Suche Kruty 1278

Król Czech Przemysł Ottokar II w czasie swojego ponad dwudziestoletniego panowania powiększył terytorium państwa, którym władał, o Austrię, Styrię, Karyntię i Krainę. Niestety w listopadzie 1276 roku pod Wiedniem został pokonany przez nowego władcę Niemiec Rudolfa I Habsburga i zmuszony do złożenia hołdu lennego. Król Czech nigdy nie wybaczył władcy Niemiec upokorzenia, jakiego wówczas doznał. Stało się to paliwem napędowym działań Przemysła Ottokara II, który głównie skupił się na tworzeniu nowej koalicji, mającej na celu przywrócenie mu dawnej potęgi i blasku. Bitwa pod Suchymi Krutami stała się zwieńczeniem zabiegów obu władców.

"...Znawcy przedmiotu zgodnie szacują, że hufce polskie stanowiły około 1/3 całości armii Otokara. [...] Niemniej, gdyby nawet przyjąć, iż nie dotarli tam osobiście, to oczywiście mogli przysłać swoje oddziały. Tak więc, uczestniczący w kampanii wojennej w 1278 r. Polacy niekoniecznie wszyscy byli najemnikami na czeskim żołdzie, ale przynajmniej w części należeli do jednostek zbrojnych polskich Piastów. [...]
Oprócz Polaków z pomocą królowi czeskiemu przyszli liczni baronowie ze Szwabii, Frankonii, Alzacji, Turyngii, Saksonii, Austrii i Bawarii, pozyskani za niemałe pieniądze, a także Brandenburczycy, Miśnieńczycy, Rusini i Pomorzanie. Tych ostatnich, jak się wydaje, przysłał książę zachodniopomorski Barnim I. [...]
Mając na uwadze powyższą analizę faktów, należy przyjąć, iż Lew halicki nie zaangażował się w 1278 r. po stronie Przemysła Otokara II, pomimo że ten ostatni o to zabiegał..."


Fragment książki: Norbert Mika "WALKA O SPADEK PO BABENBERGACH" s. 90-91

"...Usiłując ustalić w miarę dokładną liczbę wojsk, zgromadzonych przez obydwie strony, austriacki uczony Andreas Kusternig stwierdził, że Rudolf z Habsburga miał pod swoją komendą 8500 żołnierzy, z czego zaledwie 300 do 550 stanowiło ciężkozbrojne rycerstwo niemieckie, zaś resztę - formacje lżejsze, głównie lekka jazda kumańska. Siły króla Czech były trochę mniejsze, gdyż miały liczyć około 6000 żołnierzy, z czego ciężkozbrojne konne rycerstwo stanowiło aż 1000, a rycerstwo lżejsze - 5000 zbrojnych. Podane wyliczenia są oczywiście szacunkowe i niekoniecznie muszą odzwierciedlać rzeczywisty układ sił. Bez wątpienia jednak armia Rudolfa, wraz z posiłkującymi ją Węgrami, Kumanami i Rusinami była liczniejsza..."

"...Wojska króla Rzymian podzielono na 3 oddziały i tyleż chorągwi. Rycerstwo austriackie znalazło się w 2 oddziałach: pierwszy pod chorągwią rzymskiego orła, drugi - według starego cesarskiego zwyczaju - pod chorągwią zwycięskiego świętego krzyża. Pod tą chorągwią szedł do boju również król Rzymian, który pełnił służbę wojskową będąc zgorzkniały lub złamany na duszy, lecz kroczył pewnie i dumnie. Swoje siły zbrojne na 3 oddziały podzielił także król Węgier. Kumanowie jednak ustawieni byli bez żadnego porządku. Gdy chodzi o króla Czech, to i on zdecydował się podzielić swoje liczne wojska na mniejsze oddziały, które zebrał spośród Czechów, Polaków i Austriaków, wspierających jego zamiary. On sam tymczasem, pewny siebie, z radosnym obliczem, stał w swej zbroi przed namiotami. Wątpiących w nadziei swoich rycerzy motywował przemową, przepowiadając im zwycięstwo w walce i chwalebny tryumf oraz liczne korzyści..."

"...26 sierpnia 1278 r. na jej prawym brzegu, pomiędzy miejscowościami Dürnkrut, Jedenspeigen i Stillfried, doszło do decydującej bitwy. Zawołaniem, które miało być sygnałem poszczególnych armii do ataku, były następujące okrzyki. W przypadku wojsk niemieckich i ich sojuszników - „Chrystus, Chrystus! Rzym, Rzym"; w przypadku oddziałów czeskich i ich sprzymierzeńców - „Budziejowice, Budziejowice! Praga, Praga!". Od samego początku inicjatywa przeszła w ręce Rudolfa. Znajdujące się na czele jego armii wojska węgierskie ruszyły spod Dürnkrut w stronę obozu Otokara. Równolegle z nimi posuwał się jeden z oddziałów niemieckich, który ukrył się w pobliżu. Natknąwszy się na bardzo silny opór przednich hufców czeskich, Węgrzy zaczęli się cofać. Wówczas Rudolf rzucił na szalę bitwy wszystkie swoje siły. Jego wojska spychając Czechów w kierunku ich obozu doszły aż pod miejscowość Jedenspeigen. Jednocześnie z boku uderzył ukryty tam w pierwszej fazie bitwy oddział niemiecki. Klęska armii Otokara była zupełna, a sam król, zwalony z konia i odarty ze zbroi i szat, zginął na placu boju..."

"...Armia czeska poszła w rozsypkę. Część rycerstwa zmuszona była szukać ucieczki w nurtach płynącej w pobliżu Morawy. Tylko niektórym udało się przeprawić na jej drugi brzeg, reszta znalazła śmierć w rwących wodach rzeki. Przyczyną klęski miała być zdrada i panika w szeregach Otokara, zaś za głównego winowajcę kronikarze uznali Milotę z Dedic. Był to zaufany czeskiego władcy, który dowodząc tylną strażą wojska, w decydującym momencie opuścił pole bitwy..."


Fragment książki: Norbert Mika "WALKA O SPADEK PO BABENBERGACH" s. 95-100

"...Bitwa pod Suchymi Krutami i Jedenspeigen, jaka rozegrała się 26 sierpnia 1278 roku, w piątek, „ulubiony dzień bitewny" Rudolfa, na stulecia przesądziła losy Europy Środkowej. Ówczesne doniesienia na temat siły i uzbrojenia obu armii są sprzeczne. Współcześni historycy szacują siłę oddziałów na około 20 tysięcy ludzi, do tego dochodzą po obu stronach ogromne tabory. Wojska Otokara liczebnością przewyższały nieco armię Rudolfa. Wspominam o tym wszystkim tylko dlatego, aby dzisiejszy czytelnik mógł w przybliżeniu wyobrazić sobie skalę średniowiecznych bitew rycerskich.
O dziewiątej rano obie strony rozpoczęły bitwę atakiem konnicy. Podzielone na trzy rzuty wojska znajdowały się tradycyjnie pod bezpośrednim dowództwem obu królów. Z bojową pieśnią na ustach natarły na siebie, po czym cicha dolina na kilka godzin przemieniła się w krwawą arenę. Z trzaskiem kruszyły się kopie, przewracały konie, ludzie spadali na ziemię, pozostając bez ruchu, huk wystrzałów i krzyki bólu rannych mieszały się z rżeniem wystraszonych zwierząt.
Rudolf, mimo podeszłego wieku - miał już sześćdziesiąt lat - odważnie rzucił się w wir walki. W ogniu bitwy jakiś rycerz z Thurgau ściągnął go z siodła i wyciągnąwszy z opresji, uratował przed śmiercią. Przez długi czas losy bitwy przechylały się to na tę, to na tamtą stronę. Wreszcie walkę rozstrzygnęło sześćdziesięciu wojów ciężkozbrojnej jazdy, których Rudolf, wbrew wszelkim zasadom rycerskiej walki, trzymał na skrzydle przeciwnika jako gotową do ataku strategiczną rezerwę. Szeregi Otokara zachwiały się i poszły w rozsypkę, konni rycerze rzucili się do bezładnej ucieczki. Szerzący się chaos porwał w swój wir króla. Dopadło go kilku wrogich rycerzy, strąciło z konia i wbrew rycerskiej etyce, pozbawiwszy broni i hełmu zabiło uderzeniem topora..."


Fragment książki: Friedrich Weissensteiner "HABSBURGOWIE" s. 25-26

"...Przemysł Ottokar podzielił wojska na trzy wielkie szyki, a te znów na trzy hufce bojowe. Pierwszy szyk stanowili Czesi i Morawianie, drugi wojska najemne oraz przysłane posiłki branderburskie, saskie, miśnieńskie, turyngskie, dolnobawarskie, w czwartym stali Polacy. To tu właśnie znajdowali się ludzie Henryka IV. Nieprzyjaciel nie dysponował zbyt wielkimi siłami. Rudolfa zawiedli panowie Rzeszy, tak że w ostateczności siły były raczej wyrównane. Kto wie, czy o zwycięstwie nie mieli zdecydować Węgrzy i Kumani, z którymi połączyły się wojska niemieckie na kilka dni przed bitwą. Młody król węgierski nie brał bezpośredniego udziału w bitwie, jego wojskami dowodzili Jerzy Baksa, Mateusz Csak, Stefan Jutkelet. Był piękny gorący dzień 26 sierpnia. Piątek. Bo ten dzień wybrał sam Rudolf, uzgadniając to z Ottokarem, niby przed wielkim turniejem rycerskim. Nad głową króla niemieckiego powiewała bojowa chorągiew Rzeszy, którą dzierżył Fryderyk Hohenzollern. Gdyby nie to, że historii nie kształtują symbole, można by powiedzieć, że w tej pierwszej wielkiej wojnie Słowian z Niemcami decydującą role odegrali też po raz pierwszy (wspólnie) Habsburgowie i Hohenzollernowie, Każdy rycerz niemiecki na zbroi lub płaszczu nosił biały albo czerwony krzyż jako znak rozpoznawczy; okrzykiem bojowym wszystkich sprzymierzonych z Rudolfem był: „Rzym! Rzym! Chrystus! Chrystus!" Czesi mieli rozpoznawać się po zielonych wstęgach lub gałęziach i po okrzyku „Praga! Praga!" Król czeski, przed bitwą jeszcze, stanął wobec rycerstwa czeskiego bez zbroi i wezwał zdrajców, aby go teraz zabili, a nie narażali na śmierć tylu innych w czasie bitwy. Kiedy jednak jeden wielki krzyk odpowiedział mu, że tu nie ma zdrajców, król z całą mocą i oratorskim talentem począł zachęcać rycerstwo do walki. Rozpoczęła się ona o godzinie 9 rano. Zaatakowali Niemcy, a w przedzie szli Węgrzy. „Hospodine pomiłujne!" - zabrzmiała czeska pieśń. Ale już na Czechów posypały się strzały Kumanów, już w nich uderzała jazda węgierska. Obie strony walczyły zażarcie. Mateusz Csak został zrzucony z konia, lecz Dionis z rodu Ols uratował go. Nawet kronikarz styryjski, który nie lubił Węgrów, chwali ich za dzielność. Po wielkich stratach Czesi i Morawianie zaczęli się wycofywać, a że za nimi znajdowała się spadzista Złota Góra, mogli uciekać tylko w północno-zachodnim kierunku na Zistersdorf. Węgrzy następowali na nich i kiedy król Władysław ujrzał ich zwycięstwo, podjechał do swych oddziałów i gonił uciekających. Ale tam gdzie był Ottokar bitwa została nierozstrzygnięta. Długa linia jego wojska zmusiła nawet prawe skrzydło Rudolfowe do gwałtownego odwrotu. Ottokar, zachęcając słowem i przykładem swoich, gnał Austriaków na Weidenbach, przekroczył go i mogło się zdawać; że bitwa jest wygrana. Co prawda oddziały czeskie zostały zatrzymane przez Szwabów i Styryjczyków, ale teraz wystąpili Polacy, aby zadać ostateczny cios wojskom niemieckim. Jeden z rycerzy Ottokarowych wybiegł nawet w tumulcie walki przed swoich, pędził niepowstrzymanie ku miejscu, gdzie stał Rudolf, dopadł go, ciął mieczem, ale chybił i zamiast w króla, uderzył w jego konia. Rudolf zwalił się z siodła do wody. Uratował go młody rycerz z Turgau i pomógł wsiąść na konia. Był to moment najbardziej krytyczny. Brakowało odpowiedniej liczby ciężkozbrojnej jazdy, a Węgrzy już rabowali obóz czeski nie można było dłużej na nich liczyć. Uderzyła jednak rezerwa pod dowództwem Ulricha v. Kapellena i Konrada v. Sumerau. Uderzyła na prawe skrzydło Ottokarowe. Sam Rudolf poprowadził do nowego ataku Austriaków. Rozgorzała walka z niebywałą dotąd siłą. Bitwa na lewym skrzydle przechylała szalę wygranej na stronę Niemców. Czeskie oddziały pchane z boków kierowały się teraz w stronę Morawy. Kiedy bowiem Rudolf cofał się w prawo, Fryderyk v. Hohenzollern szedł naprzód na lewo i stąd obrót linii bojowej. Teraz też słońce padało w oczy ludzi Ottokarowych. Cofali się oni ku rzece i to okazało się dla nich najgorszym wyjściem. Odezwały się wołania: „Uciekają! Uciekają!" Ktoś krzyknął o ucieczce Ottokara. Tylko Milota z Dziedzic mógł teraz uratować to skrzydło czeskie, uderzając rezerwowym hufcem w boki wojsk Fryderykowych. Ale Milota nie uderzył, dlaczego, Czesi nie dowiedzieli się nigdy. Pędzili teraz w popłochu ku Morawie, ich ciężka jazda wpadała w nurty rzeki, które rychło zaczerwieniły się krwią, tonęły w nich całe setki zbrojnych. Nad brzegiem mordowano lub brano do niewoli rycerzy Ottokarowych. Wśród jeńców znalazł się syn Ottokara, Mikołaj. Sam Ottokar walczył odważniej niż wszyscy inni i nie uległ panice. Gdy już w późnych godzinach popołudniowych cała linia wojsk sprzymierzonych była przełamana w wielu miejscach, odepchnięta i rozerwana, gdy ludzie jego bezmyślnie i bezcelowo biegli ku Morawie, on sam - w przekonaniu, że wszystko stracone - rzucił się w bój i długo jeszcze walczył dalej. Osłabiony od uderzeń, od siedemnastu ran, od straszliwego wysiłku i upału, na pół ogłuszony bronił się, aż wybito całe jego otoczenie, Ale i wtedy nie poddał się. Ciężko ranny spadł z konia. Niemcy rzucili się na leżącego. Jeden z nich już śmiertelnie ranionemu przebił mieczem pierś, drugi mizerykordią szyję. Zostawili go leżącego i odjechali. Ciury obozowe zdarły z niego zbroję, suknię królewską, buty, skrwawionego, zbrukanego błotem, nagiego zostawiono na gołej ziemi. Tłumy ,rycerzy niemieckich zbierały się i obrzucały trupa wyzwiskami. Wśród nich pojawiało się: „królik słowiański", „gach Rzeszy niemieckiej". Nadjechał Rudolf, patrzał na trupa swego największego wroga, „który stawał tego dnia jeszcze mężniej niż kiedykolwiek" - rzekł król do swej świty. Nakazał go ubrać i zawieźć do kościoła minorytów w Wiedniu. Sam jednak nie został, jak nakazywał rycerski zwyczaj, na polu walki przez noc, lecz natychmiast podjął pościg za uciekającym nieprzyjacielem. Niezliczona ilość zabitych usłała drogi od Suchych Krutów po Morawy. Wielu wzięto do niewoli..."


Fragment książki: Zbigniew Zielonka "HENRYK PRAWY" s. 149-153

Szukaj:


Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości