Brześć Kujawski 1332

Po zerwaniu pokojowych rokowań, które miały miejsce w Inowrocławiu w kwietniu 1332 roku, Krzyżacy przystąpili do oblężenia Brześcia Kujawskiego.

"...Krzyżacy byli już przygotowani do nowego napadu na Polskę, toteż zerwali rokowania, a kilka dni później ich wojska obiegły Brześć Kujawski (9 kwietnia 1332 r.) - Tym razem Krzyżacy postawili sobie za cel trwałe opanowanie Kujaw. Wyprawa ta była dobrze wyposażona w środki do prowadzenia oblężeń grodów i miast. Dowodził nią, podobnie jak najazdami z lat 1327 i 1329 oraz dwoma z roku 1331, komtur prowincji chełmińskiej Otto von Luterberg, a towarzyszył mu wielki marszałek Dietrich von Altenburg oraz komturowie: toruński, dobrzyński, nieszawski, gdański i świecki, którzy dowodzili oddziałami z własnych komturii. Ponadto w skład wyprawy weszły wojska najemne Poppona von Kökeritza i Ottona von Bergowa, które zimowały w państwie krzyżackim.

Łokietek spodziewał się ataku krzyżackiego na Kujawy i przebywał wiosną 1332 roku w Brześciu Kujawskim, starając się go przygotować do oblężenia. Ponieważ Kujawy były wyniszczone i wyludnione, sprowadził tu oddziały z innych ziem polskich. Bratanek Łokietka, książę łęczycki Władysław przysłał oddział rycerstwa pod wodzą kasztelana łęczyckiego Pawła. Przybył też oddział z ziemi sieradzkiej, dowodzony przez kasztelana rozpierskiego Andrzeja, a także rycerze z Poznańskiego i Kaliskiego. Mimo to Krzyżacy mieli znaczną przewagę liczebną, a poza tym posiadali dobrą znajomość techniki walk oblężniczych. Stanąwszy 9 kwietnia 1332 roku pod Brześciem, Otto von Luterberg wysłał do dowódcy jego załogi, wojewody brzeskiego Wojciecha z Kościelca z rodu Leszczyców, posła z żądaniem kapitulacji. Gdy wojewoda odmówił, Krzyżacy rozpoczęli systematyczne oblężenie. W ciągu siedmiu dni wykonali poważne prace ziemne, otaczając miasto zwartym pierścieniem fortyfikacji polowych, złożonych z rowu i wału. W ten sposób uniemożliwili oblężonym utrzymanie kontaktu j ze światem zewnętrznym.

Na wieść o oblężeniu Brześcia wojewoda poznański Wincenty z Szamotuł powołał pod broń rycerstwo wielkopolskie, polecając mu zgromadzić się w Gnieźnie. Gdy rycerze zbierali się zbyt wolno, a spod Brześcia nadchodziły alarmujące wieści, Wincenty wysłał do oblężonego miasta oddział złożony z 60 rycerzy, nie licząc pocztów i czeladzi. Oddział ten dotarł pod Brześć, ale nie zdołał przełamać pierścienia krzyżackich umocnień i musiał zawrócić.

Po zakończeniu przygotowań do szturmu Krzyżacy 17 kwietnia 1332 roku przystąpili do zdobywania Brześcia, działając systematycznie i posługując się najlepszymi, jak na owe czasy, środkami technicznymi. Uruchomili dwie machiny miotające pociski burzące w postaci wielkich kamieni oraz zapalające w postaci naczyń z płonącą smołą lub wiązek palącego się łuczywa. Od tych pocisków spłonął klasztor oraz kościół dominikanów. Wreszcie specjalnie wyszkolony oddział krzyżacki podsunął pod sam mur miejski potężny taran zaopatrzony w daszek kryjący przed pociskami obrońców obsługujących go ludzi. Równocześnie kusznicy gęsto zaczęli ostrzeliwać oblężonych, aby uniemożliwić im zniszczenie taranu. Po trzech dniach nieustającej pracy obu machin i taranu, 20 kwietnia wieczorem wyłom był gotowy, a załoga obrońców zmęczona i przerzedzona trwającym ostrzałem. Na dodatek prawdopodobnie wśród mieszczan znaleźli się zdrajcy. Korzystając z ich pomocy, 21 kwietnia Krzyżacy wdarli się do miasta rabując i mordując mieszkańców. Część załogi zginęła w walce, część dostała się do niewoli, jedynie nielicznym udało się zbiec w ostatniej chwili. Wśród tych ostatnich znalazł się dowódca Wojciech z Kościelca..."


Fragment książki: Witold Mikołajczak "Wojny polsko-krzyżackie" s. 56-58

"...W roku 1332 wyprawili się Krzyżacy w wieczerzę Pańską, oblegając Brześć, który szturmowali cztery dni z machinami i innymi urządzeniami, tak długo aż nieliczni rycerze pozostali w środku, wówczas przez zdradę wielu mieszczan piątego dnia [gród - przyp. P. L] zdobyli.

Kalendarz włocławski z kolei dorzuca kolejną ważną informację: U kwietnia oblężone zostało miasto Brześć przez brata Ottona de Luterburg i braci jego z domu Niemieckiego i ich ludzi mężnych i zbrojnych Roku pańskiego 1332. I dalej kontynuuje kalendarz włocławski, podając datę zdobycia miasta: 20 kwietnia zdobyto owo miasto Brześć. [...] Ponadto w wyprawie brali udział inni dostojnicy Zakonu: nowy komtur toruński Markward von Sparenberg, komtur dobrzyński Jan i komturowie Nieszawy, Gdańska i Świecia. Dodatkowo pod wodzą Otto von Bergowa i Poppo von Kokeritza szli z armią krzyżacką najemnicy, którzy brali udział w napadzie z listopada poprzedniego roku. Trudny do oszacowania jest stan liczebny armii krzyżackiej. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że Krzyżacy stracili we wrześniu 1331 r. ponad 2 tysiące ludzi, których ewentualnie teraz zastąpili najemnicy, spodziewać możemy się wojska nie większego, jak pod Radziejowem-Płowcami, ale i nie mniejszego, a więc w granicach 6-7 tysięcy ludzi, gdyż takie mniej więcej były zdolności mobilizacyjne Zakonu w owym czasie. Trudna jest też sprawa dokładnej datacji tej wyprawy, oraz liczba dni, w ciągu których Krzyżacy szturmowali Brześć Kujawski. Źródła zgodne są, co do tego, że działania wojenne pod tym miastem toczyły się w okolicy świąt Wielkanocnych.

Początkowo obrońcy próbują rokowań. Obliczone są na zwłokę, dającą czas na nadejście odsieczy z Wielkopolski, po którą uprzednio posłano. Krzyżacy chyba się zorientowali o co de facto chodzi i odmówiwszy rozpoczęli oblężenie. Zaczęto od ostrzału grodu, ażeby przygotować grunt pod szturm na wały. Wiemy, że ostrzał ten był bardzo intensywny. Machiny wyrzucały wielkie ilości ciężkich kamieni, naczyń ze smołą i zapalonym łuczywem, co powodowało pożary wewnątrz miasta, które strawiły m. in. kościół i klasztor dominikanów. Jednocześnie trwał równie intensywny ostrzał z łuków i kusz. Jeden ze świadków na procesie warszawskim, przeor klasztoru braci kaznodziejskich, Piotr Natura, opowiadał, że Krzyżacy: „Tyle miotali strzał, iż wydawało się, że deszcz pada". Prowadząc ostrzał Krzyżacy zbudowali potężny taran. Składał się on z wielkiej belki, zawieszonej na linach w pewnego rodzaju budce na kółkach. Belka ta była z jednej strony silnie nabita kawałkami żelaza, a osłonięta mocnym dachem, dzięki któremu obsługujący taran piechurzy chronieni byli przed strzałami, głazami, smołą i innymi przedmiotami miotanymi na nich przez obrońców. Było z pewnością kilka szturmów, w trakcie których Krzyżacy podprowadzali taran pod mur i bili weń, najpierw go osłabiając, potem czyniąc w nim duży wyłom (lub kilka wyłomów). Oblężenie trwało na pewno dłużej, aniżeli te cztery dni, o jakich wspomina rocznik Traski.

"...J. Karwasmska przyjęła, idąc za zeznaniami świadków z procesu warszawskiego, dzień 20 kwiecień jako datę zdobycia miasta, co zostało zaakceptowane przez innych historyków. Można też zgodzić się z tezą M. Biskupa, który uważa, że trzy dni trwał ostatni, decydujący szturm, po którym miasto się poddało. Stało się to wskutek zarówno osłabienia obrońców, spośród których, jak czytaliśmy w roczniku Traski, wielu zginęło, ale także z powodu zdrady pewnej części mieszczan. Na czym polegała ta zdrada - czy była to jakaś forma sabotażu, czy też może wymuszenie na polskiej załodze aktu kapitulacji - do końca nie wiadomo. Tymczasem do grodu zbliżali się z odsieczą rycerze wielkopolscy zorganizowani przez Wincentego z Szamotuł. T. Nowak, idąc za Zajączkowskim, dowodzi, że była to tylko część sił organizowanych przez wojewodę poznańskiego, a więc tylko ci, którzy gotowi byli wyruszyć od razu na wieść o oblężeniu, przy czym za pewnik bierze informację, że było to 60 rycerzy wraz z pocztami (czyli mniej więcej 400-600 ludzi). Jeśli tak rzeczywiście było, to faktycznie mieli oni mizerne szanse na zdziałanie czegokolwiek przeciwko kilku-tysięcznej armii. I faktycznie niczego nie zdziałali, choć nie wiemy nic bliższego o stoczonym przez nich boju, poza tym, że bezskutecznie próbowali przedostać się przez pierścień krzyżacki opasujący twierdzę. Trwające właśnie święta Wielkanocne nie przeszkodziły Krzyżakom w przypuszczeniu ostatecznego szturmu na Brześć. Wdarli się oni przez uczyniony wyłom w murze i po krótkiej walce wewnątrz grodu, opanowali go całkowicie. Podczas walki zginęła część obrońców, inni dostali się do niewoli i tylko nielicznym udało się uciec. Pośród nich był dowódca obrony wojewoda brzeski Wojciech, który podążył do rodzinnej Pakości, zabierając z sobą wielu innych uciekinierów wraz z ich rodzinami i dziećmi, o czym informuje nas rocznik Traski. Ponadto z tego samego źródła dowiadujemy się, że pozostali uciekinierzy udali się wprost do Krakowa, na dwór królewski. Upadek stolicy Kujaw, odwleczony dzięki bitwie pod Radziejowem-Płowcami, stał się faktem..."


Fragment książki: Piotr W. Lech "Pierwsza wojna polsko-krzyżacka 1308-1343" s. 132-134

Szukaj:


Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości