Dyrrachium 1081

Bitwa pod Dyrrachium, która odbyła się 18 października 1081 roku, była pierwszym poważnym starciem wojny bizantyńsko-normańskiej.

"...Cesarz Aleksy I dotarł pod Dyrrachium w październiku 1081. Jego przybycie na czele dużej armii lądowej zapowiadało rychłe zakończenie konfliktu na korzyść Bizantyńczyków, dysponujących teraz przewagą na lądzie i morzu. Sukces Wenecjan na morzu odciął Normanów od ich italskiego zaplecza a ich unieruchomiona flota nie mogła dowieść posiłków i zaopatrzenia. Znajdując się w pobliżu miasta Aleksy I wezwał do siebie dowodzącego obroną miasta Paleologa, który przybył do niego drogą morską w otoczeniu okrętów wojennych (z całą pewnością weneckich). Narada, jaka odbyła się w sztabowym namiocie Aleksego, mimo wniosków Paleologa i innych starszych dowódców, którzy odradzali cesarzowi rozpoczęcie bitwy i radzili granie na zwłokę, zakończyła się sukcesem zwolenników rozpoczęcia walnej bitwy z Guiscardem.
Guiscard wiedział że od jednej bitwy zależą losy całej wojny. Dlatego, aby zmusić żołnierzy do desperackiego oporu rozkazał spalić swoje okręty, tak by nie miełi dokąd uciekać. Bitwa, którą wydał Aleksy I Robertowi pod naciskiem młodych członków swojego sztabu, skończyła się dotkliwą klęską Bizantyńczyków. W trakcie trwania walk wcześniejszy rozkaz Guiscarda o spaleniu swojej floty, przyniósł podwójny efekt, ponieważ cześć jego wojsk walczyło z wielką determinacją, podczas gdy pewna grupa żołnierzy (zapewne mieszkańców Italii) rzuciła się do ucieczki w morze, prosząc o ratunek na pilnujących wybrzeża okrętach floty weneckiej (benetikou stolou), którego jednak im nie udzielono. Możemy być pewni, iż Robert nie spalił wszystkich swoich okrętów. Wilhelm Apulijski relacjonuje, że w czasie owej ucieczki Longobardów i mieszkańców Kalabrii, prawie wszyscy dowodzeni przez Guiscarda marynarze mieli im towarzyszyć. Ludźmi morza, których okręty mogły pozostać niezniszczone, mimo że źródła o tym nie mówią, mogli być piraci z Dubrownika i Dalmacji. Im, jak wiemy, Norman zawdzięczał uratowanie resztek swojej floty podczas ataku Wenecjan. Nie można wykluczyć, że w razie przegranej bitwy to na ich okrętach Guiscard i znajdujący się w jego otoczeniu notable mieli zamiar uciec. Spalenie pozostałych okrętów miało zmotywować do walki przede wszystkim niezbyt pewne pod względem morale oddziały z Italii. Mieszkańców Dalmacji służących Guiscardowi, pragnęli złapać sami Wenecjanie, gdyż zgodnie z zawartymi wcześniej pomiędzy nimi a Wenecjom umowami za współprace z Normanami groziła im śmierć, dlatego do zaciętego oporu specjalnie ich zachęcać nie trzeba było, choć część może uległa panice na początku bitwy.
Dzięki informacjom przedstawionym powyżej wiemy, że w czasie bitwy pod Dyrrachium Wenecjanie zabezpieczali działania cesarza od strony morza. Zastanowić się możemy również nad tym, czy w czasie wspomnianej wcześniej narady wojennej, nie powierzono im również roli uderzenia z morza na tyły Normanów, po przełamaniu przez Aleksego I pozycji tych ostatnich. O takim właśnie planie świadczyć może to, że weneckie okręty znajdowały się bardzo blisko brzegu, skoro uciekający żołnierze normańscy stojąc w wodzie po szyję, byli w stanie się do nich zbliżyć. Tak płytkie zanurzenie okrętów (oceniając średni wzrost ówczesnych mężczyzn na 1,6-1,8 metra), sugerować może, że do takich działań Wenecjanie mogli użyć wspomnianych wcześniej mikro akati, bowiem te niewielkie łodzie się idealnie nadawały do takich celów..."


Fragment książki: M. Böhm "FLOTA I POLITYKA MORSKA ALEKSEGO I KOMNENA" s. 120-122

Z zaplecza nadchodzi jednak kolejny atak. Bazyleus Aleksy I Komnen nie wahał się długo. Z armią tak samo niejednorodną jak oddziały bizantyńskie, które niegdyś próbowały szczęścia na Sycylii, rzuca się na oblegających. Robert Guiscard podrywa do walki swoich wojowników. Osiemnastego października 1081 roku cztery oddziały normańskie odpierają atak armii cesarskiej. Roi się w niej od najemników tureckich, ruskich, serbskich i wareskich, od normańskich dysydentów i saksońskich huskarlów. Całe to wojsko zostaje rozbite w pył. Uciekający z pola walki cesarz długo wędruje po albańskich górach, nim dotrze do Bizancjum. Tym razem książę nie okazał łaski. Wszystkich pokonanych zmasakrowano..."


Fragment książki: P. Aube "ROGER II" s. 50-51

Szukaj:


Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości