Łuck 1256

Stopniowa ekspansja Daniela I Romanowicza na wschód spowodowała zapewne w 1256 roku odwetowy atak mongolskiego wodza Kuremsy. Oblężenie Łucka było końcowym etapem tej kampanii.

"...Tymczasem Kuremsa podstąpił z głównymi siłami pod Łuck. Okazało się, że gród, w którym zgromadziła się okoliczna ludność, nie był przygotowany do odparcia ataku, co nie świadczy jednak dobrze o możliwościach defensywnych Romanowiczów, szczególnie zaś Wasylka, władającego tym ważnym ośrodkiem. W dość rozpaczliwej sytuacji wielkim męstwem wykazali się obrońcy grodu. Jak się okazało, sprzyjała im też aura, co przez autora relacji zostało złożone na karb opieki boskiej oraz świętych Jana Złotoustego i Mikołaja. Ze słów kronikarza dowiadujemy się, że choć była zima i było zimno, równocześnie stała wielka woda. Mongołowie nie mając więc możliwości przebrodzić przez okalający Łuck Styr postanowili zdobyć most przerzucony przez rzekę. Rusinom udało się go jednak uszkodzić do tego stopnia, że stał się nieprzejezdny. Wówczas Kuremsa nakazał ustawić na zajmowanym przez siebie brzegu machiny miotające, aby odgonić obrońców. I nagle - jak powiada źródło - stał się jawny cud. Zerwał się gwałtowny wiatr wiejący w stronę pozycji Mongołów. Spowodował on, że wyrzucane z katapult kamienie zamiast przelatywać przez rzekę spadały wśród napastników. Jakiś szczególnie gwałtowny podmuch złamał ramię jednej z machin. Widząc co się dzieje, Kuremsa dał sobie spokój z próbą sforsowania Styru i zdobycia z determinacją, ale też z pomocą nadprzyrodzonych sił bronionego grodu. Armia mongolska odstąpiła na wschód. Zestawienie świętych, którzy mieli się przyczynić do odparcia najeźdźców dało L. Machnowcowi asumpt, by wydarzenia rozgrywające się pod Łuckiem umieścić około 6 grudnia. Chodzi - dodajmy - o rok, w naszej opinii, 1256. Zaprezentowane przez ukraińskiego badacza przypuszczenie co do pory roku, w której odbyły się interesujące nas wydarzenia jest dość wiarygodne. Co prawda, jak już zauważyliśmy wcześniej, wykorzystywany przez niego sposób datowania jest często zawodny, lecz w tym konkretnym wypadku zwraca uwagę zbieżność uzyskanych na jego podstawie wniosków ze znajdującym się w źródle opisem warunków pogodowych oraz nieprzypadkowa - jak sądzimy - korelacja z opisywanymi wydarzeniami bulli Aleksandra IV do Daniela, o czym jednak niżej..."


Fragment książki: Dariusz Dąbrowski "DANIEL ROMANOWICZ" s. 401-402

Szukaj:


Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości