Mardż Ujun 1179

W 1179 roku przebywający w Syrii Saladyn dowiedział się o pustoszącej pogranicze armii Franków, więc wyruszył im naprzeciw.

"...Baldwin ze znacznymi siłami wyruszył z Tyberiady na północ, a następnie, zamiast udać się nisko położoną drogą przy Dżisr Banat Jakub ku kotlinie Huleh, skierował się na zachód przez wzgórza, minął Safad i Tibnin i wyszedł gdzieś na zachodnim łańcuchu granicznym wychodzącym na równinę Mardż Ujun. Wilhelm z Tyru zauważył, że rozpościerał się stamtąd widok na „korzenie Libanu", czyli na cały region położony niżej, Frankowie mogli więc dostrzec ognie obozu przeciwnika i ruchy jego wojsk. I rzeczywiście, udało im się zaskoczyć Saladyna; być może dotarli tam okrężną drogą przez góry, na której nie zdołali ich dostrzec zwiadowcy, obserwujący południowe dojścia. W tym momencie muzułmanie właśnie się przemieszczali. W okolicy zaczynało brakować zaopatrzenia, zdecydowano zatem, że cała armia przeniesie się na północ, do doliny Al-Bika. Nocą z 9 na 10 czerwca, kiedy Frankowie obozowali na położonych wyżej wzgórzach, Farruch Szah wyruszył na ostateczny wypad. Gdyby Baldwin był lepiej poinformowany lub czujniejszy i zdał sobie sprawę, co się dzieje, mógłby skoncentrować swój atak albo na wojskach Farruch Szaha, albo na bazie Saladyna. Jednak w zaistniałej sytuacji rankiem w sobotę 10 czerwca zszedł wraz ze swymi ludźmi ze stoków wzgórza w tempie, które dla jego jazdy było o wiele za szybkie, a potem wszyscy zatrzymali się „na kilka godzin", aby - jak przekazał Wilhelm z Tyru - zastanowić się, co czynić.
W międzyczasie zarówno Farruch Szah, jak i Saladyn zostali ostrzeżeni o niebezpieczeństwie. Mardż Ujun, w którym zatrzymali się Frankowie, nie było widać z obozu Saladyna w Tali al-Kadi, gdyż zasłaniały je wzgórza Matullah. Saladyn wyjechał poza obóz z zarządcą Baniasu i spotkał pasterzy, którzy powiedzieli mu, że widzieli wojska Franków. W pierwszej chwili nie chciał uwierzyć, że jego szpiedzy tak fatalnie go zawiedli, lecz gdy wieści się potwierdziły, pogalopował z powrotem do Tali al-Kadi, wysłał ciężki ekwipunek do Banias i nakazał swoim ludziom stanąć w szyku bitewnym. Farruch Szah przebywał po frankijskiej stronie rzeki Litani, która w tej okolicy płynie w kierunku południowym koło zamku Beaufort, a potem ostro skręca na zachód ku morzu. Próbował dołączyć do Saladyna i jak przekazał Wilhelm z Tyru, część jego sił ponownie przeprawiła się przez rzekę, którą latem można tam przebyć w bród, lecz Frankowie rozbili te wojska. Imad ad-Din napisał, że muzułmanie „nie stanęli z Frankami twarzą w twarz, lecz zostawili swój ekwipunek", który rozgrabiła później piechota frankijska. Sam Farruch Szah, jak twierdził jeden z jego towarzyszy, powrócił nad rzekę z dwudziestoma kilkoma ludźmi i na drugim brzegu, na wzgórzu, zobaczył 600 konnych rycerzy frankijskich. Był przekonany, że jeśli się zawaha, to Frankowie przejdą przez rzekę i zdruzgoczą jego żołnierzy, zaczął więc ze swoją garstką ludzi przeprawiać się przez nią w bród. Dodało to odwagi reszcie jego armii, która najwyraźniej trzymała się na uboczu, i zanim doszło do starcia z Frankami, Farruch Szah znów dysponował pełnymi siłami. W relacji tej nie wspomniano o jego ekwipunku, który najwyraźniej nie został odesłany z powrotem z powodu oczywistego braku bezpieczeństwa, a wzmiankę Imada ad-Dina można wyjaśnić najprawdopodobniej tym, że kolumna z ekwipunkiem powróciła wcześniej, zanim jeszcze uświadomiono sobie, jak blisko są Frankowie, albo że to, na co się natknęli Frankowie, było ekwipunkiem przeniesiony z obozu Saladyna w zamiarze podróży do Al-Biki. Po początkowym sukcesie wojska Franków rozdzieliły się. Piechota po splądrowaniu przechwyconego ekwipunku rozbiła obóz nad rzeką. Grupa rycerzy, wśród których znajdowali się mistrz zakonu templariuszy i Rajmund z Trypolisu - być może ich właśnie widział Farruch Szah - wspięła się na wzgórze przy rzece, najprawdopodobniej chcąc dojrzeć wroga, lecz wydaje się, że nie mieli należytego pojęcia o powadze swojej sytuacji i stracili przewagę wynikającą z zaskoczenia. Wilhelm z Tyru daje do zrozumienia, iż uznali już bitwę za wygraną, co oznacza, że całkowicie błędnie ocenili liczebność wojsk Saladyna. Nie byli w stanie zsynchronizować niszczycielskiego ataku na podzielone wojska i wpadli w najprostszą z pułapek. Farruch Szah nadciągnął od zachodu, natomiast Saladyn przybył z południowego wschodu. Opór był źle skoordynowany i nieskuteczny. Po dwóch szarżach kawalerię frankijską odcięto na wzgórzu, wielu ludzi zginęło lub trafiło do niewoli, a piechota się rozpierzchła. Część uciekła przez rzekę Litani, część schroniła się w zamku Beaufort, albo umknęła w dół rzeki ku Sydonowi. Rajmundowi z Trypolisu udało się uciec, lecz mistrz templariuszy, Hugon z Tyberiady, i Baldwin z Ramii dostali się do niewoli. Muzułmanie dowiedzieli się później, że króla wyniósł z pola walki jakiś sługa, który następnie ukrył go nocą i uciekł nazajutrz razem z nim. Imad ad-Din zasiadł u boku Saladyna, aby zanotować nazwiska jeńców w rejestrze. Zapisał: „Było nas razem nie więcej niż dwadzieścia osób, w tym ja i osobiści służący Saladyna, więźniów zaś ponad siedemdziesięciu", a później dodał, że prócz tego było tam także co najmniej dwustu siedemdziesięciu ważnych więźniów, nie licząc tych mniej istotnych..."


Fragment książki: M. C. Lyons D. E. Jackson "SALADYN" s. 159-161

Szukaj:


Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości