Damietta 1169

Pod koniec lata 1169 roku cesarz Manuel I Komnen wysłał flotę pod dowództwem Andronikosa Kontestefanosa do Egiptu. Eskadra ta miała wspólnie z lądową armią króla Jerozolimy Amalryka I zaatakować Egipt. Ekspedycja zakończyła się trzymiesięcznym oblężeniem Damietty, bronionej przez oddziały Saladyna.

Amalryk wybrał drogę lądową. Kilku oddziałom kazał obserwować Nur ad-Dina, który w spokoju odnawiał meczet pod Damaszkiem, a reszta armii zebrała się w Askalonie, natomiast Bizantyńczycy pożeglowali przodem. Była już mniej więcej połowa października, a wszyscy wiedzieli, że sezon żeglugi na Morzu Śródziemnym kończy się w pierwszym tygodniu grudnia. Zaczęto od Damietty, gdyż jak sugeruje Ibn Szaddad, można ją było zaatakować i od strony morza, i lądu. Amalryk uważał to jedynie za początek kampanii, ponieważ już we wrześniu obiecywał Pizańczykom przyznanie koncesji w Kairze i Al-Fustacie. Przybył do Al-Faramy 25 października, a dwa dni później dotarł do Damietty, po czym rozbił obóz na północy, między miastem a morzem. Bizantyńczycy go wyprzedzili, a rozgoryczenie sojusznika odzwierciedla sugestia Cinnamusa, że rozmyślnie opóźniał marsz, aby przerzucić na Bizantyńczyków główny ciężar walki."
Najprawdopodobniej Saladyn spodziewał się ataku, lecz nie był pewien, skąd nastąpi. Wilhelm z Tyru pisze, że w Damietcie prawie nie było żołnierzy, dlatego mogła ulec szybkiemu szturmowi, lecz przez trzy dni sojusznicy nic nie zrobili, tracąc w ten sposób dobrą okazję. Widocznie Saladyn zdecydował, że mimo swojego sierpniowego zwycięstwa nie może sobie pozwolić na opuszczenie Kairu, lecz w tym czasie dotarło do niego wiele dodatkowych wojsk, pod wodzą jego bratanka, Takiego ad-Dina, oraz wuja, Szihaba ad-Dina al-Harimiego. Mówiono, że koszt wyposażenia i utrzymania oddziałów wysłanych z Kairu przekraczał 550 000 dinarów, cytuje się też słowa Saladyna wychwalającego hojność kalifa, który wysłał mu w czasie kryzysu 1 000 000 dinarów oraz inne dary. Pieniądze przyniosły wymierne korzyści. Wilhelm z Tyru odnotował, że przybyło tak wiele dobrze uzbrojonych oddziałów, iż muzułmanie mogli utrzymać się nie tylko za murami, ale także w otwartym polu. Nur ad-Din wysłał pomoc z Syrii, w tym wcześniejszego rywala Saladyna, Kutba ad-Dina Chusrawa, a Imad ad-Din napisał: „posiłki, małe i wielkie, spowodowały, że mówiono o jednej, choć rozproszonej, armii". Podobnie twierdzi też Niketas, przytaczając pogłoski o „zbliżaniu się wschodnich Arabów i mnóstwa zaciężnej asyryjskiej konnicy", co spowodowało wręcz konsternację oblegających pod koniec oblężenia.
Bizantyńczycy i Frankowie obrzucali się nawzajem obelgami. Frankowie uznali, że ich sojusznicy są „w oczywisty sposób słabsi" niż oni sami, natomiast Bizantyńczycy skarżyli się na „dumę i wyniosłość rycerzy palestyńskich". Niketas twierdzi, że Andronikos chciał przeprowadzić szybki atak przy użyciu składanych drabin, lecz Amalryk uparł się, by poczekać na zbudowanie wieży oblężniczej. Część murów zniszczono za pomocą katapult, lecz Wilhelm z Tyru twierdzi, że wystrzeliwane z nich pociski nie trafiały. Zdaniem Niketasa, koszty utrzymania floty bizantyńskiej skalkulowano na trzy miesiące poczynając od sierpnia, a zatem zaczęło brakować pieniędzy. Kiedy dowódcy bizantyńscy poprosili Franków o pożyczkę, by zapłacić ludziom i kupić prowiant, ci odmówili. Żołnierze bizantyńscy musieli jeść korzenie, a „daremne i bezsensowne" oblężenie ciągnęło się jeszcze przez j jakieś pięćdziesiąt dni. Ostatecznie, jak zauważył Wilhelm z Tyru, dzięki wysiłkom Franków i „tureckich satrapów", szczególnie Szihaba ad-Dina, ustalono warunki pokoju. Nawet ten fakt Niketas wykorzystał do krytyki Amalryka, gdyż twierdził, że desperacki atak Andronikosa dobiegał już szczęśliwego końca, kiedy Amalryk przerwał walkę. Po krótkim okresie, w którym oblegający i oblężeni spotykali się i prowadzili wzajemny handel, machiny spalono, a 13 grudnia sojusznicy wycofali się. Na koniec flotę bizantyńską zniszczył sztorm, zatapiając wiele statków.
Wilhelm z Tyru odnotował, że porozumienie zawarto na poufnych warunkach, a zgodnie z wersją Niketasa, muzułmanie wysłali do cesarza Manuela pokojowe poselstwo z darami. Jednak żadne okruchy pocieszenia nie zdołały zrekompensować całkowitej klęski ekspedycji oraz sukcesu Saladyna, którego ten potrzebował, by potwierdzić swoją pozycję..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 49-50

Szukaj:


Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości