Nad rzeką Lech 955

Bitwa nad rzeką Lech, stoczona 10 sierpnia 955 roku, była jedną z najważniejszych potyczek średniowiecznej Europy, a przyczyną bitwy były częste najazdy Węgrów na Bawarię. Armia Ottona I pokonała w niej groźne węgierskie hordy, które łupiły cały ówczesny kontynent docierając do Italii, a nawet w głąb Hiszpanii.

"...Węgrzy zastosowali następującą taktykę. Przy wyjściu z lasu ustawiła się w szyku bojowym główna armia węgierska, zarówno ściągnięta spod Augsburga piechota, jak i przybyłe oddziały konne. Większość historyków doszła do wniosku, że rozstawienie formacji węgierskich było następujące: pośrodku, frontem do wychodzących z lasu Niemców, stanęły gęsto zbite bloki piechoty. Za nimi ustawiła się konnica, rozłożona szerokim półksiężycem, z wybrzuszeniem do tyłu. Druga grupa węgierskich wojowników jeszcze poprzedniego dnia udała się w kierunku obozu niemieckiego pod Horgau i parę kilometrów na południe od niego się przyczaiła. Manewr ten przeprowadzono niezwykle sprawnie, nie wzbudzając podejrzeń niemieckich zwiadowców. Następnego dnia zadaniem tej grupy było niespodziewane zaatakowanie tyłów armii niemieckiej, kiedy będzie wchodziła w gęstwinę Rauhen Forst. Lecz nie dowolnych oddziałów, w dowolnym momencie! Plan polegał na doskonałym zgraniu czasowym. Węgrzy mieli zaatakować ostatni legion chroniący tabory, zanim wejdą w las, ale nie za wcześnie, dopiero krótko po tym, jak przedostatni legion zniknie wśród drzew..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "LECHOWE POLE 955" s. 139-140

"...A jak widział to Otto I? Wiedząc, że przy wyjściu z lasu czeka armia węgierska, postanowił nie tracić czasu — taka okazja mogła już się nie powtórzyć. Należało zatem jak najszybciej opuścić rozłożone w otwartym terenie obozowisko w Horgau i podążyć rzymską drogą przez Rauhen Forst, która, wijąc się przez las, dawała wojsku osłonę przed śmiertelnymi strzałami Węgrów. Po wyjściu na otwartą przestrzeń trzeba było tylko sprawnie ustawić legiony w szyku bojowym i rozpocząć bitwę. Najwyraźniej Otto I nie zdawał sobie sprawy z tego, że wielki oddział węgierski przycupnął w ukryciu na jego tyłach, czekając na dogodny moment do ataku..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "LECHOWE POLE 955" s. 142

"...Wojsko niemieckie wjechało do lasu kolumną podzieloną na grupy odpowiadające zebranym w Ulm ośmiu legionom. Na przodzie szły trzy legiony bawarskie, za nimi podążał legion Franków z Konradem Czerwonym na czele. [...] Piątą grupę tworzył legion królewski prowadzony przez Ottona I. [...] Za legionem królewskim podążały legiony szósty i siódmy prowadzone przez księcia Szwabii Burcharda. Na końcu były tabory..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "LECHOWE POLE 955" s. 142-143

Bitwa nad rzeką Lech 955

"...Gdy tylko siódmy legion (czyli jeden z dwóch szwabskich) zniknął w Rauhen Forst, do marszu powoli ruszyły tabory eskortowane przez ósmy, czeski legion. Pomiędzy legionami zachowywano pewien odstęp w celu zachowania porządku i zapobieżenia chaosowi organizacyjnemu. Dlatego w pewnym momencie doszło do sytuacji, w której ostatni szwabski legion przebył już pewien odcinek rzymskiej drogi w głębi Rauhen Forst, ale ze względu na zachowany odstęp tabory i Czesi znajdowali się jeszcze w odległości co najmniej kilkudziesięciu metrów od ściany lasu. Na to właśnie czekali poukrywani po obu stronach obozowiska i wjazdu do lasu węgierscy wojownicy. Tę decydującą chwilę uchwycił też Widukind: „Ale sytuacja rozwinęła się inaczej, niż się spodziewano'. Dał tym do zrozumienia, że zasadzka Węgrów zaskoczyła wojsko niemieckie, krzyżując początkowy plan Ottona. Porozstawiani wszędzie łucznicy węgierscy zaatakowali legion czeski i tabory, rozpoczynając nieustanny ostrzał z trzech stron z tyłu i po obu stronach Czechów. Strzały spadające na zdezorientowanych rycerzy zaczęły przetrzebiać ich szeregi, szerząc chaos i panikę. Rycerze nie za bardzo wiedzieli, jak reagować, jak przeciwstawić się rozstawionemu wokół w odległości 200-300 m przeciwnikowi. Nie było jak się ukryć przed padającymi zewsząd strzałami, ustawianie jakichkolwiek szyków też nie miało sensu. Czesi całymi grupami próbowali przejść do galopu, ale ostrzał na to nie pozwalał...."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "LECHOWE POLE 955" s. 145

"...Po wystrzeleniu kilku lub kilkunastu salw węgierska konnica uzbrojona w szable, fokasy i buzdygany ze wszystkich stron rzuciła się na Czechów. Wojownicy węgierscy wyskoczyli niespodziewanie i z wielkim krzykiem zaatakowali czeski legion, wciąż wypuszczając śmiercionośne strzały. [...] Wokół taborów rozgrywała się tragedia czeskiego rycerstwa. Węgierscy wojownicy bez trudu dobijali nieprzygotowanych na taki przebieg wydarzeń rycerzy. Wielu z nich, ciężko opancerzonych, stanęło nagle oko w oko ze zwinnym i ruchliwym przeciwnikiem, zadającym błyskawiczne ciosy lekkimi szablami. Zaskoczeni Czesi ponieśli ciężkie straty. Ci, którzy nie uciekli, stanęli mężnie do obrony, ale nie mieli szans. Część czeskiego rycerstwa rozsypała się podczas walki na wszystkie strony, próbując ucieczki..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "LECHOWE POLE 955" s. 145-146

"...Ale i nie wszyscy Węgrzy przeszli do natarcia, spory oddział pozostał na pozycjach po obu stronach wejścia do lasu, gdzie przedtem weszły legiony szwabskie. Niebawem do Szwabów dotarła wieść o zasadzce na tabory i walce na tyłach. Książę Burchard nakazał tylnym szeregom, aby zawróciły. Niebawem z lasu zaczęły wypadać gromady rycerzy szwabskich, chcące przyjść z pomocą broniącym się rozpaczliwie resztkom Czechów. Węgrzy tylko na to czekali — każda nowa fala szwabskich wojowników witana była kolejnym gradem strzał. Ponieważ nie wszyscy naraz mogli się przepchać wąską drogą, z lasu jednocześnie mogło wypaść niewielu wojowników, dla Węgrów stało się to niczym polowanie na osaczonego ze wszystkich stron zwierza. Mimo to niektórym udało się przebyć strefę śmiercionośnego ostrzału. Lecz kto dotarł żywy w zamęt bitwy toczonej wokół taborów, musiał przystąpić do boju z liczniejszym przeciwnikiem..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "LECHOWE POLE 955" s. 146

"...W ten sposób Węgrom udało się po jakimś czasie wplątać w krwawą walkę trzy legiony: czeski i dwa szwabskie. Do tego momentu sytuacja rozwijała się według ich oczekiwań. Trzy legiony z armii Ottona I walczyły na tyłach i znajdowały się w rozsypce. Bili się jeszcze nieliczni, ogromna liczba padła już w boju, część uciekła, część dostała się w niewolę. To pierwsze starcie należy zapisać na korzyść Węgrów..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "LECHOWE POLE 955" s. 147

"...Tymczasem pięć pozostałych niemieckich legionów parło dalej na wschód przez Rauhen Forst, albo nie zdając sobie jeszcze sprawy z wydarzeń na tyłach, albo nie mając możliwości manewru i przegrupowania na wąskiej drodze. [...] Podczas gdy legiony czeski i szwabskie zmagały się z węgierską nawałą po zachodniej stronie Rauhen Forst, po wschodniej stronie wychodziły już z lasu przednie grupy armii niemieckiej. Wbrew oczekiwaniom Węgrów Niemcy nie popadli w panikę, lecz bardzo szybko i sprawnie zaczęli zajmować pozycje, szykując się do bitwy. W którymś momencie do Ottona dotarło, co dzieje się na tyłach. Król szybko ocenił sytuację i rozkazał Konradowi Czerwonemu przeprowadzić kontratak i wybawić walczące na tyłach wojsko z opresji. [...] Główna armia węgierska ustawiona w szyku bojowym naprzeciwko Ottona I nie zareagowała na manewr Konrada, ponieważ Węgrzy wciąż się spodziewali, że wojsko niemieckie wpadnie w panikę, a poza tym nie wiedzieli, co się dzieje po drugiej stronie lasu, gdzie ich pobratymcy niszczyli niemieckie tyły..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "LECHOWE POLE 955" s. 147-148

"...Tymczasem Konrad i jego oddział pognali co sił w końskich kopytach drogą przez las i gwałtownie wypadli z niego po zachodniej stronie. Cóż ujrzeli? Węgrzy, którzy byli przekonani o zwycięstwie, zapomnieli, jak brzmiały pierwotne rozkazy. Zamiast czyhać przy wyjściu z lasu na potencjalną niemiecką odsiecz, zabrali się do plądrowania zdobytych taborów i wiązania jeńców. Inni wciąż byli zajęci walką z broniącymi się tu i ówdzie kupkami Czechów i Szwabów. Nastąpiło to, czego najmniej sobie życzyli dowódcy węgierskiej armii: ich wojownicy, upojeni zwycięstwem, stracili kontrolę nad sytuacją i zająwszy się grabieżą, zapomnieli o rozkazach oraz niebezpieczeństwie..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "LECHOWE POLE 955" s. 148

"...Legion Konrada raptownie wypadł z lasu, zajęci rabowaniem łucznicy nie zdążyli zareagować. Rycerze w pełnym galopie przetoczyli się po Węgrach; ten i ów węgierski wojownik nie oderwał jeszcze rąk od grabionego dobytku a już padał przebity włócznią lub z roztrzaskaną mieczem czaszką - na nic w takim boju skórzane czapy na głowach Z natarcia nie uszedł żywy prawic żaden Węgier, tabory zostały odbite, a jeńcy uwolnieni..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "LECHOWE POLE 955" s. 149-150

"...Natychmiast po tym sukcesie legion Konrada, a także uwolnieni rycerze czescy i szwabscy pognali bez straty chwili z powrotem na wschodnie wyjście z lasu, by połączyć się z głównymi siłami Ottona I. Wielu Szwabów i Czechów pędziło pieszo, gdyż ich konie padły lub uciekły podczas węgierskiego napadu..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "LECHOWE POLE 955" s. 150

"...Węgrzy nic nie wiedzieli o tych wydarzeniach. Byli przekonani, że rozpoczęta przez nich akcja przebiega zgodnie z planem i że niebawem szeregi wroga pójdą w rozsypkę. Tymczasem do ustawionych już niemieckich oddziałów dołączyli Frankowie Konrada i resztki legionów czeskiego i szwabskich. Ku zdumieniu węgierskich dowódców, Otto I czynił przygotowania do ataku..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "LECHOWE POLE 955" s. 150-151

"...Otto I ustawił swoją armię następująco: z przodu w jednej linii, w odstępach między sobą, trzy legiony bawarskie. Uważa się, że Bawarezyków spotkał zaszczyt walki w pierwszej linii z dwóch powodów. Mieli największe doświadczenie w walkach z Węgrami i rwali się do walki, aby pomścić wszystkie zniszczenia, jakich dokonywali Węgrzy, od lat najeżdżając Bawarię. Mieli wysokie morale i chęć do bitwy. Drugą linię tworzyli: po lewej niemieckiej flance legion Franków, a na prawej flance Otto I z legionem królewskim. Większość historyków uważa, że król podzielił swój legion na dwie części, które zajęły środek i prawą flankę drugiej linii, przy czym Otto I znajdował się pośrodku. Nad królem powiewał wspomniany sztandar Archanioła Michała. Trzecią linię tworzyły resztki dwóch szwabskich legionów, a zamykały ją niedobitki Czechów. Niemcy znajdowali się w strategicznie nie najgorszej pozycji, jeżeli wziąć pod uwagę przewagę liczebną wroga i jego możliwości taktyczne. Za plecami mieli las zabezpieczający ich przed atakiem od tyłu. Po lewej stronie ciągnęła się ściana skalistych wzniesień, chroniąca tę stronę niemieckiej armii przed możliwymi manewrami taktycznymi Węgrów..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "LECHOWE POLE 955" s. 151

"...Węgrzy zajęli pozycje na lekkich wzniesieniach w pobliżu osady zwanej Westheim. Ich ustawienie pokrótce opisałem poprzednio: dwa bloki zwrócone frontem do przeciwnika, piechota z przodu, pośrodku formacji, za nimi kawaleria wygięta na kształt półksiężyca.
Między obiema armiami płynęła niewielka rzeczka Schmutter, ale jej sforsowanie nie przedstawiało żadnego problemu..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "LECHOWE POLE 955" s. 151

"...Stojące w trzeciej i czwartej linii odziały czeskie oraz szwabskie, poważnie przerzedzone w porannej bitwie i w większości pozbawione koni, przeszły do pieszego ataku na węgierską piechotę w centrum. Po drodze, gdy mijali przednią linię, dołączył do nich środkowy legion bawarski. Cały manewr został sprawnie przeprowadzony. Za pomocą tarcz Niemcy sformowali coś na wzór dawnego rzymskiego żółwia i tak chronieni zbliżali się nieubłaganie w stronę piechoty przeciwnika. Węgrzy, zaniepokojeni innym rozwojem sytuacji niż oczekiwany, rozpoczęli ostrzał maszerujących pieszo niemieckich rycerzy. Ale dzięki umiejętnie trzymanym tarczom straty nie były wielkie i nie powstrzymały maszerujących przed parciem naprzód..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "LECHOWE POLE 955" s. 154-155

"...Akcja spieszonych oddziałów niemieckich była idealnie zgrana w czasie z manewrem jazdy pancernej. W chwili gdy piechota ruszyła w stronę węgierskiego centrum i minęła drugą linię niemieckiego szyku bojowego, Otto I poderwał do ataku swój legion królewski. Odbyło się to prawie bezpośrednio po jego płomiennym przemówieniu. Lecz nie skierował szarży w środek węgierskich szyków, tam szła właśnie piechota. Pancerni Ottona I przegalopowali nieco bardziej na prawo, by zmusić skrzydło węgierskiego półksiężyca do rozciągnięcia w jak najdłuższą linię. Następnie po sprawnej zmianie kierunku przeszli do natarcia na lekko zdezorientowanych konnych łuczników przeciwnika na ich lewym skrzydle. Po drodze spadły na nich chmary strzał, zwalając z koni wielu pędzących rycerzy. [...] Jazda pancerna z Ottonem I na czele wpadła zatem z impetem na węgierską konnicę nieprzygotowaną na taki obrót sprawy. Pośrodku mętnie walczyły odziały piechoty. Również Konrad Czerwony na lewej flance poderwał do ataku swą pancerną jazdę, gdy tylko prawy bok węgierskiej konnicy począł zaginać się do środka, chcąc przyjść walczącym tani oddziałom z pomocą. Na nich spadło uderzenie Franków. Wywiązała się równic zagorzała walka, jak po stronic Ottona I. Po jakimś czasie Węgrzy zaczęli ustępować, co było łatwe do przewidzenia. W bezpośrednim starciu z opancerzonymi i uzbrojonymi w długie proste miecze oraz włócznie rycerzami niemieckim nie mieli szans walczący lekkimi szablami i pałaszami. Bitwa przesunęła się na południowy zachód, i tam doszło do rozstrzygających i najbardziej krwawych zmagań w tym boju..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "LECHOWE POLE 955" s. 155-156

"...Walczące po lewej i prawej stronie oddziały jazdy pancernej zaczęły brać górę nad przeciwnikiem, spychając go ku środkowi. Zaginały przy tym skrzydła ataku również w stronę środka, niby napinające się coraz bardziej dwa końce łuku. Dla węgierskiej piechoty oznaczało to okrążenie i walkę o przeżycie. Gdy dla węgierskich dowódców stało się to jasne, zrozumieli, że ta część bitwy zakończy się straszliwą klęską i dla piechoty nie ma już ratunku. Postanowiono zostawić ją na pastwę losu i ocalić jak najwięcej oddziałów konnych. Tak też się stało, konnica zaczęła opuszczać pole bitwy, niekoniecznie w panice czy rozsypce. Ale nie wszystkim dopisało szczęście. Część oddziałów nie była już zdolna do skoordynowanych i zdyscyplinowanych działań taktycznych, te padały ofiarą szalejących na polu bitwy, upojonych zwycięstwem Niemców. Wielu Węgrów utonęło w rzece podczas prób jej sforsowania, inni byli dobijani w wodzie. Niektóre grupy szukały schronienia w szopach i zabudowaniach w okolicznych wsiach. Gdy zostali odkryci, nieszczęśników palono żywcem wraz z budynkami..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "LECHOWE POLE 955" s. 156-157

"...Główną bitwę wygrali Niemcy, lecz większości węgierskiej armii — konnym łucznikom — udało się ujść z masakry i opuścić pole bitwy. Kierowali się na prawą stronę Lecha, tam gdzie znajdowały się ich obozy..."


Fragment książki: Robert F. Barkowski "LECHOWE POLE 955" s. 159

Madziarzy stosowali wyjątkowo skuteczną taktykę. Potrafili świetnie rozpoznawać teren, porozumiewając się za pomocą ognia. Byli świetnymi jeźdźcami, dzięki czemu mogli szybko się przemieszczać i efektywnie manewrować. Oprócz tego posiadali wyjątkową umiejętność nadzwyczajnie celnego strzelania z łuku, siedząc na grzbiecie konia, podczas jazdy. Zasypywanie przeciwnika gradem strzał podczas bitwy dawało im ogromną przewagę.

W tym okresie państwo Ottona I było bardzo osłabione problemami wewnętrznymi i z tego powodu stało się łatwym i smacznym kąskiem dla sąsiadów. Niemiecki król został zmuszony ten problem jak najszybciej rozwiązać. Do spotkania obu armii doszło nad rzeką Lech w okolicach Augsburga. Wcześniej wojska królewskie zostały zasilone przez oddziały Franków, Bawarów oraz Lotaryńczyków. Armię Ottona wspomógł także w tej bitwie czeski książę Bolesław I. Węgierskie legiony wystąpiły pod dowództwem Bulcsu, Lela i Sura.

Interesująca nas bitwa, powszechnie zwana bitwą nad rzeką Lech bądź na Lechowym Polu, rozegrała się najpewniej 10 sierpnia 955 roku. [...]
Starcie [...] rozegrało się nie tylko w kilku etapach, ale i - jak wynika z przekazów - w kilku miejscach. Co więcej, wydaje się, że w przypadku interesującej nas bitwy mamy do czynienia ze starciem, do którego doszło, rzec można, spontanicznie. Nie ma tu mowy o wcześniejszym wybraniu terenu, na którym miano stoczyć walkę. [...] wlaka rozpoczęła się z zaskoczenia, kiedy Ottona I idącego na odsiecz oblężonego Augsburga zaatakowali Węgrzy.[...]
Jak wiemy, w tym czasie duża armia Węgrów oblegała Augsburg. Dowiedziawszy się jednak, [...] że król Otto nadciąga z odsieczą dla miasta [...] najeźdźcy po naradzie postanowili wyjść naprzeciw króla i jego armii. Po pokonaniu Ottona chcieli wrócić pod Augsburg jako zwycięscy i tym łatwiej zdobyć miasto, by potem podporządkować sobie całe królestwo.[...]
Zatem część (niestety nie wiemy jak wielka) oddziałów węgierskich porzuciła obleganie miasta i - jak się domyślamy - przesunęła się na zachód.[...]
Wkrótce po przybyciu do królewskiego obozu księcia Konrada zwiadowcy donieśli, że armia Węgrów znajduje się niedaleko. Tę informację należy odnieść do oddziałów węgierskich, rozlokowanych na wschód od maszerującej armii Ottona, bo [...] pierwszy atak Węgrów, który miał niebawem nastąpić [...], całkowicie zaskoczył wojsko Ottona.[...]
Następnego dnia o świcie, po raporcie zwiadowców, zwinięto obóz i wyruszono naprzeciw wroga w sile ośmiu legionów. Pierwsze trzy składał się z Bawarczyków, w czwartym szli Frankowie pod dowództwem Konrada. Piąty legion był oddziałem królewskim, najsilniejszym, składającym się z ciężkiej kawalerii, chronionym dodatkowo przez walecznych młodzieńców. [...] Szósty i siódmy złożone były ze Szwabów pod dowództwem księcia Burcharda, ósmy, a zarazem ostatni, tworzyli Czesi, za którymi postępował jeszcze tabor z całym gospodarczym ekwipunkiem wyprawy.[...]
Armię ottońską szacuje się na około trzy do czterech tysięcy zbrojnych.[...]
Część Węgrów przekroczyła Lech, okrążyła armię i niespodziewanie uderzyła na tyły maszerującej kolumny rażąc ją strzałami, [...] gdzie znajdował się tabor aprowizacyjny, a tuż za nim oddział Czechów. [...] Atak był całkowitym zaskoczeniem. Węgrzy zdobyli wozy, [...] wycięli Czechów, a nawet [...] legiony szósty i siódmy (czeski), które przyjęły walkę, zostały przetrzebione, a niedobitki zmuszone do ucieczki. [...] Kiedy król dowiedział się, że tylna część kolumny jest w zagrożeniu [...] posłał do walki księcia Konrada z czwartym legionem. Ten [...] pokonał wroga, odzyskał tabory i wrócił do króla ze sztandarami zwycięstwa.[...]
Następna potyczka, czy też faza bitwy, rozegrała się tego samego dnia, ale później i już w innym miejscu. [...] Otton uzbrojony w tarczę i świętą włócznię pierwszy natarł wroga. Walka rozegrała się tym razem chyba poza lasem, gdzieś na otwartej przestrzeni. Domyślamy się, że wojska Ottona wyszły po wschodniej stronie Rauherforst. [...]
Odwaga czy też zuchwałość (audaciores) przeciwników początkowo się utrzymywała. Jednak kiedy Węgrzy zobaczyli, ze ich towarzysze zawracają, w przerażeniu dostali się między ottońskie oddziały, gdzie spotkała ich śmierć bądź niewola.[...]
Warto wspomnieć, że Widukind donosi nam, iż w bitwie zginął książę Konrad, nie precyzując przy tym, o które starcie mu chodzi. [...] Kronikarz plastycznie i sugestywnie opisuje, że z powodu niezwykłego gorąca panującego owego dnia, Konrad rozluźnił pasek od swojej zbroi, żeby zaczerpnąć powietrza. Został wtedy trafiony węgierską strzałą w gardło i zginął natychmiast.[...]
Rozgromieni Węgrzy wracający pod Augsburg przynieśli wieść o klęsce. [...] Zatem walka musiała toczyć się w znacznym (co najmniej kilku kilometrów) oddaleniu od Augsburga, skoro nie była widoczna z wałów miasta. Między Rauherforst a Augsburgiem płynie rzeka, czy raczej większy potok Schmutter. Zatem bitwa najpewniej rozegrała się między tymi dwoma naturalnymi barierami lasem i wodą. [...]
Tego samego dnia Otton zajął obóz Węgrów, skąd uwolniono jeńców. Kronikarz, dookreślając czas zdobycia węgierskiego obozu, pośrednio daje nam do zrozumienia, że starcie to nastąpiło w jakiś czas po głównej bitwie, nie podaje nam jednak żadnych więcej szczegółów.[...]
Atak ów musiał być dosyć krótki, a obóz zlokalizowany niezbyt daleko, bo rzecz [...] rozegrała się tego samego dnia. Gerhard również informuje, że o zmierzchu król powrócił do Augsburga - chociaż nie wspomina o zajęciu węgierskiego obozu.[...]
Dla Rzeszy sukces nad rzeką Lech był [...] przełomowym wydarzeniem. Po 955 roku już nie spotykamy się z informacjami o najazdach węgierskich na państwo Liudolfingów.


Fragment książki: J. Sobiesiak "OD LECHOWEGO POLA (955) DO MEDIOLANU (1158)" s. 12-25

Wydaje się, że Węgrzy faktycznie wykorzystali wewnętrzne niesnaski dla odbycia ponownych wypraw grabieżczych na Bawarię i Szwabię. Pod umocnionym Augsburgiem, gdzie rezydował Udalryk, a więc biskup sprawujący swój urząd już podczas zagrożenia węgierskiego z czasów Henryka I, zostali oni zatrzymani i zmuszeni do dłuższego oblężenia. W żywocie Udalryka wspomniane jest, że węgierskich wojowników musiano pejczami zapędzać do ataku na mury Augsburga. Zaznaczono tam również, że biskup objął dowództwo obrony.[...]
Oblężenie trwało długo, dzięki czemu Otto miał czas, by na czele oddziałów ściągniętych z różnych części rzeszy pospieszyć oblężonym z pomocą. Wśród posiłków nie było Sasów, ponieważ groziła właśnie wojna ze Słowianami i w związku z tym nie można było ogołacać tej części kraju z wojowników. Słynną bitwę na Lechowym Polu stoczono 10 sierpnia 955 roku, w dniu św. Wawrzyńca. Otto ślubował, że jeśli wyjdzie z bitwy zwycięsko, ufunduje na cześć tego świętego biskupstwo w Merseburgu. Wojownicy przygotowywali się do starcia, poszcząc i jednając się między sobą.[...]
Losy bitwy długo się ważyły, ponieważ Węgrzy obeszli wojska Ottona i zaskoczyli je atakiem z tyłu. Karta odwróciła się jedynie dzięki śmiałej interwencji byłego księcia Konrada i jego wojowników. Również sam Otto miał pochwycić Świętą Włócznię i jako pierwszy rzucić się na wroga, „wypełniając powinność zarazem najdzielniejszego żołnierza i najlepszego dowódcy”. Zwycięstwo było koniec końców miażdżące, a Węgrów uciekających przez Bawarię i Szwabię bezlitośnie ścigano i zabijano. Jeńców, w tym kilku dowódców, książę Henryk - który sam z powodu szwankującego zdrowia nie brał udziału w bitwie - kazał posłać na szubienicę..."


Fragment książki: G. Althoff "OTTONOWIE" s. 82-83

"...Węgrzy wyszli na spotkanie maszerujących wojsk. Na polach obok rzeki Lech, blisko Augsburga, rozegrała się jedna z ważniejszych bitew średniowiecznych. Z badań historyków wynika, ze Otto podzielił swe wojsko na kilka oddziałów, prawdopodobnie pięć i całkowicie panował nad sytuacją, dzierżąc w dłoni włócznię św. Maurycego. Thietmar i Widukind mówią o dwudniowych zmaganiach, lecz faktycznie bitwa rozegrała się jednego 10 września 955 r. Węgrzy słabo rozpoznali siły i ugrupowanie wojsk niemieckich. Czołowe oddziały Bawarów i Szwabów wzięli za siły główne, tymczasem za plecami tego rycerstwa, ustawionego ławą, były jeszcze trzy kolumny marszowe, rozciągnięte w głąb. Podjęli swoje zwyczajne działania bojowe, czyli ostrzał z łuków i próby rozluźnienia szyków wroga. Silna straż przednia Niemców postąpiła zgodnie z zaleceniami poprzedniego króla Henryka – przeczekała ostrzał i ruszyła do natarcia. Węgrzy z łatwością oskrzydlili te oddziały swymi grupami zasadzkowymi, lecz tym razem nie zdołali zacisnąć „cęgów” na ich tyłach – z głębi ugrupowania wyszły szarże ottońskich „legionów” odwodowych. Prawe skrzydło węgierskie, mające sporo miejsca na manewrowanie, po zażartym boju musiało ustąpić. Lewe, skrępowane rzeką Lech, nie miało miejsca na uniki, czy nawet cofnięcie się, gdyż za ich plecami trwał bój centralnych oddziałów obu stron. Otto rzucił do walki ostatnie swe oddziały – Czechów Bolesława. Przełamano opór w środku, odcinając prawe skrzydło węgierskie i odpychając je od reszty szyku. Tym samym wojska węgierskiego centrum zostały przeskrzydlone przez oddziały Niemców. Aby uniknąć klęski, Węgrzy musieli się cofnąć. Za nimi był jednak gród Augsburg i rozlewiska wezbranej rzeki Lech. Dużą część sił węgierskich okrążono, stłoczono i przyparto do rzeki. W takiej walce nie mieli już najmniejszych szans z pancernymi jeźdźcami.
Węgrzy ponieśli bezprzykładną klęskę. Wszystkich jeńców, jakich wzięto do niewoli, powieszono, w tym dwóch dowódców węgierskich, książąt Lehela i Bulcsu. Nie obyło się bez start po niemieckiej stronie, o czym świadczy śmierć królewskiego zięcia, niedawnego buntownika, Konrada Czerwonego. Uradowane wojsko obwołało Ottona I imperatorem...."


Fragment książki: P. Rochala "Cedynia 972"



Szukaj:


Strona główna Władcy Ważne bitwy Polityka prywatności Antykwariat Księga gości