Helgea 1026

W 1026 roku duńskie terytorium najechały jednocześnie dwie sprzymierzone floty: norweska pod dowództwem Olafa II Świętego oraz szwedzka, na czele której stanął Anund Jakob. Ogrom zniszczeń jaki czyniły spowodował, że król Danii Knut II Wielki, rezydujący w tym czasie w Anglii, w bitwie postanowił rozstrzygnąć przyszłe losy Skandynawii. W tym celu, wzmocniony ogromną flotą, dopłynął do wybrzeży Jutlandii, a następnie ruszył naprzeciw najeźdźcom. Do spotkania obu armad doszło u ujścia południowoszwedzkiej rzeki Helgea.

"...Przebieg bitwy, co dość wyjątkowe, przedstawiony jest w sagach dość ogólnie, z kolei finał starcia prezentuje się wręcz zagadkowo. Autorzy Fagrskinny i Sagi Legendarnej stwierdzają jedynie, że w trakcie bitwy o obu armiach były duże straty oraz że żadna ze stron nie zdecydowała się uciec. Trochę więcej na temat przebiegu zmagań ma do powiedzenia Snorri Sturluson. Według niego, Knut przybył do ujścia rzeki Helgea w dość luźnym szyku. Jego flota była mocno rozciągnięta i wymagała reorganizacji, aby być w pełni gotową do walki. Dodatkowo późna pora skłoniła Knuta do poczekania z atakiem do następnego dnia. Część jego wojsk rozlokowała się na brzegu u ujścia rzeki. Jednakże rano, zanim jeszcze król Anglii i Danii zdołał wydać rozkaz ataku, na stacjonujące wojska wylała się fala rzeczna, która powstała w wyniku przerwania przez wojsko Olafa Haraldssona wcześniej zbudowanej tamy. Największe straty poniosły oddziały stacjonujące na wybrzeżu. Co więcej powstała fala zepchnęła łodzie Knuta, na czele z jego okrętem, wprost w kierunku floty Anunda Jakuba. Szwedzi natychmiast rozpoczęli atak, jednak jak podkreśla Snorri, łódź Knuta była niezwykle trudną do zdobycia. Niebawem do walczących dołączyły inne jednostki należące do floty Knuta oraz jarl Ulf ze swoimi oddziałami. Wówczas Olaf i Anund Jakub przekonali się, iż trudno im będzie zwyciężyć w starciu z silami Knuta. Z kolei syn Swena Widłobrodego potrzebował czasu na ostateczne przegrupowanie oddziałów, tak aby móc w pełni zaatakować przeciwnika. Dlatego władcy Norwegii i Szwecji zdecydowali się odpłynąć w kierunku wschodnim, licząc na to, że unikną ataku ze strony sił Knuta. Ten jednak, widząc poczynania przeciwników, nie naciskał na nich i de facto pozwolił im odpłynąć. Od tego momentu władcy Norwegii i Szwecji zastanawiali się, czy dalej kontynuować działania wojenne. Ostatecznie obaj postanowili wrócić do swoich siedzib, uznając, iż to co już osiągnęli było sporym sukcesem..."


Fragment książki: J. Morawiec "KNUT WIELKI" s. 235-236

Szukaj:


Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości