Crotone 982

Emir Abu al-Kasim dążył wszelkimi siłami do zatrzymania zwycięskiego pochodu Ottona II w południowej Italii. Ogłaszając wielką świętą wojnę ściągnął duże posiłki z Afryki Północnej. Do pierwszego spotkania obu armii doszło w pobliżu miasteczka Roseto, lecz Abu al-Kasim nie odważył się zaatakować i wycofał swe siły na południe, w okolice miasta Crotone, gdzie 13 lipca 982 roku koło Crotone, w pobliżu przylądka Cap Collone, na wschodnim wybrzeżu Kalabrii, wojska Ottona II starły się z wojskami emira muzułmańskiego.

"...emir wycofał swe siły dalej na południe, w okolice miasta Crotone, i rozpoczął przygotowania do decydującego starcia. Emir Abu al-Kasim podzielił w międzyczasie swe siły na dwa korpusy. Na czele pierwszego stanął osobiście, czekając na równinie przylądka Capo Colonna, oddalonej niecałe 12 kilometrów na południe od Crotone. Drugi korpus ukrył się za pobliskimi wzgórzami..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "CROTONE 982" s. 164

"...W dniu 15 lipca 982 roku jazda pancerna Ottona II dotarła wczesnym rankiem do równiny położonej niedaleko przylądka Capo Colonna i stanęła naprzeciwko ustawionej już w szyku bojowym armii emira Abu al-Kasima. Niesamowity musiał to być widok dla obu stron: 18 000 do 20 000 obleczonych żelaznymi kolczugami i pancerzami chrześcijańskich rycerzy zachodniej Europy naprzeciwko 20 000 saraceńskich wojowników. Przednią formację muzułmanów tworzyła jednolita ściana piechoty ustawiona w szeroką linię i głęboka na paru wojowników. Uzbrojeni byli w duże owalne tarcze i ciężkie włócznie powbijane na ukos w ziemię, ostrzami w kierunku nadciągającej konnicy. Każdy z nich miał podwójny pancerz — pierwszą warstwę stanowiła długa sięgająca kolan kolczuga, na nią nałożony był krótki pancerz lamelkowy w formie kaftana, osłaniający korpus poza pas. Za nimi stała druga linia: kwadratowe bloki piechoty zmieszane na przemian z blokami kawalerii. Piechota z drugiej linii trzymała przygotowane do wystrzału łuki. Emir znajdował się w trzeciej linii, złożonej wyłącznie z ciężkozbrojnej kawalerii, w środkowym bloku. Od razu trzeba dodać, że za położoną w niewielkiej odległości grupą pagórków i lekkich wzniesień czekało w odwodzie następne 5000 Saracenów, wyłącznie jazdy ciężkiej, niewidocznych dla rycerstwa Europy. Rycerze Ottona II po raz pierwszy stanęli twarzą w twarz z co najmniej równorzędnym przeciwnikiem. To nie były, tak jak do tej pory, lekko uzbrojone oddziały saraceńskie, nastawione głównie na łupienie i branie niewolników, czy też piechota garnizonów. Przed nimi stała potęga islamu, wojownicy zaprawieni w wielu bojach na terenach Azji Mniejszej, Afryki Północnej i Europy. Chronieni świetnej jakości, artystycznie wykończonymi zbrojami. Wyposażeni w pozakrzywiane miecze, siedzący dumnie na swych zwinnych ogierach pod łopoczącymi i wijącymi się niczym wezbrana fala morska zielonymi i czarnymi sztandarami opatrzonymi religijnymi tekstami. Co od razu było zauważalne i napawało nieokreślonym strachem, to że wielu z nich znajdowało się w euforycznym transie religijnym.

Stojąc tak naprzeciwko siebie, oceniano wygląd, uzbrojenie, pancerze i potencjalną siłę oraz możliwą taktykę przeciwnika. A różnice w uzbrojeniu i taktyce istniały, i to bardzo istotne, niektóre z nich zadecydowały też o wyniku tej bitwy. Pancerze muzułmanów charakteryzowały się nie tylko lepszym wykończeniem artystycznym. One były po prostu o wiele lżejsze od europejskich i pozwalały na większą swobodę manewru ciałem podczas walki. Zakrzywienie mieczy też miało swoje uzasadnienie — w walce wręcz można takim mieczem łatwiej zadać pchnięcie pod tarczą przeciwnika. Taktyka konnicy muzułmańskiej była bardzo zbliżona do tej, którą przez dłuższy czas z powodzeniem stosowali koczownicy węgierscy. Polegała ona na szybkim, udawanym wycofaniu się z pola walki, a następnie nagłym ataku po przegrupowaniu na zdezorientowanego przeciwnika. Tylko dzięki niezwykłej dyscyplinie można było tę taktykę zniweczyć — po prostu nie dać się wciągnąć w bezładną gonitwę za uciekającym pozornie przeciwnikiem, tylko czekać w zwartym szyku na kontratak.

Otto II nie zarządził żadnego specjalnego ustawienia. Środek linii zajmował on sam, otoczony swą specjalną gwardią złożoną z 300 najprzedniejszych rycerzy, niekoniecznie tylko niemieckich. Bezpośrednio po obu stronach rozstawił się doborowy korpus saski, tysiąc jeźdźców po lewej i tysiąc po prawej. Z tyłu ochraniała go jazda pancerna Obodrytów. Następne szeregi i kolumny porozstawiały się w grupach terytorialnych: Bawarczycy i Szwabowie pod dowództwem księcia Szwabii zamykali prawe, a Longobardowie pod dowództwem dwóch synów Pandulfa Żelaznej Głowy lewe skrzydło. Nie było jakichś specjalnych ustawień wewnętrznych, po prostu wokół każdego rycerza zbierała się jego świta — giermkowie, pomocnicy, przyjaciele. Z tego też względu nie było ostrego podziału szeregów armii ottońskiej na ciężko lub lekkozbrojną kawalerię, wszyscy byli wymieszani. Sam cesarz siedział na swym rumaku bojowym wysunięty przed pierwszą linię kawalerii, obserwowany z wielkim napięciem przez otaczających go poddanych — czekano na jego sygnał do ataku. Otto II postawił tego ranka wszystko na jedną kartę, na jedną rozstrzygającą bitwę: koronę i życie. Rzuciwszy się do szarży na zwarte szeregi Saracenów, pociągnął za sobą przyszłość cesarstwa i wpłynął na bieg historii.

Szeregi jazdy pancernej ruszyły do ataku, przechodząc linia za linią w coraz szybszy galop. Cała siła i pęd ataku kolumny z cesarzem skierowane zostały na centrum muzułmańskiej linii bojowej, tam gdzie w otoczeniu swej wyśmienitej gwardii znajdował się sam emir Abu al-Kasim. Między obiema armiami, mniej więcej pośrodku równiny i dokładnie na linii ataku, znajdowało się niewielkie wzniesienie terenu. Konnica Ottona II przegalopowała przez to wzniesienie i dzięki lekkiemu spadkowi uderzyła na przeciwnika z jeszcze większą prędkością. Muzułmanie nie spodziewali się takiej prędkości atakujących. Z ich doświadczeń zdobytych w bitwach z ciężką kawalerią bizantyjską wynikało, że zakuty w żelazo rycerz nie może tak szybko pędzić. Nie zdążyli oddać ani jednej skutecznej salwy ze swych słynnych łuków refleksyjnych! Starcie było straszliwe. Dzięki arabskim kronikarzom, którzy opisali bitwę bardziej szczegółowo niż zapiski europejskie, wiemy, że fala uderzenia przełamała i unicestwiła w mgnieniu oka wiele pierwszych szeregów piechoty saraceńskiej.

Pierwsza linia atakującej jazdy z pędzącym na czele cesarzem roznosiła na boki lub wdeptywała w ziemię szeregi wroga jak pług świeżą ziemię. Niebawem dotarli do środka bloków obronnych muzułmanów, gdzie znajdował się sam emir. Rycerze chrześcijańscy zatracili początkowy impet szarży, powyciągali swe długie miecze i zaczęli rąbać wroga na lewo i prawo, prąc nadal, z mniejszą już prędkością, naprzód. [...] I tak dotarli do samego emira, otoczyli go i wycięli w pień całą jego drużynę przyboczną. [...] W ferworze walki jakiś saski lub słowiański miecz dosięgnął w końcu samego emira, który otrzymawszy silny cios w głowę, spadł z konia i został dobity. W przekazie Ibn al-Athira emir ginie od strzały. [...] Wraz z nim padło wielu szlachetnych z jego gwardii przybocznej, również ci najdzielniejsi . W ten sposób zginął ten, co jeszcze tego ranka marzył o zdobyciu Italii i być może założeniu nowego kalifatu. [...]

Armię muzułmanów ogarnął chaos i panika, rozpoczęła się regularna rzeź Saracenów, których od całkowitej zagłady uratowały ich szybkie i zwinne konie. [...] Kto tylko mógł, ratował się ucieczką w kierunku znajdujących się nieopodal wzniesień i wąwozów wyrzeźbionych w skalistym podłożu. Dokładnie tam, gdzie czekał w odwodzie rezerwowy korpus konnicy muzułmańskiej. W tym momencie stały się dwie rzeczy naraz: rycerze Ottona II, nie myśląc o ściganiu i tak szybszego przeciwnika, uwierzyli, że bitwa zakończyła się ich zwycięstwem. Zaczęto zsiadać z koni. giermkowie pomagali rozpinać i zdejmować pancerze, inni zajęli się szukaniem wody lub po prostu przysiedli, żeby odpocząć. Niektórzy rycerze wydali już rozkazy rozstawiania namiotów i wysłali pomocników w stronę taborów. Jednocześnie zaś arabscy uciekinierzy z pola bitwy połączyli się z ukrytą rezerwą, informując ich o chwalebniej śmierci emira. Muzułmanów ogarnął amok uniesienia religijnego i nowy zapał bojowy, po czym rzucili się wspólnie, rezerwa zmieszana z uciekinierami, do kontrataku. Pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami upłynęło niewiele minut. Po czym 5000 świeżej ciężkozbrojnej kawalerii muzułmańskiej wzmocnionej nieokreśloną liczbą wojowników z pierwszego starcia wpadło w dzikim galopie na odpoczywających na ziemi lub leżących z powodu wyczerpania, bezbronnych i nieprzygotowanych rycerzy Ottona II. Zaczął się drugi akt dramatu. Zanim muzułmanie dopadli zdumionych chrześcijan, zdążyli oddać w galopie jedną albo i więcej salw z łuków. Środek pola bitwy zamienił się w wrzeszczące kłębowisko walczących wojowników splecionych z masą ryczących z przerażenia koni. Zdyscyplinowane zastępy rycerstwa europejskiego zbiły się w grupki beznadziejnego oporu, malejące błyskawicznie. Teraz wyszła na jaw przewaga lekkich pancerzy Saracenów, pozwalających na szybkie i zwinne uniki. Cesarz Otto II bronił się zaciekle, otoczony swymi wiernymi rycerzami, którzy padali jak muchy. Tak zostali wycięci w pion wszyscy Obodryci i większość Sasów należących do gwardii Ottona II. [...] W tym punkcie wszystkie kroniki są zgodne: armia Ottona II została zmasakrowana, dosłownie zmieciona z powierzchni ziemi. Zginęła większość możnowładców cesarstwa, dwóch książąt (Landulf IV z Kapui i Pandulf II z Salerno), co najmniej 19 grafów, duża liczba biskupów i opatów.

Otto II, widząc unicestwienie swej armii, zdecydował się w końcu na ucieczkę i wyrwał się z okrążenia wraz z niewielką grupką rycerzy. Wśród nich znajdował się między innymi książę Bawarii i Szwabii, również Otto z imienia, oraz Żyd z Moguncji imieniem Kalonymos. [...]

Cesarz Otto II został wprawdzie uratowany, lecz jego wielka armia przestała istnieć, a jej zdemoralizowane resztki znajdowały się w rozsypce. W Rossano odczekano jeszcze jakiś czas na zbierające się niedobitki wymęczonego rycerstwa, po czym w szybkim tempie skierowano się na północ, w kierunku Salerno i Benewentu, obawiając się rychłego nadejścia zwycięskiej armii muzułmanów. Nic bardziej mylnego! W krótkim czasie po bitwie wszystkie oddziały muzułmańskie ewakuowały się na Sycylię. Mało tego, Saraceni opuścili zajęte dotychczas garnizony, miasta i obozy. Cała ta masa wojska przepychała się w pośpiechu przez zawężenie morskie z Kalabrii do Mesyny na Sycylii, unosząc ze sobą ciało Abu al-Kasima, którego krótko po bitwie ogłoszono wielkim męczennikiem za sprawę islamu. Dziwne też, że nie zebrano ani zbroi, ani broni, ani czegokolwiek z pola bitwy, oprócz zwłok emira — dlaczego ci, którzy odnieśli tak doniosłe zwycięstwo, rozgromili tak potężnego wroga, opuszczali niemalże w panice nie tylko miejsce swego triumfu, ale i całą Kalabrię?.

W ostatecznym rozrachunku i na podstawie późniejszych wydarzeń okazało się, że na tej bitwie dwie strony przegrały, a jedna zyskała. Do przegranych należało bez wątpienia cesarstwo Ottonów i kalifat fatymidzki z Kairu z emiratem Sycylii, czyli dwie strony uczestniczące bezpośrednio w bitwie, a do wygranych należała ludność Kalabrii, a co za tym idzie, częściowo Cesarstwo Bizantyjskie. Bitwa została przez cesarza Ottona II przegrana, co do tego nie mają żadnych wątpliwości kronikarze europejscy. Ogromna liczba rycerstwa niemieckiego (saskiego, frankijskiego, bawarskiego, szwabskiego i fryzyjskiego), lombardzkiego i słowiańskiego postradała swe życie na polu bitewnym, niewielu, jak na przykład biskup Piotr z miasta Vercelli, dostało się do niewoli saraceńskiej. Nimb niezwyciężonej cesarskiej armii Ottonów został definitywnie pogrzebany, a idea zjednoczenia pod berłem jednego cesarza całej Italii wydawała się zaprzepaszczona. Pozostały tylko niewyjaśnione pytania i domysły. Jak mogło do tego dojść, że doświadczony w wielu bitwach i wojnach oraz walczący na rozmaitych frontach Europy przywódca, jakim był Otto II, postawił dosłownie wszystko na jedno zbrojne starcie? Dlaczego żaden ze zwiadowców i szpiegów niemieckich nie dostrzegł rezerwowego korpusu kawalerii saraceńskiej, ukrytego za wzniesieniami? Czyż książęta i rycerstwo longobardzkie z otoczenia cesarza nie zaznajomili go z taktyką i sposobami walki muzułmanów? [...] Niestety, żadna z kronik nie daje jednoznacznej bądź zadowalającej odpowiedzi na te pytania..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "CROTONE 982" s. 166-180

"...Jak widać, kronikarze europejscy doszukiwali się w obrazie cesarza różnych wytłumaczeń na klęskę pod Crotone. Zaznaczyć należy, że sugestia, jakoby Otto II poniósł sromotną klęskę, wyszła od tychże kronikarzy. Zupełnie przeciwnego zdania są kroniki arabskie i z południowej Europy: w ich relacji Otto II odniósł zwycięstwo, zabijając emira i wyganiając skutecznie muzułmanów z Italii..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "CROTONE 982" s. 183

Szukaj:


Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości