 12 lipca Ryszard przysłał kolejnego posła. Prowadzono pertraktacje co do pozycji Franków w Jerozolimie, gdyż Ryszard prosił teraz o zgodę na pozostawienie dwudziestu ludzi w cytadeli, lecz poseł dodał z własnej inicjatywy, że Frankowie faktycznie zrezygnowali z wszelkich roszczeń, z wyjątkiem prawa do pielgrzymki. Przeszkodę stanowił Askalon, albowiem - jak podkreślił poseł - Ryszard wydał na niego znaczną sumę pieniędzy. Ostatecznie Saladyn zgodził się przekazać w charakterze rekompensaty Lyddę, lecz 19 lipca jego poseł powrócił sam jeden i oznajmił, że Ryszard nie wyrzeknie się „ani jednego kamienia" z murów Askalonu. Na tę wieść Saladyn zerwał negocjacje..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 400-401

"...Muzułmanie byli teraz niemal w komplecie. Do Damaszku dotarli: Ala ad-Din z Mosulu, Kutb Sukman z Amidu i oddziały z Sindżaru pod wodzą Mudżahida ad-Dina Jurunkusza, 17 czerwca do Jerozolimy przybył Az-Zahir, a 23 czerwca - Al-Adil. Stwierdził tam, że Saladyn wyjechał dzień wcześniej na wieść, iż Ryszard udał się do Akry, a Frankowie planują atak na Bejrut. Aby się temu przeciwstawić, Al-fdala wysłano do Mardż Ujun, tam też nakazano dołączyć do niego wschodnim oddziałom, które zebrał w Damaszku. Saladyn wyruszył przez Al-Dżib, do Bajt Nubi, 25 lipca rozbił obóz między Lyddą a Ramią, a następnego dnia dokonał rekonesansu Jafy. Podczas narady zdecydowano się podjąć atak i 27 lipca armia podeszła pod Jafę..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 401

Oblężenie Jafy 27 lipiec - 5 sierpień 1192

"...Az-Zahir dowodził prawym skrzydłem, a Al-Adil lewym.
Załoga machin oblężniczych i saperzy zaczęli atak i, jak przekazał Ibn Szaddad, muzułmanie byli pewni, że zdobędą miasto w ciągu jednego dnia, lecz zaciętość oporu „osłabiła ich serca". Następnego dnia rozstawiono więcej machin oblężniczych, a muzułmanie postanowili poczekać, jakie efekty przyniesie ich zapora. Jednakże Saladyn nie chciał tracić czasu i zaczął szturm. Kilku muzułmańskich emirów odniosło rany, a garnizon wysłał posłów, aby omówić warunki kapitulacji. Prosił też o trzydniową zwłokę do 31 lipca i obiecywał, że jeśli do tej pory nie przybędą mu z pomocą żadne posiłki, to się podda. Saladyn odmówił, a kiedy posłowie powrócili z tą samą prośbą, odmówił po raz wtóry, lecz do tego czasu dyplomatyczne manewry stępiły ostrze muzułmańskiego ataku. Część muru obronnego upadła 29 lipca, lecz Frankowie podpalili za wyłomem kupy chrustu, aby nikt nie zdołał się tamtędy przedostać.
[...]
Opór zbił Saladyna z tropu, a Ibn Szaddad odnotował, że spędził noc bardzo zaniepokojony. Atak skoncentrował się 30 lipca na wyłomie w murze obronnym, który ostatecznie, po intensywnym szturmie całej armii, upadł. Ibn Szaddad zanotował, że początkowo nikt nie ośmielił się tam zbliżyć z obawy przed ostrzałem, a później, kiedy dym i kurz się rozwiały, ujrzano, iż Frankowie „zastąpili mur [z kamieni] murem z ostrz włóczni". Tak zacięta obrona, jak dodał, „wzbudziła wielki szacunek muzułmanów". W tym momencie ponownie przybyli posłowie w celu przedyskutowania warunków kapitulacji. Saladyn zgodził się na wymianę rycerzy, Turkopoli i piechurów za ich muzułmańskich odpowiedników więzionych przez Franków, natomiast ci z mieszkańców, którzy nie brali udziału w walce, musieli zapłacić okup w wysokości ustalonej dla Jerozolimy. Posłowie poprosili Saladyna, żeby odłożył na jakiś czas atak, lecz odparł im, że nie może powstrzymać swoich ludzi. Frankowie mogli natomiast wycofać się do cytadeli, co pozwoliło muzułmanom „samodzielnie zająć się miastem". Zaczęli wówczas plądrować Jafę, a wśród łupów znaleźli wiele dóbr zrabowanych egipskiej karawanie.
Później tego samego popołudnia Saladyn otrzymał od Sarima ad-Dina Kajmaza, który obserwował Franków w Akrze, informację, że Ryszard zrezygnował z marszu na Bejrut i wraca na ratunek miastu. Według Ibn Szaddada, Saladyn za wszelką cenę chciał zająć cytadelę, traktując to jako konieczność, lecz muzułmanie byli zbyt zmęczeni, aby słuchać rozkazów, a ponadto zajęci plądrowaniem. Zamiast próbować narzucić dyscyplinę, Saladyn udał się do swojej kolumny z bagażem, a rankiem 31 lipca zabrzmiała frankijska trąbka, aby obwieścić pojawienie się statków. Saladyn zareagował z zadziwiającą powolnością. Powiedział Ibn Szaddadowi, że armia nie powinna pozwolić im na przybicie do brzegu, lecz wielu muzułmanów ciągle znajdowało się w Jafie poza jakąkolwiek kontrolą, a on sam nie przedsięwziął niczego względem wybrzeża.
[...]
Czterdziestu siedmiu Franków opuściło cytadelę, lecz do tego czasu przybyło przeszło trzydzieści statków, a reszta członków garnizonu zaczęła okazywać oznaki nieposłuszeństwa. Ibn Szaddad zszedł ze wzgórza cytadeli, aby ostrzec Dżurdika, lecz Frankowie dokonali wówczas nagłej szarży, zabijając część muzułmanów. Jednakże atak okazał się przedwczesny. Siły odsieczy jeszcze nie wylądowały, a ponieważ można było dostrzec jedynie powiewające muzułmańskie flagi i usłyszeć muzułmańskie okrzyki osądzono, że cytadela upadła, podobnie jak miasto. W rezultacie, kiedy Saladyn nakazał bić w bębny, zapowiadając generalny szturm, biskup i kasztelan przybyli z usprawiedliwieniami i poprosili o ponowne przedstawienie warunków kapitulacji. Do tego czasu około pięćdziesięciu frankijskich statków przepłynęło wzdłuż wybrzeża, [...] Armia wycofała się do Jazuru, a wiele łupów, których nie zdążono zabrać, trzeba było zostawić.
Rankiem 1 sierpnia Ryszard pomaszerował pod Jafę, ku miejscu, z którego Saladyn dowodził oblężeniem. Wysłał zaproszenia do muzułmańskich przyjaciół, a „potem dużo rozmawiali i żartowali". Ibn Szaddad mówi, że połączył drwinę, pytając, dlaczego Saladyn, największy władca islamu, wycofał się po jego przybyciu, z komplementem - pochwalił tempo, w jakim Saladyn przeprowadził szturm na mury Jafy, a na zakończenie powiedział, że należy zawrzeć pokój, „gdyż moje ziemie za morzem są zrujnowane". Rozmowy zaczęły się po raz kolejny. Saladyn ustąpił, zgadzając się, aby Frankowie zatrzymali Wybrzeże od Cezarei po Tyr. Ryszard poprosił również o Jafę i Askalon, Saladyn pozwolił mu zatrzymać Jafę, lecz upierał się przy zwrocie Askalonu. Drugiego sierpnia przybył posłaniec ze słowami, że Ryszard dziękuje Saladynowi za Jafę, lecz po raz kolejny prosi o Askalon. Poseł dodał, że jeśli pokój zostanie zawarty w ciągu sześciu dni, Ryszard wyjedzie, w przeciwnym zaś razie będzie musiał spędzić zimę na Wybrzeżu. W odpowiedzi usłyszał, że muzułmanie nie mogą zrezygnować ze swoich roszczeń do Askalonu, a Ryszardowi z pewnością wypadnie spędzić zimę na Wybrzeżu, gdyż inaczej muzułmanie zabraliby mu to, co jest w posiadaniu Franków, po jego wyjeździe, albo nawet wcześniej. Saladyn może sobie pozwolić na czekanie w nieskończoność; może rozpuścić swoje oddziały, tak aby te, które walczyły w zimie, nie czyniły tego w lecie; on sam jest tylko starym człowiekiem, żyje w swoim własnym kraju pośród bliskich i nie dba już o uciechy tego świata; z kolei Ryszard jest w kwiecie wieku i daleko od domu.
[...]
Muzułmanie 2 sierpnia wycofali się z Jazuru do Ramii. Saladyn dowiedział się następnie, że wojska Franków wyruszyły z Akry, aby wspomóc Jafę, postanowił zatem odesłać swój ekwipunek na wzgórza i skierować się na północ, aby rzucić Frankom wyzwanie. Gdyby nadarzyła się okazja, miał zaatakować, w przeciwnym zaś razie muzułmanie mieli się bezpiecznie wycofać. Przytoczono słowa Saladyna: „To jest lepsze niż czekanie, aż sity wroga się połączą, a później odwrót ku górom. Teraz udamy się za nimi w pogoń". Wyruszył rankiem 3 sierpnia, lecz dotarł jedynie do rzeki Audża. Tam dosięgła go wieść, że kolumna Franków weszła do Cezarei, lecz doszedł do wniosku, iż nie można jej już zaatakować; przypuszczalnie bał się znaleźć jak w potrzasku między nią a siłami Ryszarda. Posłyszał także, że Ryszard rozbił pod Jafą niewielki obóz, gdzie było tylko parę namiotów i niewielu ludzi. Zdobycz za bardzo go kusiła, aby z niej zrezygnować, i o świcie 4 sierpnia przeprowadził atak z zaskoczenia. Ibn Szaddad znajdował się w tym czasie w kolumnie z ekwipunkiem, musiał zatem polegać na relacjach świadka naocznego. Ten rzekł, że Ryszard miał tylko 10 namiotów, zaledwie 17 koni i mniej niż 1000 piechurów. Muzułmanie dokonali szarży, ale kiedy Frankowie ją wytrzymali, wycofali się i okrążyli obóz..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 401-405

"...Frankowie obozowali poza murami Jafy. Wczesnym rankiem pewien genueński marynarz oddaliwszy się od obozu ujrzał w oddali, w słabym blasku świtu, błysk zbroi i wszczął alarm. Gwałtownie obudzony Ryszard z pośpiechem zebrał swój mały oddział, przysięgając, że własnoręcznie zetnie głowę pierwszemu, który by chciał się poddać. Rozmieścił na przemian włóczników i kuszników, każdy zaś z tych ostatnich wspomagany był przez innego żołnierza, który ładował drugą kuszę, gdy z pierwszej strzelano. Szarża nieprzyjacielskiej konnicy załamywała się na włóczniach, a gdy przegrupowywali się do następnej, sypał sięn a nich rzęsisty deszcz pocisków z kusz, zabijając ludzi i konie. "Męstwo Franków było tak wielkie, że nasze oddziały, zniechęcone ich oporem, zadowalały się trzymaniem ich w osaczeniu, ale na odległość." Na próżno sam Saladyn próbował zachęcić ich do walki..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 153

"...Później Saladyn wydał rozkaz kolejnej szarży, lecz jedynie Az-Zahir był mu posłuszny. Niepowodzenie pod Jafą, a zwłaszcza zachowanie mameluków Saladyna, wywołało niezadowolenie. Podobno Al-Dżanah, brat Al-Masztuba, powiedział mu, aby nakazał atak „swoim sługom, którzy pobili ludzi w Jafie". Ibn Szaddad dodaje: „Słyszałem, że Ryszard wziął tego dnia swoją włócznię i przejechał konno od końca prawego skrzydła do końca lewego, a nikt na niego nie ruszył". Saladyn zorientował się, że bierne pozostawanie wobec tej małej siły to „czysta strata", i wściekły wyruszył do Jazuru. Ibn Szaddad pisze, iż myślano nawet, że ta jawna demonstracja nieposłuszeństwa skłoni Saladyna do ukrzyżowania kilku swoich ludzi, lecz sułtan ochłonął z gniewu i tej samej nocy zaprosił do siebie emirów, chcąc podzielić się z nimi owocami, które przysłano mu z Damaszku. Jednakże po tej porażce stało się jasne, że pokój należy zawrzeć, zanim brak dyscypliny stanie się powszechny..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 406

"...Wieczorem 5 sierpnia Saladyn i resztki jego armii wycofali się w kierunku lazury, a później - Latrunu, bardziej zniechęceni niż kiedykolwiek. Zostali pokonani mimo dziesięciokrotnej przewagi.
Rozpoczęte natychmiast rokowania pokojowe ciągnęły się ponad miesiąc.


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 153

ozdoba

"...Ryszard nie skorzystał na tym zbytnio. Saladyn 5 sierpnia wycofał się do Latrunu, a 7 sierpnia jego poseł wrócił z obozu Franków. Nie pozwolono mu wjechać do Jafy, lecz Ryszard rozmawiał z nim poza miastem i rzekł, że kilka razy uczynił pierwszy krok, lecz bezskutecznie, postanowił zatem zostać, a szanse na dalsze negocjacje upadły. Tego samego dnia przybył Ala ad-Din z Mosulczykami, których wycofano z Mardż Ujun, a 20 sierpnia nadeszły posiłki z Egiptu. Ryszard następnie zachorował i Saladyna doszły wieści, że wycofali się wszyscy Francuzi. Zabrakło im pieniędzy, postanowili więc pożeglować z powrotem do domu. W czasie choroby Ryszard przysłał posłańców z prośbą o owoce i śnieg, stąd Saladyn wiedział, że w Jafie przebywa teraz od dwustu do trzystu rycerzy. Frankowie nie naprawili murów miasta, jedynie mury cytadeli. Sposobność narzucała się sama, 27 sierpnia Saladyn wymaszerował więc do Ramii z intencją zaatakowania Jafy, jeśli byłoby to możliwe, a jeśli nie, to Askalonu. Wysłał swoją awangardę w celu przeprowadzenia ataku próbnego, a ta doniosła, że z Jafy przybyło jedynie trzystu jeźdźców, niektórzy na mułach...."
[...]
"...Ryszard nie był w stanie walczyć, lecz przy całej swojej pozornie miażdżącej przewadze Saladyn nie mógł polegać na swoich ludziach. Jak odnotował Imad ad-Din, jego emirowie podkreślali, że ziemie legły w ruinie, wieśniacy zubożeli, a wojsko jest wyczerpane. Brakowało żywności i paszy, ceny zboża gwałtownie rosły. Jeśli Frankowie stracą nadzieję na pokój, będą walczyć aż do końca, podczas gdy rozejm pozwoliłby „mieszkańcom wrócić na swoje ziemie" i umożliwiłby zgromadzenie zapasów zboża na kolejną wojnę. Zdaniem Abu Bakra Ryszard byłby teraz gotów poświęcić Askalon, chociaż prosi Saladyna o przekazanie mu czegoś w zamian - prośbę tę przedstawiono 28 sierpnia. Imad ad-Din pisze, że Saladyn ciągle wolał walczyć, lecz nie mógł działać bez wsparcia..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 406

"...Do Ryszarda wysłano Badra ad-Dina Dildirima, który utrzymywał z królem przyjazne relacje, aby „trzymał rękę na pulsie". Miał mu powiedzieć: „Sułtan zebrał swoje wojska, ale ja nie mogę mówić z nim o tym rozejmie, dopóki nie zyskam pewności, że ty się nie wycofasz". Dildirim wrócił następnego dnia ze słowami, że Ryszard zgadza się na porozumienie. Saladynowi przedstawiono rejestr ziem Wybrzeża. Frankowie mieli otrzymać całą okolicę od Jafy do Tyru, lecz sułtan wycofał z tej listy Ramię, Lyddę, Jubnę i Madżdal Jabę, które tworzyły część terenów Jafy, oraz Nazaret i Seforis, które należały do Akry. Skorygowaną listę wysłano do Franków 30 sierpnia, a posłowi powiedziano, że porozumienie może zostać zawarte następnego dnia. Później tego samego popołudnia wróciło poszerzone poselstwo frankijskie. Jak doniósł osobisty posłaniec Saladyna, Ryszard narzekał, iż nie otrzymał żadnej rekompensaty, lecz kiedy jego posłowie zobaczyli Saladyna 31 sierpnia, wyrazili to bardziej taktownie, przytaczając słowa Ryszarda w formie następującej: ,Jeśli dasz mi więcej, uczynisz tak ze względu na swoją dobroć i hojność". Saladyn wysłał posłów z Dildirimem do Al-Adila i 1 września uzgodniono ostateczne warunki. Ryszard rzeczywiście otrzymał rekompensatę, gdyż Frankom pozwolono na podział dochodów z Ramii i Lyddy. Askalon miano zburzyć, a obydwie strony miały potwierdzić ten fakt. Rozejm, zawarty na trzy lata i osiem miesięcy, obejmowałby ziemie i morze, jak również tereny asasynów oraz ziemie należące do Trypolisu i Antiochii. Poseł Saladyna przedstawił dokument Ryszardowi, lecz ten był zbyt chory, aby go przeczytać, i rzekł:
„Zawarłem pokój, oto moja prawica". Henryk z Szampanii i inni Frankowie złożyli przysięgę lojalności, a potem wysłano posłów do obozu Saladyna. Zażądano też, aby kilku muzułmańskich przywódców zaprzysięgło warunki porozumienia, w tym Al-Adil, Az-Zahir, Al-Masztub i Dildirim. Posłowie mieli udać się do Antiochii, aby nakazać lojalność Boemundowi oraz tym muzułmańskim władcom, którzy żyli nieopodal ziem Franków. Następnie Saladyn wydał ucztę; „ujęto jego czcigodne ręce"126 i proklamowano pokój..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 407-408

"...Ostatecznie zadecydowano, że chrześcijanie utrzymają w posiadaniu pasmo przybrzeżne od północy Tyru do południa Jafy. To miasto, tak dzielnie bronione, miało pozostać przez długie czasy portem, do którego przybijali pielgrzymi: jeszcze w XIV i XV wieku, gdy utracono Ziemię Świętą, przybywały pielgrzymki, których uczestnicy chronili się w przybrzeżnych grotach, czekając na niezbędnych przewodników, by podjąć drogę do Ramii i potem do Jerozolimy.
Traktat zawarty 2 września 1192 roku upoważniał odtąd Franków i wszystkich chrześcijan do darmowego odwiedzania świętych miejsc bez konieczności płacenia jakichkolwiek podatków czy ceł..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 154

"...Wydaje się rzeczą pewną, że gdyby nie wycofanie się króla Francji, Święte Miasto znalazłoby się z powrotem w rękach chrześcijan i inaczej potoczyłyby się losy świata.
Można przynajmniej w części przypisać niezdecydowanie króla Anglii poczuciu osamotnienia. By działać, musiał mieć pewność zwycięstwa. By działać, lecz nie by się bić, gdyż we wszystkich starciach siły jego były mniejsze niż Saladyna; nawet znacznie mniejsze podczas ostatniej bitwy, tej, która ocaliła Jafę - ledwie odzyskaną, by znów została utracona. W tych warunkach zresztą taktyka Ryszarda była rzeczywiście genialna; wykazał nie tylko przytomność umysłu, lecz również doskonały sposób obrony przed szwadronami tureckimi, których metody dokładnie znał. [...]
Odzyskanie Jafy i Akki było rzeczywiście bezcenne; jeśli królestwo frankońskie Ziemi Świętej mogło przetrwać dokładnie przez cały wiek od 1191 do 1291 roku - to tylko dzięki tamtym bohaterskim wyczynom..."


Fragment książki: Regine Pernoud "Ryszard Lwie Serce" s. 155

"...Żadna ze stron jednak nie odniosła ostatecznego zwycięstwa. Mimo wszystkich swoich ofiar i strat Frankowie nie odzyskali Jerozolimy. Saladyn, na którego łaskę zdane było Wybrzeże aż po Hittin, stracił zasoby, ziemie jego były zagrożone, a morale armii podupadło. Na lądzie obydwie strony walczyły ze sobą, póki działania ich nie utknęły na martwym punkcie, lecz Saladyn nie zdołał sprostać Frankom na morzu. W żaden sposób nie mógł zapobiec otrzymywaniu przez nich posiłków z baz, które ciągle kontrolowali w celu przygotowania kolejnego ataku. Mógł mieć nadzieję, że ich zniechęci, wyrządzając im szkody, lecz nie wiadomo było, kiedy znów stanie się tak silny pod względem wojskowym i gospodarczym, aby powtórnie toczyć walki na podobną skalę..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 408

"...9 października 1192 roku Ryszard opuścił Ziemię Świętą. Pozostawił po sobie angielski szpital w Akce, który założyli tam przy jego pomocy duchowni angielscy, obierając jego patronem św. Tomasza z Canterbury. Około roku 1230 zostali oni przekształceni przez biskupa Winchesteru w zakon rycerski, a szpital przeniesiono na przedmieście Akki zwane Montmusard, gdzie wyrosła wokół niego dzielnica angielska, choć sami rycerze nigdy nie odegrali wielkiej roli..."


Fragment książki: H. E. Mayer "HISTORIA WYPRAW KRZYŻOWYCH" s. 242

Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości