Rochester 1215

W połowie września 1215 roku rebelianci pod dowództwem Roberta FitzWaltera zajęli bardzo ważny strategicznie, będący w rękach arcybiskupów z Canterbury, zamek w Rochester. Znaczenie twierdzy polegało na jej położeniu i walorach obronnych. Jej wieża, wznosząca się na ponad 60 metrów, była wówczas najwyższą w Europie. Warownia znajdowała się na szlaku wiodącym z Londynu do Dover w miejscu, gdzie przecinał on szerokie ujście rzeki Medway. Sama Medway, płynąca z północy na południe, dzieliła Kent na dwie części. Nikt nie mógł bezpiecznie przemierzać tej trasy, jeżeli twierdza Rochester znajdowała się w rękach jego nieprzyjaciela.

"...Robert FitzWalter powrócił już do Londynu, przekazując wcześniej dowództwo nad zamkiem Rochester innemu przywódcy rebeliantów, Wilhelmowi d'Albini. Ten ostatni, „człowiek śmiałego ducha i doświadczony w walce", jak opisuje go Roger z Wendover, stał na czele oddziału, którego liczebność wedle kronikarzy miała wynosić 100-140 ludzi. Kiedy 11 października przybyli do zamku, ku swemu przerażeniu przekonali się, że jest słabo zaopatrzony zarówno w broń, jak i żywność. Było niewiele czasu na naprawienie tych braków, ale udało się zdobyć nieco zaopatrzenia, które odebrano mieszkańcom miasta. 13 października armia Jana stanęła pod murami miasta i rozpoczęła atak. Ludzie obsadzający mury szybko uświadomili sobie, że nie mają szans na ich utrzymanie, i wycofali się do zamku, a w pościg po ulicach ruszyły za nimi oddziały króla, którym udało się przedrzeć się przez bramy. „Wielu z nich, gdyby tylko mogło, chętnie uciekłoby do Londynu", ironicznie zauważa Anonim z Bethune. Jednak nie mogli tego uczynić, gdyż wojska Jana umiały uczyć się na swoich błędach i tym razem zniszczyły most na Medway.

Pozbawiwszy obrońców jakichkolwiek szans na odsiecz, król rozpoczął oblężenie. Ku oburzeniu Ralfa z Coggeshall, pozwolił swoim ludziom na zajęcie miejscowej katedry - doszło do jej profanacji, gdyż najemnicy uczynili z niej stajnią trzymając swoje konie nawet przy głównym ołtarzu. Jednocześnie u podnóża zamku królewscy specjaliści od oblężeń ustawili pięć potężnych katapult, które zaczęły całymi dniami i nocami ostrzeliwać pociskami jego wielką wieżę.

W Londynie FitzWalter i inni możnowładcy usiłowali zgromadzić jak największe siły, które miały wyruszyć z odsieczą. 26 października, dwa tygodnie od rozpoczęcia oblężenia zamku Rochester, wymaszerowali w jego kierunku na czele armii liczącej 700 rycerzy. Zagadką pozostaje, w jaki sposób zamierzali przekroczyć Medway, ale ostatecznie i tak udało im się pokonać jedynie połowę zaplanowanej trasy. Będąc bowiem w Dartford, przekonali się, że siły Jana są znacznie większe liczebnie, niż sądzili, a sam król jest gotowy ich zaatakować. Przedtem Jan rzeczywiście otrzymywał kolejne oddziały najemne, które teraz krążyły po całym Kent w poszukiwaniu zaopatrzenia koniecznego dla dalszego prowadzenia oblężenia. Przybici tymi nowinami rebelianci wycofali się do Londynu, pozostawiając dAlbiniego i jego ludzi własnemu losowi.

Pomimo swych słabych szans garnizon zamku w Rochester odmawiał poddania się - tymczasem zaś minął październik i zaczął się listopad. Od samego początku oblężenia Jan przewidywał, że może być zmuszony do zastosowania podkopów, dlatego też rozkazał, aby kowale z Canterbury pracowali dzień i noc, wytwarzając jak najwięcej oskardów. W pewnym momencie jego ludziom udało się utworzyć wyłom w zewnętrznym murze zamku, co zmusiło jego obrońców do wycofania się do wielkiej wieży. Wówczas saperzy zaczęli podkop pod samą wieżą. 25 listopada musiał być on niemal na ukończeniu, gdyż tego właśnie dnia król rozkazał Hubertowi de Burgh, aby znalazł dla niego „czterdzieści świń, najtłustszych i najmniej nadających się do jedzenia, aby podłożyć ogień pod wieżą". Niedługo później tłuszcz owych świń został wykorzystany do podpalenia drewnianych stempli w wykopanym korytarzu, co spowodowało, że wieża częściowo zawaliła się, a w jej południowo-wschodnim kącie ział teraz wielki wyłom. Zadziwiające, lecz Albini i jego ludzie ciągle stawiali opór, wykorzystując do tego mur wewnątrz wieży, dzielący ją na dwie części; to on posłużył im za ostatnią linię obrony. Jednak w końcu zaczęło im brakować sił - zapasy, które zgromadzono w zamku, dawno już się wyczerpały, zaś oni sami dawno już zaczęli pożywiać się mięsem własnych drogocennych rumaków bojowych. 30 listopada, dzień albo dwa potem, oraz po oblężeniu trwającym niemal siedem tygodni, garnizon poddał się. „Za ludzkiej pamięci nie widziano", jak pisał Kronikarz z Crowland, „oblężenia równie gwałtownego i tak zażarcie odpieranego".

Mając w pamięci, jak wielu zabitych padło po jego stronie i jak potężne pieniądze musiał przez nich wydać, Jan nie był w nastroju na okazywanie łaskawości. Kilka dni przed kapitulacją d’Albini odesłał z zamku „tych, którzy wydawali się mniej bojowo nastawieni", na co król odpowiedział rozkazem odcięcia im dłoni i stóp. Według ówczesnych kronikarzy, po upadku twierdzy miał zamiar powiesić wszystkich jeszcze żyjących obrońców. Jednak ostatecznie możnowładcy z jego otoczenia wyperswadowali mu to, dowodząc że mogłoby narazić na zemstę tych wszystkich jego stronników, którzy w przyszłości trafiliby w ręce buntowników. Jan zadowolił się więc powieszeniem tylko jednego z obrońców - kusznika, który od dzieciństwa wychowywał się na królewskim dworze. Resztę jeńców odesłał do kilku zamków, gdzie zostali uwięzieni - Wilhelm dAlbini trafił do Corfe..."


Fragment książki: M. Morris "JAN BEZ ZIEMI" s. 248-250

Szukaj:


Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości